Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

 

„Faraon” Bolesława Prusa w roku 2017

o faraonie„Faraon” Bolesława Prusa najwyraźniej przeżywa renesans zainteresowania ze strony badaczy literatury. Kilka lat temu (2014) ukazała się bibliofilska edycja dzieła ze wspaniałymi, barwnymi ilustracjami Edwarda Okunia, wzbogacona o zbiór esejów poświęconych powieści. Dwa z nich napisał profesor Andrzej Niwiński, egiptolog i wydawca tomu, a autorką jednego z kilku esejów, zatytułowanego „Opus magnum Bolesława Prusa” była Roksana Blech. Stanowił on krótką, dziesięciostronicową syntezę, resume problematyki „Faraona”. Trzy lata później otrzymaliśmy od Roksany Blech obszerne studium monograficzne „O „Faraonie” Bolesława Prusa”.

Wyjaśniając we wstępie, dlaczego właśnie ta powieść jest obiektem jej fascynacji i analiz badawczych autorka podaje dwa powody. Po pierwsze, choć może się to wydać dziwne, mimo upływu 120 lat od ukazania się dzieła, nie zostało ono nigdy dotąd dostatecznie wnikliwie i obszernie przeanalizowane. Po drugie – jak pisze autorka studium – „dzieła takiej klasy jak „Faraon” nie da się oczywiście raz na zawsze przestudiować”, a jego problematyka historiozoficzna, polityczna, socjologiczna, nabiera wraz z upływem czasu nowych znaczeń.

To prawda i dlatego takie studium było bardzo potrzebne, jako że piśmiennictwo badawcze dotyczące twórczości Prusa zawiera jak dotąd jedynie trzy obszerne studia analityczne poświęcone „Faraonowi” – obszerny rozdział w ramach syntezy Zygmunta Szweykowskiego „Twórczość Bolesława Prusa” (1947) oraz studium „Faraon” Bolesława Prusa” Janiny Kulczyckiej Saloni (1967). Jak wskazuje metryka obu tych prac, 70 i 50 lat, był już najwyższy czas, by ponownie, ze współczesnej perspektywy, przyjrzeć się dziełu. Tym bardziej, że jak słusznie zauważa w zakończeniu autorka, nie tylko „Lalka” była powieścią „z wielkich pytań naszej epoki”, ale „Faraon” także, choć innych rejestrów cywilizacji dotyczył.

Każdy z sześciu rozdziałów studium Roksany Blech poświęcony jest kolejno: recepcji czytelniczej powieści, kompozycji i narracji, Prusowi jako uczonemu, czyli czasowi i przestrzeni akcji „Faraona”, Prusowi jako artyście, czyli piętnastu najważniejszym stworzonym przez niego postaciom (dramatis personae) oraz przynależności gatunkowej „Faraona”, przynależności wielostronnej, bo dotykającej gatunków powieści historycznej, historiozoficznej, o państwie, alegorycznej i socjologicznej. Dodam od siebie, że wśród szczegółowych ujęć gatunkowych powieści można znaleźć choćby ujęcie „Faraona” jako powieści o wojsku i wojskowości, a sama Roksana Blech pisała też o wątkach sensacyjnych w tym dziele, stykających je zatem, w pewnej wąskiej, wyodrębnionej warstwie, z jednym z gatunków prozy popularnej.

Przyznam, że czytałem frapujące studium Roksany Blech z wielką przyjemnością – mając w pamięci dzieło Prusa i nakładając na nie zmiennoogniskowe obiektywy badawcze Autorki.

Roksana Blech –„O „Faraonie Bolesława Prusa. Studium monograficzne”, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2017, str. 276, ISBN 978-83-7865-506-0

--

 

Jan Kiliński – pisarz czy świadek historii?

Konspiracja wyobrazni„Pamiętników” Jana Kilińskiego nigdy nie czytałem, jakoś się nie złożyło, co najwyżej natykałem się czasem na antykwarycznych półkach na okładkę starego, pochodzącego chyba z lat 50-tych wydania tychże. Zetknąłem się z nimi dopiero teraz, choć pośrednio, poprzez studium Jacka Głażewskiego „konspiracja wyobraźni”.

