Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

 

Barokowy pasztet rzymski

niezly pasztetMomentu dotarcia do polskiego czytelnika swojej najwybitniejszej powieści, „Quer pasticciaccio brutto de via Merulana” (1957) Carlo Emilio Gadda (1893-1973) nie doczekał, bo i właściwie nie mógł doczekać, jako że ten moment nastąpił pół wieku (dokładnie 61 lat) po ukazaniu się jej w oryginale włoskim. I właśnie w aspekcie językowym tkwi przyczyna tego opóźnienia. W notce do wydanego w 1973 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy tomu opowiadań Gaddy „Pożar na ulicy Kepplera”, „Quer pasticciaccio brutto…” wzmiankowana jest jako pastisz powieści kryminalnej, antykryminał filozoficzny napisany w rzymskim, plebejskim dialekcie miejskim zwanym romanesco. Dziś dialektu romanesco raczej się w Rzymie nie uświadczy, podobnie jak świata, który Gadda opisał, ale nieprzeciętne trudności przekładowe pozostały i to one sprawiały, że przez lata nikt z polskich tłumaczy literatury włoskiej nie podjął się tego katorżniczego wysiłku.

 

Andrzej Walter

 

 

Powrót Szczęściarza

 

„Powrót Ulissesa. Wiersze wybrane” Davida Day’a

w przekładzie Tomasza Marka Sobieraja i Jacka Świerka

 

Powrot UlissesaPoezja amerykańska zaskakiwała nas już wielokrotnie. Poetów amerykańskich określano jako wizjonerów i buntowników. Beat generation była prądem ożywczym, skierowanym przeciw społecznej hipokryzji, łamiącym tabu i grzebiącym współczesnym ich dobre samopoczucie. Czy ten bunt nie był postawą efektu cieplarnianego, nadmiernego dobrobytu i chowu pod kloszem wynikającego z oszczędzenia Ameryce doświadczenia toczących się na jej terytorium dwóch krwawych wojen XX wieku oraz traum z nimi związanych? (Przecież Ameryka głównie na tych wojnach zarabiała...). Czy aby te wizje nie były tylko pewną pozą bardziej artystowską niźli artystyczną, i czy poza ta nie ocierała się o nieuświadomioną śmiałość formy nie za bardzo mającą pod swoją skórą cokolwiek nowego światu do zaprezentowania?

Michał Piętniewicz


Próba zaczarowania świata na nowo. O tomie Małgorzaty Kulisiewicz „Kot Wittgensteina”.


kot wittgensteina
     Nie przyszło nam żyć w czasach magii, nawet nie wiadomo, czy są ciekawe, może są?
Wypełnione ludźmi Bulwary Wiślane w Krakowie, jak sprawić, by odwiedzili antykwariat w słoneczną, majową pogodę? Jak sprawić, by przyszli po książkę? Czy w tych czasach chodziłoby zatem o spożywanie pokarmu i przyjemność pogody? I jeszcze: nielubiana praca, dzieci, zarabianie pieniędzy, małżeńskie kłótnie? Obojętność na to, co poetyckie. Wyklęcie poezji, przeklęcie poetów.

Książki pod lupą - Moja córka komunistka

Moja corka komunistka

Click to download in MP3 format (9.15MB)

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Polski agent 007? Lepszy!

czerniawski polakCzęsto, nazbyt często łapię się na tym, że ja – a pewnie historię znam lepiej od 99 procent Polaków – i nie tylko ja „zgubiliśmy” gdzieś takie postaci jak Roman Czerniawski („Walenty”, „Armand”, „Hubert”, „Brutus”), jak pewnie jeszcze kilkunastu, kilkudziesięciu innych, którzy powinni być stale obecni w naszej pamięci. Ludzi, bez których II wojna światowa miałaby inny wymiar, inny przebieg. Ludzi, bez których bohaterstwa tysiące rodzin opłakiwałoby niepotrzebne ofiary. Tak, bo bez nich tych ofiar byłoby dużo więcej.

