Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

„Dwa na słońcach swych przeciwnych - Bogi”


modzelewski werblan polska ludowaJeśli Robert Walenciak jest nie tylko rozmówcą-moderatorem-spiritus movens w rozmowie obu bohaterów tej książki, nie tylko redaktorem ostatecznej wersji tekstu, ale także pomysłodawcą tego dialogu, to gratuluję mu potrójnie. Powstała rzecz wspaniała – na ponad pięciuset stronach fascynująca rozmowa Karola Modzelewskiego i Andrzeja Werblana, dwóch wybitnych protagonistów i dawnych antagonistów zarazem najnowszej historii Polski, ludzi z dwóch przeciwnych stron politycznej barykady i to barykady nie tylko w znaczeniu metaforycznym. Modzelewski, choć wychowany w środowisku komunistycznym, wszedł (bo już wszedł!) do historii Polski jako jeden z najwybitniejszych opozycjonistów, jeden z historycznych, charyzmatycznych przywódców „Solidarności”. Także jako jeden z ówczesnych solidarnościowych radykałów, bo to przecież jego słowa skierowane latem 1981 roku pod adresem przywódców PRL: „Bój to będzie ich ostatni”, krwawo szydercza parafraza słów z „Międzynarodówki”, spowodowały, że przez kraj przeszedł dreszcz grozy i nadziei zarazem. Werblan od roli asystenta Bolesława Bieruta (1954-1956) doszedł do jednej z najwyższych pozycji w kierownictwie PZPR, przy czym jego rzeczywista rola w charakterze sekretarza i członka Biura Politycznego KC PZPR przekraczała nawet te wysokie rangi. Swoją rozmową Modzelewski i Werblan obejmują czas od narodzin PRL, poprzez stalinizm, okresy Gomułki, Gierka, „Solidarność” 1980-81, stan wojenny aż po oddanie władzy przez przywódców PRL po Okrągłym Stole. Tym, co czyni tę rozmowę tak pasjonującą, jest fakt że obaj interlokutorzy, poza tym, że byli ludźmi politycznego czynu, byli i są także wybitnymi intelektualistami, obaj nawiasem mówiąc z tytułami profesorskimi w domenie historii. To dlatego ten portret epoki, którą odmalowują i komentują z takim rozmachem, jest tak bogaty, tak monumentalny i tak imponujący. Lektura to o tak wielkim ciężarze gatunkowym, a rozmówcy tak imponujący, że w tytule wyrwał mi się z piersi cytat z „Beniowskiego” samego pana Juliusza Słowackiego.

 


„Modzelewski-Werblan. Polska Ludowa”. Rozmawia Robert Walenciak, Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 2017, str. 541, ISBN 978-83-244-0474-2

--

 

Język czyli kosmos


ziarno glosu„Barthes był jedną z postaci odpowiedzialnych za nowoczesność: przełamanie strukturalizmu i pojawienie się postaw oraz tendencji zwanych ogólnie postmodernizmem” – napisali twórcy tego zbioru we wstępie do pokaźnego tomu wywiadów Rolanda Barthesa z lat 1962-1980. Tę encyklopedyczną (nie w znaczeniu encyklopedii Diderota i La Mettrie’go, lecz z sensie najzwyczajniejszym) definicję można określić zwrotem: nic dodać nic ująć, acz z dodaniem jeszcze jednego passusu: „Bohaterem Barthesa w gruncie rzeczy jest język. Nazwijmy go semiologiem, filozofem czy krytykiem, zawsze przedmiotem badania i opisu będzie właśnie język. Od samych początków filozof zastanawiał się, dlaczego mówimy tak, jak mówimy”. I stawianie tych pytań oraz próby odpowiedzi na nie, jakie daje Barthes są przygodą intelektualną tak pasjonującą, że - to moje indywidualne zdanie – w porównaniu z nią nawet analizowanie czynów wielkich władców historii, meandrów polityki czy życia termitów wydaje mi się zajęciem skromniejszym. Cóż bowiem może być bardziej pasjonującego niż ludzki język, ludzka mowa, ludzki tekst, skoro już Ludwig Wittgenstein zauważył, że „granice mojego języka są granicami mojego świata”.
Ogromnie mnie ucieszyło, że znów, po kilku latach przerwy miałem okazję spotkać się czytelniczo z krakowskim Wydawnictwem Eperons-Ostrogi. Wtedy przeczytałem i zarekomendowałem na stronie pisarze.pl tom „Przeciw Saint Beuve’owi”, zbiór tekstów krytycznych Marcela Prousta. Tym razem Eperons-Ostrogi zaranżowały mi przygodę z Rolandem Barthes’em. To wspaniałe, że jest w Polsce wydawnictwo, które edytuje rzeczy tak wykwintne w czasach marnej pospolityzacji w kulturze. Gorąco rekomenduję tę kąpiel w – intelektualnym i estetycznym – wykwincie.


