Lilla Latus

Z wyroku losu, historii, serca…

 

z wyroku cara dziennik         Nasze narodowe dzieje to nie tylko historia wojen i bitew toczonych ze zmiennym szczęściem czy też politycznych wyborów i aliansów. To również (a może przed wszystkim?) losy rodzin, które musiały walczyć o przetrwanie i godność, co często oznaczało jednocześnie trudną batalię o własny kraj, jego tradycje i wartości.

         Książka Marii Jentys- Borelowskiej pt.„ Z wyroku cara. Dziennik zesłanki” stanowi doskonałą ilustrację tej historycznej zależności. Autorka pokusiła się o opisanie dziejów swojej stryjecznej babki–Aleksandry Jentysówny. Główną bohaterkę poznajemy w roku 1885 jako więźniarkę Cytadeli Warszawskiej, gdzie w X Pawilonie odbywa karę za swoją „wywrotową” działalność. Panna Jentysówna bowiem jest zafascynowana ideami socjalizmu i wierzy – tyleż gorliwie, co naiwnie – w zwycięstwo walki z nierównościami społecznymi, biedą i niesprawiedliwością. Tę wiarę dzieli razem z Ludwikiem Waryńskim, współtwórcą pierwszej polskiej partii socjalistycznej Proletariat. Łączy ich nie tylko ideowe posłannictwo, ale również gorące uczucie. Nie udało im się jednak żyć długo i szczęśliwie. Aleksandra otrzymuje wyrok zesłania na Syberię na 5 lat, a Waryński trafia do Twierdzy Szlisselburskiej, gdzie umiera w 1889 roku.

Piotr Wojciechowski

 

MIASTO ZA OKNAMI

 

wojciechowski cr     W „Tygodniku Powszechnym” z 21 października wydrukowano rozmowę o ekologii, jaką z doktor habilitowaną Ewą Bieńczyk, filozofką z Torunia,  przeprowadził Adam Robiński. Tekst rewelacyjny we właściwym tego słowa znaczeniu. Teraz jednak zajmę się jednym tylko  fragmentem pytania z tego wywiadu i fragmentem następującej po pytaniu odpowiedzi. Robiński mówi: W Chile pojawił się pomysł ochrony rzek przez nadanie im osobowości prawnej.

A swoją odpowiedź na dotyczące tego pomysłu pytanie pani Bieńczyk kończy stwierdzeniem: Powinniśmy uczynić n.p. Puszczę Białowieską podmiotem prawa.

 

Michał Piętniewicz

Przemykająca łasica. Krótko o miniaturach Marka Wawrzyńskiego

 

