Arkadiusz Frania

 

Żarliwa wrażliwość. „Amici” znaczy „przyjaciele”

 

A Frania   Z ziemi włoskiej do Polski przywędrowały wiersze zebrane w dwujęzycznej antologii Przyjaciele z kraju gdzie cytryna dojrzewa / Amici del paese in cui matura il limone. Publikacja jest efektem prężnego działania Stowarzyszenia „Amici Italia-Polonia” z Taranto, pragnącego stworzyć aurę właśnie przyjaźni, sprzyjającą zbliżeniu poetów obu narodów. To niezwykle cenna inicjatywa, by ofiarować polskiemu czytelnikowi współczesną lirykę Włoch w oryginale i tłumaczeniu Joanny Kalinowskiej, redaktorki, inicjatorki przedsięwzięcia wydawniczego, a także założycielki i przewodniczącej Stowarzyszenia. Gwoli ścisłości podajmy: 19 autorów przedstawiło w tomie łącznie 71 wierszy, w tym 11 mężczyzn – 38 utworów i 8 kobiet – 33 teksty.

 

   O zbiorach gromadzących utwory różnych autorów można pisać przynajmniej na dwa sposoby: albo z imienia i nazwiska wymienić jedynie tłumacza i redaktora, o zawartych wierszach zdać relację tematyczną, a oddać głos tylko niektórym autorom; albo tak skonstruować wypowiedź, by każdy z uczestników antologii mógł przemówić personalnie choćby jedną linijką. Wybrałem tę drugą opcję, toteż wyciągnąłem z wydawniczej tkaniny kilka wątków, na których jak na niciach pozawieszałem, niczym wstążki, cytaty z utworów.

   Pierwszym niebłahym terytorium odniesień stał się eros i dźwięki pokrewne. Nicola Accettura przemawia słowami o pieszczotach elektronów (żeby odnieść się do tytułów 2 wierszy: Och elektronie, mój elektronie! i Pieszczota) oraz całek (Całka nieoznaczona), czyli usadawia miłość w kategorii zdarzeń fizykalnych (fizykalna miłość fizyczna?) i matematycznych: „W jednostce objętości kilku / orbitali, / pomiędzy szaleństwem energii” (s. 7), „Ileż atomów i elektronów / twoich / i moich spotka się / w tej sekundzie / pieszczoty” (s. 9). Podobnie myśli podmiot liryczny Gaetana Finizio, skoro na pytanie „Kim jestem?”, odpowiada: „Maleńkim atomem, / stworzonym z promienistej masy” (s. 50), „istotą mikrokosmosu komórkowego” (s. 51).

   Bohater Maurizia Evangelisty wyznaje uczucie poprzez upojenie się przedmiotami dotkniętymi przez ukochaną; „Chcę patrzeć na ciebie” (s. 44) znaczy tyle, co wiedzieć, że oblubienica musnęła tę konkretną „zasłonkę, szafę, ramki na ścianach”. Daniele Giancane kieruje wezwanie: „Kochaj teraz, nie programuj uczuć” (s. 58), zbliżone w tonacji przekazu do słynnego zdania Jana Twardowskiego „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”.

   Poezja miłosna Joanny Kalinowskiej jest niezwykle zmysłowa i poniekąd poprzez swoje zakotwiczenie w codzienności w dziwny sposób oniryczna, gdy ciało kochanka wyłania się wraz ze świtem: „kiedy na ciebie patrzę widzę odległe światy / niezgłębionych tajemnic, nieskończoność oddechów / gdzie żar stapia się z lodem / i czuję słodko gorzki zapach tego ciała” (s. 72). Zwróćmy uwagę na łączenie przeciwstawnych emocji (żar i lód) i odczuć (słodki i gorzki), co tylko potęguje doznania.

   Natomiast Gianni Antonio Palumbo w wierszu Magdalena o dwudziestej drugiej odwzorowuje drogę prowadzącą do tytułowej dziewczyny między zdarzeniami i obiektami miasta: „Wiatr porusza okiennicami, / tramwaj zdąża do muzeum. / […] zapach mrożonej kawy” (s. 87). W oczekiwaniu mieści się silne napięcie, zwłaszcza że już na początku Triumphus temporis tego samego autora czytamy: „Gdybyż tak trwało wiecznie / to twoje zaplątanie się we mnie / w poszukiwaniu ciepła miłości” (s. 84).