Roland Barthes – „Ziarno głosu. Wywiady 1962-1980”, przekł. Maciej Falski, wstęp Maciej Falski, Kajetan Maria Jaksender, Wyd. Eperons-Ostrogi, Kraków 2016, str. 520, ISBN 978-83-940873-9-5

--

 

Tradycjonalne paradoksy


O pojeciu tradycji„Jest to książka o kulturze pamięci. Kultura pamięci, to postmodernistyczna postać konserwatyzmu – taka jego postać, która przekroczyła nowoczesne antytezy. Konserwatyzm ten nie jest ściśle związany z konserwatyzmem politycznym. Na „znaczenie pamięci” powołuje się dziś zarówno prawica jak i lewica” – pisze we wstępie swojego studium Paweł Grad i już jesteśmy w środku wielkich sporów naszej współczesności oraz - by tak rzec trochę Heglem - obecnego kształtu ducha dziejów. Dodajmy, bardzo nowego kształtu, bowiem choć każdy z nas zawsze spotykał się z jakąś „tradycją”, z jakimiś „uroczystościami upamiętniającymi”, „akademiami na cześć”, wspomnieniami, pomnikami, starymi fotografiami i starymi księgami, to przecież nawet do publiczności najmniej świadomej, dalekiej od życia intelektualnego dotarło, że coś się w naszej epoce radykalnie zmieniło, że stosunek do pamięci, przeszłości, tożsamości i tradycji jest czymś dalece odmiennym od tego, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze choćby dekadę temu. Grad analizuje pojęcia tradycji, pamięci i konserwatyzmu we wszystkich ich kontekstach, uwikłaniach, opozycjach, sprzecznościach, antynomiach. Analizuje pojęcie tradycji w „rozumieniu kultury pamięci i w rozumieniu właściwym”. To właśnie ostatnie rozróżnienie jest dla autora szczególnie ważne, ponieważ z niego wywodzi on swoje podstawowe pytania, pośród których są i takie, które zwłaszcza czytelnika niewprowadzonego w całe skomplikowanie zagadnień, może wprawić w konfuzję. A to pytania np. o to np. „dlaczego wspólnoty tradycji nie są zainteresowane odgrywaniem roli „rezerwuaru” tradycji dla wspólnot nowoczesnych, dlaczego historia i tradycja to dwie sprzeczne formy egzystencji w czasie, dlaczego pojęcie „tożsamości” (ulubione pojęcie konserwatystów), jest sprzeczne z pojęciem „tradycji” oraz dlaczego ideologia posthistoryczna pozostaje równie wroga tradycji jak ideologia postępu”. Grad nazywa te pytania-tezy kontrowersyjnymi i słusznie, bo są one kontrowersyjne co najmniej wobec potocznych wyobrażeń o tym, czym są takie fenomeny jak „tradycja”, „pamięć” czy „tożsamość”. Nieprzypadkowo nadałem temu tekstowi tytuł „Tradycjonalne paradoksy”. Jest to intencjonalne nawiązanie do klasycznego już od dziesięcioleci wielkiego studium Jerzego Szackiego „Kontrrewolucyjne paradoksy” (1965), w którym z perspektywy odległej od nas o pół wieku, w kompletnie odmiennych warunkach politycznych, społecznych i kulturowych, nie tylko w Polsce ale i w Europie, dokonał analizy fenomenu kontrrewolucji w sposób antypodalnie odmienny od takiego znaczenia owego słowa, które nadawała mu najpierw stalinowska, a potem gomułkowska propaganda. Już samo to było wtedy niemal „kopernikańskim” gambitem. Zadałem sobie trud, a raczej, pardon, przyjemność połączenia pierwszej lektury studium Grada oraz trzeciej już w życiu lektury studium Szackiego i wyszedł z tego tak wyborny koktajl, że z entuzjazmem go Państwu rekomenduję.
Post scriptum: nie jestem radykalnym zwolennikiem lektury nadmiernie aktualizującej, zwłaszcza na siłę. Jednak treść i czas pojawienia się studium Grada jest o tyle szczególny, że nieuchronnie nasuwać się będą asocjacje z bieżącą, głównie polską rzeczywistością polityczną.


Paweł Grad – „O pojęciu tradycji. Studium krytyczne kultury pamięci”, wyd. Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego, Warszawa 2017, str. 276, ISBN 978-83-62609-80-2

 

Pin It