Zdzisław Antolski

 

Zwyczajny Holocaust

 

MagnetyczniTemat Holocaustu nie znalazł w polskiej literaturze pięknej, właściwego do swojej rangi, wyrazu. Być może apokaliptyczne rozmiary tego zjawiska z okresu II wojny światowej,  onieśmielały potencjalnych autorów, paraliżowały wyobraźnię, ale wydaje mi się, że najważniejsze było to, iż powstające dzieła pisane były z pozycji świadków zagłady, jej obserwatorów. Właściwi bohaterowie, którzy mogliby pisać wspomnienia czy utwory literackie, zginęli w komorach gazowych, a ci którzy ocaleli mieli tak wielką traumę, że często chcieli zapomnieć o swoich strasznych przeżyciach.

 

Wprawdzie temat zagłady Żydów poruszała Zofia Nałkowska w „Medalionach”, a także Tadeusz Borowski w przejmującym opowiadaniu oświęcimskim „Proszę państwa do gazu”, pisali o tym także w swoich wierszach: Czesław Miłosz (słynny wiersz „Campo di Fiori”, który doczekał się wielu polemik i dyskusyjnych głosów) oraz Tadeusz Różewicz, ale jak już mówiłem, było to spojrzenie z zewnątrz. Nikt się nie ośmielił opisać sytuacji od wewnątrz, wniknąć w duszę skazanych na śmierć, i pisać w ich imieniu.

Dobrze się więc stało, że powstał zbiór wierszy Elizy Segiet, która zjawisko to opisuje niejako od środka, z punktu widzenia ofiar, często w pierwszej osobie. Ten zbiór wierszy pod tytułem „Magnetyczni”, oddaje głos ofiarom zagłady, którzy wreszcie mogą sami opowiedzieć tą straszną, nieludzką historię. A był to czas, czas wojny i niemieckiego faszyzmu w wykonaniu Hitlera, który jakby zawiesił panujące dotychczas normy moralne, to co nienormalne stało się zwyczajne. I tylko pamięć o tym jak powinno wyglądać ludzkie życie, dawała ofiarom jakąś wewnętrzną nadzieję, jak w wierszu „Zwyczajnie”

(…)
Teraz każdego dnia
czuje lęk, strach i niepokój.

Dopóki
w jej ukochanych chmurach
nie usłyszy
hitlerowskich samolotów
będzie śniła o dobru,
spokoju i normalności.

Może będzie
– jak kiedyś –
wielobarwnie, cicho,
tak zwyczajnie.

Oto nastał „świat odwróconych wartości”, złamane zostały wszelkie prawa ludzkie i boskie, wszelkie dobre obyczaje, nie liczy się moralność ani przyzwoitość, współczucie czy solidarność. Do takiego stanu rzeczy zdolne jest tylko ludzkie szaleństwo, obłęd ideologii, bo zwierzęta nie są do tego zdolne. Do planowej eksterminacji całych grup ludnościowych.

Najważniejsze stało się przeżyć, przetrwać dzisiaj, będąc skazanym na śmierć. Przestało się liczyć „wczoraj” i „jutro”, najważniejsze jest „dziś” i „teraz”. Życie chwilą, która może stać się ostatnią..

(…)
Wczoraj spałem
w wykrochmalonej pościeli
- dzisiaj
moja prycza jest przykryta derką.

Wczoraj to była mara,
- dzisiaj
już tylko wiara,
żw w ludziach
pozostanie coś z Człowieka.

(Derka)

Ofiary Holokaustu, żeby przetrwać muszą się ukrywać, przed prześladowcami, a także przed donosicielami, czyli „szmalcownikami” jak w wierszu „Dlaczego”

(…)
Co i do kogo można powiedzieć

Nikt nie doniesie, kiedy
milczysz,
nie wychodzisz
tam gdzie świat
czeka by zemścić się na nas.

Zasypiamy kiedy cichną odgłosy nienawiści.

- Tate, a kiedy się obudzimy?

Być może nas nie obudzą.

- Dlaczego?

Tak będzie lepiej.
Śpij już, córeńko.

Czasami śmierć staje się jedyną formą wyzwolenia ze strachu i upokorzenia, ale przecież nie można tego powiedzieć dziecku, dla którego życie dopiero się rozpoczyna. Dla niego śmierć jest największa tragedią, rezygnacją z życia, którego jeszcze nie zdążyło poznać. Zabijanie dzieci, to niszczenie przyszłości.

