Książki pod lupą - Ballada o pewnej panience

Ballada o pewnej panience

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Katarzyna Wójcik i Jolanta Zarębska o książce Andrzeja Waltera

 

 

Katarzyna Wójcik

W poszukiwaniu słonych wysp

 

Ciezar wlasciwy Andrzej Walter            Wniknięcie w tajemnicę ciężaru istnienia jednostki osadzonego w ciężarze istnienia ludzkości – tak w kilku słowach można by określić wiersze Andrzeja Waltera z tomiku pod tytułem – nomen omen – Ciężar właściwy. Byłoby to jednak zbyt wielkie uproszczenie, omijające zupełnie jakże ważną w nich kategorię melancholii, tęsknoty do tego, co dla ludzkiej natury pierwotne, prymarne, naturalne – do mitycznych „słonych wysp” wolności. W tym zaginionym, na wpół onirycznym świecie, w którym „kwitną kolędy” i „owocują modlitwy”, człowiek staje przed samym sobą, przed swoim istnieniem, przed którym w przestrzeni rzeczywistej się ukrywa, zakładając na co dzień maski. Słone wyspy to dla podmiotu swoiste tabernakulum, w którym znajduje schronienie przed napastliwością współczesnej cywilizacji.

 

            „Moją obecność uzasadnia / niepewność” – tak podmiot mówiący zaczyna jeden z początkowych w tomiku wierszy. To niepewność końca podróży, wędrówki przez ocean życia, na którym „tratwą ratunkową dla duszy” jest poezja, ocalająca wewnętrzne istnienie przed pyszałkowatością i agresywnością „pawi, / które z lęku przed nicością / rozkładają przed sobą ogony i głośno / skrzeczą dla zmylenia orientacji”. Owe „pawie” to fałszywi prorocy, samozwańczy poeci, wkradający się do ludzkich dusz, sprzedający puste słowa, zagłuszający marzenia i tęsknotę za „nibylandią” – krainą sprzed tysiąca lat, miejscem, z którego wywodzi się człowiek. Niepewność istnienia jest zdeterminowana przez poczucie zagrożenia płynącego z postępowości świata; w nim to – oprócz krzykliwych pawi – ludzkimi duszami próbuje zawładnąć „szajka ciał”, bezimienni obcy, którzy „pukają do naszych miast / martwymi teoriami bezwzględności”, rozwiewają marzenia o szczęśliwych wyspach „bez brzegów, snów i wspomnień”, przynaglając do powrotu do rzeczywistości, skupienia się na tym, co materialne, teraźniejsze. Destrukcyjność cywilizacji prowadzi w istocie do zatracenia się człowieka w bezmyślnym biegu, nieustannym pędzie naprzód. „Człowiek, zagadka pustyni zachłanna na / emocje. Zachłanna na cień. Zachłanna na jutro. […] Człowiek, / mechanizm dozgonny i dzwon, który nie dzwoni”, dla którego rajem stał się kawałek plastiku z czipem, hologram, gwarant zaspokojonej materialnie doczesności. Człowiek współczesny, wyłaniający się z wierszy Andrzeja Waltera, to człowiek zdyszany ciągłą gonitwą, nieczuły i pusty, którego słabość usprawiedliwiona jest przez grzech; krzykliwy i nieumiejący słuchać.

Niepokój i smutek podmiotu dopełnia zaduma nad starymi fotografiami – nieśmiertelnymi świadkami przeszłości, w których zatrzymało się nieistniejące już życie i które są jak spóźnione pożegnanie z kimś bliskim, kto nagle stał się daleki, obcy. „Kadry nie odchodzą. / Blakną tylko, / określając nieokreślone”.

            Poezja Andrzeja Waltera to poezja splinu, melancholii, sięgająca do dalekiej mitycznej przeszłości, wyrażająca niezaspokojoną tęsknotę za harmonią ducha i ciała, przeciwstawiająca czystości istnienia postęp i nowoczesność. W jej słowach pobrzmiewa usilność określenia ciężaru istnienia, dotknięcia innego świata, wymykającego się zmysłom. Tym, co przynosi egzystencjalny spokój jest umiejętność głębokiego wejrzenia w siebie i w swoje życie, odnalezienie własnych „słonych wysp”.

