rekomendacje spp 30 3 18

 

 

Wacław Holewiński

„Najciekawszy głos współczesnej prozy kolumbijskiej”…

Trudne swiatloWydawca twierdzi, że to „Najciekawszy głos współczesnej prozy kolumbijskiej”… Domyślam się, że większość z państwa świetnie zna współczesną prozę kolumbijską i jest w stanie docenić ten „najciekawszy głos”… Żartuję sobie, a nie powinienem…

Gdyby książka kolumbijskiego pisarza Tomása Gonzáleza (rok urodzenia 1950) ukazała się w Polsce w latach siedemdziesiątych, podczas prawdziwego boomu na literaturę iberoamerykańska, prawdopodobnie biłaby rekordy popularności, a czytelnicy cmokali z zachwytu. Niestety, napisał ją dopiero w roku 2011, jestem przekonany, że niewielu ją dostrzeże, a szkoda. Bo to świetnie napisana, mała powieść (niech nikogo nie zmyli te dwieście stron, duża interlinia, sztucznie nadmuchana objętość).

O czym jest ta książka? O samotnym, starym malarzu, który traci wzrok. Więc już tylko pisze. Niezgrabnie, dużymi literami…

Nie, to powieść o jego dorosłym synu, jednym z trzech, który przeżył wypadek samochodowy, ale utracił czucie w dolnej części ciała i straszliwie cierpi. Fizycznie cierpi.

Albo o śmierci. Tak, może o śmierci. Tej, która była, którą wybrał syn, a zaakceptowali najbliżsi, rodzice, bracia i tej, która nieuchronnie nadchodzi. To ona przeważa, przykrywa inne wątki, nawet gdy nie ma jej na pierwszym planie – dominuje.

A może o relacjach w małżeństwie, o przyjaźni, o mieszkaniu w Nowym Jorku i Medelin?

Czyta się szybko, dwie, trzy godziny. Zapamiętuje na dłużej. To chyba dobra rekomendacja. I dla pisarza, i dla czytelnika.

 

Tomás González – Trudne światło, przekład Marta Szafrańska-Brandt, Znak, Kraków 2018, str. 206.

 

znaczek

 

 

Małgorzata Karolina Piekarska

Laboratorium trwa

laboratorium frajlichSą książki, które czyta się jednym tchem i takie, które smakuje powoli. „Laboratorium" Anny Frajlich należy do tych drugich. Opowiadania zawarte w książce wydanej w 2011 roku, a ostatnio wznowionej są historiami o jakimś detalu z codzienności autorki. Są tu opowieści o dzieciństwie, latach młodości, ale też i życiu emigranta, bo Frajlich wyjechała z Polski po marcu 1968 roku. Nic tu nie jest przegadane. Wszystko przemyślane i niesłychanie oszczędnie, ale ze smakiem opowiedziane. Są historie z czasów spędzonych w Szczecinie, ale też jest tu Lwów i Nowy Jork, bo to w tych miastach można spotkać miłość, to w nich był lub jest dom, rodzina i praca, to są miejsca, które się straciło i za którymi się tęskni. Tu śmiech przeplata się z płaczem i nostalgicznym westchnieniem za przeszłością.

Jest tu autoironia, zabawa słowem, metafora i liryka, choć to przecież proza, ale cóż... autorką jest poetka. Może dlatego w tak niezwykły sposób „Laboratorium" zaciera granice między prozą a poezją choć nie staje się prozą poetycką. To raczej poetyckie opisanie prozaicznych spraw, które wprawdzie łatwo zbanalizować, ale Frajlich udało się opisać zwykłe rzeczy w sposób tak niezwykły i to bez popadania w banał czy patos.

Czyż to wszystko nie wyjaśnia czemu w czasach, gdy książka żyje kilka miesięcy jej „Laboratorium" wydane 7 lat temu doczekało się wznowienia? Tematy, które porusza Frajlich nie starzeją się, a forma którą wybrała autorka nadal zachwyca.

Małgorzata Karolina Piekarska

 

Anna Frajlich „Laboratorium", wydawnictwo Forma 2011, 2018

 

 

Pin It