 

rekomendacje spp holewinski wojcik

 

 

Wacław Holewiński

Ciekawostka

cudowne przygodyCiekawostka dla wielbicieli talentu wybitnego poety. W tym niewielkim tomie nie znajdą jednak wierszy Baczyńskiego, a drobny fragment powieści? opowiadania? Proza młodziutkiego Baczyńskiego nie powala na kolana. Znacznie ciekawsze są opisane przez Małgorzatę Wichowską na pierwszych pięćdziesięciu stronach losy odnalezienia utworu w papierach Jerzego Kamila Weintrauba, zupełnie dziś zapomnianego poety, przyjaciela autora „Ballady o trzech królach” znajdujących się w archiwum warszawskiego Muzeum Literatury imienia Adama Mickiewicza. Przez kilkadziesiąt lat podejrzewano, że „Cudowne przygody pana Pinzla rudego” są autorstwa Weintrauba! Dopiero porównanie pisma rękopisu z innymi utworami Baczyńskiego pozwoliło ze stuprocentową pewnością przyporządkować go Baczyńskiemu.

„Cudowne przygody pana Pinzla Rudego” była w założeniu najpewniej humoreską odnoszącą się do czasów edukacji Baczyńskiego w szkole średniej (Liceum imienia Batorego).

Z nieukończonego utworu cieszą się zapewne wszyscy miłośnicy talentu poety, ale… ale juwenilia rzadko kiedy stanowią o pozycji, o miejscu w historii literatury tak wybitnego autora.

Książka, wydana w skromniutkim nakładzie pięciuset egzemplarzy, ma jednak sporo zalet: ogromną ilość zdjęć poety, także jego dzieł malarskich, graficznych, no i przede wszystkim reprodukowane są faksymile utworu.

 

Krzysztof Kamil Baczyński – Cudowne przygody pana Pinzla Rudego (powieść fantastyczna), Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza, Warszawa 2017, str. 136.

znaczek

 

 

Katarzyna Wójcik

koleda ksiedza BakiKolęda księdza Baki to zbiór najważniejszych wierszy Jarosława Marka Rymkiewicza z lat jego młodości, zawartych w tomach publikowanych w latach 60. i 70. Mocno zakorzenione w literackiej tradycji polskiego baroku – o czym zresztą świadczy sam tytuł tomu – są dowodem na to, że sprawy duszy człowieka nie dezaktualizują się i nie podlegają upływowi czasu. Ten autorski wybór wierszy jest filozoficznym dyskursem ze śmiercią, która dotyka każdego tak samo, i jednocześnie afirmacją odradzającego się wciąż na nowo życia.

 

Jarosław Marek Rymkiewicz, Kolęda księdza Baki, Fundacja Evviva L’arte, Warszawa 2018, s.124, ISBN 978-83-944747-3-7

 

 

 

 

Zbyszek ikona Kresowaty

 

CHWILE JAK MGIEŁKI MOGĄ BYĆ „AKORDAMI SNU”

 

Anna Solbut

Portret poetki Anny Sołbut wykonał : Zbigniew Ikona Kresowaty

 

   Przelatujące nieustannie przez naszą wyobraźnię impulsy, reakcje na bodźce zewnętrzne, czynią nas zawsze wyjątkowymi? – Nie wiemy o tym , dopóki nie zastanowimy się jak bije nasze serce... aczkolwiek, każdy jest niepowtarzalnym medium w takiej chwili kumuluje obrazy – Nasze medium wciąż rejestruje samoczynnie, podświadomie porozumiewa się z percepcją świata, z abstrakcją kosmosu... Najciekawsze są doznania takich poblasków w śnie, a to działa jak lustro w „świetle dziennym”. Jung mówi: dusza człowieka w śnie blądzi jak pies ze świecącymi oczami... szuka swego... Poeta także jest jak błądzące sumienie, żywi się abstrakcją, składa jej cząstki... spisuje. Otóż każda twórczość artystyczna... poetycka doświadcza najbardziej pamięci, czasem przyszłej... przemieszcza się ciągle spod światła w mroki. Otóż chcę dziś powiedzieć o poetyce jakich dziś mało. To twórczość Anny Sołbut poetka zdobyła się na miniatury bardzo pojemne, które odbiera sobie jak błyskotki, wyłuskuje je z pamięci przeżytej - to nowe wiersze, nowe zapisy. Wydała kolejny (szósty) tomik poezji w Wydawnictwie BUK w Białymstoku, zresztą pięknie opracowany. To książka: pt. „Mgiełki”, oprawiona w twarde okładki, jakby chciała wraz z wydawcą, na długo zatrzymać te krótkie cenne strofy – zatrzymać w oryginalą formę literacką. Tutaj po przeczytaniu wierszy nasówa się wrażenie, że są one podobne do aforyzmów, lub nawet haiku – Wcześniej w roku 2011 poetka wydała tomik pt. „Akordy Snu”. Te dwa tomiki Anny chciałem omówić, podchodząc bardzo niezależnie do ich zawartości...

