Wacław Holewiński

Szacunek

Kobieta na schodachBernhard Schlink pisze bestsellery – co do tego nie ma żadnych wątpliwości (pamiętacie Państwo jego „Lektora” i film na podstawie powieści w reżyserii Daldry’ego?). Tak samo jak nie ma wątpliwości, że są to książki poważne, roztrząsające ważne sfery życia – historię, samotność, wyobcowanie, trudne relacje damsko-męskie.

Jedna kobieta, trzech mężczyzn. Wszyscy ją kochali, dla wszystkich była ważna – kiedyś, teraz, zawsze. Jeden namalował jej obraz, gdy jego nazwisko nic nie znaczyło, drugi ten obraz kupił będąc bogaczem i jej mężem, trzeci, narrator, to prawnik, który miał godzić interesy tamtych dwóch, a zakochując się w Irenie i pomagając jej ukraść obraz stał się… Chciałoby się napisać powiernikiem jej tajemnic. Nic z tego!

Irena znika na wiele, wiele lat, podobnie jak skradziony portret. Po latach, nagle jest wystawiony w muzeum w Sydney. To prawdziwa sensacja – w ciągu tych lat, malarz stał się absolutną gwiazdą, a jego dzieła osiągnęły niewiarygodne ceny…

A ona? Tak, ten obraz był tylko sygnałem, zachętą. Spotkali się gdzieś na końcu świata. Gdzie była przez te lata? Kim była? Frakcja Czerwonej Armii, NRD, spokojne życie w komunistycznym baraku, dziecko, ucieczka.

Ta książka niesie sporo tajemnic, ale i ciepła. Irena jest starą kobietą, wszyscy już zresztą mają swoje lata, ale wciąż targają nimi namiętności, wspomnienia, resentymenty. Świetnie napisana, wciągająca. Słowo, którym oddałbym pisanie Schlinka to szacunek. Szacunek dla inteligencji czytelnika. Z pomysłem, klasą, na poważnie.

Bernhard Schlink – Kobieta na schodach, przekład Ryszard Wojnakowski, Rebis, Poznań 2016, str. 265.

 

znaczek

Piotr Müldner-Nieckowski

Michał Zabłocki: Janowska

janowskaInna książka poetycka o matce, inna niż zwykle, o innej niż zwykle. Autor, znany poeta, reżyser i tekściarz, członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Michał Zabłocki jest synem Aliny Janowskiej i Wojciecha Zabłockiego, dwojga osób jeszcze bardziej znanych, z którymi niejeden Polak wiąże najpiękniejsze wspomnienia swojego życia. Rodziców Michała Zabłockiego znam od 1953 r., kiedy po raz pierwszy widziałem Alinę Janowską w filmie Leonarda Buczkowskiego „Skarb” z Adolfem Dymszą, Jerzym Duszyńskim, Danutą Szaflarską, Jadwigą Chojnacką; wtedy też w radiu słyszałem o Wojciechu Zabłockim, który jako szablista zdobył złoty medal szermierczych mistrzostw świata juniorów i potem przez lata dostarczał wielu wzruszeń sportowych. Miałem zaszczyt z nim współpracować przy książce o sztukach walki, o szabli husarskiej i mieczu oburęcznym.

Mocna rodzina. Należą do niej jeszcze Agata i Katarzyna, siostry Michała, Agata Dębicka, jego żona, Urszula, Ignacy i Alina, jego dzieci. Ale nawet najmocniejsi mają słabości. Właśnie w tym ich siła, trzeba ją tylko dostrzec, co nie jest łatwe. Słabym punktem tej rodziny jest zły stan zdrowia Aliny Janowskiej, choroba Alzheimera, która polega na nieodwracalnym i prowadzącym do otępienia uszkodzeniu układu nerwowego. Jej głównym przejawem jest zanik pamięci. Ale zanik, jak się okazuje, pozorny. Życie „indywidualne” jest bowiem częścią życia „społecznego”. Poeta dowodzi: życie jest rozległe i nierozszczepialne. Wobec tego: pani Alina nie pamięta, jednak pamiętają inni, nas przykład syn. To jego wysiłkiem pozostali próbują cierpienie przełożyć na słowa, niekoniecznie cierpiętnicze:

 

Aż w końcu kiedy wszystko

naprawdę zapomniała

Jezioro Kalwa

niebo

i ciężar swojego ciała

zebrałem się i piszę

A sens już się wyłania

że w tym wyłącznie celu

uczyłem się pisania.

 

Tom jest wierszowaną opowieścią o Alinie Janowskiej, o niej samej, ale i o jej otoczeniu, o sławie i samotności, o sukcesach i porażkach, o szczegółach jej sposobu myślenia i działania. Właściwie o drobnych zdarzeniach, które potężnieją w zderzeniu z nietuzinkową osobowością i układają się w niezwykłą mozaikę. Kreślony ręką poety obraz pokazuje zwyczajność życia tej osoby i niejako naturalnie, niezauważalnie przekuwa ją w opis sensu człowieczeństwa.