„Książka „Konspiracja wyobraźni” jest studium historycznoliterackim, które zostało poświęcone analizie oraz interpretacji pamiętników bohatera insurekcji warszawskiej. Ze względu na specyfikę materiału źródłowego, rozważania musiały objąć kwestie natury biograficznej, warsztatowej oraz problemowej. Lektura wspomnień polegała z jednej strony na zindywidualizowanym podejściu do tekstu, próbie opisania jego wewnętrznej specyfiki, konwencji narracyjnej, autorskiej strategii kształtowania dyskursu, motywacji pisarskiej, z drugiej zaś strony na skonstruowaniu odpowiedniego kontekstu źródłowego, dzięki któremu pamiętniki stałyby się bardziej czytelne dla współczesnego odbiorcy. Ów konfrontatywny tryb lektury umożliwił wskazanie prymarnej normy warsztatowej, rządzącej doświadczeniem pisarskim Jana Kilińskiego. Wydaje się bowiem, że to właśnie wyobraźnia twórcza szewca czyni z pamiętników dzieło o wyraziście literackim charakterze. Geneza tytułu studium kryje się właśnie w owym splocie interdyscyplinarnych problemów. W nim również należałoby doszukiwać się uzasadnienia dla literaturoznawczej, nie zaś wyłącznie historycznej interpretacji pamiętników Jana Kilińskiego” – napisał we wstępie autor studium i jest to bardzo dobre syntetyczne ujęcie nie tylko tematu pracy, ale także jednego z podstawowych zagadnień związanych z lekturą wspomnianych pamiętników postaci historycznej, ale także pamiętników historycznych w ogólności, a mianowicie ich wiarygodności jako dokumentalnego źródła naukowego.

Po pierwsze wspomniane studium obrazuje ciekawy fenomen początków tworzenia się nowoczesnej tożsamości jednostki i wyodrębniania się jej z dotychczasowych ram i ograniczeń nakładanych na nią przez struktury społeczno-kulturowe. Drugie istotne zagadnienie wiąże się z wiarygodnością źródła pamiętnikarskiego jako dokumentalnego źródła historycznego. Można by je określić jako zagadnienie syndromu naocznego świadka. W potocznym wyobrażeniu pamiętniki postaci historycznych są adekwatnym odzwierciedleniem rzeczywistości, faktów, zdarzeń oraz stanowią rzetelną, obiektywnie zrelacjonowaną interpretację rzeczywistości. Tymczasem, podobnie jak świadectwa tzw. naocznych świadków zdarzeń, n.p. przypadków kryminalnych czy innych zdarzeń losowych, charakteryzują się one daleko idącym subiektywizmem zgodnie ze znanym powiedzeniem, że tyle wersji tego samego wydarzenia, ilu jego naocznych świadków. W przypadku postaci historycznych najczęstszym zabiegiem pamiętnikarzy jest koloryzowanie zdarzeń i podnoszenie znaczenia odgrywanej przez siebie roli ponad jej znaczenie rzeczywiste. W przypadku Jana Kilińskiego oznaczało to choćby stwarzanie przez niego wrażenia, że był drugą co do znaczenia postacią Insurekcji po Kościuszce, podczas gdy wedle najwiarygodniejszych dokumentów z epoki, był co najwyżej postacią drugo, jeśli nie trzeciorzędną. Daleko idące deformacje i subiektywizmy zawarte w obrazie insurekcji warszawskiej kwietnia 1794 roku wyraziły się nawet w ukazaniu się dwóch wersji jego wspomnień, „Pamiętnika pierwszego” i „Pamiętnika drugiego”. Ten ostatni różnił się od pierwszego dalekim posunięciem w stronę autoapologii, czyli samopochwały autora. Trzecie zagadnienie, to fikcjonalizacja treści „Pamiętników” Kilińskiego. Problem ich dokumentalnej wiarygodności nie polegał jedynie na przecenianiu własnej roli autora i na subiektywnej interpretacji zdarzeń, ale także na wprowadzaniu w materię wspomnień faktów zmyślonych, fikcji niemal literackiej. To właśnie, wraz z walorami narracyjnymi i literackimi uczyniło z jego „Pamiętników” dzieło przynależne raczej do historii literatury niż do historii rozumianej jako maksymalnie zobiektywizowany i bliski prawdzie materialnej obraz wydarzeń historycznych. Polecam lekturę tego pasjonującego studium nie tylko miłośnikom historii XVIII wieku czy insurekcji kościuszkowskiej, ale także tym, których fascynuje historia nie jako jednolity, uformowany, zastygły  w podręcznikach i syntezach obraz przeszłości, ale nade wszystko jako proces tworzenia się tego obrazu z wszystkimi jego meandrami, rafami, wątpliwościami, deformacjami, wieloznacznościami, ograniczeniami, subiektywizmami. Także tym, którzy uważają, że jedna, niepodzielna i obiektywna, a tym bardziej jedynie słuszna historia w ogóle nie istnieje, a raczej, że istnieje tyle jej wizerunków, ilu jej świadków, badaczy i dziejopisów.

