Z serii: Debiuty poetyckie roku 2017 – Kamil Galus

 

 

Andrzej Walter

 

A może nazwijmy to wprost - zwyczajnym bagnem

 

 

trzesawiska   Może powinienem zacząć właśnie od tego debiutu. Może tak. Choć Autor, jeszcze bardzo młody, o wiele za młody i nazbyt… „wartościowy”, abyśmy go tak zagłaskiwali „na śmierć”.

 

   Jakim jest poetą, czy też na jakiego poetę się on zapowiada pokaże ponoć drugi tom. Quo vadis domine? Pożyjemy, zobaczymy, jak mawiali starożytni Rosjanie.

 

   „Trzęsawiska” Kamila Galusa to tom … i tutaj się zatrzymuję, przystaję, milczę, przerywam… dlaczego? Ależ mam bardzo wiele słów na określenie tego tomu. Całe ich mnóstwo. Tyle, że są to słowa skrajne. Słowa wyraziste. Już samo to stanowi dowód na znaczenie tego tomu. „Trzęsawiska” Kamila Galusa to poezja o bagnie współczesności. To coś, co widzieli już w zalążku – Herbert, Różewicz i Zagajewski – tyle, że tego nie pojmowali. Nie mieściło się to najzwyczajniej w świecie w ich renesansowo ukształtowanych umysłach skażonych promieniowaniem marksizmu, że możemy dożyć czasów takiego brudu i takich barbarzyńców, którzy udają elity oraz warstwy wyższe: bez serc, bez lektur, bez empatii i bez kultury. Czasy troglodytów, chamów, ignorantów, arogantów, bezczelnych uzurpatorów i nadętych nowoczesnością imbecyli. Czasy gdzie paradoksalnie wszystko jest (dla wąskiej grupki) poezją, a dla ogółu, ten stan, ta wiara, to zawołanie jest czymś totalnie obcym, zbędnym i niepotrzebnym. Polaryzacja kompletna. Wbrew intencjom Stachury.

 

   Ale to tylko swobodna nadinterpretacja. Wybaczy Pani ten ton. Ten dysonans. Ten język upadły. A i Pan, też raczy mi odpuścić nazywanie i wulgarne stawianie spraw. Zgubna przypadłość. Wszyscy wybaczcie. Wejdźcie jednak na moment na to „Trzęsawisko” (och wybacz autorze tę niewinną parafrazę twojego wyrafinowanego tytułu). Czymże jest bowiem samo … trzęsawisko?

 

   Trzęsawisko – typ terenów podmokłych, końcowy etap zarastania jeziora, z występującym kożuchem roślinnym na powierzchni zarośniętego jeziora, pod którym znajdują się resztki wody lub półpłynne osady jeziorne. Mocne. A co, jeśli dopiero weźmiemy takie przykładowe „trzęsawisko” do potęgi n-tej, jeśli zamontujemy mu „liczbę mnogą” – i do tego – jak bardzo mnogą? Ależ wręcz powszechną. Bardzo mnogą. Pomnożoną i rozmnożoną…

 

   Czyli może to już bagno, a w zasadzie bagna? No dobrze. Zostańmy te terminologie akademicko i ślicznie nazwane trzęsawiskami. Bardzo smutny to tom. Mam po nim kaca. Dysfunkcję psychiczną. Mam dyskomfort moralno-etyczno-egyzstencjalny. Mamy nicość pod skórą oraz wątpliwości w głowie. Jakie wątpliwości? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Czy również ma głowę, kaca oraz wątpliwości.

 

   Oto autor - Kamil Galus - (ur. 1993) – absolwent I Li­ceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Grudziądzu oraz Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku. W 2014 roku wyróżniony w ogólnopolskim konkursie Szuflada w Oleśnie. W 2017 roku laureat VI Konkursu Jednego Wiersza MALT 2017. Obecnie mieszka w Gdańsku. (tak widniało w jakimś CV choć nie wiem czy to aktualne). Książka „Trzęsawiska” jest jego pisarskim debiutem. Co pisze w sieci Wydawca? Bardzo ciekawie anonsuje ten tom:

 

"Trzęsawiska" to poezja z soku życia, z doświadczenia, z sytuacji granicznych, małych radości i wielu załamań. Kamil Galus wziął sobie do serca postulaty autorów, którzy zawsze z nosem i piórem byli blisko prawdziwych doświadczeń prostych ludzi. Nie znajdziemy u niego językowych gierek, języka, który bawi się sam sobą, ale pisanie, które przylega do rzeczywistości, uczuć i zasad wnętrza. Poezja z serca, płuc i wątroby.

 

   Może to jednak bardziej poezja z wątroby niż z serca? Bagno naszego świata jest coraz doskonalsze, coraz rozleglejsze, coraz bardziej niebezpieczne dla naszych ciał i umysłów, a zwłaszcza dla naszych dusz. O tym i nie tylko o tym jest ten tom. Tom, który potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Tom ważny, nowoczesny w środkach przekazu, wyrazu, w języku, który nie usiłuje udawać niczego innego… niźli jest, a jest językiem dosłownym, w którym jednak odnajdujemy poezję. Ile jest w tej poezji poezji? Otóż oprócz szoku estetycznego czytelnik musi najzwyczajniej w świecie wiedzieć i czuć ducha czasów, o co chodzi we współczesności, jak ona nas upadla, upokarza, dołuje i niszczy, aby dobrze odczytać i odkodować ten Galusowy przekaz. Zatem samą poezją wyraża Galus w tym tomie cały nasz brud, nasze ubóstwo, nasz stan i naszą sytuację. Galus pisze kliszami, sytuacjami, lśnieniem chwil, symbolami, pod płaszczem tych zdarzeń ukrywa właściwe sensy i przesłania tych wierszy.

 

   Jeśli czujesz i jeśli jesteś w stanie zrozumieć do jakiego kresu i zezwierzęcenia (przepraszam zwierzęta za porównanie) doszedł ten nasz świat to zrozumiesz i uchwycisz poezję Galusa. Takich ludzi właściwie już nie muszę namawiać, że warto. Gorzej z tymi, którzy zdają się uciekać od … brutalniej prawdy i całej prawdy o tym świecie. Pytanie tylko czy jest to jednak cała prawda? Oby nie.

 

   Jednak to tylko poezja. To aż poezja i tylko poezja. Sygnał, drogowskaz, ostrzeżenie, znak… nic więcej. Walec świata potoczy się i tak swoją utartą drogą czy ścieżką. Nic go nie zatrzyma. I o tym też jest ten tom. Jak zwykle – o naszej samotności, o pustce, o stanach uczuć i stanach dusz. O nicości.

 

   Warto przeczytać wywiad jakiego udzielił Autor Gazecie Pomorskiej w maju 2017 roku:

 

„Lubi poezję buntu, ale jego jest inna. Debiutuje Kamil Galus z Grudziądza.”

 

- Debiutuje się tylko raz w życiu, dlatego bardzo długo przymierzałem się do wydania tomiku - mówi Kamil Galus. Pochodzi z Grudziądza. Tutaj ukończył I LO, później studiował w Gdańsku. Wyjechał do Wielkiej Brytanii a stamtąd wrócił do kraju, ale do Poznania, gdzie pracuje jako spedytor. Jego tomik zawiera 23 utwory. Są to wiersze białe, czyli bez znaków interpunkcyjnych. - Ich bohater przechodzi wzloty i upadki, ma marzenia, targają nim skrajne uczucia, czegoś poszukuje, czegoś chce... Ta postać ma kilka moich cech, ale jest wymyślona. To nie są wiersze o mnie - mówi Kamil. - Przez lata pisałem do szuflady. Od pewnego czasu dzieliłem się wierszami ze znajomymi poetami. Słyszałem dobre opinie i to zmobilizowało mnie do tego, aby je zaprezentować. Wybrałem 23 wiersze. Nie chciałem więcej, aby nie zanudzić czytelnika. Odzew jest bardzo pozytywny. Skąd tytuł „Trzęsawiska”? - Mój bohater, tak jak każdy z nas, w swoim życiu grzęźnie przez problemy, przez wybory, których musi dokonywać. O nich mówią moje wiersze i stąd taki wspólny dla nich tytuł - odpowiada Kamil. - Fascynuje mnie poezja buntu: Rafał Wojaczek, Andrzej Bursa, Jacek Podsiadło, oczywiście Ryszard Milczewski Bruno. Lubię też twórczość przedwojennych „poetów wyklętych”. Moje wiersze są jednak zupełnie inne - mówi Kamil. - Staram się pisać prosto i bezpośrednio. Uważam, że tak pisze się najtrudniej.

 

    Debiutancki tomik Kamila ukazał się nakładem wydawnictwa „Mamiko”. Kupić go można w księgarniach dużych sieci oraz wielu internetowych sklepach z książkami.

 

   I mamy tu wszystko na tacy. Kawa na ławę. Po co dalej interpretować, recenzować, opisywać „Trzęsawiska”? Mamy nawet odpowiedź na pytanie – dlaczego taki tytuł? – „To nie są wiersze o mnie”... (fakt, one są „o nas”)

Żeby to było jednak takie proste…

 

   Tekst, publikacja, a zwłaszcza opublikowana i wydana jako tom poezji, moi drodzy, przestaje być bowiem w przestrzeni publicznej własnością autora, a staje się bytem samoistnym, samostanowiącym, niezależnie i autonomicznie wdającym się w polemikę z czytelnikiem. Tak należy traktować realną i prawdziwą wypowiedź artystyczną, a taką jest właśnie poezja. (szerzej - taką jest też obraz, fotografia czy wyreżyserowane przedstawienie teatralne, o filmie nie wspominając)

 

   I mamy problem. Mamy prawo do interpretacji, a nawet do nadinterpretacji.

 

   Czymże jest zatem poezja, w której nie ma piękna? Czy jest mniej warta niż pięknoduchowskie zachwyty nad naturą czy inne egzaltacje językowe? Otóż nie. Taka poezja jest drogą dochodzenia do prawdy, a że czasy nadeszły wyjątkowo podłe, to ta prawda nie dość, że rozmyła się, stała się wieloznaczna i wielopłaszczyznowa, to jeszcze została zagmatwana przez środki masowego przekazu, została opluta przez systemy komunikacji, a zasadniczo została upokorzona i wykpiona przez samego człowieka XXI wieku. Jego ręką, zarozumialstwem dziejowym i jego chciwością. I tego dotknął, być może niechcący, ale bardzo wręcz – Kamil Galus. To dobrze, że odżegnuje się od swoich wierszy, że łagodzi ich wydźwięk, że tępi ostrze zatrute… to dobrze. To bardzo dobrze.

 

   Pisze Kamil w jednym z wierszy: „życie to nie poezja”. O tak. Dziś przestały działać stany pośrednie. Dziś jest się albo zdobywcą, jednostką sukcesu, albo upodlonym śmieciem. Oba te stany od poezji są jakże odległe. Polaryzacja stanów, polaryzacja zachowań, wolność w dowolności, wreszcie pustka i pozbawianie sensu. Zamiast niego wciska nam się pozorność sensu, nadając sens zaspokajaniu coraz wymyślniejszych potrzeb. Ten wiersz ...

 

xxx

 

czy kontakt cielesny sprawia radość większą niż kontakt intelektualny

przedyskutowałem z Moniką podczas stosunku z prezerwatywą

która radośnie i w dość szybkim tempie osuszała

odłogi naszej wiedzy na tych grząskich terenach

podgrzewając atmosferę bynajmniej między nami

czyżby odpowiedź była bliżej niż myślałem

 

fakt że żadna z moich byłych dziewczyn

nie chce się do mnie przyznać a przynajmniej publicznie

doprowadza mnie do jednoznacznych wniosków

ale nie dramatyzujmy

 

przecież wszyscy byliśmy w tym dusznym pokoju

z jej rodzicami za ścianą

odtrącałem psa nogą zatykając jej usta

bo ojciec właśnie przypadkiem akurat w tej chwili

parzył herbatę za ścianą

całkiem nieświadomy że jego kroki pod drzwiami jej pokoju

były dla nas bardziej gorące niż wrzątek

którego tak skwapliwie doglądał

a mówili że nie jestem romantyczny

 

   Mnie też mówili, że nie jestem romantyczny. Ten wiersz... jakbym widział. Inny czas, inne konteksty, inne otoczenie i inne pokolenie. Już prawie wolność. Wolność? Zapytam. 87 albo 88 rok. Wszyscy byliśmy w tym dusznym pokoju. My, maturzyści 89, oglądaliśmy pornola, a obok, za drzwiami mój Ojciec gotował pomidorową z ryżem... Dziś młodzi poszli dalej. Uskuteczniają w takich okolicznościach pornola live w wersji 2,0 oraz 4D. Panienki są żywe, z krwi i kości, a przede wszystkim z ciała. Nie zazdroszczę im. Jaką mają przyjemność z tego odarcia wszystkich i wszystkiego z godności i tajemnicy. I po cóż znów jęczę jak stary zgred?

 

   No więc mówili, że nie jestem romantyczny. Idźmy dalej. Przez litość dla czytelnika.

 

konta bankowe to najlepsi poeci

 

konta bankowe

to najlepsi poeci

 

sprzedają gwarancje na udane związki

które kupują bojlery żeby ogrzać

puste ściany

puste nadzieje

puste portfele

 

kupowałem bułki na rogu

i zobaczyłem bankomat

 

 

czułem się jak Żyd

z Gwiazdą Dawida na ramieniu

unikałem spojrzenia mimo że elektroniczne błyskawice

oferowały niezły procent

 

czym różni się Auschwitz

od spłacania kredytu

czy banki zasługują na proces w Norymberdze

 

powiesz że nie giną ludzie

a co jeśli giną

 

   Niby niewinny wierszyk na miarę czasów. Ileż on jednak niesie za sobą znaczeń. On zmienia wszystko. Kończy pewną epokę. Choć wiele wierszy innych autorów w ten sam sposób ją kończy. To jest nie do pojęcia dla starszych krytyków, dla ludzi z „tamtej” epoki, dla wyznawców holokaustionizmu. Nawet, jeszcze, podkreślę – jeszcze, dla współczesnych mediów. To nie do pojęcia dla „kochających demokrację”, zwłaszcza liberalną. Kiedyś poeta chciał ocalić świat, a i poezja miała go ocalić. Dziś? Dziś pozostał nam sam nagi pytajnik oraz upadek, katastrofa i degrengolada wszelkich świętości. Wszystko bowiem już było. Aż po tętniącą życiem poezję, Zwłaszcza w Polsce.

 

   Czy zatem Kamil Galus narusza tabu? Ależ nie. Ono już dawno zostało unicestwione. On się wpisuje jako autor w duszę pokolenia, albo nawet już kilku pokoleń skumulowanego „końca historii”, który się stał Nową Historią, aż po różne przypadki histerii wręcz w obliczu ... tych historii, w których dzieje się świat, a Ojciec za ścianą gotuje pomidorową. Tyle nam pozostało z tego świata. Pomidorowa z ryżem. I w tej optyce, z dna, z otchłani, z zatonięcia – poezja właściwie może coś w nas ocalić. Choćby to był sam ryż.