Andrzej Walter, Ciężar właściwy, wyd. Adam Marszałek, Toruń 2017, ISBN 978-83-8019-759-6

 

znaczek

 

Jolanta Zarębska

 

Ciężar właściwy Andrzeja Waltera

 

   Jeden z ciekawszych erotyków, jakie mnie ostatnio spotkały, bo to przecież wiersze spotykają nas, nie odwrotnie, czekał na mnie w książce Andrzeja Waltera pt. Ciężar właściwy. To tomik poezji wydany nakładem Wydawnictwa Adam Marszałek w Toruniu 2017 r, sygnowany numerem ISBN 978-83-8019-759-6. Tytuł uzasadnia się motywem przewodnim zbioru, bowiem w kilku wierszach pojawia się konsekwentnie jako cecha fizyczna nie tylko przedmiotów, ale, co ciekawsze, także wobec abstraktów: uczuć, wrażeń, emocji, potrzeb. O autorze wydawca mówi na plecach okładki:

   Andrzej Walter jest poetą. Stwierdzenie tego faktu umiejscawia go w getcie niezliczonych, podobnych mu, odszczepieńców. Smutny to dziś los być poetą. Andrzej Walter jest też księgowym. Księguje rzeczywistość po stronie strat, księguje słowa po stronie zysków. Robi niezłe zdjęcia, w którym to - jak uważa - rzemiośle niepokojąco się rozwinął. Zrobił kilka ciekawych wystaw, pokazuje te fotografie tu i ówdzie, kocha ich wykonywanie. Próbuje pisać: wiersze, publicystykę... jakoś tam dotykać: własnej wrażliwości, uczuć, potrzeby wyrażenia "inaczej" tego i tamtego... świata. Należy do Związku Literatów Polskich.

 

   Poeta pokolenia czterdziestolatków plus (1969), wszechstronny artysta, jest ponadto współredaktorem E-Tygodnika Literackiego Pisarze.pl. a Ciężar właściwy to już siódmy jego tom poezji. Wiersz, od którego zaczynam ten szkic, to bezpretensjonalne wyznanie miłości, w którym poeta, grafik i juror uznanych konkursów poetyckich (takich jak ten O Złotą Różę), pisze:

 

Kochać Cię to

tęsknić.

Tęsknić, gdy jesteś obok,

tęsknić,

gdy wracasz po chwili,

tęsknić,

nawet

gdy pijesz kawę.

 

(…)

Kochać Cię

to jedyny powód

do życia.

(…)

                                                    (Budzik. s. 37 – 38)

 

   Idąc tropem leitmotivu znajdujemy tu następne wiersze, w których poeta łamie podobne zakazy, jak pisownia wielką literą zaimków zwrotu do adresata, powtórzeń, nadużywających zasadność anafory. Liczy się treść, i tylko treść. Wyznanie wiecznej chłopięcości, przynależność do młodych duchem Piotrusiów Panów, dla których najważniejsza jest miłość i pasja, i bez której ten świat byłby strasznie nudny, a zorganizowany tak racjonalnie, że strach, w świecie osaczonym plastikiem. Kolejny wiersz z ciężarem właściwym, a właściwie pierwszy (bo inicjuje zbiór), to Chłodna metryka:

 

Jest we mnie

bezmiar nowego ciężaru.

To gorycz narodzin

w glinianym bezładzie.

 

Niedostateczny

z bezradności,

mierny z trwania,

ledwie zauważalna

zasada.

 

Moją obecność uzasadnia

niepewność.

 

Kiedy byłem dzieckiem kupiono mi książeczkę.

- Czy umiecie się dziwić? Do dziś nie wiem.

 

Wykluł mnie

wiek krwi

oraz

patos lęku.

 

   Jak bardzo dziś aktualny jest ten tekst, wskazujący odpowiedzialność za kondycję pokolenia! Gliniany bezład, wiek krwi i patos lęku… ledwie zauważalna zasada… bardzo przypomina mi problematykę Oeconomia divina Czesława Miłosza w spuściźnie kulturowej i dorobku poprzednich pokoleń. Owszem, w wymiarze mniej uniwersalnym, ale jednak.

   Najmocniej sygnuje się i leitmotiv i tytuł zbioru w wierszu o tym samym tytule. Wiersz pt. Ciężar właściwy to autoteliczny tekst, stanowiący ważny punkt w rozważaniach na temat sensu poezji, jej przydatności bądź nieprzydatności (bo od dawna wiadomo, że marginalizowana, nawet pogardzana, stanowi w kulturze taką wartość, jak kolor lakieru do paznokci lub deseń krawata poety/poetki). Walter mówi:

 

Zapytano mnie,

ile waży poezja, jakby to było masło albo kilogram sera.

Cóż za pytanie

Na miarę czasów.

 

Kiedyś wydawało się, że to stutonowy walec,

a jednocześnie lekka jak piórko siła

zdolna ruszyć z podstawy,

bryłę istnienia.

Dziś wydaje się, że wiem, iż to obwoźny ogród pawi,

które z lęku przed nicością

rozkładają przed sobą ogony i głośno

skrzeczą dla zmylenia orientacji.

Chyba nie można zważyć poezji. Może warto

jedynie pytać

o jej ciężar właściwy, ale może też żaden wymiar

nie usprawiedliwia jej bytu.

Kiedy poskramia się słowa,

krew ożywa wypływając do mórz i oceanów, gdzie

nic nie wydarza się dwa razy,

a dusza tonie

pozbawiona

 

tratwy ratunkowej.

                                                                         (Ciężar właściwy, s. 10.)