Pietniewicz Michal n     Wiersze Marka Wawrzyńskiego są udanymi miniaturami poetyckimi. Ich jakość wyraża się w świadomości tego, czym jest poezja w swojej istocie. Marek Wawrzyńśki poprzez krótki, pozornie oszczędny zapis (bo tak naprawdę w tym zapisie zawiera się spore bogactwo treściowe oraz nasycenie), wydobywa eidos poezji, jej pradawną istotę, która zachowała swoją tożsamość, pozostając niezmienna. Więc po pierwsze ważna jest tutaj literackość tych wierszy. Po drugie spora łatwość w lekturze, ponieważ widać, że poeta myśli o "zwykłym" czytelniku, nie skazując go na „męki wyższego rzędu”. Poza tym są to wiersze, z których coś pozostaje, nie tylko mglisty powidok, ale istotna moim zdaniem refleksja o życiu, pojętym jako okazja do ciągłej obserwacji tego, co jest. Wawrzyński bowiem, albo inaczej: podmiot mówiący jego wierszy, myśli bowiem o świecie przy pomocy literatury. Filozofia jako sztuka myślenia, jest tutaj szczególną odmianą poezji, stąd może być wysunięty wniosek o pan literackości tych wierszy. Ich pomysłowość, refleksyjność, wrażliwość na szczegół i detal, dar obserwacji rzeczy drobnych, niuansów rzeczywistości, które stanowią oś ich metafizyki - jak na przykład ta łasica przemykająca wśród beczek w jednej z miniatur, odsłaniająca duże możliwości treściowe w tym krótkim utworze: ruch i zmianę, stałość i chwilę, moment i wieczność, a wszystko to wyrażone przy pomocy pozornie prostego opisu łasicy, przemykającej wśród beczek. Dar obserwacji oraz inteligentnej puenty, jak np. ta oryginalna i trafna analiza czytania: "trzeba się pilnować, przewrócisz stronę, a tu już ktoś inny" to poniekąd cechy dystynktywne tej poetyki. Zacytowany wiersz uruchamia konteksty filozofii Emmanuela Levinasa, literaturę o inności, obcości i tak dalej i tak dalej, które jednak nie wyczerpują sensu powyższego utworu, ponieważ opowiada on (jak mi się zdaje), o przewrotnej tajemnicy, wpisanej w pakt między autorem a czytelnikiem, uzyskując tym samym żartobliwy, komiczny oraz humorystyczny wymiar tejże Pytanie o formę jest dość ważne, choć odpowiedź wydaje się oczywista: są to po prostu wiersze, niepotrzebne chyba jest nazywanie ich haiku, nasycone metafizyczną treścią oraz odniesieniami do różnych dzieł literackich oraz filozoficznych. Np. wiersz pt. "Obserwatorium", odsyła do opowiadania "Kometa" Brunona Schulza a wiersz „Jaskinia” do filozofii Platona. W tych krótkich formach pomieszczono bogactwo świata, które wyszło na jaw dzięki szczególnemu darowi obserwacji oraz zdolności kontemplacyjnego i jednocześnie aktywnego zatrzymania się na szczególe świata. Można jeszcze nadmienić na przykład o tym, że wspomniane nasycenie literackością, wynika ze skondensowania poetyckiego języka. Przykład: "kamień wtulony w siebie jak gołąb". Według mnie jest to ładny wiersz, cały, samodzielny wiersz, choć jest krótszy nawet niż pojedyncze zdanie. Zestawienie nieżywego kamienia, wtulenia i gołębia w jednej linijce, poddaje myśl o sporych możliwościach treściowych tego utworu, wynikających z umiejętności kondensacji oraz oryginalnego zestawienia słów, komponujących się w ciekawy oraz niejednoznaczny obraz poetycki. W tym obrazie zwraca uwagę nierównomierne rozmieszczenie akcentów między czułością kamienia a pierzem gołębia, wywołując tym samym sprzeczny efekt, który nazwałbym byciem szorstkim w czułości albo prościej, szorstką czułością. W innym wierszu podmiot mówiący zatrzymuję się np. na takim detalu, jak mrówki na chodniku. Wszystkie te opisane szczegóły świata są efektem dużej wrażliwości podmiotu mówiące na to, co go otacza. Myślę, że wiersz „Obserwatorium” może posłużyć jako rodzaj szyfru, pomocnego, by odczytać pewien nadrzędny sens tej poezji: przedstawiono w nim bowiem obserwatorium na strychu, z wysokości którego obserwuje się gwiazdozbiory. Mamy moim zdaniem do czynienia w poezji Wawrzyńskiego z poetyckim zapisem pragnienia metafizycznego, aby patrząc w gwiazdy, widzieć jednocześnie mrówki na chodniku. Myślę, że Wawrzyńskiemu udaje się ta sztuka, sztuka redukcji transcendentalnej oraz sztuka obserwacji, zamieniającej się w poezję, rozumianą jako pierwotny oraz ejdetyczny zapis Wszechświata, widzianego zza barmańskiej lady w słynnej kawiarni Vis a Vis, związanej z artystami Piwnicy pod Baranami, mieszczącej się na rynku głównym w Krakowie, gdzie poeta na co dzień pracuje.

