Andrzej Walter

 

Dziennik nostalgii

 

dziennik zdrady   „Po co żyjemy, skoro wiatr, zanim zdążymy unieść nogę, zmiecie nasz ostatni ślad. Przeszłość nie istnieje, przyszłość – wątpliwe czy nadejdzie. Czas powraca jak fala, wichura, która nigdy nie ustaje.”

 

[ Cieniem jesteśmy zaledwie, wiatrem, dymem ]

 

   Zaiste piękną była moja ostatnia przygoda z lekturą... Nie potrafię się od tej książki uwolnić, otrząsnąć z niej, przejść do codzienności, nie potrafię przestać o niej myśleć i chyba nie potrafię na nią właściwie odpowiedzieć. Mowa o „Dzienniku zdrady” Emiliosa Salomou, cypryjskiego pisarza, dziennikarza i nauczyciela urodzonego w 1971 roku w Nikozji. Książka ukazała się dzięki fenomenalnemu tłumaczeniu Ewy T. Szyler, warszawianki o ogromnym dorobku nowogreckich przekładów oraz Wydawnictwu Książkowe Klimaty z Wrocławia w ramach serii klimatów greckich...

    To banalna historia opowiedziana w sposób iście niebanalny. To dziennik nostalgii, który otwiera naszą świadomość na głębokie zamyślenie. To wreszcie piękna opowieść o tym, że miłość ma swoje źródło w pamięci i jest całkowicie niezależna wobec czasu.

   Giorgios Doukarelis, archeolog i profesor Uniwersytetu Ateńskiego, powraca po 20 latach na maleńką wyspę Kufonisi na Cykladach. Ostatni pobyt w tym miejscu zmienił jego życie na zawsze: romans ze studentką zaważył na jego życiu rodzinnym, a prowadzone przez niego wykopaliska odkryły szczątki młodej kobiety, zamordowanej ponad 5 tysięcy lat temu. Niezwykła opowieść o czasie, zniszczeniu, pamięci i miłości, które jako jedyne wprowadzają harmonię pomiędzy "dawniej" i "dziś".

 

   „ – A ludzka natura? Zmieniła się jakoś od czasu, gdy żyła na tej wyspie tamta nieszczęsna kobieta?

 

- Myślę, że nie. Ludzka natura okazuje się bardzo odporna na upływ czasu, jest taka sama przed czterema czy pięcioma tysiącami lat. Jeśli coś się zmieniło, to codzienność. Człowiek odmienił swoje środowisko, ale nie siebie.

 

   Rozważania o niezmiennej naturze ludzkiej wprowadzają go w ponury nastrój. Odnoszą się i do jego własnej natury, wystawionej na pułapki czasu, splecionej z losem otaczających go ludzi. Niewolnik codzienności, którą sam sobie wybrał, uwięziony w teatrze kukiełkowym, marionetka poruszana niewidzialnymi sznurkami, za które pociąga z wysoka ktoś inny.”

 

   Po co żyjemy?

 

   Tak, to pytanie wszelkich pytań, pytanie, które nieustannie dręczy nasze trwanie i ciągle powraca w chwilach koncentracji lęków. Pytanie duszne, bolesne i retoryczne, a jednocześnie będące szansą na pełniejsze jutro. Warto wciąż je zadawać. Stawiać je jak drogowskaz. Może nawet każdego dnia. Uzmysławiać sobie: swoje miejsce, swój los, swoje dążenia, swój czas. Przeżywać go i napełniać go sensem. Szklanka jest przecież, równocześnie – do połowy pełna i w połowie pusta. Te proporcje nie są stałe. Są tak dynamiczne, jak pulsuje nasze życie: w rytm zdarzeń, w kołowrocie codzienności i w pętli tego, na co czekamy.

 

   Dlaczego powracamy na miejsce zbrodni? Czy to była zbrodnia, czy tylko przypadek sprawił, że my, wtedy, i do tego właśnie tam, się wówczas znaleźliśmy? Jakie siły nami kierują – własne, samoistne czy może raczej jakieś zewnętrzne? Co jest zbrodnią, a co wyzwoleniem? Jak to jest, czy faktycznie trzepot skrzydeł motyla obok mnie może spowodować na drugim końcu świata huragan? I po co myśleć o drugim końcu świata skoro świat jest na wyciągnięcie ręki?

 

   „Dziennik zdrady” stawia te pytania pomiędzy słowami, stawia je subtelnie, dyskretnie, niedostrzegalnie. Oscyluje bardzo blisko poezji oraz jej wymiaru. Ujarzmia nas, z pewnej perspektywy myśli, a równocześnie wyzwala z okowów pewnych natręctw małostkowych zakotwiczeń na mieliznach życia. „Dziennik zdrady” jest typowo greckim, filozoficzno-psychologicznym studium stawania się, dojrzewania i docierania do samego siebie. Jest wędrówką Odyseusza – wyprawą, powrotem, zagubieniem – wszystkim jednocześnie i każdym z nich z osobna. To książka klucz – do siebie, do rzeki czasu, do wszelkich nagromadzonych warstw świadomości, do spraw banalnych oraz do spraw wielkich, wydaje się, iż ostatecznych, splecionych ze sobą nierozerwalnie i z goryczą tłumiących nasze serca. Co z tego rozpoznamy, ujarzmimy, obłaskawimy – to już jest tylko nasz autonomiczny wybór, nasze, że tak powiem wyzwanie, nasze zadanie na tym świecie i w pewnym sensie – nasze przeznaczenie.

