Arkadiusz Frania

 

Wierny, czuły i myślący

 

raj ktory widzialemJanusz Orlikowski to bezsprzecznie wierny powołaniu poetyckiemu aktywista, dlatego gdy z koperty wysunął się i oczom moim „ujawnił” egzemplarz Jego najnowszego zbioru Raj, który widziałem, poczułem niekłamaną radość. Więc jednak wiersz nie zginie, póki żyją osoby tak zdeterminowane i świadome celów literatury, jak twórca z Dobrodzienia.

Autor, co dość często podkreślam, przeszedł kolczastą drogę od zapatrzenia w bożka Przybosiowego (rozumiem przez to, dość umownie, teksty-rebusy wymagające odautorskiego wyjaśnienia, okołoawangardowe) do wypracowania formy wiersza już niespekulatywnego, lecz wiersza poetyckiego trafiającego przekazem myśli i emocji.

W inicjalnym utworze Cztery słowa twórca zdaje się dopisywać do słów-wartości pojawiających się już w samym tytule poprzedniego zbioru Piękno, droga i czas (2010), kolejne punkty mapy etycznej: „cztery słowa klucze / dar wdzięczność łaska raj” (s. 7). Bo liryka Janusza Orlikowskiego wysnuwa się z przeżyć, stąd wiarygodność omawianych konfesji, jednocześnie coraz głębiej zanurzanych w epistemologię. Zacytujmy początek tytułowego liryku:

 

nie widziałem raju poza tym

gdy byłem w szpitalnym ogrodzie

dotykałem liści pni drzew i krzewów

dłoń kiedy wzniosłem ku górze

dotknąłbym chmur gdyby była dłuższa

czas – pustelnik życia nie był mi znajomy

(s. 9)

 

Mamy tu nakładanie się dwóch porządków: ziemskiego oraz kosmicznego. Z jednej strony podmiot liryczny wskazuje na czas choroby i radość z pierwszego spaceru pomiędzy roślinnością „wybujałą” wokół szpitala, z drugiej zaś – namacalność ziemi, wyrażającą się poprzez „liście, pnie drzewa i krzewy”; kieruje nasz wzrok i skojarzenia ku górze: raj ogrodowy przeistacza się w niebo – sygnalizacja: ruch ręki, by dotknąć chmur. Byt istnieje poza czasem, chwila staje się wiecznością, co zostało zasugerowane w trybie warunkowym już wcześniej w zamknięciu Czterech słów: „raj gdyby czas byłby / trwającą aktualnością” (s. 7). Gdzie indziej wieczorna obserwacja ptaków składających skrzydła do snu (?) owocuje kolejnym wstrzymaniem oddechu: „jakby ktoś czas zatrzymał… / to jest ta chwila gdy wyszedłem / na balkon i widzę te ptaki” (s. 21). Tylko przyroda w najczystszej, codziennej postaci potrafi zupełnie bezinteresownie wzruszyć współczesnego człowieka. Dla wzbogacenia naszych rozważań przypomnijmy, iż w eseju Wokół czasu Janusz Orlikowski uwydatnia następujące „zachowania” czasu: „czas przestaje być jedynie powtórzeniem, a staje się konsekwencją czasu. […] Przeszłość nabierała ciągłości i poprzez czas teraźniejszy wymykała się w przyszłość” (Janusz Orlikowski, Gwałt na prawdzie. Eseje i szkice, Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz 2014, ss. 39, 40).

Zauważmy, że autor, poruszając tematykę arkadyjską, nie „przemądrza” jej religijnością, ta bowiem jest obecna w dyskretnym tonie, choć w Wyznaniu padają pytania o ateizm: „nie wierzę że wierzę / i nie mogę stwierdzić odwrotnie // wierzę że nie wierzę” (s. 10). Osoba mówiąca w wierszu sprawia wrażenie istoty rozdartej, trawionej przez dylematy dotyczące obecności Boga w życiu człowieka i porządku świata: „kto pokusi się o Dobro o którym nauczał Jezus?” (s. 11). Jakże przekornie brzmią wersy: „w drodze do raju / ty nie jesteś sam / tylko z tobą ty” (s. 12). Dwie ostatnie linijki zdają się pozostawać z sobą w sprzeczności jak religijny oksymoron. Czyżby jedynym przyjacielem człowieka był on sam? Czyżby nie było tu miejsca nawet dla alter ego? Czy po życiu jest życie? Poeta zadaje pytania: „czy śmierć to jest taki sen / gdy się nic nie śni?” (s. 19), sugerując raczej brak ciągu dalszego, aczkolwiek pod znakiem zapytania kryje się, według mnie, nadzieja na miłosierdzie Stwórcy, który przyjmuje do swojego domu również wątpiących, niewierzących, skłóconych z Nim: „świat z Bogiem nie kaleczy ciszy / i tylko czasem pyta czy prawdą jest / że istnieje łaska / a On jest miłosierny” (s. 31). Z wiersza Wiara i rozum wynotujmy postulatywne credo poety:

 

czy wiara może znaczyć rozum?

nie wiem – jednak wolę kiedy pies biegnie

w jedynie właściwą stronę

kot zasiada na wybranym płocie

a drzewa rosną tam gdzie rosną

i porusza je wiatr

(s. 22)

