ELŻBIETA MUSIAŁ o książkach MARII ŻYWICKIEJ-LUCKNER

 

Mieszkam teraz gdzie indziej – powtórzyła za Puszkinem w poniedziałek 23.11.2009 

W cieniu aferyKsiążka Majki Marii Żywickiej-Luckner „w cieniu afery. dzienniki więzienne” kończy się słowami: „Jasiek rzuca się na mnie przed wejściem do domu, cieszy się jak dziecko. Ja też. Wchodzę do domu, jakbym wyszła wczoraj”. Tak opisany jest dzień po Dniu Kobiet, rok 2010. Daty są tu istotne, przecież to dziennik, przecież rzecz dzieje się w Polsce zaledwie 8 lat temu. Piątego października 2009 kilku funkcjonariuszy zabrało Majkę z domu. O szóstej dwadzieścia pięć. Z Warszawy przetransportowano ją do AŚ do Łodzi, na Beskidzką, gdzie rozpoczęła się więzienna opresja: „Idę do celi jednoosobowej. Dostaję dwa koce i pościel – mam zrobić sobie łóżko na betonowej wylewce podobnej do sarkofagu. Robię. Gdzieś już widziałam takie koce? Już wiem. W leżakowni dla bezdomnych na warszawskiej Pradze”. To początek pięciomiesięcznej odsiadki. „Areszt tymczasowy, bo istnieje obawa mataczenia. Co to za słowo?”

 

Z zapisków prowadzonych w więzieniu rysuje się obraz parszywej faktyczności. Tak, każdy dzień zostaje przez Majkę zrelacjonowany, lecz nie po to, by zapamiętać, ale by wiedzieć, jak „łatwo tu trafić”, jak w jednej chwili zatrzasnąć się może za człowiekiem więzienna furta i otworzyć świat bez wyjścia. W którym wszystko przytłacza niczym cela „dziesięć i pół stopy mojej na trzynaście i pół stopy mojej”. Zapisany dzień po dniu, a każdy podobny do drugiego: „Mamy problem ze wstawaniem o piątej trzydzieści. Narzucamy coś na piżamę i stoimy na baczność tuż przy furcie. – Stan: osiem”. To „coś” to drelich przewiązany sznurkiem. Sztywne godziny apelu, michy, spacerów, kąpieli jeśli zasłużą. „Na kolację biały ser – we wtorki zawsze biały ser, a na śniadanie kasza manna”. Są tu też obiady: „Chleb wymieszany z mięsem – raz jako kotlet mielony, innym razem jako pieczeń. Trzeba popijać zupą, bo staje w gardle”. Pozostaje jedynie przetrwać w jednostajności godzin: „… a tymczasem muszę iść na spacerniak – dziesięć na dwanaście chodnikowych płyt, dobrze, że spadł śnieg i nie mogę ich, jak codziennie, liczyć”. Ten cytat pochodzi z listu, który napisała do Zdzisia (Zdzisława Łączkowskiego).

macankaListy. Idą z Warszawy do Łodzi tyle, ile trwa miesiąc. Z Łodzi do Warszawy tyle samo. Ale w więzieniu miesiąc trwa dłużej o całe czekanie, na „widzenie”, na bliskość. Najczęściej nawiedza tęsknota. „Tu kochanie ma inny wymiar, to jest inne kochanie, takie aż do bólu, do strachu, że za chwilę nie będzie kogo kochać, że zostanie zabrane, że odejdzie…”. To z listu do domu. Ot, tyle prywatności wymacanej przez prokuratorską cenzurę. Tyle wewnętrznego świata, ile uniesiesz. Ten zewnętrzny – przychodzi wraz z „widzeniem”, ale niezwykle (i) rzadko. Wyjście poza mury jedynie za sprawą snu. A sny są i są często po Hydro (Hydroxyzinum). To od nich niekiedy zaczynają się zapisy dni. „W nocy sen – list. – Kto pozbawia człowieka wolności, podlega karze od 3 do 5 lat – czytam”.     

Dzienniki z „dołka”, z „przejściówki” i z aresztu śledczego są lekturą przytłaczającą. Owo „rozdrapywanie ściany” jest najkrótszym z możliwych zapisów, suchy, kostyczny, bez przymiotników. Czasowniki też są często wyrzucane poza zdanie. Takie zdjęcie emocji z tego, co już dojmujące. Lecz nie jest to wybrana dla dobra tekstu narracja, ale jedyny możliwy w takiej sytuacji sposób przekazu. Daje się wyczytać bezsilność. Nie należy jej jednak równoważyć z poddawaniem się, no, co najwyżej nurtowi zdarzeń, bo na to w areszcie wpływu się nie ma. Decyzje zapadają poza wysokimi murami i bez udziału więzionych. Co więc pozostaje? Wtopić się w tło, zagryźć zęby i przetrwać. Dla Majki zbawienne okazały się ucieczki, ale te w świat słowa pisanego i koloru. „Poszukiwanie makaronu w zupie mlecznej, a potem próba wiersza”. Jednym słowem, czytanie książek, pisanie szkiców do wierszy i malowanie farbami akrylowymi. Lecz czy było to wyciszanie emocji? Na pewno było przekierowaniem uwagi i podporą, by nie zwariować, by nie utracić siebie. „Czasem trzeba odejść dalej, żeby poczuć więcej”.