Jacek Głażewski – „Konspiracja wyobraźni. Studium o pamiętnikach Jana Kilińskiego”, Wydano Nakładem Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2017, str. 349, ISBN 978-83-65667-37-3

 --

 

Mieszczaństwo polskie w epoce Wokulskiego

mieszczanstwoKariera, jaką robią dziś, także w zbiorowej wyobraźni paradygmat Polski sarmackiej i sarmatyzm jako jedna z form identyfikacji szlacheckiej sprawiają, że o mieszczaństwie mówi się dziś znacznie mniej niż jeszcze dwie dekady temu, na początku kapitalistycznej transformacji. Mieszczaństwo, mieszczańskość, styl i etos tej klasy w Polsce nie mogą się równać ze stylem i etosem szlacheckim przede wszystkim w płaszczyźnie spektaklu, bo szlachta była liczna i bogata, a mieszczaństwo polskie nieliczne i - per capitam - słabe. Jeden Wokulski z „Lalki” Prusa jako emblemat polskiego mieszczaństwa XIX-wiecznego nie wystarczy, nie czyni tu wiosny. Tym cenniejsza jest każda pozycja wydawnicza, która o polskim mieszczaństwie przypomina i opowiada o jego właściwościach. Wybitna znawczyni epoki zorganizowała bliko dwie dekady temu sesję naukową poświęconą rożnym sprawom polskiego mieszczaństwa w II Polowie XIX wiku, czyli w epoce „Lalki”. Szesnastu autorów opowiedziało w swoich artykułach o różnych aspektach obecności mieszczaństwa w przestrzeni polskiej zagarniętej przez zaborców. I tak n.p. wybitny znawca literatury tej epoki Stanislaw Burkot naszkicował obraz miast w epoce przedpozytywistycznej, Dorota Kielak opowiedziała o mieszczańskiej powieści historycznej w wydaniu zapomnianego pisarza Ludwika Stasiaka, Jakub A. Malik o mieszczańskości i filisterstwie w młodopolskiej twórczości Adolfa Nowaczyńskiego, Tadeusz Budrewicz o codzienności i święcie w Krakowie – na Kleparzu i na Skałce, Ewa Paczoska o dylematach inteligenta i rozterkach mieszczucha, a z obrazem fizjologii warszawskich połowy wieku Barbary Bobrowskiej koresponduje ukazana przez Zofię Mocarską-Tyc tematyka mieszczańska we wczesnych utworach Prusa i rysunkach Franciszka Kostrzewskiego.

Na koniec dodam, że ten znakomity zbiór szkiców i studiów można nabyć w księgarni „Polon”, świetnie zaopatrzonej, ale niestety zbyt skrytej przed oczyma postronnego przechodnia przez swoje położenie w podziemiu Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego przy Krakowskim Przedmieściu, do której można najprościej dotrzeć przez wejście od strony ulicy Oboźnej.

„Mieszczaństwo i mieszczańskość w literaturze polskiej drugiej połowy XIX wieku”, pod red. Ewy Ihnatowicz, Dom Wydawniczy Elipsa-Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, str. 272, ISBN 83-7151-337-2

 --

 

Świeże bułeczki z IBL czyli kolejna próba syntezy

debaty po roku 2Na pytanie, czy polska proza współczesna nadąża za procesami przemian społecznych, politycznych, cywilizacyjnych i kulturowych odpowiedzi mogą być różne, kwestia jest dyskusyjna. Inne jeszcze pytanie wiąże się z oceną poziomu literackiego, artystycznego tych prób, pomijając już fakt, że owego „nadążania” nie można uznać za jedyną funkcję literatury. Nie można również nie uwzględnić faktu, że u schyłku drugiej dekady XXI wieku rola i znaczenie literatury w kształtowaniu obrazu społeczeństwa, nie mówiąc już o jego wpływie czytelniczym, nie daje się nawet porównać z rolą i znaczeniem, które miała jeszcze w ostatniej dekadzie wieku XX, gdy internet i inne media elektroniczne nowej generacji były dopiero w fazie zalążkowej. Dziś to one, właściwie bez reszty, zdominowały publiczny dyskurs. O ile jednak można mieć poważne wątpliwości co do tego, czy proza skutecznie idzie w ślad za dokonującymi się procesami, o tyle z całą pewnością podąża za nią z sukcesem myśl krytyczna. Po 1989 roku ukazały się niezliczone, rozproszone po licznych pismach, teksty krytyczne, analityczne i syntetyczne dotyczące zarówno poszczególnych, detalicznych zjawisk w literaturze, jak i dostrzeganych w nich prądów, tendencji, filiacji, pokrewieństw, mód. Ukazało się też co najmniej kilka zbiorów eseistycznych mających ambicję syntetyczną. Do najważniejszych należą niewątpliwie zbiory esejów Kingi Dunin „Czytając Polskę” (2004) czy Przemysława Czaplińskiego „Polska do wymiany” (2009), ale także w pewnych aspektach choćby m.in. tegoż Czaplińskiego „Resztki nowoczesności” (2011) czy Lidii Burskiej „Kłopoty z tradycją” (2008). Już jednak sama tylko metryka wydawnicza tych zbiorów pokazuje, że nie mogły się w nich znaleźć odniesienia do tego, co nadeszło później. Dzięki Instytutowi Badań Literackich PAN otrzymujemy właśnie niemal „świeże bułeczki” z tej półki. Mam na myśli zbiór „Debaty po roku 1989. Literatura w procesach komunikacji. W stronę nowej syntezy (2)”, pod redakcją Maryli Hopfinger, Zygmunta Ziątka i Tomasza Żukowskiego. Dlaczego świeże bułeczki? Bo szybki dziś proces technologiczny tworzenia książki pozwolił uwzględnić w niej, oczywiście w najogólniejszej formule wstępu, nawet połowę roku 2017. Dziesięcioro autorów podjęło w swoich - w sumie ponad dwudziestu rozbitych na pomniejsze zagadnienia szkicach - następujące zagadnienia, które można odnaleźć w najnowszej literaturze: obraz PRL, spory wokół feminizmu, LGBT i innych kwestii „mniejszościowych”, dyskusje wokół Jedwabnego i kwestii losu ludności żydowskiej w Polsce oraz dramatyczny konflikt wokół katastrofy smoleńskiej. Ostatnia część, autorstwa Katarzyny Sokołowskiej-Nadanej dotyczy  „debaty, której nie było” i świata nieprzedstawionego w polskiej literaturze współczesnej, a mianowicie roli Kościoła katolickiego po 1956 roku i dziś. Niezwykle pozyteczna, rozjaśniająca i wzbogacająca lektura dla każdego, kogo interesuje obraz naszej współczesności w lustrze humanistyki.