Michał Zabłocki zdobywa się na rzadko spotykany gest odwagi, przełamuje tradycyjnie rozumiane tabu i pisze to, co innym by przez gardło nie przeszło, z pióra nie ściekło. Dostrzegł, że niemal wszystko to, co intymne, jest tajemne i prywatne tylko pozornie, i że może (lub nawet powinno) przedostawać się do świadomości ogółu, ponieważ jest tego ogółu oczywistym udziałem. Tego ogółu, który znając Alinę Janowską, w rzeczywistości nic o niej nie wie, bo dotychczas postrzegał ją jako wizerunek z ekranu i głośnika. Poeta postanawia:

 

Oddzieliłaś się całkiem od tych wszystkich Alin

Których myśmy się bali, któreśmy kochali

I choć nawet przestałaś stroić dawne miny

nie chcę ciebie oddzielać od tamtej Aliny

 

W książce tej, choć nieduża, dzięki poetyckiej kondensacji znajdujemy wciągającą bogatą opowieść o kobiecie wszechstronnej, intrygującej, matce absorbującej, wychowującej i wyzwalającej, artystce i pani domu, żonie i córce, powstańcu warszawskim i dziewczynce, żoliborskiej radnej i zmywającej naczynia...

Rzecz znakomita nie tylko dlatego że wzruszająca i odkrywcza, ale również przez to, że po mistrzowsku lekko napisana. Doskonała oprawa graficzna.

 

Piotr Müldner-Nieckowski

_______________________

Michał Zabłocki, Janowska. Oprac. graficzne i łamanie: Agata Dębicka. Wyd. Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2017. Stron 73. ISBN 978-83-94709-06-8.

znaczek

 

Małgorzata Karolina Piekarska

Nie sądźmy książki po okładce, czyli jak świetnie pisać o ważnych tematach

witold pileckiChoć okropna (jakby to dziś młodzież powiedziała „masakryczna”) okładka zwiastuje tani patriotyzm wcale tak nie jest. „Rotmistrz Witold Pilecki” Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby wydany w ramach serii „Polscy superBOHATEROWIE” to książeczka dla dzieci (7-9 lat) napisana z pomysłem. Po pierwsze jej bohaterami są zuchy, a to zawsze zwiastuje przygody, zaś całość to opowieść o tym jak poznają biografię patrona szkoły. Skąd my to znamy? Niemal każda szkoła ma patrona, więc niemal każde dziecko jest od małego zamęczane jego biografią podawaną nie zawsze w sposób przystępny. Strękowska-Zaremba, by przybliżyć najmłodszym biografię Witolda Pileckiego sięgnęła po sprawdzone metody z innych książek dla dzieci. Po pierwsze po humor. Jej bohaterowie są niesforni, wygłupiają się i żartują, ale mają też wspaniałe pomysły. Cóż… najlepsi pedagodzy twierdzą, że czasem tylko w taki sposób można wtłoczyć do głowy dziecka wartościowe informacje. Tu przeplatają się one z wartko napisaną historią, której bohaterowie wykonują zadania pogłębiające ich wiedzę o patronie. Poznają ją dzięki różnym rekwizytom nadającym zresztą przygodom zuchów element baśniowy – pocztówkom, bocianim piórze, kromce chleba czy telefonie. Dowiadują się więc o tym jak był harcerzem, żołnierzem, więźniem obozu w Oświęcimiu i więźniem Polski Ludowej, która skazała go na śmierć, o czym opowiada im grzebyk, który rotmistrz miał ze sobą w więzieniu na Rakowieckiej. „był torturowany z większym okrucieństwem niż w niemieckim obozie śmierci. „Oświęcim to była igraszka” – powiedział. Chował za siebie ręce, żeby najbliżsi nie dostrzegli, że zerwano mu paznokcie.

- Nie wierzę – wykrzyknęła Różyczka – tego nie mogli zrobić ludzie. Powiedz, że to trzygłowe mutanty z kosmosu.”

Jak wytłumaczyć dzieciom, że Pileckiego nie zabili Niemcy, nie zabili Rosjanie a zrobili to rodacy? Strękowskiej-Zarembie udało się to w sposób perfekcyjny. Jej bohaterowie poznają historię a także odkrywając życiorys Pileckiego wykonują zuchowe zadania, jak np. czyszczenie klatek króliczych, po czym zresztą ojciec bohaterki pisze córce usprawiedliwienie: „Oświadczam, że od pewnego czasu moja córka Róża wykonywała tajne zadanie wraz ze Stefkiem z sąsiedztwa. Po powrocie z akcji wyglądali jak czyściciele szamb i śmierdzieli na odległość. Uważam, że smród i brud są dowodem na sumienne wykonanie zadania. – Filip Bąk” Cóż… w pisaniu o trudnych tematach potrzebny jest humor inaczej dziecko nie będzie chciało polecić książki drugiemu. A wszyscy wiedzą, że w literaturze dziecięcej najlepsza reklama to ta szeptana z ust dziecięcych do dziecięcego ucha. W przypadku tej książki można być o nią zupełnie spokojnym.

 

Małgorzata Karolina Piekarska

 

Małgorzata Strękowska-Zaremba

„Rotmistrz Witold Pilecki”

Wydawnictw RM

 

Pin It