   Drugim ważkim motywem tematycznym jest bez wątpienia świat, w tym ziemia, zarówno traktowana jako gleba ojczysta, jak i w kategoriach metafory wszechświata, oraz raczej zagubienie i udręka niż pociecha z życia.

   Niemal organiczna więź z Ziemią, z tym, co ożywione, wyczuwalna jest m.in. w tekstach Enrica Bagnato, który pragnie, by do niego „przemówiły ptaki. / Jak do Krzysztofa Kolumba” (s. 13). Z kolei spacer między drzewami uświadamia: „pod stopami  / wyczuwam żywe pulsowanie ziemi // ciało mi przeszywa / energia telluryczna // W sposób fizyczny doświadczam / że jestem synem tej planety” (s. 14). W Moim umieraniu Giulii Poli Disanto dokonuje się niemal rozpłynięcie podmiotu lirycznego w naturze, w tym przypadku z nomen omen morzem: „Otwórzcie drzwi / I powiedźcie mnie nad morze. // Tam chcę / zbierać sny / i gwiazdy” (s. 98), co świadczy o szacunku dla żywiołu i jego oczyszczającej mocy. Ten wątek przenikania dopełnia się w wierszu Anny Santoliquido Jak Zacheusz: „chciałabym zostać na drzewie / objawić się pąkom / pościć i oczyszczać się / by pojąć całą wzniosłość” (s. 103). Skąd taka tęsknota do przyrody? Być może dlatego, że jawi się ona niczym jedyna uczciwa ostoja, na przekór śmierci, upływowi czasu, wciąż majestatyczna i żywa w doświadczeniu „ja” – o czym pisze Filippo Silvestri: „Jedynie morze ze wzlatującymi mewami, / o świcie lub o jedwabistym zachodzie / rozpalone neutronowymi chmurami, / we wspomnieniach zostaje takie samo” (s. 111). Lecz stajemy się też ściętymi kwiatami, które uschną bądź zgniją, jak w Nieużyteczności róż Maurizia Evangelisty.

   Gdy mowa o naturze, nie sposób nie przywołać tekstów Giulii Notarangelo, wśród których najwięcej jest oscylujących w kierunku wiersza-flesza czerpiącego z doświadczeń haiku. Odznacza się tu widzenie wszechbytu w błysku zdarzenia, gdy moment przeradza się w wszech-chwilę, zatrzymującą przemijanie na pociechę wieczności, choćby w passusach: „Sama ze SOBĄ / przede mną morze / przyjaciel / pod przejrzystym niebem” (s. 81), „Skrzydełka liści / kołyszących się na wietrze / ulotne tancerki” (s. 78).

   Opowieść o przyrodzie przekształca się w sposób oczywisty w gawędę o ziemskim bytowaniu. Opis węgorza w wierszu Enrica Bagnato staje się odbiciem losu ludzkiego, dyskusją na temat alienacji homo sapiens: „Tajemnica cysterny / uwięziony węgorz. / Utopce, cienie, mroki” (s. 16). Świat zatem nie tylko mieni się żółcieniem liści, ale również mrocznieje, pochłaniając światło. Dlatego na równi z wybawieniem traktowany jest każdy dobry gest, dobre słowo, pojawiają się bowiem i ułamki codzienności, gdy, jak w wierszu Daniela Giancane, „Z dna morza w czasie burzy” wyłoni się latarnia (s. 57).  „Piaszczyste dna, / przepływ cieni i świateł, / […] / w nieprzerwanej wędrówce / na ścieżkach bytu” (s. 25) – znajdziemy u Enrika Castrovilliego w Ścieżkach duszy. Ale poezja tego twórcy posiada także rys regionalny; po bardzo realistycznym zdaniu: „W zimnym powietrzu poranka / drzewa oliwne rozrzucone po polach / Salento” (s. 26), zaczyna rozbrzmiewać zaduma nad „czcigodnymi drzewami oliwnymi” przechowującymi historię i pamięć o zmarłych. Gdzie indziej niemal biesiadna wizja stymuluje również myśli o Istnieniu przez duże „I”: „tylko burze insektów / pomrukują w pobliżu kawałka / suchego chleba na stole / przyprawionego oliwą, pomidorami i solą” (s. 28). Podkreślmy też, że liryk Giovanny Pesce Przyjedź odwiedzić Salento można przyrównać do poetyckiego folderu promującego uroki tej wzmiankowanej już włoskiej gminy i miasta w regionie Apulia: „Tereny słońca, wiatru i morza. / Wśród czerwonych grudek zobaczysz / Objęcia / Drzewa oliwnego / Drewniany splot / Wiekowych korzeni / Pień lat wyszarpany” (s. 93). Ogniskuje się w tej frazie i namacalne piękno dnia dzisiejszego, i przeszłość. W wielogłosie o drzewie oliwnym nie powinno zabraknąć obrazu kształtowania materii drewna, co dzieje się w liryku Eleny Diomede Jak dar (z konara oliwnego w miseczkę): „pień oliwny /  który dłoń rzemieślnika / oddziela / w drgających  cięciach / od bratnich konarów: / wrzawa lotów!” (s. 37). I w tej odsłonie odnajdziemy wizualizację zmagania się ze światem, z obowiązkami, z powinnościami, z własnymi ograniczeniami i słabościami.

