STANISŁAW GRABOWSKI

 

Marylin Monroe. Przy drzwiach jej ostatniego domu

widniał napis: „Moja podróż dobiegła końca”.

 

monroe            Jeśli chcecie sprawić komuś prezent, polecam najnowszą książkę o Marylin Monroe. Nosi tytuł: Marylin Monroe. Za kulisami. Jej autorką jest Michelle Morgan. Monroe, o czym mało kto nie wie, to ikona popkultury, jedna z największych gwiazd światowego kina, niezaprzeczalnie jego legenda. MM urodziła się, jak ks. Jan Twardowski, 1 czerwca, czyli w Dzień Dziecka. Zmarła w 36 roku życia. W ubiegłym roku obchodziliśmy 90. rocznicę jej urodzin. Z tej okazji ukazały się kolejne książki o aktorce, jedną z nich jest książka Michelle Morgan. Sięgam na półkę. Bogini. Tajemnice życia i śmierci Marylin Monroe; Metamorfozy Marylin Monroe; Blondynka; Marylin. Żyć i umrzeć z miłości; Marylin, ostatnie seanse; Marylin Monroe. Biografia; Skłócona z życiem. Intymna biografia Marylin Monroe; Rozważania psa Mafa i jego przyjaciółki Marylin Monroe; MM. Fotograficzna biografia; Marylin Monroe. Morderstwo zatuszowane… To tylko kilka książek poświęconych w całości aktorce i dostępnych w Polsce. Z braku miejsca podaję tylko ich tytuły. Wyjątek robię dla książki jej autorstwa pt. Marylin Monroe. Fragmenty. Wiersze, zapiski intymne, listy (2011). To intymne zapiski, nadto wiersze-myśli, wiersze wyznające jej filozofię życiową, zdradzające jej oczytanie, wiersze przynoszące zachwyt nad przyrodą, nicujące ludzkie relacje. Poezją MM zainteresowała się wcześnie i to zainteresowanie jej  nie minęło. Do końca zachowała wrażliwość na słowo, z czym łączyła bystrość umysłu, refleks i cięte riposty, jakie Michelle Morgan rozsiała w książce poświęconej aktorce. „Nic ponad intymność, ściszony głos, zapis sejsmograficzny duszy”, napisał krytyk o Fragmentach… Inny wspominał: „Miała instynkt i odruchy poety, ale brakowało jej warsztatu”. Może… Co wybrać z jej poetyckich refleksji?

 

 

                        Ta cicha rzeka kołysze się

                        i faluje kiedy tylko coś przez nią przemyka

                        wiatr, deszcze, wielkie statki

                        Kocham rzekę – zawsze

                        niewzruszoną.

                        […]

 

            Od lat zbieram książki, filmy, plakaty filmowe, artykuły prasowe, nagrania jej piosenek, zdjęcia, kubki, znaczki, albumy, pudełka, różne inne przedmioty z jej podobizną… Gdyby to wszystko zgromadzić w jednym miejscu byłoby niezłe muzeum. Zdaje się, że spory przemysł nieustannie pracuje pod jej urokiem, na rzecz jej fanów, których tłumy nie maleją, a wręcz przeciwnie [sic!]. Tworzą stowarzyszenia i kluby jej imienia, odwiedzają jej grób, na aukcjach b. dobrze sprzedają się rzeczy z nią związane, każdy drobiazg obecny w życiu gwiazdy ma swoją cenę. Filmy z jej udziałem ciągle gromadzą liczną widownię. Nie zestarzały się, jak np. Pół żartem pół serio. To komedia wszechczasów. Skąd u mnie to zainteresowanie kobietą tak zmienną w nastrojach, na dodatek tak skrajnie odbieraną, do czego jest mi to potrzebne? Próbuję zgłębić jej fenomen, charyzmę, docenić siłę mitu… Czy mi się uda? Tego nie wiem. Próbuję.

