Wanda Nowik-Pala

 

SIŁA WYRAZU

 

Marian Czapla i jego obrazy         Sposób malowania jest nierozerwalnie związany z osobowością artysty, a ponieważ nie ma dwóch identycznych jednostek, mamy do czynienia z niesamowitą różnorodnością stylów, technik, tematyk i kolorystyk. Oczywiście w różnych epokach istniały i nadal się pojawiają ogólne trendy i kierunki, lecz zawsze liczył się indywidualizm, który decydował o rozpoznawalności dzieła, szczególnie jeśli wnosił coś nowego, zaskakiwał oryginalnością i pomysłowością. I obojętne, czy był to rysunek, rzeźba czy obraz, najważniejsze, że siłą wyrazu przykuwał uwagę widza. Jestem pewna, że obrazy Mariana Czapli to kryterium spełniają. Są pełne ekspresji i dramatyzmu. Uderzają ostrością i oryginalnością barw, wyrazistością konturów i energią ruchu.

            Marian Czapla (1946 – 2016) urodził się w Gackach koło Szydłowa. Po ukończeniu Liceum Plastycznego w Kielcach kontynuował naukę w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie po uzyskaniu dyplomu w pracowni prof. Stefana Gierowskiego, podjął pracę pedagogiczną kontynuując równocześnie karierę naukową. W latach 1974 – 1979 był członkiem grupy „Symlex S4”, którą tworzyło grono młodych absolwentów warszawskiej ASP, zainteresowanych tradycją polskiego koloryzmu z jednej i unizmu Władysława Strzemińskiego z drugiej strony. Od 1990 roku, już jako profesor, prowadził własną pracownię malarstwa. Powracał jednak w rodzinne strony, do Szydłowa, gdzie regenerował siły i odnajdywał konieczny do malowania spokój. Znalazł tam powszechne uznanie i szacunek, miasto uczciło go bowiem tytułem honorowego obywatela. Powstał też film dokumentalny „Droga”. Był on symbolem wędrówki artysty, który opuściwszy rodzinny dom, by realizować marzenia, zatoczywszy koło powrócił jako dojrzały, powszechnie znany i ceniony malarz, by wziąć udział w drodze krzyżowej. I oto razem z sąsiadami idzie śladami ojców i dziadów, którzy byli chrzczeni, przystępowali do komunii, brali śluby, a w końcu spoczywali na cmentarzu tej właśnie parafii.

            W 2002 roku w Muzeum Narodowym w Kielcach w trzydziestolecie pracy artystycznej zorganizowano wystawę 155. jego wyjątkowych prac. W sumie Marian Czapla brał udział w co najmniej kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i zagranicą. Jedną z nich, w kieleckim BWA, miałam okazję obejrzeć.

            Cykle jego ekspresyjnych obrazów zwracają uwagę śmiało rzucanymi plamami ostrych, zróżnicowanych barw podkreślających emocje malowanych postaci. Często powstawało kilka wersji tego samego obrazu („Kobieta z kukłami”, „Narciarz”, „Siewca”), jakby jakaś siła zmuszała go do nieustannych poszukiwań doskonałości, sprawiała, że nie ustawał w pogoni za niedościgłym ideałem istniejącym być może jedynie w jego wyobraźni. Od końca lat siedemdziesiątych tematyka jego prac związana była bowiem głównie z człowiekiem. Artysta często sięgał do Starego i Nowego Testamentu. Malował proroków, męczeństwo Chrystusa („Droga Krzyżowa”, „Ukrzyżowanie”), ból matki („Pieta”, „Opłakiwanie”), oraz żal świętej Magdaleny. Postacie, a często jedynie ich fragmenty, malowane z ogromnym rozmachem wypełniają obraz, sprawiając wrażenie jakby za chwilę miały go opuścić.

            Oto nagi tułów mężczyzny. Patrzy w górę z przerażeniem. Na twarzy ujętej z profilu lśni białko wpatrzonego w zbliżające się niebezpieczeństwo oka. Lekko rozwarte, grube, pałające czerwienią wargi i obronnie wyciągnięte ręce potęgują grozę. Zmarszczki na czole i obok ust sugerują, że jest to człowiek dojrzały. Najwyraźniej jednak doświadczenie życiowe nie pomogło mu uniknąć potrzasku, w jakim się znalazł. Jego ciało mieni się odcieniami błękitu, ugru i czerwieni. Czarne, grube linie podkreślają kontury, plamy pogłębiają cienie. Nic nie łagodzi zagrożenia, nawet fragment żółtego kręgu na czarnym tle. Wręcz przeciwnie, ogrom słońca niepokoi, przytłacza na równi z rozpościerającą się poza nim ciemnością. I choć miota się zawzięcie, uwolnić się nie może. Czego się boi? Przemijania? Gniewu nieba? Świadomości, że się do niego nie dostanie? A może opuszczenia, jest bowiem sam z sobą i swoimi lękami. Czy z tej klatki niemożności naprawdę nie ma wyjścia?

            Na sąsiednim obrazie kobieta i mężczyzna również zostali pozbawieni szat. Są we dwoje, lecz pomimo pozornej bliskości każde z nich pozostaje osobnym bytem. Nie patrzą na siebie. Kierują wzrok w kierunku widza, jakby chcieli mu powiedzieć: „napatrzyłeś się już?” Ich nagie ciała płoną. Z pożądania czy z gniewu? Szmaragdowo-zielone linie cieni modelują piersi, uwypuklają mięśnie brzucha, klatki piersiowe i ramiona. Mężczyzna pochyla głowę i kieruje w stronę kobiety zgiętą w łokciu rękę, lecz dzieli ich jasny strumień jej długich, falujących włosów. Czyżby był granicą nie do przekroczenia? Co jest tego przyczyną? Odmienność płci, oczekiwań czy brak zaufania? A może niemożność porozumienia się, wszak ona jest z Wenus a on z Marsa. Ich orbity nigdy się nie przetną.

            Marian Czapla początkowo tworzył abstrakcyjne kompozycja zbudowane z barwnych smug i plam. I to zamiłowanie pozostało w nim do końca. Monumentalne figury malował bowiem równie  zamaszystymi pociągnięciami pędzla, a przy tym ostro i wyraziście. Wyłaniają się więc z obrazu krzycząc emocjami, dynamizmem ruchu i kolorystyką. Pewną przeciwwagą ekspresji ruchów jest płaskie, jednolitego koloru tło nieokreślonej, umownej przestrzeni. Postacie zmagają się z tym, co je dotyka, a jednocześnie nie godząc się na ograniczenia zdają się wychodzić z kadru obrazu. Są silne i zdecydowane. I tę wolę walki przekazują widzom. Czy o to ich twórcy chodziło?

 

Pin It