   Uwydatnijmy egzystencjalizm Marca Ignazia de Santisa; w Ostatnim czytamy: „Wolny, nieuchronny, / przypływ zdryfuje nas / w kierunku terytorium piekła, / w kierunku ziemi niczyjej” (s. 33), a w liryku Niemy krzyk i wytarte słowa życie przestaje być frywolną włóczęgą, przeistaczając się w walkę z przeciwnościami, bojem z fatalizmem i determinizmem („mroczne ziemskie przeznaczenie” s. 34), a może z losem zapisanym w Księdze: „Życie spływa jak ślepa lawa / i entropia koroduje wszechświat” (s. 34).

   W twórczości Angeli Giannelli mamy polonika; w Ul. Piotrkowskiej autorka od namacalnego opisu miejsca („Na chodniku zamarza / nieprzenikniony Rubinstein”) przechodzi do słów oddychających czy raczej ziejących bytem: „Rzeźbi się świt w lodowatej duszy, / popycha pociąg ku ostatniej Stacji” (s. 64). Jakże dobitnie pisze Elena Diomede: „Zostaniemy sami / widmowe strachy na wróble” (s. 39). O zagubieniu w cywilizacji traktują słowa Mary Venuto: „W ciemności wyrzeźbionej elektrycznym światłem / odkrywamy wszechświat i galaktykę, / zjednoczoną nieskończonymi punktami, wykreślonymi na mapach / nieosiągalnych, nawet jeśli bardzo pragniesz” (s. 115). Renato Greco, zgodnie z nazwiskiem, jest obecny w antologii m.in. wierszem greckim pt. Ateny o (nie)możliwości znalezienia dla „ego” przestrzeni w tym „idealnym mieście wszechczasów / pomiędzy Maratonem i następną epoką” (s. 65). Gaetano Bucci, usiłując złożyć hołd człowieczeństwu w zrogowaciałej rzeczywistości, staje w obronie ludzi odtrąconych przez społeczność, gdy oddaje głos prostytutce (Sweet Carmela: „ciągle jeszcze oczekuję / od ludności Corato / jeśli nie serca, / to chociaż jednego białego kwiatka”, s. 21) czy wiejskiemu głupkowi (Vincent Brown: „I widzę Corato, z tych »zaświatów«, / dostrzegam ile fałszywej miłości oślepia miasto”, s. 22), dzięki czemu pokazuje, że każdy nosi w sobie „ja ludzkie”, i nic nie rani bardziej niż uprzedzenia, niepozwalające na dotarcie do skrywanych w duszy wartości.

            Zachęcam do zapoznania się ze współczesną poezją włoską zawartą w omawianej książce przepojonej żarliwą wrażliwością Południowców.

Przyjaciele z kraju gdzie cytryna dojrzewa / Amici del paese in cui matura il limone, z języka włoskiego przełożyła i opracowała Joanna Kalinowska, Stowarzyszenie „Amici Italia-Polonia”, [Kędzierzyn-Koźle] 2017, ss. 122.

 

Pin It