            Pytanie zasadnicze. Cóż  można nowego napisać o MM, skoro ukazała się np. niezliczona ilość książek na jej temat, bo wymieniłem tylko kilka tytułów? Trzeba być mocno zdeterminowanym, i Morgan taką się okazała, żeby raz jeszcze zajrzeć do ksiąg parafialnych, do dokumentów rodzinnych, ogromnych ilości listów, do innych materiałów, zwłaszcza prasowych i to sprzed kilkudziesięciu lat, raz jeszcze odnaleźć i wysłuchać tych, którzy pamiętają Monroe, żywą, naturalną, rozkapryszoną, w depresji czy też ożywioną i tryskającą humorem, gotową zawsze pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebowali… Chociaż tych świadków jest coraz mniej. Na dodatek nie wszyscy gotowi są dzielić się wspomnieniami. Lub przeciwnie, nie brakuje takich, którzy choćby przez chwilę próbują ogrzać się w blasku jej sławy.

            Michelle Morgan, która w latach 1991–2007 była prezesem brytyjskiego fanklubu „Marylin Lives Society” jest autorką Marylin’s Addresses i współproducentką filmu dokumentalnego Gable: The Ties that Bind, czuje się mocno związana z losami MM i stąd jej odwaga, by napisać o niej książkę. To dobrze, że kobieta pisze o kobiecie. O Marylin na ogół pisują mężczyźni, co oczywiście wiąże się z tzw. męskim punktem widzenia… Autorka prezentuje kobiece spojrzenie, kobiecą wrażliwość, inaczej przedstawia wiele zdarzeń w życiu Monroe, np. dlaczego jako początkująca modelka i aktorka decydowała się pozować nago? Sporo w jej książce szczegółów niedostrzeżonych wcześniej przez biografów MM, choć Morgan nie polemizuje z nimi, to zresztą nie jest praca naukowa. Należy docenić, iż autorka dotarła do epistolografii MM, obficie korzystała z ówczesnej prasy, skrupulatnie zapisała wspomnienia tych, którzy w jakiś sposób zetknęli się z MM, opisała jej losy na planie filmowym kolejnych filmów, poplątane relacje z matką czy z „ojcem”, dzieje małżeństw gwiazdy właściwie niefortunnych, plotki krążące na temat MM, problemy z barbiturantami, relacje z dziennikarzami czy artystami, kolejne mieszkania, w których nie znajdowała szczęścia aż po ostatnie przy Fifth Helena Driver 12305. Przy drzwiach tego domu widniał napis: Cursum perficio, co oznacza „Moja podróż dobiegła końca”. 

            Od lat klecę scenariusz pod roboczym tytułem Kochanek MM, który opowiada dzieje pewnego polskiego kolekcjonera. Zbiera to wszystko, co w jakiś sposób związane jest z Monroe Polsce. Ale też tropi tych, którzy się z nią zetknęli np. w Korei. Był taki weteran amerykańskiej armii polskiego pochodzenia, który uczestniczył w jej koncercie w Korei w 1954 roku, podczas którego nabawiła się m.in. zapalenia płuc. Ów weteran dostał od Marylin autograf, który przechowuje jako cenną pamiątkę. Inny chwalił się niebieskimi okularami MM. Bezsprzecznie do niej należały. Zostały kupione na aukcji. Otrzymał je w spadku po nieznanej mu amerykańskiej cioci. Aktorka występuje w nich na zdjęciach, są na niej inicjały MM. Kolekcjoner ma też spisane wyznania lekarza polskiego pochodzenia, który pracował w szpitalu Lenox Hill , gdy MM szukała tam pomocy ginekologicznej. Było to w 1959 roku…

            I oto bohater scenariusza otrzymuje informację, że na Podhalu, żyje dotąd Polak, jeden z jej anonimowych kochanków! Jest po siedemdziesiątce. Tylko jak go przekonać, by wydusił z siebie intymne wyznanie, chociaż sprzed pół wieku? Czy można jednak zaufać gadaninie starego człowieka. Czy nie konfabuluje on?