 

   Jest w tej książce jakiś ogromny estetyzm godzenia się z czasem. Jest jakiś seans iluminacji istnieniem. Jest wreszcie balsam godnego przemijania oraz wszelkie aspekty pogodnego spoglądania na głęboki sens naszego nieuchronnego odchodzenia. Odchodzenie to bowiem pozostawia wyraźny ślad. Jest to ślad wszystkich tych myśli i wątpliwości. To ślad bólu i przeżywania tegoż życia najpełniej jak się da. Boli po to, aby się czuło, że się żyje. Tylko ta odpowiedź wszystko wyjaśnia... Wszystko?

A cóż to jest – Wszystko?

 

   I nagle konstatujemy, że nie był to „Dziennik zdrady”, że samo pojęcie zdrady jest jakby zdefraudowane wobec naszego miotania się w sieci dylematów i wyborów, że jest ono nieuchronnym atrybutem rozchodzenia się dróg, że te dróg dramatyczne rozstaje, to jakby nasza realna, przejmująca rzeczywistość, a każda „zdrada” może okazać się jedynie próbą odpowiedzi na pytanie o samego siebie...

 

   „(...) w istocie rzeczy narodziny i śmierć, początek i koniec, rozkwit i upadek pozostają niezmienne, i to one wyznaczają granice czasu. To on, czas, kieruje życiem ich obojga, jego życiem i jej życiem. Są jak dwie linie proste, które kiedyś przypadkiem przecięły się w wirze świata, a potem biegły dalej w bezkres, niosąc piętno pierwszego kontaktu (...)”

 

   „I znów ogarnia Dukarelisa wrażenie, że on także jest marionetką poruszaną przez siły wyższe. Że ktoś o nim decyduje. Że to, co przeżywa, o czym myśli, istnieje jedynie w wyobraźni nieznanego bytu, który chce i może uczynić swoje fantazje jego rzeczywistością. Zimny dreszcz przeszedł mu po plecach ... Wyprostował się, odwrócił wokół własnej osi, bezradny, wirujący derwisz, spojrzał na morze, niebo, na jałową ziemię. I znów zadał sobie pytanie, czy istnieje naprawdę, czy jest tylko ideą, myślą, zjawą w umyśle nieznanego, mirażem rzeczywistości. Chciałby wziąć sprawy w swoje ręce, odmienić swój los, zbuntować się przeciw przeznaczeniu, przeciw scenerii stworzonej dla niego w teatrze absurdu. Albo brać rzeczy takie, jakie są, przeżywać je całą mocą ducha i nie szukać niczego innego poza odczuciami.”

 

   Bo tak naprawdę – cóż istnieje innego poza odczuciami? Cali jesteśmy – odczuciami. Jesteśmy impulsami tych odczuć, wzniecanymi wszystkim, co dzieje się wokół nas. Cała nasza przez lata misternie budowana konstrukcja emocjonalnie sklejona jest z tych odczuć... Cała reszta, ba, cały wszechświat, to energia, materia, jakaś tajemnicza dusza, jakieś ciało, mechanizm je poruszający, jakieś zagadki, pytania, intelektualne budowle wzniesione przez człowieka, który może mieć słuszność, ale i może się mylić – a nam? nam pozostają jedynie emocje i odczucia.

To nasz byt – nasza realność. Pogódźmy się z tym.

   Sądzę, że kawałek znakomitej literatury europejskiej wkroczył do nas dzięki Emiliosowi Salomou. Dzięki temu, że możemy przeczytać tak fantastyczną książkę i wejść w samych siebie. Takie rozważania nigdy nie są daremne. Nawet w każdym przejmującym poczuciu zagubienia jest przecież jakaś recepta na coraz roztropniejsze obłaskawianie codzienności.

 

Andrzej Walter

 

Emilios Salomou „Dziennik zdrady”. Wydawnictwo Książkowe Klimaty, seria Greckie Klimaty, Wrocław 2015. Stron 320. ISBN: 978-83-64887-17-8

– tłumaczenie i przekład: Ewa T. Szyler

 

Emilios Solomou (ur. 1971)

Cypryjski pisarz, dziennikarz i nauczyciel urodzony w Nikozji. Studiował na Uniwersytecie Ateńskim. Pracował jako dziennikarz, obecnie jest nauczycielem języka greckiego i historii. Współpracował z literackim magazynem "Anef" i Stowarzyszeniem Cypryjskich Pisarzy. Za swój prozatorski debiut An Axe in Your Hands (2007) otrzymał literacką nagrodę Cypru, zaś jego druga powieść Dziennik zdrady (Hμερολóγιο μιας απιστiας, 2012) został uhonorowany Europejską Nagrodą Literacką. Jego prace tłumaczono do tej pory na język angielski i bułgarski.

 

Ewa T. Szyler

Tłumaczka z języków angielskiego i nowogreckiego, dziennikarka, publicystka. Absolwentka Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Warszawskiego. Przełożyła na polski ponad trzydzieści książek beletrystycznych i popularnonaukowych. Z nowogreckiego tłumaczyła między innymi utwory Nikosa Kazantzakisa, Kostasa Tachtsisa, Mimisa Androulakisa. Jej dorobek obejmuje też teksty polskie do ponad dwustu filmów dokumentalnych oraz fabularnych. Wieloletnia członkini i prezeska Towarzystwa Przy jaciół Grecji. Stypendystka Fundacji im. Aleksandra S. Onassisa w Atenach. Mieszka w Warszawie.

 

 

Pin It