 

Raj codzienny (zaokienny) jest ważniejszy i piękniejszy niż „jego namiastka / w słońcu Turcji i Grecji” (s. 29). Autor z Dobrodzienia nie wydziwia, nie przekomarza się z bytem, akceptuje logiczny układ elementów istnienia, lecz, co godne podkreślenia, ta mądrość świata obejmuje przede wszystkim florę i faunę, w czym postawa bohatera rezonuje cechami franciszkanizmu z braterstwem ze stworzeniami. Tęsknota do rzeczy prostych i nieobarczonych filozofią, mitologią, bagażem wiedzy, rygorem nauki wyrasta z passusów: „szukam ciszy / która otwiera drzwi / zwykłą klamką” (s. 13), „dzień z rozpartym na ramionach słońcem / miarowym oddechem i spokojem oczu” (s. 26) – to jedne z tych tekstów, w których słowa reprezentują tylko siebie.

Twórca z Opolszczyzny nie boi się zatem wielkich znaczeń i bez żenady pisze wielką literą „Dobro”, „Prawda”, „Słowo” i „Konieczność”, gdyż nie są to terminy puste, lecz łączące się z odpowiedzialnością czy nawet z powołaniem poety – nie rymopisa, wierszoklety, pisarczyka, ale człowieka świadomego świata i siebie, umiejącego dobrać się i do „ja”, i do rzeczywistości: „zużywa mnie życie / dla swoich potrzeb” (s. 14). Bohater zbudował system wartości, bo słucha wewnętrznego głosu; pojawia się przecież zapomniany dziś daimonion, który odradza, ostrzega, każe rozważyć, zważyć, ocenić, osądzić, bo każdy krok człowieka powinien być przemyślany. Warto w tym miejscu odwołać się do niezwykle osobistego tekstu Mój daimonion z cytowanego już zbioru eseistycznego Gwałt na prawdzie (ss. 53, 58): „docieranie do prawd dotyczących ludzkiego postępowania jest możliwe dlatego, że każdego człowieka wspiera w tym jakiś głos kierujący jego duszą, czyli daimonion. Z greckiego istota boska, duch opiekuńczy. […] Odczucie istnienia daimoniona nie jest u mnie wynikiem przeżyć szpitalnych, choć z pewnością moje przekonanie utwierdziło”.

Znalazły się w omawianym zbiorze tak ulubione przez Janusza Orlikowskiego wątki autotematyczne: fraza „ukryty jestem w ramionach słów” (s. 14) posiada poświatę erotyczną, wskazującą na oddanie się „ja” we władanie literatury. W utworze Ogólnie wyczytamy ufność w ogólnoludzkie właściwości pisania: „pozostają tylko wiersze / pisane z dobroci dla świata / a wtedy ich krzyk / określi humanizm” (s. 37); słowo źle wykorzystane rani, krzywdzi, a winno jeśli nie zbawić, to przynieść pociechę, ukazać lepszy wymiar życia: „wiersz napisać – taki / by nie było obaw / o raj który widziałem” (s. 54). Wiersz o pisaniu stawia pod murem lirykę błahego świergotania, lepkich uniesień, miałkich gestów, gdyż bycie poetą jawi się jako rola w budowaniu więzi między człowiekiem a istnieniem: „tworzenie jest aktem wiary / […] / tworzenie jest aktem zgody / gdy poeta mówi nie” (s. 53). Oczywiście, dostrzeżemy tu nieco romantyczno-Miłoszowy wydźwięk posłannictwa literatury.

I tym razem Janusz Orlikowski potwierdza, że jest artystą rodziny: dwa wiersze dedykuje wnukom (Kevinowi – Nie bój się, Brianowi – To ja tuptuś), dwa kolejne – żonie (Jest i Zdania o miłości szczęśliwiej). Nie bój się przedstawia uczucie dziadka przyglądającego się poznawaniu świata przez Kevina: „nie bój się / gdy oswajasz każde miejsce / i czas który dla Ciebie chwilą” (s. 44), natomiast w To ja tuptuś zmienia się perspektywa wypowiedzi i optyki – przewodnikiem jest bowiem młodszy z braci – Brian: „zanim dowiem się / że to nazywa się światem / i przeszkadza nam żyć” (s. 45). Liryki wysyłane żonie niczym sygnał pomyślności układają się pasjans szczerego, wieloletniego uczucia, już same tytuły (Jest i Zdania o miłości szczęśliwej) dokumentują stan duchowy podmiotu lirycznego: „jest w Tobie ta kobieta / której na imię Lilith // ocalałe drzewo w nas” (s. 46), ale miłość małżeńska byłaby niepełna, gdyby pozbawić ją doznań sensualnych, sakralnej cielesności, uduchowionego biologizmu: „kontemplacja rozkosz duszy i ciała / cichy słownik mało znanych słów / tantryczny smak zapach i dotyk” (s. 47).

Janusz Orlikowski A.D. 2016 to wciąż poeta oddany swojej artystycznej misji, nieulegający jednosezonowym modom pisarskim, ponad wszystko zaś człowiek wierny, czuły i myślący.

 

Janusz Orlikowski, Raj, który widziałem, Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, Bydgoszcz 2016, ss. 56. 

 

Pin It