„Debaty po roku 1989. Literatura w procesach komunikacji w stronę nowej syntezy (2)”, pod red. Maryli Hopfinger, Zygmunta Ziątka, Tomasza Żukowskiego, Warszawa 2018, str. 507, ISBN 978-83-65832-31-3

--

 

Polskie serce w Szwajcarii

serce radkafranczakNa koniec niniejszego zestawu rzecz lżejszego autoramentu – „Serce”, autorstwa młodej Radki Franczak. Ze słynnym, XIX-wiecznym zbiorem opowiadań Edmonda de Amicisa łączy je - i nie może być inaczej, chyba że chodziłoby o gatunek powieści medycznej w podgatunku kardiologicznym - właśnie poczesne, kluczowe miejsce tego organu ciała zawiadującego uczuciami. Nie owijajmy zatem w bawełnę: „Młoda dziewczyna z Polski jedzie z chłopakiem do Szwajcarii – chce poznać świat, zarobić pieniądze, wyrwać się z nijakości. Wika trafia do podupadłej rezydencji nad Jeziorem Genewskim, gdzie mieszkają tylko dwie kobiety – matka i córka. Ma pomóc w pracach domowych i zaopiekować się starzejącą się Shirley. Trzy kobiety spotykają się w momencie, kiedy ich życie zmieniają wydarzenia, na które nie mogły być gotowe. Podróż młodej Wiki okazuje się być podróżą w głąb siebie, wprost do swojego serca i jego największych pragnień” – tak przedstawia opowieść wydawnictwo.

„Serce”, to także lajtowa wersja gatunku zwanego bildungsroman, czyli opowieści o dojrzewaniu jednostki poddawanej doświadczeniom życiowym. To także opowieść o relacjach międzyludzkich, o uczuciach i o konfrontacji przedstawicielek dwóch różnych cywilizacji wewnątrzeuropejskich – polskiej, emocjonalnej, impulsywnej, mocno jeszcze „dzikiej” i „głodnej”, ale osobliwie żywotnej z cywilizacją starą, bogatą, znużoną, przerafinowaną, przejrzałą, zblazowaną i pesymistyczną.

„Serce” nie ma charakteru typowej powieści fabularnej z akcją i dialogami. Gatunkowo ma raczej kształt relacji wspomnieniowej, można się domyślać, że przynajmniej po części czerpanej z zasobu doświadczeń własnych autorki. Ma także cechy introspekcji psychologicznej, nawet reportażu, zawiera fragmenty opowieści podróżniczej, „opowieści drogi”. I jest naprawdę, zwłaszcza jak na debiut, bardzo dobrze napisana, a pochwały Katarzyny Grocholi, Daniela Odiji i Andrzeja Wajdy (autorka jest także dokumentalistką i absolwentką Szkoły Andrzeja Wajdy) bynajmniej nie są wyrazem kurtuazji.

Radka Franczak - „Serce”, wyd. Marginesy, Warszawa 2016, str. 303, ISBN 978-83-65-282-68-2 

 

Pin It