Maryla Hopfinger

 

O „Blogu” Jacka Bocheńskiego

 

bochenski2

            Nowa książka pod tytułem „Blog” Jacka Bocheńskiego prowokuje do pytań o relacje między literaturą a tak zwanymi nowymi mediami. Z takiej perspektywy zgłoszę o niej kilka uwag w poetyce laudacji, ponieważ jestem pełna uznania dla tego autorskiego projektu. Będę starała trzymać się jednego ze znaczeń laudacji, jakim jest „krótka przemowa”.

            Z prologu dowiadujemy się, że wiosną 2009 roku nasz Bohater i Autor rozpoczyna nową przygodę pisarską w środowisku cyfrowym. Nie jest Mu to środowisko obce. Przeciwnie.

            Miał za sobą nie tylko lata przyjaznej współpracy z komputerem, jakim było swobodne posługiwanie się pismem elektronicznym. Korzystał także z przepastnych zasobów Internetu. Zwłaszcza przy pisaniu trzeciej części trylogii rzymskiej. O ile dwa pierwsze tytuły –  „Boski Juliusz” oraz „Nazo poeta” – powstały po kwerendach we włoskich bibliotekach, to  bogate materiały do „Tyberiusza Cezara” dostarczyły przede wszystkim kwerendy internetowe. (O czym dowiedziałam się z rozmowy w zakopiańskiej Halamie). „Boski Juliusz” i „Nazo poeta” zostały opublikowane w latach sześćdziesiątych. „Tyberiusz Cezar” ukazał się drukiem w 2009 roku, w tym samym czasie, kiedy Pisarz zaczyna prowadzić blog.

            Jakie nowe doświadczenie mogło przynieść  pisanie „blogu”?

            Chodziło o udział w szczególnej, bo „zbiorowej interakcji” – mówi Autor wprost. Motywowała Go nadzieja na nową perspektywę komunikacyjną, na pozyskanie  takich czytelników, którzy od razu, na gorąco komentują wpisy gospodarza, intrygowała możliwość szybkiej wymiany opinii z wieloma osobami naraz. Dla wieloletniego autora utworów literackich publikowanych drukiem, zatem w długim procesie udostępniania książek publiczności, taka przyspieszona komunikacja z czytelnikami, w dodatku bez pośredników, to niewątpliwa gratka.  Jacek Bocheński, pisząc teksty na platformie cyfrowej, liczył na aktywną współpracę bezpośrednich odbiorców.  Oczekiwał z ich strony współdziałania.  

            Dodatkową, ale drugorzędną sprawą, mógł być  charakter przypisywany tej praktyce pisarskiej. Wpisy blogowe zazwyczaj powstają bez planu, bez ustalonej z góry formy. Są odpowiedzią na potrzeby chwili, formułowane doraźnie, związane raczej z codziennością niż ze sztuką, mówią o życiu – jak uważał sam Jacek Bocheński – nie będąc literaturą. Taryfa ulgowa.

            Co z tych oczekiwań spełniło się?

Po pierwsze, oczekiwana „zbiorowa interakcja” zawiodła. Wprawdzie zaistniała, ale ograniczyła się do prostych kliknięć, wprawdzie oznaczała reakcję czytelników, ale okazała się niezbyt pożywna dla Autora wpisów. Niemniej,  chociaż realia pokrzyżowały założenia projektu, jednak nawet ten ograniczony, lecz bezpośredni i bieżący udział rzeczywistych czytelników, miał  wpływ na pisarza.

Po drugie, Pisarz nie zważając na taryfę ulgową przypisywaną blogom, na stronie głównej witał na dzień dobry swoich gości stwierdzeniem: „Jakość pisania zależy od piszącego człowieka. Ja w każdym razie będę pisał po swojemu”.

Zarówno to postanowienie, jak również sama obecność czytelników, sprzyjały, jak sądzę, nowemu pomysłowi, by z internetowego blogu powstała książka.

Okładka książki – zaprojektowana przez Krzysztofa Rychtera –  zapowiada pisarza „od antyku”, który włożył „t-shirt” – współczesną koszulkę bawełnianą z oryginalnym nadrukiem „Jacek Bocheński blog”.

            Jaką książką jest „Blog”?

Składa się z wybranych wpisów, przy czym zachowany został porządek chronologiczny. Inaczej mówiąc, w charakterystyczną strukturę internetowego blogu wpisana jest cała zawartość książki. Pierwszy wpis ma datę 17 marca 2009, końcowy 23 września 2014. Do tego dodana jest rama: prolog nazwany pro(b)logiem oraz epilog nazwany epi(b)logiem. Książka, dla wygody czytelnika, ma w nawiasach numerowane strony – blisko trzysta.

            Książka literacka czy gatunek pisarstwa elektronicznego?

            Umówmy się, że „Blog” jest utworem literackim, dokładniej –    utworem powieściowym. I to utworem autotematycznym – pisarz opowiada nam jak konstruuje miłosną fabułę. Jak tej idei stara się podporządkować kolejne porcje narracji.