Czy zdołam opowiedzieć,
że byli tacy,
którzy zabijali przyszłość?

(…)
Życie jest
-drżeniem.
Pomimo wszystko
to nadzieja na kolejny
-uśmiech przypadku.

(Źli)

Podstawową filozofią Holokaustu był rasizm, w myśl którego pewni ludzie nie zasługują na życie, muszą zostać zlikwidowani, muszą umrzeć, jak w wierszu „Posortowani”:

(…)
Posortowani
milczą,
nadsłuchują
idą we wskazanym kierunku.

- W stronę  śmiercionośnego transportu.

Mało kto może zboczyć z tej drogi.

Wykupienie najcenniejszego
nie jest łatwe.
nie zawsze można zapłacić za
Życie.

Ale ofiary nie chcą być ofiarami, nie chcą zgodzić się na anty – normy moralne, jakie ustanowili prześladowcy.

(…)

Nie godzę się na zagładę.
Na przekór złoczyńcom
- ktoś zostanie!
Jedni pod podłogą,
inni na strychu,
albo
by przetrwać
przybiorą jakąś maskę.
(…)

(Złoczyńcy)

Żeby przetrwać trzeba było się ukrywać, albo przyjmować fałszywą tożsamość. Na tym polegała ta gra z mordercami, na znalezieniu właściwej kryjówki. Osobiście do dziś pamiętam z mojego dzieciństwa, ze wsi Pełczyska na Ponidziu, ciemne jamy, jakby jaskinie, zamaskowane gałęziami, wydrążone w glinie, na płaskowyżu, gdzie na zachodnim brzegu stał kiedyś zamek Łokietka. Ojciec uświadomił mi, że w tych jamach ukrywali się przed hitlerowcami, w czasie ostatniej wojny, Żydzi z pobliskiego miasteczka – Wiślicy. Do dziś pamiętam swoje dziecięce oburzenie, zdziwienie i grozę, że w takich jamach mieszkali ludzie. Później od mojego dziadka, chłopa ze wsi Węchadłów, pod Pińczowem, dowiedziałem się, że moja babcia piekła więcej chleba niż potrzebowali, a mój dziadek wiózł furmanką te chleby w worku dla Żydów ukrywających się w lesie.

Niemcy wyrabiali mydło z ludzi, jednak słusznie Eliza Seget piszew wierszu „Mydło”:

(…)
Żadne mydło, a zwłaszcza
to
- zrobione  z człowieka,
nie oczyści krwi
i ich parszywych łap!

 

 

(…)
Wiem, że gdyby wtedy,
ten zwykły – niezwykły Hans
w wypłowiałym niemieckim mundurze
nie zobaczył we mnie człowieka,
przestałbym żyć

Zresztą,
to już nieważne.

Po latach już nawet
- zło skarłowaciało –

(Klatka)

 

Okazuje się, że nawet wśród morderców, złoczyńców zdarzali się po prostu ludzie, którzy w skazanych na zagładę również widzieli ludzi, swoich braci, a nie podludzi. Być może ten Hans z wiersza Elizy Segiet,  wcale nie był faszystą, nie wierzył w Hitlera, ale w strachu o własne życie bał się zaprotestować. Jednak okazał się człowiekiem, wbrew rozkazowi nie zastrzelił Żyda, zachował swoją godność człowieczą.

Wiersze Elizy Segiet z tomu „Magnetyczni”, są poruszające nawet dla współczesnego czytelnika. Nie zawaham się stwierdzić, ze są one świetnie napisane, właśnie poprzez swoją lakoniczność, przedstawianie Zagłady w sposób, rzekłbym dokumentalny, rzeczowy, bez zbędnej ckliwości i sentymentalizmu, choć czasami czujemy oburzenie, które w tych okolicznościach byłyby zupełnie zbędne. Rzeczywistość była wystarczająco groźna i przerażająca, rzekłbym nieludzka.

Dlatego dobrze się stało, że tyle lat po Zagładzie, powstała poetycka relacja z przetrwania nieludzkich czasów. W dodatku książka wybitna.

 

 

Eliza Segiet „Magnetyczni”, Rzeszów 2018 r.

 

 

 

 

Pin It