Andrzej Walter

Czeski film

 

Nauczycielka plakat   Rzadko zdarza się, aby kino wchodziło mocniej w naszą świadomość niż literatura. Przypadek filmu Jana Hrebejka „Nauczycielka” (2016) niejako przeczy tej tezie, choć jako przypadek rzadki i występujący nadal dosyć nielicznie w pewnym sensie jednak potwierdza tę regułę. Ten film jest dziełem dalece perwersyjnym i uderza w nas na tyle dosadnie, że trudno przejść nad nim do porządku dziennego. Film Hrebejka opowiada nam o granicach oportunizmu, a robi to na tyle sugestywnie, że sami sobie zadajemy niezliczoną ilość pytań o życie, świat oraz samych siebie, w ten świat głęboko wpisanych. Film, pomimo osadzenia go w pewnych konkretnych realiach i czasach, wykracza swoimi tezami oraz przesłaniem daleko poza horyzont konkretu i stanowi humanistyczny akt oskarżenia naszego gatunku niezależnie od czasów, wydarzeń czy kontekstu możliwych środowisk. W sposób jawny i otwarty mówi nam, że manipulacja, oportunizm i koniunkturalizm to domena ludzkiej natury, a nie kwestia czasów, czy okoliczności, które mogą jedynie mniej bądź bardziej sprzyjać występowaniu czy natężeniu tych zjawisk. A samo - owo zjawisko … przedstawiono tu, w filmie, wyjątkowo barwnie…

Książki pod lupą - Chłopak z pianinem

Chlopak z pianinem

Click to download in MP3 format (12.62MB)


Książki pod lupą - Dialogi asymetryczne

Dialogi asymetryczne

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Wiesław Łuka

 

Wiesław Łuka o bardzo smutnych, ale zachwycających opowieściach
przeniesionych mistrzowsko na scenę

 

 

luka wieslawRejwach w języku jidysz znaczy rozgardiasz, zamieszanie, zgiełk, harmider. Moja mama siedemdziesiąt lat temu, gdy dostawałem, niby zabawowy, niezbyt groźny cios w głowę i kopnięcie w tyłek od ciut starszego brata w domu na przedmieściu Siedlec, uspokajała nas podniesionym głosem: chłopcy, dosyć tego rejwachu… Żydowskie słówko zagnieździło się w podlaskiej polszczyźnie; nie tylko ono jedno i nie tylko na Podlasiu.

Zdzisław Antolski

 

DZIENNIK RECENZENTA: KSIĘGA DZIECIŃSTWA EDYTY MARII HANSLIK

 

Hanslik Kromka    Wiersze Edyty Hanslik o dzieciństwie, zamieszczone w tomie pt. „Kromka z masłem”, czytałem jednym tchem, bo przypomniało mi się własne wiejskie dzieciństwo, przygody w przedszkolu, później w szkole i w ogrodzie. Wiersze te są pisane bardzo bezpośrednio i z iście dziecięcą szczerością, nie ma tematów tabu. Na przykład opis lektury „Sztuki kochania” Wisłockiej, gdzie najbardziej bohaterkę zawstydzają rysunki.

    Wiersze pełne są dziecięcego humoru i niefrasobliwości. Ale są też dramaty, kiedy umiera braciszek koleżanki i bohaterka zwraca się ze swoimi wątpliwościami do pana Boga. I skojarzenie już z dorosłości, kiedy narratorce zmarła córeczka, a ona pytała Boga: jak żyć. Również jest zdziwiona i zaskoczona, kiedy piorun uderza w dom, mimo gromnicy w oknie i wizerunku Matki Boskiej. Dziecięca wiara jest bardzo silna i szczera, stąd zderzenie z tragedią jest boleśniejsze.

    W życie dziecka wkracza też polityka, kiedy wszystko jest na kartki i dziewczyna zastanawia się, czy życie też jest na kartki. A później pewien generał, o trudnym do zapamiętania nazwisku, wprowadza stan wojenny.

 

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Hańba? Raczej odkrywanie siebie…

HanbaNa okładce „Hańby” napisano, że to najważniejsza powieść noblisty. Znam kilka książek Coetzeego i… i zgadzam się z tą opinią. To faktycznie najważniejsza z jego powieści. Ta książka miała w Polsce kilka wydań (pierwsze w 2001 roku) i dobrze, że jest co kilka lat wznawiana. Dobrze, bo to świetna powieść, dobrze, bo dotyczy ważnych problemów, dobrze, bo pokazuje inną twarz Republiki Południowej Afryki (której większość białych, z oczywistych powodów, nie chce dostrzec), dobrze, bo wspaniale przełożona przez Michała Kłobukowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich tłumaczy…