         Debiut książkowy Anny przypada na 1991 rok, (okres to tzw. „odwilży”). Czas to zaczynającej się pierwszej transformacji ustrojowej... Później ceklicznie przyszły tomiki: pt. „Otwieranie ciszy” (1993), „Jak Eurydyka” (1995), „I stała się światłóść” (1997), „Walka o dzień”(2002), „Akordy snu” (2011).

         Spytajmy co ciekawego mieści się w takiej twórczości? – (zaraz zacytuję) Spogladając na te dwie książki trzeba powiedzieć, że treści uchwyconych „mgiełek” roztaczają się chronologicznie wyłąniając się z „Akordów snu”, czyli z poprzedniego tomiku z roku 2011. Znaczy to o poziomie ambicji poetyckich autorki. Jest to zew chwil bardzo delikatnych, sennych marzeń (?) jakby lekkich dotyków... choć w dedykacji tomiku „Mgiełki” autorka pisze: to mój koncentrat własnej wrażliwości” - Zatem liczę na przygodę i ciekawą grę słowną. Po drugie otwierając ten uroczy tomik (format A-6, s. 172), widzę krótko zdefiniowane metafory - wiersze jakby w/g przyjetej powszechnie domeny: „małe jest piękne”(?)- Czy w istocie tak jest?

 

mgielki solbut

       Zatem wejdźmy w głębię tomiku – tu wszytskie teksty są bez tytułu, dedykowane synom: „Adasiowi i Tomaszkowi” – Patrząc na te teksty – widzę ukladaja się jakby w jeden niepowtarzalny poemat. Cały zapis zaczyna się wierszem bez tytułu (str.7, 8, 12):

 

***

ani wrócić

ani iść dalej

 

cienia się trzymam

nocą

 

***                      

 

Dorastamy

do prawdy

 

i przerasta nas

wyobrażenie

o niej samej

 

***                    

Krzykiem

zaczyna się

chaos

 

ciszą

harmonią

dźwięku

 

     Wiersze króciutkie, dopowiadają jeden drugiemu, każdy wypływa z poprzedniego... Wydaje się, że w tych tekścikach jest pewien dystans do samej siebie, bo mówi autorka raczej w formie bezosobowej, to pewna skondensowana forma do rozjaśnienia... Trzyma się poetka cienia jaki nam daje światło, które nosi nas nawet podczas najtęższej ciemności, trzyma się ono naszych stóp. Oto dalszy tekst:

„Słowo/ dało nam życie// i gramy nim/ niczym/ zraniony arlekin.

     - Iście sa tu o słowa wywoływane - powoływane do każdej chwili, czasem patetycznie, często umyślnie i bywa, że niezamierzenie, ale tworzą one pewnego rodzaju przestrzeń równowagi, ta przestrzeń sięga bardzo daleko pokładów osobowych medium, jakim jest sam twórca...

    

- Oto kolejne wiersze bez tytułów, celowo zapiszę je prostymi linijkami (str.19, 22, 26, 27):

 

