Jan Tulik

 

Kudłate dusze

 

kudlate anioly   Jakże ważne są głosy o miłości człowieka do zwierząt, w tym okrutnym – jednak, wciąż, świecie. Szacunku dla naszych współbraci. Mirosława Welza „Kudłate Anioły”*) wnoszą wobec nich poetyckie ciepło, wiersze te jawią się jak swoista salopa je otulająca. Już okładka z akwarelą Anny Muni przenosi czytelnika w krainę dobrych emocji: pies i kot siedzące tyłem do nas, obserwują spod obłoku wyspę miasteczka, niby talerz z architekturą. O czym zaprzyjaźniona para kudłatych teologów dyskutuje? O duszy zwierząt? Być może to pierwsze wrażenie potencjalnego czytelnika.

 

   Autor programowo podzielił tom na trzy rozdziały, podkreślając tym samym pewną symbiozę wynikającą z tematów wierszy; są to bowiem „Kudłate Anioły”, „Twarze zwierząt” i „Ludzkie wiersze”.  A „Kudłate Anioły” to one: Niewidoczne za dnia / Drzemią w swym raju. W tej liczbie jest i „Rudy kot”, o którym bohater liryczny wiersz powiada:

 

Nie wiem kim był

W poprzednim w cieleniu

 

Zna się na poezji

Mruczy Mozarta

Na wszystko wygina grzbiet

 

Czasami

Chce mi coś powiedzieć

 

   Jest w tym wierszu pewna egzemplifikacja pozostałych utworów o kudłatych aniołach, gdzie realność życia człowieka wplątana zostaje w istotę życia zwierzęcia – realność pojmowana po „ludzkiemu” – co czyni pewną sieć zależności, nierozerwalności wszelkich istot tworzących kosmos natury. Owo pojmowanie umysłu zwierząt, mierzone kryteriami człowieka, określa m. n. miniatura „Najtrudniej”: Nauczyć się / Nie podawać łapy. Przecież „Mowy zwierząt” de facto nie rozumiemy, przynajmniej w jej warstwie fonetycznej: Nie rozumiemy jej / Zagłuszamy.

   Wiersz „Rajski ogród” kończy tercyna: W zamian mieć duszę / Taką jak człowiek / Lecz bardziej ludzką. To nawiązanie do wykładu ks. prof. Józefa Tischnera, którego słuchał autor podczas studiów. Otóż na pytanie, czy zwierzęta mają duszę, odrzekł: taką samą jak człowiek, tylko bardziej ludzką. Oto odpowiedź filozofa, a jednocześnie wielkiej miary ducha człowieka, osoby duchownej.

   Poczesne miejsce w tych wierszach zajmuje pies.  „Pies” Ma on osobne miejsce, jakby oddzielny „przedział” w pociągu do nieba. Podmiot liryczny, snujący refleksje na temat psiego raju, zwierza się: Nie odbieram telefonów / Od sprawiedliwych / Wolę psie oczy. Owszem, bardziej można ufać psu niż… uważającym się za „sprawiedliwych”. Trudno się dziwić, skoro autor jeden z wierszy poświęca „Pamięci Wikusi”, która jemu i jego najbliższym towarzyszyła przez lata. Welz przypomina czytelnikowi o wielu różnych wydarzeniach dotyczących życia zwierząt. Wiersz „Dwie pary oczu” wspomina miłość sprzed wieku – tym razem miłość człowieka do zwierzęcia. W uroczym parku przypałacowym Mycielskich w Wiśniowej, położonej między Strzyżowem a Rzeszowem, znajdują się dwie kamienne płyty z epitafiami poświęconymi domowym psom zacnych gospodarzy. Na jednej widnieje czytelne: „Psie serce – FRED”; drugie „psie serce” już zatarte.

   Dla Welza ważny jest także pies dziki, według tradycji wyjący do księżyca, nieustannie przeganiany przez człowieka. Wilk. Wiersz, a jednocześnie tekst piosenki, którą z przejęciem śpiewa Maria Lamers, „Polowanie na wilki”, jest dramatycznym wołaniem o wolność. Bohater liryczny wiersza uprasza człowieka, by zaprzestał nastawać na jego swobodę, na wolność – trzeba to wyartykułować – nie tylko zwierzęcia. To ważna metafora, unosząca się pod niebiosa; przecież ów wilk tutaj to symbol wolności w ogóle. Poeta dopuszcza do świadomości dramatyczną myśl:

 

To polowanie które nigdy się nie kończy

Póki na świecie żyje choćby jeden wilk

 

A nie oznacza to zgody na owo nieustanne nachodzenie wolności niezależnie czyjej. Dlatego utwór ten kończą słowa:

 

Biegnę do końca biegnę nad bezprawiem

Które zabija z ludzkiej żądzy krwi

 

   Odczytujemy tom „Kudłate Anioły” w kategoriach, w których szczera miłość do zwierząt złączona jest milionami neuronów empatii do człowieka; jego życia na tym padole. Bardzo sugestywnie o tej wzajemnej życzliwości pisze prof. Teresa Zaniewska w „Posłowiu” tego zbioru,  które de facto jest literackim szkicem.

