Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Ironista, prowokator, seksualny potwór – Jerofiejew w pełnej krasie!

cialoMa prawie siedemdziesiąt lat, jest jednym z najpopularniejszych pisarzy rosyjskich – nie tylko w swojej ojczyźnie, także na świecie – ale wciąż uchodzi za skandalistę, a przypiętej mu przed wielu laty łatki prowokatora nie pozbędzie się zapewne już nigdy.

„Ciało” to prawie typowa książka Jerofiejewa (błagam, niech nikt go nie pomyli z Wieniediktem, tym od „Moskwy – Pietuszki”), zabawna, rozerotyzowana, poważna, smutna, czasami wstrząsająca, realistyczna, „odjechana”. Dlaczego więc to „prawie”? Ano dlatego, że nie jest to wyłącznie zbiór opowiadań. To także kilka szalenie poważnych esejów. O Rosji współczesnej, jej imperializmie, o zabójstwie Borysa Niemcowa, o najsłynniejszym sowieckim podziemnym almanachu literackim „Metropol” i relacjach jego twórców po latach.

Zaczyna się zabawnie. Od podróży małżonków do Paryża. Stary, nieważny paszport, ona leci, on przebukowuje bilet, leci z… no tak, przypomniała sobie aby wziął jej jeszcze „czarne siatkowe pończochy i depilator z elektrycznym sznurem”. Cały bagaż. Ta scena: mężczyzna i jego bagaż, zdziwiona mina „nimfy z Aerofłotu o tłustym obliczu”. A na miejscu jeszcze zabawniej, zwłaszcza w amerykańskim barze Le Select. Rozkoszne…

Jerofiejew nigdy nie był typowym dzieckiem sowieckiego raju. Jeździł po świecie, mieszkał w Paryżu, Wiedniu, ojciec ambasador (wcześniej osobisty tłumacz Józefa Stalina), znał języki, zrobił doktorat, zgrabnie poruszał się w przestrzeni wielkich tego świata. Także, a może przede wszystkim tych ze świata kultury.

Zaproponowano mu napisanie opery według jego „Życia z idiotą”. Napisał. Opera w Amsterdamie przyjęła, dyrektor Pierre Audi zatrudnił do roli idioty znakomitość, amerykańskiego śpiewaka Howarda Haskina. Haskin to Murzyn. Rozumiecie? Idiota – Murzyn. W Holandii? Niemożliwe. Przemalowali go na biało. Haskin wymalował się cały. Tyłek i, za przeproszeniem, jaja też.

Dlaczego postanowiłeś pomalować się cały? – zdziwiłem się. – Przecież nie śpiewasz na golasa!

Stanisławski! – wykrzyknął Howard. – Stanisławski! Dla większego realizmu!”

Pobielony Murzyn wygląda na kpinę. Kpina z Murzyna w Amsterdamie? Brrrrr… Poprawność polityczna. Królowa na sali, sponsorzy, armagedon. Zmiana, Murzyn w masce.. Ale jakiej. Którego z Rosjan znają Holendrzy? Jeden jedyny – Lenin… Czujecie Państwo? Murzyn – idiota – Lenin! Owacja po spektaklu czterdzieści minut!

Był buntownikiem od zawsze. Życiowym i literackim (a w zasadzie nawet przed-literackim, albo literackim in spe). „Otóż mnie, młodego pisarza samozwańca, którego nikt nigdy nie drukował, i który pisywał tak nieprawdopodobne świństwa, że wręcz niebezpiecznie było je pokazywać redaktorom miejscowych czasopism, zaprosili na późnowieczorne, właściwie nocne spotkanie moi idole – kroczący nad literaturą rosyjską jak na szczudłach: jaskrawi i soczyści niczym nieznane w radzieckiej Moskwie owoce kiwi i marakui – amerykańscy wydawcy ze Środkowego Zachodu.” Jednym słowem: sowiecki wyrzutek drukowany w Stanach… Ba, gdyby wszystko było tak proste. Gdyby Amerykanka nie była atrakcyjna, albo gdyby jej mąż wcześniej się gdzieś zapodział, gdyby chociaż inna para wcześniej zajęła łazienkę… „Po miesiącu ukazał się zapowiadany numer amerykańskiego czasopisma, ale bez mojego nazwiska.” Nikt prócz pisarza debiutanta nie zrozumie tej tragedii. Nikt! A może zemsty? „Otworzyłem czasopismo, zobaczyłem opowiadanie, po czym zrobiło mi się głupio i zrozumiałem: nigdy nie zostanę pisarzem. Pizdiec. Wszystko przesrałem.”

Śmiech, czysty, gdzieś z trzewi. „Hindus i Puszkin”. Kim dla Rosjan jest Puszkin pewnie nie trzeba nikomu mówić. To jak dla nas Słowacki z Mickiewiczem w jednym ciele. I co? Hindus recytujący frazę za frazą, wers za wersem, cały „Oniegin” na pamięć! Ścigaj się z takim gdzieś za granicą, udowodnij żeś nie gorszy…

Jerofiejew gra seksem, czasem przekracza cienką granicę z napisem „tylko dla dorosłych”, o włos mija się z wulgarnością, kpi, ironia wylewa się, parzy, przymusza do przyjęcia tych fantazji za rzeczywistość. Kto nie polubi jego spojrzenia, ten kiep, znaczy został gdzieś w tyle – bo przecież cielesne tabu przestało istnieć pół wieku temu. Więc robi sobie autor „Ciała” żarty z ciała, jaja z „jaj”, z małżeńskich relacji, z wyjazdowych męsko-damskich zawijasów.

Ale przecież jest Jerofiejew pisarzem poważnym, czasami nawet bardzo poważnym. Z ostrym jak brzytwa spojrzeniem na współczesną Rosję. Nie ma u niego miejsca na potakiwanie Putinowi, pewnie to go różni od większości rosyjskich pisarzy, nie ma miejsca na zgodę na agresję, zabójstwa. Chciałby innej Rosji – to pewne. Zapewne się jej nie doczeka, będzie tym słynnym pisarzem z marginesu (tak, tak, wiem, ten margines jest strasznie szeroki skoro tłumaczą go na tyle języków), który ma odwagę mówić więcej niż inni. Będzie tą lepszą Rosją, trochę na pokaz, trochę jak maskotka. Ale przecież to nie jego wina. A poza wszystkim świetny to pisarz, świetna to proza…

Wiktor Jerofiejew – Ciało, przekład Michał B. Jagiełło, Czytelnik, Warszawa 2017, str. 298.

 

Pin It