*** Jestem słowem// boję się/ że nic poza nim/ nie znajdę

*** Dawno/ przekroczyliśmy/ granice/ własnych możliwości/ wolność/

       jest nieunikniona

*** Nie chcę wiedzieć/ w odniesieniu do czego/ jestem// w słowach/ łasi

       się lęk

*** Dary losu/ są dla/ wybrańców// dla innych/pozostają/ opakowania

         - Wydaje mi się, że Anna Sołbut weszła w nowy etap swej twórczości i dalszemu dziwieniu się. To wiersze na pograniaczu patetyki, które nam zdają się opowiadać prawdy, ale w jakby inny sposób i w innym świetle – a ta podlega odsłonie kontrastu – człowiek w nie codziennym otoczeniu. Miniatury te urastają jednak do dużych treści, w które musimy wejść jako w własne metafory, sensy życia... Słowa - klucze ścielą nam się zmysłowo, zakręcają wiodącą myśl... w kolejną mgiełkę. Podmiotowość tych miniatur to całe wnętrze człowieka doświadczonego... Szuka autorka pomiędzy wersami, jakby na hałdzie blasku cienia najważniejszego, to szukanie jedynego wręcz najcenniejszego brylantu – poetka wydaje się być skrępowana czymś co było, ale szuka na swej drodze często ujścia w bok, wchodzi w gąszcz, w leśne ścieżki, szuka pod ściółką, która tutaj jest obfita w zapach rodnej nadziei. Czy w istocie tak jest?

– Zanim przejdę do tomiku pt. Akordy snu” jeszcze garść poetyki tych małych form literackich. Po przez które poetka przygląda się pewnym wielkim prawdom, jej kolorom mgiełek. Wiersze wzięte z miłości idące w miłość lub w jej owoce - nagle? (str. 102, 111, 115, 123):

 

*** Nieostrożnie/ uwolniłąm lęk// zaszył sie/ w liniach papilarnych/

       twoich dłoni

*** Wyciągasz ramiona//skrzydłem/ zaczepiasz o tęczę

*** I narodził się człowiek// bez gwarancji/ i instrukcji obsługi

*** Telegram z Raju:/ , ,... nadgryzione jabłko/ - jeszcze się rumieni”

 

- Ale jest to także ironia prawd pluralistycznych?... a „cisza prowokuje słowa”

      

 * * *

     - Wejdźmy zatem w „Arkady snu” niezwykle wrażliwej osoby jako we własne. Zbiór to raczej refleksyjny, a to już wspomnienie... Zatem cofnijmy się, bywa że wiele razy musimy się cofać, żeby zrobić pewny krok do przodu, chociażby, jak w prozie Adama Ziemianina w jego powięści „Z nogi na nogę” – Po woli spokojnym tempem - tak jak otwiera się przeszłości kolejna strona... Najlepiej zobrazuje ten stan wiersz jakich wiele i w tej książce – wiersz bez tytułu (str. 10) w snach o wolności:

 

akordy snu

 

***

Sny o wolności

zbyt ciężkie

od wspomnień

 

choć stopy

przywykły do ziemi

lęk wciąż

dotyka mnie

bardziej

 

pozostałą jedynie

wolność chwili

 

czasem ptak

unosi ją

na skrzydłach

 

     Okazuje się, że wolność do raczej wrastanie w ziemię, we własne chody, w dotyk chwili, która tutaj ma jedyną moc. „Sen o wolności” jest zawsze bardzo odpowiedzialną postawą, gdy fata morgana zsyła znamię dla duszy na obecność najmłodzszej dziewiczej chwili, sięgającej mackami w nieznajomy... nagi stan (?) - Na wolność należy być zawsze gotowym, bo może mieć z czasem inne oblicze. Czasem trzeba pójść za głosem wygiętytm wiolonowo... Oto kolejny wiersz bez tytułu (str. 13):

 

 

***

Kluczem wiolinowym

leśną ścieżką

w świątynię drzew

nikt mi

nie zdradził

tajemnicy ptaków

 

chciałam jednak

wierzyć

w tę wolność

chowaną

pod skrzydłami

zaufać sercu

jak one

         Anna bardzo wielką rolę przywiązuje, jak wielu twórców, do słowa WOLNOŚĆ – widocznie ma bazę i współczesną pożywkę, wręcz hołubi w welu wierszach np. w ostatnim tomiku „Mgiełki” bardzo! - Uzmysławia, że ten stan posiadania należy chronić, a ów kod nosić głęboko w piersi. Jakże to pięknie zapisane, Aniu: „leśną ścieżką/ w świątynię drzew...” - a później w kolejnych wersach: „chciałam jednak/ wierzyć/ w tę wolność/ chowaną... Wolność tajna najbardziej smakuje... chowana po pachą, lub w głębokiej głębokiej kieszeni serca... wiary?.