            Choć z trudem kolekcjoner dociera do niego. Góral relacjonuje mu pierwsze przypadkowe spotkanie z MM. Nie wiedział, że natknął się późnym wieczorem, na ulicy, na aktorkę w długim płaszczu, z twarzą ukrytą pod kapeluszem, bez makijażu. Sama go zaczepiła. Krzepki był. Później stał się jednym z jej pomagierów, miała ich kilku, jakby chłopców na posyłki. Nie było wtedy np. telefonów komórkowych, a nie raz zależało jej na szybkim przekazaniu jakiejś informacji. Wbrew pozorom Marylin umiała dobrze liczyć, tzn. prowadziła różne interesy, potrafiła zadbać o swój majątek. Chłopcy byli jej wierni i dyskretni. Góral do nich dołączył. I był tym, który znalazł się przed domem tej nocy, gdy aktorka zmarła. A co wówczas zauważył, kogo rozpoznał mimo ciemności, zachował dla siebie. Byłoby to nazbyt niebezpieczne, gdyby komukolwiek zwierzył się z tamtych niespodziewanych przeżyć. Nawet powróciwszy po latach do Polski, nie kwapi się rozpowiadać o swoim „romansie” z MM.

            Kolekcjoner próbuje wydobyć, sekunda po sekundzie, ten epizod, o którym po tylu latach od śmierci MM ciągle się boi wspominać, gdyż tak mu się wydaje, ceną jest jego życie. Reszty nie będę zdradzał… Wiele pytań, mało odpowiedzi. Ale kolekcjoner jest uparty, to nie będzie puenta tego scenariusza, jak nie jest puentą ostatnia książka o MM. Z pewnością wielu jeszcze spróbuje się zmierzyć z tym aktorskim fenomenem. Paradoksalnie, to upływający czas pozwala na śmiałość diagnoz, na penetrację niedostępnych dotąd materiałów, na dotarcie do nowych źródeł.

            Książka Marylin Monroe. Za kulisami ukazała się w serii „Najlepszy prezent.pl”, która przynosi biografie takich niezwykłych osób jak np. Audrey Hepburn, Grace Kelly, Robert Redford, Elvis Presley, Versace, Eric Clapton czy Tina Turner. Dużo w niej o jej dzieciństwie, domu dziecka, w którym przebywała, przybranych rodzinach, nauce w szkole, kompleksach, platonicznej miłości ówczesnej Normy Jeane do sławnej wówczas aktorki Jean Harlow, nazywanej platynową blondynką. Autorka pokazuje dojrzewanie kobiety, ale także artystki, dodaje tło, które dookreśla biografię gwiazdy. Stara się zrozumieć i wytłumaczyć decyzje artystki, jej kaprysy czy zmienne nastroje. Doprawdy, wyłania się z tej książki choćby niewesoły żywot dziecka, któremu niewielu dorosłych poświęcało odrobinę uwagi. Dziecka, które było bardzo wrażliwe, i nie umiało po latach stłumić w sobie tamtych emocji, nie potrafiło do końca wyzwolić się z zadawnionych traum, urazów i kompleksów… Długo by o tym. Marylin Monroe została, mimo wielu różnorakich przeszkód, gwiazdą światowego kina, najbardziej znaną kobietą na świecie, ale, moim zdaniem, jej cena była stanowczo za wysoka.

 

                        Panie,

                        przyjmij do siebie tę dziewczynę
                                   [znaną na całym świecie jako Marylin Monroe

                        chociaż naprawdę nazywała się inaczej – napisał Ernesto Cardenal w wierszu Modlitwa za Marylin Monroe.

_____________________________________

Michelle Morgan, Marylin Monroe. Za kulisami, przeł. z ang. T. Szlagor, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2017.

 

PYTANIA

 

Jak odnaleźć drogę w ciemności?

Pytała Marylin Monroe

Clarka Gable’a

W końcowej scenie filmu

„Skłóceni z życiem”.


W zachodzącym słońcu

Stara ciężarówka kolebie się

Na bezdrożach Nevady,

Jak na nieludzkiej ziemi.

W szoferce dwa ludzkie wraki.

 

Podeptali mit Dzikiego Zachodu,

Lecz chcą walczyć o siebie,

Do końca,

Nie wiedząc jak jest on blisko.

 

Po ostatnim filmowym klapsie

Clark Gable

Żył zaledwie kilkanaście dni.

Nie doczekał premiery,

Ani syna Johna.


Monroe zmarła

Kilkanaście miesięcy później.

 

Przegrani, niezapomniani.

Zostawili nam pytania,

Na które ciągle musimy odpowiadać.

 

Stanisław Grabowski

 

 

Pin It