Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

„Radiowe ucho” Krzysztofa Ćwiklińskiego

musisz mnie wysluchacCo tu dużo kryć, lubię słuchowiska Krzysztofa Ćwiklińskiego. Lubię i już. I bardzo się cieszę, że znalazł na nie wydawcę, co przecież dziś wcale nie takie łatwe.

Niewielka książeczka, a w niej cztery utwory. Trzy z nich – „Musisz mnie wysłuchać”, „Willi Blum” i „Pułkownik Polak” – przenoszą nas w historię, w czas wojny. Ostatnie pełne zagadek, to czas teraźniejszy.

Rozrachunki polsko-żydowsko-niemieckie. Tak mogło być. Młoda żydowska dziewczyna po aryjskiej stronie w Krakowie. Musi zmienić miejsce pobytu. Z dobrymi papierami jedzie do Warszawy. A jednak wywleka ją z pociągu żandarm. Nie ma wątpliwości, obitą, prowadzi na posterunek. Szansa na przeżycie? Niewielka, prawie żadna. A jednak… Wchodzi oficer gestapo. Młody, przystojny.

„Mena: Tak, ten pan, który mnie zatrzymał, nie pomylił się. Jestem Żydówką. Ukrywałam się w Krakowie. […] Gdzie się schowałam, tam zaraz ktoś mnie wywęszył, tam zaraz było jakieś niebezpieczeństwo. Znów musiałam uciekać. […] Warszawa to wielkie Miasto. Tam łatwo się ukryć.”

Cud ma miejsce. Oficer, zamiast wysłać ją do obozu koncentracyjnego, nie tylko ją wypuszcza, ale każe żandarmowi przeprosić ją za pomyłkę i odnieść rzeczy na dworzec.

Możliwe? Możliwe! Prawdopodobne? Mało. Zdarzenie miało miejsce? Pewnie tak. Zagrał Ćwikliński przeciw stereotypom? Na pewno.

W „Musisz mnie wysłuchać” opowiada stara kobieta, słucha młody mężczyzna. Naprzemiennie, dziś i kilkadziesiąt lat wcześniej, ale to wcześniej, tylko to jest ważne…

W drugim ze słuchowisk istotny jest dzień dzisiejszy, ale znów cała opowieść determinuje czas przeszły, obóz koncentracyjny, mały chłopiec, którego więźniowie postanowili za wszelką cenę uratować. To „za wszelką cenę” trzeba rozumieć dosłownie. Tak, życie za życie. W tle jest piękna powieść o ratowaniu małego chłopca…

„Agnes: Gdyby nie zabito Bluma, zginąłby Stein?

Harro Kuhn: Tak by pewnie było, ale to nie o to chodzi. Wtedy zabijano miliony, hurtem, przemysłowo… Ten mały Stein był już dorosły, kiedy wymyślono to obrzydliwe kłamstwo.”

Pytanie, jakie stawia Ćwikliński, to pytanie egzystencjalne: prawda ponad wszystko? Prawda, która niszczy? Która każe zapytać o cenę życia?

W „Pułkowniku Polaku” historia trochę alternatywna, trochę z dobrego thrillera, trochę z wojennych łamigłówek. Powrót w październiku 1941 roku marszałka Rydza Śmigłego do Warszawy z Rumunii nie był nikomu, dosłownie nikomu na rękę, wszystkim stwarzał problemy: rządowi na uchodźstwie, dowództwu Armii Krajowej, Niemcom. Nie miał prawa przeżyć. Przeżył? Pod cudzym nazwiskiem, z cudzą tożsamością? Akt zgonu mówił o anginie pectoris. To nie jest choroba, na którą się zapada z dnia na dzień. Wbrew pozorom, tajemnica śmierci marszałka nurtuje kolejne pokolenia. Ubeków w PRL-u i współczesnych historyków. (choćby Baliszewskiego, Kunerta, Gałęzowskiego). Jak umarł, kiedy? Pewnie tej zagadki nigdy już nie rozwikłamy.

W ostatnim ze słuchowisk – jedynym, które do tej pory nie zostało radiowo zrealizowane – mamy pisarskie śledztwo. Warszawski świat filmu lat sześćdziesiątych i wielką jego gwiazdę. Gwiazdę, w której wszyscy się kochają, którą podziwiają za naturalny talent, o którą zabiegają najwięksi – Godard, Lelouch. A ona… wzrusza ramionami i odmawia. Nieodwołalnie. Mogła konkurować z Katherine Deneuve. Mogła?

„Reżyser: […] Na naszych oczach pączek rozwijał się w kwiat. Cesarska orchidea to przy niej był szczyt złego smaku.

On: Dlaczego odmówiła Godardowi?

Reżyser: Tego nikt nie wie. […]”

Nie tylko odmówiła, w ogóle zniknęła z „tego interesu”. Z dnia na dzień, nieodwołalnie.

„On” krąży, szuka, pyta, stara się zgłębić tajemnicę. Miłość, SB, wyczerpanie, słaby głos?

Tej tajemnicy nie rozwikła. Bo i rozwikłać się jej nie da.

Ćwikliński ma wielki talent narracyjny. Równie wielki w wyszukiwaniu tematów. Niepokojących, nieprzystających do schematów, w które popadamy. Nie ma w tych słuchowiskach wzorów, prostych odpowiedzi, wypracowań na zadany temat. Autor „Musisz mnie wysłuchać” ma „radiowe ucho”, mówi, ale nie dociska, odpala pocisk, ale pozwala mu swobodnie lecieć, otwiera kolejne możliwości, ale tych wcześniejszych nie wyklucza.

Sięgnijcie Państwo po tę książeczkę, rozłóżcie ją w swoich głowach na głosy. A jeśli nie? To przynajmniej wejdźcie na strony Polskiego Radia, poszukajcie tych słuchowisk. Nie będziecie żałować!

Na koniec drobny żal do autora i wydawcy. Przecież Ćwikliński ma przynajmniej jeszcze jedno świetne słuchowisko, znam je, dlaczego nie ma go w tym tomie?

 

Krzysztof Ćwikliński – Musisz mnie wysłuchać, Wydawnictwo Test, Lublin 2016, str. 122.

Pin It