Oto kolejny wiersz bez tytułu (str.17):

 

***

Nienaganne kształty

gładkie i zimne

kształty

naszych umysłów

 

iluminacje marzeń

neony drogowskazów

i ten brak

symetrii

jak początek

chaosu

 

- Uzmysławia nam autorka, że w każdej wolności, jak tylko zapragniemy widzieć cokolwiek pięknego, to tylko konfrontacja z własnym neutralnym jedynym umysłem zawsze autonomicznym – wtedy jest wolność: wzrok, wartościowanie kształtów, spokojny postój na czerwonym światełku, wybór przestrzeni, skrzyżowania z drogowskazami... dalej węże neonów –    No i nie może być wolności bez wyboru celu - jest ona wielkim darem i symetria wcale nie jest tu potrzebna, raczej perspektywa, a tego żąda kosmos, który wciąż zdobywamy, gdy już po urodzeniu... małymi łyczkami kosztujemy. To mówią kolejne wiersze. Ale przytoczę jedynie kilka fraz, z niektórych tekstów, przy odkrywaniu impulsu wyboru, kim jest tu człowiek? – któremu pojawia się owa brama tylko raz? - To ciężkie zadanie, nierealny rys popędu do konstruktywnego tworu? – Anna Sołbut tworzy replikę własnej rzeczywistości, poruszajac także naszą zmysłowością. W tym odkrywaniu oczekujemy, żeby się objawiła tak naprwdę, żeby wykluła się jak motyl z larwy wypełazjącej z użyźnionej ziemi, żeby za chwilę jedyną ulecieć wysoko, na windzie witrażowych skrzydeł, het do nieba... Oto znów fragment wiersza bez tytułu ( str.49):

 

***

Podążając

wzdłuż cienia

dojrzewam

do światła

 

jeszcze odbicie w lustrze

zatrzyma

kontur chwili

odnajdzie kształt twarzy

(...)

 

Dąży poetka, żeby uwolnić się od cienia, od najmniejszego skrawka szkieletu, od „karawany samotności”- Przeżywa inną bardzo ambitną fata morganę:

 

***

(...)

patrzę

jak zachłannie

otwierają się

ramiona kamienic

lawiną rąk

wtłaczają mnie

do środka

w skrzydła

skamieniałych drzwi

za nimi

już tylko cisza

mojego snu

 

     W całym tomiku aż roi się od dróg ku po - wieka najwspanialszej chwili. Poetka się dziwi swoim celom – to wspaniałe jak poeta – twórca dzisiejszy jeszcze sie dziwi, tak jakby budził się nagle nagi, czasem oszalały, zdziwiony rzeczywistością, która go obejmuje, ale tylko wtedy, gdy budzi się, żeby nie spóźnić się, nie przespać kolejnej mgiełki, żeby być wcześniej niż światło, które, być może ją spali (?) - Świat „obudzonemu nagle” ,mimo wszystko, staje się ciekawszy - osobny i jedyny, awiera zapachy, muzykę, pragnienie.

Zbyszek ikona Kresowaty

 

 

Anna Sołbut: Debiut książkowy poetycki w 1991 roku. Dotychczas opublikowała 6 tmików poetyckich. Drukowała w czasopismach literackich ogólnopolskich i regionalnych. Jest laureatką Nagrody Literackiej m. in. Wiesława Kazaneckiego (1995), Nagrody za najlepszą ksiażkę roku na Międzynarodowym Listoipadzie Poetyckim w Poznaniu pt. „Jak Eurydyka” (1995) . Jej poezje tłumaczono na języki: włoski, litewski, grecki, białoruski, japoński oraz esperanto. Mieszka w Białymstoku.

 

Andrzej Walter

 

Poezja jest tylko snem

„Dwoje na wzgórzu” Tomasza Marka Sobieraja

 

Dwoje na wzgorzuMamy kolejny niesamowity tom poezji. Jeszcze „ciepły”. Jakże edytorsko apetyczny. Jeden z piękniejszych, jakie dane mi było poznać. Do czytania wielokrotnego, do rozsmakowywania się, do delektowania, aż wreszcie do permanentnego odkrywania tych gorących uczuć, głębokich sensów i ukrytych znaczeń. Trzymam w dłoniach arcydziełko Tomasza Marka Sobieraja zatytułowane „Dwoje na wzgórzu”. To właśnie jest ten wymiar poezji, o którym Adam Zagajewski jakże słusznie powiedział: