Stanisław Nyczaj

 

Nowy ton w liryce

 

kaprysy muz  O wyborze wierszy Krystyny Cel Czuła retrospekcja Stefan Jurkowski (sumując jubileuszowo dorobek kieleckich twórców w grudniu 2014 roku) powiedział: „To bardzo delikatna i refleksyjna poezja. Zakorzeniona w pejzażu, odnosząca się do codzienności, nie poprzestaje na powierzchownych przesłaniach, nie podpiera się samą atrakcyjnością portretowanych konkretów [choć rzeczywistość jest fascynująca i poprzez szczegół pokazuje swoje bogactwo]. U tej poetki wszystko ma bowiem głębokie znaczenie symboliczne. Nic w tych wierszach nie jest zamknięte, choć świat wydaje się i poznany, i niepoznawalny zarazem. To przekonanie jest zapewne motorem i głównym przesłaniem jej poezji.” („Świętokrzyski Kwartalnik Literacki” 2015, nr 1-2).

 

   To trafne, dokonane przez wnikliwego krytyka  résumé obecny zbiór nadto jeszcze wzbogaca. Nie tylko o nowe ciekawe tematy, ale też o szerszy sposób ich ujęcia i inny nieco styl poetyckiej kreacji. Wyczuwa się w nim – co postaram się wykazać – nowy, ożywczy ton.

   Oto już pierwszy tytułowy cykl, Kaprysy Muz, jest zjawiskowym (jakby widzialnym i słyszalnym) poruszeniem strun zastałej i niewzruszonej, zdawałoby się, tradycji. Poruszeniem w najmniej u Cel spodziewanej dotąd w takiej skali – tonacji żartobliwej przekory. Muzy kapryszą, mają „grymasy zniecierpliwienia”. Klio „marszczy czoło” na myśl, że „kolejny uczony dziejopis/ znów przyniesie grubą księgę/ i złoży u jej stóp […] wysuwa [więc] zgrabną stopę/ jakby chciała odepchnąć/ a może i zburzyć/ ten uskładany przez wieki stos”, zapominając, że Historia musi „nieubłaganie toczyć się dalej”. Urania czuje, że zagrożona jest intymność jej wszechświata, „przemyka się ostrożnie i cicho/ wielkim cyrklem mierzy odległości” – z uwagą śledząc tę malejącą ku Ziemi. Terpsychora, wdzięcząca się dla Apollina białą zwiewną szatą, „swój słodki kaprys hołubi skrycie”, gdy „dźwięk siedmiostrunnej liry boga/ przenika ją miłosnym dreszczem”. Zaskakujące też są dalsze dynamiczne portrety; dynamiczne jak te mitologiczne i biblijne, które Wyspiański w dramacie Akropolis przyywołał z wawelskich arrasów na scenę do odegrania swych historycznych ról.

   Krystyna Cel żartem paradoksów, dowcipnymi sytuacyjnymi pomysłami, przymrużeniem oka na powagę posągów wniosła w krąg zacnych Muz pełną werwy odmianę wzorem naturalnych ludzkich postaw, w których odruch uczucia często ważniejszy jest od powinności czy rutyny należytego zachowania.

   Inny znowuż, swoiście ciekawy i wymowny charakter mają dłuższe i krótsze pozostałe cykle czy tematyczno-problemowe poliptyki Krystyny Cel. Warto przyjrzeć się  Obliczom ciszy.

   Zdaniem jej lirycznego podmiotu, cisza zatraciła swą autorytarną przewagę. Uczuciowa, współczująca obserwacja podpowiada prawdę diametralnie przeciwstawną: cisza 

 

bezszelestna nieporadna

kuli się po kątach

próbując przeczekać

wrzaskliwy zgiełk świata

 

 zepchnięta w ślepy zaułek

 nie chce zamienić się w kamień

 i pozostać już tylko w słowach poetów

 

(i tu od razu przypomina się Rozmowa z kamieniem Wisławy Szymborskiej). A może „spływająca wraz z nocą” cisza, choć niewidzialna, „zostawia jakiś ślad/ by idąc po nim/ dotrzeć do jej głębi/ spojrzeć w nią jak w przepaść”? Jednak tam czyha przepaść „wiecznego snu”. Jest wszelako i takie „oblicze ciszy”, które daje „chwilę zadumy”, pozwalającą „w milczeniu zastygnąć/ wołanie kosmosu usłyszeć”. Można jeszcze intymnie ku sobie „strumień światła” z obłoku ciemności zbawiennie „przecisnąć”, by „zapamiętać się w ciszy”, przyhołubionej z zakazem przystępu komukolwiek, jak w bezpiecznie odizolowującym „hotelowym pokoju”.

 Wyeksponowałbym tu jeszcze 5-częściowy poliptyk pt. Słowa, obrazujący słowo w różnych funkcjach, rolach: jako budulec pozorów zachwycających wzrok bez gruntownych podstaw albo tak nieodzowny zagrożony w walce o współbycie z nami składnik niczym

 

stalagmity pojęć

uskoki myśli

pokłady doznań

lawiny marzeń

muldy przyzwyczajeń 

 

jako przedmiot igraszek lub czegoś gwarant, jako żywioł zniewalający, ale i taki, z którego nie wiadomo, czy warto się uwolnić, by zostać z nagą rzeczywistością, wreszcie jako zwiastun dobrej nowiny wart pielęgnowania i docenienia. To ostatnie winno być zaskarbianym sobie przesłaniem poetów.

   Wcześniej w twórczości poetki, oprócz wyraźnie zarysowanego i poszerzającego się z tomu na tom cyklu erotyków (ma ona już swoich fanów!), tego rodzaju bardziej złożone kompozycyjnie formy nie występowały. Ich pojawienie się świadczy o duchowej potrzebie i możliwości wzbogacenia poetyckiej palety, co z przekonaniem i zapałem wspieram, w niczym nie umniejszając walorów i znaczenia krótkich liryków. Nie ma bowiem wśród nich rzuconych na papier ot, tak sobie; każdy coś istotnego wnosi.

Stanisław Nyczaj

 

 

__________

Krystyna Cel, Kaprysy Muz i inne wiersze, Oficyna Wydawnicza „STON 2”, Kielce 2017, s. 76.

 

 

Pin It