Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Inny Tabucchi

dla isabelAntonio Tabucchi, wybitny pisarz włoski, zmarł w 2012 roku. Niewielka powieść „Dla Isabel” ukazała się rok po jego śmierci. Czy tak by wyglądała, gdyby autor mógł mieć nad nią pieczę do końca? Kto wie… Musiał mieć z nią jakiś kłopot – niekoniecznie literacki, może bardziej intelektualny? – skoro nie publikował tekstu napisanego w 1996 roku. Napisał o niej jako o „osobliwej powieści, dziwnym stworzeniu, niczym jakiś nieznany chrząszcz w postaci skamieliny”.

Autor „Placu włoskiego” zakochany był w Portugalii (pisał także po portugalsku), uważał ją za swoją druga ojczyznę, akcja kilku jego książek rozgrywa się w tym kraju („...twierdzi Pereira”, „Zaginiona głowa Damascena Monteira”). I to właśnie Portugalia Salazara stała się punktem wyjścia, rozpoczęcia akcji „Dla Isabel”.

W dziewięciu rozdziałach (kręgach) pisarz Wacław (Tadeus) Slowacki – czyż to nie zabawne skojarzenie dla polskiego czytelnika? – szuka śladów swojej przyjaciółki sprzed lat. „Isabel wywodziła się z portugalskiej arystokracji, która z reżimem Salazara nie miała nic wspólnego, to była rodzina, której czas świetności dawno już minął, miała ziemię na północy, w Amarante, gdzie wypiekają chleb o najdziwniejszych kształtach, lecz, jak wspomniałem, nie miała ani pieniędzy, ani władzy, majątkami na północy zarządzali dzierżawcy i nie przynosiły żadnych dochodów.” Szuka u przyjaciółki z dzieciństwa, ale ich kontakt, przynajmniej w tym pierwszym kręgu, urywa się podczas studiów, po śmierci w wypadku samochodowym rodziców Isabel. Dalej są już tylko domysły, jakieś plotki – partia komunistyczna, ciąża z jakimś Hiszpanem albo Polakiem, aborcja, podziemie, pseudonim „Magda”, pogłoski o samobójczej śmierci w więzieniu.

Slowacki szuka, w drugim kręgu spotyka się z nianią Isabel, kimś bez wątpienia szalenie jej bliskim. Brigida opowiada o rewizji w domu. „[…]czy pan wyobraża sobie, że moja mała Bel, z jej charakterem mogłaby się zabić?” Po co więc był nekrolog w gazecie, msza w miejscowym kościele?

W trzecim kręgu opowiada saksofonistka Tesc…

W czwartym emerytowany strażnik więzienny Joaquim Francisco Tomás de Almeida. „Murzyn w wieku około sześćdziesięciu lat, co ciekawe, miał jasne oczy, niemal jak u albinosa, był chudy, miał na sobie podkoszulek, pod którym rysował się okrągły brzuch jak piłka.” Opowiada o „podmiance”. To nie aresztowana Isabel popełniła samobójstwo…

W piątym fotograf Tiago. „[…] no i pan, panie Tiago, pomógł jej uciec z więzienia w miejsce innej, Isabel dotarła aż do szpitala Santa Maria i wszelki ślad po niej zaginął, ale pan zna jej ślady, coś pan wie i ja również chcę wiedzieć.” Pokazuje mu fotografie, także te do swojej wystawy. A Isabel? „[…] poleciała jszcze tego samego wieczoru do Makau […], wsiadła do samolotu lecącego do Hongkongu […], przypuszczam, że skierowała ją do pewnego katolickiego księdza…”.

W szóstym ksiądz… Trzeba mieć sporo determinacji, aby szukać dawnej przyjaciółki po całym świecie. I sporo pieniędzy. Ale załóżmy, tak jak Tabucchi, że to możliwe, że są ludzie, którzy swoje prywatne śledztwa prowadzą do końca. W tym szóstym kręgu włoski pisarz, który do tej pory prowadził narrację rzeczywistą… jakby odleciał. Sen, wyobraźnia, imaginacja. To już inna proza. Tu wszystko jest możliwe, także rozmowa z nietoperzem i z „Magdą”, której przecież nie ma, leśne duchy. A ksiądz? „[…] zmuszasz mnie, żebym powiedział to, czego nie powinienem mówić, gdybym był jednak tobą, poprosiłbym jakiegoś animistę, nie lubię wprawdzie animistów, z tymi ich wszystkimi duchami […], ale oni znają duchy na każdą okazję, duchy w kwiecie, drzewie, osobie, obrazie, i jeśli im pokażesz swoją fotografię, będą ci mogli coś powiedzieć.”

W siódmym poeta, widmo. Przeraźliwie chudy, z prześcieradłem na ramionach. Upał w Makau. Była w jego poezji albo myślach. Nie był tego pewien. Była cieniem należącym do literatury. Tak mówił! „[...] umrę jutro o świcie, ledwie zdążył pan przybyć na czas, panie Wacławie.” Ale przecież daje mu wskazówkę. Pisarz niemiecki, który kochał bardzo „ten mój Wschód”.

W ósmym… Indie w Alpach Szwajcarskich „Na centralnej ścianie wisiało powiększone zdjęcie Hermanna Hessego.” I rozmowa. Najpierw z Lise… Droga Mleczna, teleskop Hubble, konstelacja Trójkąta, Mgławica Andromedy. A potem z Xavierem. „Partenope to przecież Neapol, leży we Włoszech, co robiła Isabel we Włoszech, proszę mi wybaczyć panie lamo, ale wydaje mi się to bez sensu.”

Mandalę trzeba umieć interpretować. Więc za Wikipedią: „Mandala buddyjska to harmonijne połączenie koła i kwadratu, gdzie koło jest symbolem nieba, transcendencji, zewnętrzności i nieskończoności, natomiast kwadrat przedstawia sferę wewnętrzności, tego co jest związane z człowiekiem i ziemią. Obie figury łączy punkt centralny, który jest zarówno początkiem jak i końcem całego układu. Istnieją różne rodzaje mandali. Są mandale oczyszczające, występują też mandale wzmacniające określone cechy lub poszczególne obszary ludzkiego życia. W najszerszym znaczeniu mandale są diagramami, które ukazują w jaki sposób chaos przybiera harmonijną formę.”

W dziewiątym Neapol. „Skrzypek stał przede mną, w ogrodzie przed stacją, księżyc zaszedł. […] Przykucnął i dmuchnął w piasek. Krąg zniknął. Czemu pan to robi? – zapytałem. Bo poszukiwanie dobiegło końca i potrzeba podmuchu wiatru, który przywróci wszystko nicości, rzekł”.

Imaginacyjna powieść Tabucchiego – pomieszał w niej gatunki, może dlatego miał z nią przez lata taki problem? Pomieszał czas – odległy i współczesny, przemieszał wiary, podlał sosem egzotyki. I zrobił to w sposób mistrzowski. Trudno się od tej prozy oderwać, zdystansować. Szukam dobrego słowa – wsiąka się w nią, nasyca, czyta zdania zachłannie, bo są skomponowane jak dobra kantata z bardzo wyraźnym basso continuo.

Antonio Tabucchi – Dla Isabel. Mandala, przekład Joanna Ugniewska, Rebis 2016, str. 157.

 

 

Pin It