Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Od komunizmu do opozycji

dzienniki53 82Czasami się dziwię, że można napisać tak ogromną książkę. A jeszcze bardziej gdy dowiaduję się, że to dopiero pierwszy tom. Nawet jeśli pominąć wstęp Andrzeja Friszke i notę edytorską „Dzienniki 1953–1982”, to prawie sześćset stron.

Woroszylski zaczął swój „pamiętnik” podczas „ekskursji” do Związku Radzieckiego w roku 1953 jako ortodoksyjny komunista. Pokazywano mu wsie potiomkinowskie, a on coraz częściej zadawał sobie pytanie gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.. Czy już wówczas przejrzał na oczy? Pewnie nie. Zresztą niewiele zapisków z tego czasu w „Dzienniku”. Bo też nie ma tu ciągłości. Jest rok '53, nie ma '54, mamy kolejne lata, a potem znów przerwę od roku '60 do '66 i kolejną od '69 aż do '79. Tak naprawdę bardzo obszerne są zapiski jedynie z lat 1980–1982.

Książki pod lupą - Stancje

furia

Click to download in MP3 format (9.16MB)


 

Książki pod lupą - Furia

furia

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Józef Jasielski

 

CZECHOW  UKRZESŁOWIONY

 

jasielskiDzieje się od lat w polskim teatrze coś takiego, że już nie wypada, ba, wstyd ! pokazywać klasyka bez reżyserskich ekstrawagancji. Na naszych scenach odgrywa się nudne ceremonie dobijania starego sensu w imię nowego rozumienia, czyli na opak. Polski teatr układa sobie stosunki z klasykami na zasadzie swoistej nekrofilii. Wyobracać takiego nobliwego nieboszczyka, przydusić, wymiętolić obscenicznym gestem i na koniec przydać nadętej głupoty, żeby nie był mądrzejszy od nas… Daleki jestem od teorii spiskowej, ale ten trend tak się dziarsko mutuje w nobilitacjach i gratyfikacjach, że już nie nadążam ze swoim zaprzałym konserwatyzmem… I, dalibóg, cenię bogactwo wyobraźni, promowanie własnej osobowości / jeśli się takową posiada /… I tak ciężko wywalczoną „wolność artysty”. Tylko wolność – od czego ? Gorzej, że coraz częściej w teatrze chce mi się wyć i uciekam zniesmaczony, bo nie ma tam myśli, którą bym chciał zatrzymać; nie ma obrazu, który chciałbym ożywić, nie ma emocji, która by mnie wsparła na resztę dnia…

Andrzej Walter

 

Czekając na Godota

 

dzieci kaina   Nasz świat czeka na Godota. Jak powiedział Św. Augustyn „-Nie rozpaczaj: jeden z łotrów został zbawiony. (...) Nie pozwalaj sobie: jeden z łotrów został potępiony”. A my? Kto z nas jest łotrem, kto będzie zbawiony, a kto potępiony? Panie Beckett, żeby to było takie proste...

   Czekając na Godota znów sięgam po kolejną książkę wrocławskiego Wydawnictwa Książkowe Klimaty. Wydawnictwo działa od 5 lat i publikuje współczesną prozę europejską, kierując się przede wszystkim na południe. Choć to raczej kierunek południowo-wschodni, a Wschód, to być może jedyny kierunek, z którego może nadejść duchowe oczyszczenie. Choć pojęcie „wschodu” traktuję bardzo umownie... Kolejna opowieść, o której chciałbym podjąć rozważania to książka Nikosa Panagiotopoulosa „Dzieci Kaina”. Niech nas jednak nie zmyli ani autor, ani kraj, skąd pochodzi, ani też realia opowiedzianej historii. To bowiem jest przewrotna opowieść o nas. O tobie i o mnie, o każdym z nas, a jej uniwersalizm wyraża się własną, wnikliwą i jakby samoistnie ustanowioną retrospekcją dopiero co wyrzuconych na śmietnik wartości oraz doskonałą analizą stanu naszego ducha.