 

wyścig

 

wygrałem wyścig w dziewięćdziesiątym trzecim

dwadzieścia jeden lat od hucznego zwycięstwa

 

pięćset milionów nas było

pierwsze trofeum zapewnia

lepszy start szeptano

 

nikt nie pytał czy warto

albo gdzie jest meta

zwycięzca zgarnia wszystko

pierwsze miejsce w peletonie

i wywiadówkę co dwa miesiące

 

kumple pytali

jak wygrać wyścig by zasłużyć

na lepszą trumnę

powiedziałem patrzcie

 

   No cóż. Zaprawdę, powiadam Wam, czytelniczki Poświatowskiej, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy innych Leśmianów nie będą chciały słuchać tej szorstkiej i prostej mowy. Tej mowy wynaturzonej, tej mowy mało pięknej. Tej mowy wręcz brutalnej. Przepraszam przywołanych wielkich poetów... Ich mowa była i jest ważna, jest istotna, jest piękna, potrzebna, ba, wybitna... (już nie chcę używać tego słowa). Jednak świat postawił nas dziś pod ścianą. Walcz albo giń. Czy tak jest w istocie? Z pewnością wiele mamy „stanów pośrednich”. Niczego nie można generalizować i nasączać przesadą. Potrzebne jest i to i tamto. Trochę piękna i trochę buntu. Jednak głos pokolenia jest dziś bardzo donośny. I wiele ważnej poezji powstaje dziś w Polsce. Ta też właśnie do nich należy. Warto się wsłuchać w ten głos.

 

trzęsawiska

 

wydawało mi się że teraz

udaje mi się twardo stąpać po ziemi

ale wiecie jak to jest

stąpać po bagnach i trzęsawiskach

najtrudniejsze są pierwsze kroki

gdy zaczynają moknąć ci łydki

lecz potem gdy brodzisz już po kolana

zaczynasz piąć się w górę

znajdujesz odpowiednie tempo i rytm

zależnie od twojej wagi

postury i specyfiki poruszania

jesteś w tym rytmie oryginalny

pamiętaj że mogłeś wpaść po uszy

a z dwojga złego

chyba lepiej czasem upaść na kolana

upadek nie zawsze oznacza koniec

podobno Jezus upadał trzy razy

a zobacz jak na tym wyszedł

później z jaskini po trzech dniach

czyżby jeden upadek przypadał

na jeden dzień zwłoki

niektórym pisane jest chodzić po wodzie

bagno widzieć tylko z daleka

przez szklane szyby gdzieś w oddali

zakrzywioną rzeczywistość

dzieci wpływowych rodziców

 

na horyzoncie widać już koniec

 

ten wymarzony

twardy nie wsysający grunt

który wiesz na pewno

nie pociągnie cię na dno

 

nikomu nie zabroniono marzyć

nawet nam ramię w ramię

brodzącym obok siebie

 

   Nie przekonam Cię, drogi czytelniku, że świat jest aż tak podły. Nie to zresztą jest moim celem, nie takie mam priorytety, nie takie dictum mi tu przyświeca. Możesz uciekać od rzeczywistości. Nawet chyba bardzo warto, o jakże warto, tak, chyba warto - aby przetrwać. Staram się jedynie zwrócić Twoją uwagę na pewien wspólny mianownik wierszy najmłodszych autorów, na mianownik wierszy „poezji po Różewiczu”, tej poezji, która próbuje coś ocalić. To mianownik pustki. W tej pustce kryje się nasz los. W atrofii, atomizacji, w banale, w gąszczu informacji, alienacji oraz przewartościowania całego świata. I pozostają dwie postawy do wyboru. Poezja, albo negacja poezji. Świat wybrał to drugie. Świat wybrał bagno. I tonie.

 

   Na horyzoncie widać już koniec.

 

Andrzej Walter

 

 

 

 

 

 

 

Kamil Galus „Trzęsawiska”. Wydawnictwo Mamiko, Nowa Ruda 2017, stron 36.

ISBN 978-83-65795-01-4

 

 

Pin It