            Wpisy (posty)  przeniesione z Internetu do książki w liczbie 75, nazwane kolejno liczebnikami głównymi, potraktujmy jako oczekiwanie na właściwą fabułę. Następny, 76-ty wpis zatytułowany jest obiecująco: „Pożądanie”, a już parę stron wcześniej w postach „siedemdziesiąt” i „siedemdziesiąt jeden” pojawia się Justyna D. Justyna D. – Dąbrowska, córka poety Witolda, którą pisarz zna od dziecka, a która teraz jako bardzo miła dziennikarka chce rozmawiać z autorem o przemijaniu. Od tego momentu wątek Justyny przewija się przez tekst do końca książki, lecz zdaniem pisarza ciągnie się zbyt wolno jak na prawa powieści. Ten wątek obciążają  realne okoliczności. Justyna to kobieta z realu, ale autor powierza jej rolę bohaterki w swoim dziele literackim pod tytułem „Blog”. O tym, że książka nosząca tytuł „Blog” jest dziełem literackim Jacek Bocheński informuje czytelnika na stronie 123.  

By zdynamizować narrację autor wprowadza do powieści inną  jeszcze postać  kobiecą: wampiryczną Annę z Krakowa. Dodam, że nie wiem czy i w jakim stopniu jest ona postacią z realności. W każdym razie wątek Anny okazuje się fabularnie nośny. Pozwala autorowi oderwać się od teraźniejszości,  retrospekcja umożliwia przywołanie obrazów i doświadczeń z  dawno minionej przeszłości. Elementy fikcji literackiej, czy też okruchy wspomnień, przenikają się z doniesieniami z realności.  Na stronie 140  czytamy o „Blogu”, który jest prawie powieścią”. I dalej o tym, że literatura potrzebuje konfliktu (ten mogą stworzyć, na przykład dwie kobiety i jeden mężczyzna). O ile literatura potrzebuje konfliktu, to: „Wszyscy potrzebujemy rozwiązania” (s. 250).

Jacek Bocheński w książce „Blog” pokazuje nam jak gra z literacką konwencją powieści. Jak podporządkowuje swojemu konceptowi wszystkie elementy wprowadzone do tekstu książki. I jak  racjonuje czytelnikowi dawki fabularności. Pomiędzy nimi serwuje teksty o innym rodowodzie. Być może zatem te elementy wzięte z repertuaru powieściowego są zaledwie ornamentem, ozdobnikami jakiś innych form wypowiedzi?  Bądź też są wobec tych innych wypowiedzi kontrapunktem?

„Mnie mało niesie fabuła. Mnie  raczej  mobilizuje myśl” –   powiada Pisarz przy innej okazji. Słynie jako autor książek niefabularnych.  Jako autor, który preferuje eseistyczne formy wypowiedzi literackiej. Taka forma, jak wiemy, jest dobrym, poręcznym nośnikiem autorskiego punktu widzenia – w interpretacjach różnorodnych tematów, zjawisk, stanowisk i poglądów, pytań i dylematów.

W książce zatytułowanej „Blog” czytamy sprawozdania i refleksje z lektur, z osiedlowych scen rodzajowych, komentarze do wybranych własnych tekstów, do toksycznych doświadczeń z dawnych lat,   uwagi o burzowych chmurach na współczesnym horyzoncie, przemyślenia na temat faszyzmu, petunii i sprawy polskiej. A wszystkie te kwestie wplecione są w grę z literacką opowieścią miłosną, oraz zapisane pod konkretnymi blogowymi datami.

Na stronie 249 Autor pisze: „Tyle wszystkiego nazbierałem w Blogu - książce, jest przeszłość i przyszłość, młodość i starość, ojcowie i córki, wojna i pokój, śmiech i powaga, ludzkość i osiedle, zbrodnia i cnota, życie i śmierć…”.

Przeszło pół wieku temu, wkrótce po tym kiedy ukazał się „Boski Juliusz”, mój mistrz, Stefan Żółkiewski na studenckim seminarium przywoływał ten utwór jako nowy znakomity przykład eseizacji literatury. Każdy, kto zajrzy do „Słownika terminów literackich”, w haśle „esej” znajdzie nazwisko Jacka Bocheńskiego. W Internecie spotkałam się nawet z określeniem „Jacek Bocheński z usposobienia jest eseistą, i taki charakter ma jego twórczość”.   

Czy książka zatytułowana „Blog” jest esejem?

Uważam, że w tomie „Blog” można znaleźć wymienione dotąd sposoby i rodzaje wypowiedzi: <blog>,  <powieść autotematyczną>,  <eseistykę>.   Wszystkie one spotykają się w tej publikacji,  splatają, kontrapunktują…

Te trzy różne sposoby wypowiedzi mają przynajmniej dwie wspólne cechy: po pierwsze, są okazją do przedstawiania przez pisarza własnych rozmyślań, poglądów, przeświadczeń, łączy je refleksyjny subiektywizm; po drugie, mają luźną, fragmentaryczną kompozycję, która nie zamyka definitywnie przekazu.

Każda z nich – blog,  powieść autotematyczna, esej – jest swoistą hybrydą, a każda hybryda powstaje z połączenia odmiennych elementów. Jaką hybrydą jest nowa książka Jacka Bocheńskiego, której Autor (by zacytować) „instynktownie dąży do przybrania formy”?

            PS

            Przy wszystkich krytycznych uwagach kierowanych pod adresem współczesnej kultury Jacek Bocheński swoją twórczością aktywnie uczestniczy w przemianach tej kultury, w sposobach uprawiania literackich praktyk. W każdym razie – niezależnie od tego czy w książce pt. „Blog” odnajdziemy przede wszystkim elementy powieści autotematycznej, eseju czy blogu – z pewnością sprzyja kulturowej i artystycznej nobilitacji blogowania.

 

 

Pin It