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Niemczyzna okiem Maxa Frischa

z dziennikaDziwna trochę była moja lektura tego dziennika. W pierwsze stronice wchodzi się mozolnie, chropowato, bez dużej przyjemności czytelniczej, jest w narracji Frischa jakaś szorstkość, zdawkowość, zapiski jakby z użytkowego brulionu, notatnika, wiele wygląda na czysto przypadkowe i bez znaczenia dla postronnego czytelnika, jak choćby uwagi o niemieckim życiu literackim lat 1973/1974. Lektura zdaje się mieć niezbyt ponętny smak, mulisty, nijaki, jakby żuło się tekturę. I oto powoli, trochę niepostrzeżenie, z tego absmaku zaczynają się wyłaniać smaczne drobinki, mulistość przeradza się w smak coraz bardziej wyrafinowany i lekturę kończy się ze smakiem dobrej, szwajcarskiej czekolady w ustach. Dzienniki berlińskie Frischa robią wrażenie kompletnej improwizacji i przypadkowości, ale jak zapewnia autor posłowia Thomas Strassle, powstały jako przemyślana konstrukcja, kompozycja. To co w  nich najsmakowitsze, to cierpki smak niemczyzny podany przez wybitnego niemieckiego (w sensie języka, bo państwowo był Szwajcarem) dramaturga i ciekawego myśliciela. Dostajemy tu fragmentaryczne, ale sugestywne portrety Berlina, Zűrichu, portrety ważnych postaci niemieckiego pisarstwa, jak m.in. Gunter Grass, Jurek Becker, Rolf Biermann, Christa Wolf, Magnus Enzesberger, ciepłe uwagi o Bertoldzie Brechcie i cierpkie o Tomaszu Mannie, olimpijczyku niemieckiej literatury, którego Frisch raczej nie cenił, ujmując rzecz najdelikatniej. Szczególnie unikalne są uwagi na temat Niemieckiej Republiki Demokratycznej, w której Frisch bywał, aby spotykać się z tamtejszymi pisarzami i której klimat intelektualny i ideologiczny opisywał. Do treści zapisków dołączona jest garść objaśnień, niezbędnych postronnemu czytelnikowi do lepszego zrozumienia całości. Słowem - wyborna, esencjonalna lektura, więc warto było przetrwać początkowe lizanie papieru ściernego.

Jolanta Zarębska

 

Mała epoka Daniela Madeja

 

mala epoka

 

    Epoka może mała, lecz wiersze duże, pojemne, dziwnie trafne. Za każdym razem trafiają w punkt do bólu. I nie wiem dokładnie, kogo i co boli, uwiera, ale jest wyraźne i daje do myślenia, gdy się tak „patrzy w ekran z intymnego dystansu”. Ale nie tylko to, więc jest naprawdę dobrze. Wiersze debiutanta, które są już czymś więcej.

Jolanta Zarębska

 

Na kolcach jeża – cały świat Jana Stanisława Kiczora

 

na kolcach jeza    Jeśli jeszcze trwasz w przekonaniu, że jeże zbierają na kolce rumiane jabłuszka i dorodne borowiki, bo lubią się nimi pożywić, jesteś w błędzie. Ten obraz zdarza się w ilustracjach bajek dla dzieci, a trzeba wiedzieć, że jeże lubią mięsko. I tu jest mięsko. W tomie Jana Stanisława Kiczora, wydanym przez Fundację Duży Format pod redakcją Rafała T. Czachorowskiego w 2017  wyczytuję sobie sporo treści. A ileż tu znajomych! Wirtualnych, poznanych  w sieci, czytanych i wcześniej recenzowanych.

Krystyna Tylkowska

 

Koncert i psychodrama

 

tylkowska krystyna n

 

(o Pięknym i nieczułym w warszawskim Teatrze Polonia w reżyserii Edwarda Wojtaszka)

    Dramat Jeana Coucteau trochę mnie rozczarował. Bardzo cenię tego twórcę, jednak Pięknego i nieczułego (przyznam, nieznanego mi z lektury i po raz pierwszy widzianego na scenie) nie uważam za utwór wybitny. Jednocześnie potrafię zauważyć jego sceniczną atrakcyjność.

  Piękny i nieczuły został napisany dla Edith Piaf. Jego autor stworzył więc postać na miarę tego konkretnego talentu, tej konkretnej osobowości scenicznej. Z całą pewnością również wcielenie się w bohaterkę dramatu może stanowić wyzwanie dla innych uzdolnionych artystek, odnajdujących się w monodramie (bo tak naprawdę mamy tu do czynienia z monodramem). Do tych artystek należały między innymi polskie aktorki wcielające się w tę postać, a teraz Natalia Sikora udowodniła, że także zalicza się do tego grona.