Beznamiętność dziennika. Beznamiętność, która mówi wiele. Za szkieletami słów kryją się jednak dojmujące obrazy. Czytelnik staje wobec przekazu wystarczającego, by wytrącił go z błogiego poczucia i uzmysłowił świat, który się dzieje, świat bez świata, więc trzeba go sobie stworzyć.

„Tu ludzie tworzą nowe światy. Światy wyimaginowane palcami i wykrzyczane z okna do okna. Światy za kratami i mleczną szybą – jakby nasze twarze były zaraźliwe. Państwo nie zakupi szczepionki na tego wirusa. Wirus AŚC1 szaleje!” (AŚC1 = areszt śledczy, cela 1).

Powróćmy jeszcze na chwilę do świata za kratami. A w nim do bezdusznego i upadlającego traktowania człowieka. I nie jest ważne, czy udowodnili mu winę. „– Poproszę wody. – Nie ma. Chyba że z kibla, ale nie ma kubka. O, tu jest, plastykowy, używany”. „Na celi rzęsistkowica, a tu jedna miska na trzy. Wyjaśniam dziewczynom, co to za choroba. Dziewczyny przerażone. Bezskutecznie proszą o badania”. „Dziewczyny z karnego (piętro wyżej) chodzą, gdzie chcą. Mogą dzwonić. My nie. Jeszcze nieudowodniona wina, a już skazane”.

Na okładce książki: „Maria Żywicka-Luckner– pełniąca funkcję lekarza sądowego, skazana przez Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 17 października 2017 r., który utrzymał tym samym wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Ten sam Sąd uchylił jej drugi wyrok skazujący, wydany przez Sąd Okręgowy w Warszawie w oparciu o zeznania tego samego świadka, które miały ją pogrążyć. I postępowanie toczy się od nowa. Kolejna sprawa jeszcze w toku…”.

Sprawa Rywina wciąż jest w toku.  

Tyle dzienniki więzienne, ale jest jeszcze druga książka Majki, z wierszami, o dość zaskakującym tytule „macanka na spoko i trendy. To w niej, w przestrzeni już poetyckiej, autorka ulokowała emocje również te, których nie ma w dziennikach. W zapiskach mogliśmy przeczytać zaledwie jakaś frazę – w tomiku mamy już rozwinięcie. Książki polecam czytać razem, uzupełniają się. Jedna jest suchą relacją zdarzeń zamkniętych za kratami, za czterema kreskami kraty wyrytymi na papierze. Druga jest ujściem na wolność, na rozległe pola rozmyślań i odczuwania. Ale wciąż jest to podążanie za sobą, za człowiekiem i własnym doświadczeniem, nie zaś opowiadactwo. I tu zwięzłość wypowiedzi jest nadrzędna. Jednakże te niewiele słów nijak nie powstrzyma ogromu treści zawartej w wierszach ani ciężaru gatunkowego tych rozważań. Samo życie i aż życie.   

Oto przykład, może dwa:

 

kobiety w chustach

 

zanim wejdą do chałup zrzucą zapach włosów

jak rzeczy zbyteczne podczas nalewania zupy

 

nie krzyczą orgazmu

pnie się jak wypas owiec samotnie przez ciało

wyłuskany z ich śpiewu zapada się w dzwony

a kiedy powiązały już chusty

osobnieją

jak kościółek w górach

(macanka na spoko i trendy, s.18)

 

psychodrama czy zwykła odmowa

udziału w tragedii?

 

jestem kobietą z wydm uciekłam od abe kobo

tu gdzie jestem same kobiety –

mam dolną pryczę

z kocem w kratę jak u babci stefy

(boże jakie to ludzkie)

nie posyłajcie tu dzieci

nie lepimy z chleba paciorków

 

gdy gasną światła rozkręcamy

korowód płytkich oddechów –

im dłuższe cienie tym pewniejsze

umówione spotkanie

 

tylko wariatka nie wierzy

– nadziewa na szpilki nocne motyle

i trzyma mocno w objęciach

                        (macanka na spoko i trendy, s.6)

 

Elżbieta Musiał

 

 

Majka Maria Żywicka-Luckner „w cieniu afery. dzienniki więzienne”, Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, Warszawa 2017, str. 108

Majka Maria Żywicka-Luckner „macanka na spoko i trendy”, Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, Warszawa 2017, str. 40

Pin It