   Mirosław Welz przypisuje zwierzętom wyjątkową roztropność. Na przykład „Mrówka” Bywa mądrzejsza / Choć nie zna Ciorana / Nie ma poglądów; uwaga to arcysłuszna. Przecież mrówka dla człowieka bywa ideałem pod pewnymi względami. Nie wiemy, czemu tak pilnie pracuje, buduje swój świat dla istnienia swej społeczności. Nie wiemy. Jak też nie wiemy, na czym polega mądrość pszczoły, choć wiele o tym powiedział w swym „Życiu pszczół” Maurice Maeterlinc. Albo – czym jest „aparatura” awiacyjna ptaków, które potrafią dolecieć na inny kontynent i powrócić do swego gniazda? Poprzez odległe obrazy, zaczerpnięte z życia zwierząt – natury w ogóle – poeta ten pragnie zwrócić naszą uwagę na źródło doskonałości natury. Na Stwórcę, który to sprawił. Czemu więc obalamy własną tożsamość, może i główny atrybut – pragnienie wolności? Jakim prawem? Wolność to nasz przymiot – instynkt samozachowawczy.

   W zbiorze tym występują róże zwierzęta, to Arka Noego. Są tu: „Kogut” – Podwórkowy macho / O manierach alfonsa, „Krowa” Mądrzejsza od Diogenesa, „”Osioł”, milczek „Karp”, nawet „Lew” i „Wesz” obok „Jeża” (to jednocześnie tytuły wierszy). Każde z opisanych zwierząt otrzymało własne atrybuty, czyli zostało skodyfikowane niemal jak w Genesis. Poeta nie daje opisu charakteru zwierzęcia, poprzez jedną charakterystyczną cechę portretuje każdą zwierzęcą „postać”, na tej podstawie można tworzyć pytania do quizu.

   Cały szereg „obiektów”, obsadzonych w roli bohaterów wierszy „Kudłatych Aniołów”, podlega animizacji. „Dzika jabłoń” także żyje „po ludzku”. To staruszka, przyciągana przez siłę ziemi, jeszcze żyje - Pod bladą chustką / Babiego lata. Otrzymują tu ludzką duszę trawy, zręby bieszczadzkiej cerkwi, nawet obłoki i kamienie. Kamień ma w teatrze poezji Welza szczególną rolę do odegrania, jak w wierszu „Istotnie”:

Dotykany od środka

Przestaje być rzeczą

   To jakby dalekie echo wiersza Wisławy Szymborskiej o kamieniu, który rozpołowiony nadal jest kamieniem. Tu jest inaczej i jakby jeszcze głębiej – dotknięcie wnętrza kamienia powoduje jego prawie – może na pewno – uczłowieczenie. Kamień ze sfery przyrody nieożywionej zostaje ożywiony. Czy suche źdźbło może powrócić do swej postaci, przepełnionej sokami i spoglądać w słońce – dzięki słońcu – lśnić swoją zielenią? Widać, w poezji Welza jest to możliwe. W sztuce jest to możliwe!

   Autor rzeczonych wierszy to miłośnik natury, zwłaszcza surowej. Jego rejony to Bieszczady. Pewnie fascynacja tymi górami zaowocowała dziesiątkami testów na ich temat. Są śpiewane, aranżowane w różnych odcieniach. „Droga do Łopienki” Jest prosta / jak strumyk / Zakręca gdy musi. W Łopience bowiem stoi na zupełnym uboczu cerkiew, jak wyrzut sumienia powojennej historii. To utwór z cyklu „Ludzkie wiersze”, które stoją w pozornej opozycji do „zwierzęcych”. Tylko pozornie. Tutaj bohater liryczny zmaga się ze swoimi osobistymi drżeniami umysłu. Musi przyznać: każdej nocy / Budzą się we mnie / Anioł i strach. Skrzydło anioła ochrania, ale wielekroć nadlatuje też „Anioł bolesny”; anioł czuwający nad snem, ale jednak - jednak na szczęście - po nocy nie zostanie nic. Nic złego ze złych snów. Przyszybuje o świcie anioł opiekuńczy.  

   Oto jeden z odcieni filozofii życia poety. Nieustannych refleksji na temat otaczającego go świata. „Ćwiczenia z historii” przynoszą konstatację na temat lawiny informacji, jaka nas przytłacza. Telewizor nie nadąża za śmiercią – nazbyt spowszedniała. To jakieś stare zdjęcie ze starej gazety. Nie wzrusza nas. Chyba – może gdyby bomby / wybuchały obok – te śmierci nas zaczęłyby obchodzić. I to raczej nie ze względów uczuciowych, przypuszczać wolno, ale ze strachu – że to już, tuż, obok. Tom wieńczy miniatura „Każdego dnia”:

 

Przynajmniej

Jeden uśmiech

Dobre słowo

Wspomnienie

Które nie boli

Być może to lakonicznie sformułowane credo także ma odniesienie do zwierząt? Zapewne tak. Poeta ceni każde życie. Przecież nie myśmy je uczynili. Myśmy co najwyżej je unicestwiali.

   Swoista interferencja emocji wobec człowieka jak i zwierząt (natury w ogóle) stwarza równowagę pomiędzy naturą a kulturą. Uwaga Teresy Zaniewskiej, że Welz jest tyleż poetą  natury, co kultury, ma tu kapitalne uzasadnienie. Przy czym autorka dodała: że to liryka najwyższej próby, w której poeta  jest dla swoich wierszy jednocześnie glebą i ogrodnikiem. Bo tak jest. Jako „nieludzki doktor”, jak mówi żartobliwie o sobie (jest doktorem nauk weterynaryjnych), współcierpi ze zwierzętami. Ochrania je. I o tym napisał pełne humanistycznych refleksji wiersze.

 

Jan Tulik

………………………

*) Mirosław Welz, „Kudłate Anioły”,  wyd. Ruthenus, Krosno 2017.

 

Pin It