 

 

   Bo poezja jest tratwą ratunkową, swoistym azylem, do czego dość niechętnie, a przynajmniej dość opieszale przyznaje się kultura konsumpcyjna, komercyjna, zniżająca loty do realistycznej prozy życia. Na uwagę zasługuje tu lekko przetworzony cytat z Szymborskiej:

 

nic nie wydarza się dwa razy,

 

Jednak w nowym kontekście, w nowej konfiguracji elementów przestrzeni lirycznej. Ileż znamy wierszy o wartości, przydatności i wadze poezji? Mnóstwo. I nadal się uganiamy za rozumieniem istoty liryki. Ale przecież jest podobnie z pojmowaniem sensu kultury w ogóle. Teoria tratwy ratunkowej wydaje się być zupełnie dobra, uzasadniona. Tylko że poeci nie idą do nieba. Nie dostali zaproszeń. (wiersz Miraż, s. 71.)

 

Młodzi poeci rozmawiają z księżycem,

mówią do stokrotek, krzyczą na gwiazdy,

kradną Bogu sny.

 

Starzy poeci

Tylko wysłuchują księżyca (…)

                                                      (Rozmowy o niczym, s. 72. – 73.)

 

   Gdyby się wydawało, że rutyna dosięga tylko takich profesji jak lekarz, nauczyciel czy księgowy, z wątpliwą przyjemnością dowiadujemy się, że także – poetów. To, rzecz jasna, żart, bowiem Walter w tym wierszu mówi o roli doświadczenia i dojrzałości. Wbrew Odzie do młodości wskazuje ją, skłaniając się ku tezie, że raczej Ogólniki Norwida i Liryki lozańskie Mickiewicza, niż juwenilia młodych wkurzonych. Oczywiście nie chcę generalizować, bo obok motywu ciężaru właściwego zaraz pojawia się inny stały motyw tego zbioru, mianowicie Nibylandia, z tym, że jednak znowu rozumiana i interpretowana de novo.

   Wracając jednak do motywu ciężaru właściwego: Odnajdziemy go w jeszcze innych tekstach. Zawsze jednak będzie się odnosił do metaforycznie ujmowanych cech nie-fizycznych, wartościując je i wskazując: właściwe, to te ważne i wartościowe humanitarnie. Oba te motywy spotykają się ze sobą i splatają w wierszu List dla J ze str. 85 – 86:

 

(…)

Nauczyłem się na pamięć wszystkich

niewysłanych słów

i niezaklejonych marzeń.

Znaczki wyblakły

od pragnień.

(…)

 

Nibylandia mieszka ze mną,

Jej ciężar

jest właściwy.

Zna dwa słowa –

Kocham Cię.

 

   Poeta posługuje się równie chętnie motywem wyspy, łącząc go z symbolem zastępczego świata, świata alternatywnego, oddzielającego plastikowy erzatz realnego i realistycznego bytowania w świecie bezwzględnego biznesu od życia w romantycznych/ sentymentalnych chmurach, które także dość często ukazują się tu jako desygnat poszukiwania ideału. Niewłaściwy ciężar ludzkich doznań, negatywnych wrażeń w konsumowaniu (dosłownie) dóbr tego świata, odczytujemy w ostatnim wierszu zbioru: pt. Oczy, w którym autor symbolicznie mierzy się z konsumpcjonizmem epoki, szacunkiem wobec zwierząt, nawet najbardziej ukochanych koni:

 

(…)

Ich ciężar

jest nad wyraz – niewłaściwy.

Właściwie nawet my

odkryliśmy ten zaginiony świat, w którym

smutnieją konie, bo uznano je

za nieużyteczne, a znacie przecież los koni,

które ślepną albo kuleją.

(…)

 

 

   W tym tomie warto zwrócić uwagę także na głos pokolenia, z którym to autor rozprawia się w wierszu Nasza klasa (s. 18.) oraz Milenium spleen, (s. 24 – 25) wskazując na zmarnowany potencjał i rozczarowanie okresem przemian, transformacji ekonomicznej i politycznej. Na przesłanie dla potomnych, odpowiedzialność przodków wobec kreacji świata, pożytecznego dla rozwoju potomków, by chronić w nich wrażliwość, co w tej sferze Walter czyni nadrzędnym celem, wręcz obowiązkiem:

 

Przedwieczność

 

Trzeba ocalić naiwność. Ratować dzieci spod kół rozpędzonych

ciężarówek i nasycać sobą trakty, gdzie dobrze się bawią

poławiacze rzeczywistości. Ratować sny przed marą

i cieniem oraz kluczyć w labiryntach mutacji masowych

złudzeń.

Trzeba być.

Aby żyć.

Być Lestrygonem i Cyklopem, i gniewnym Posejdonem, i owieczką

prowadzoną do krematoriów i mieć Itakę,

namiastkę przypływu. Słowo „nigdy”

oprawić w ramki

i powiesić obok krzyża.

I patrzeć jak dziecko

nazywa wszechświat

drogą

i ścieżką w nieznane,

a potem być Ikarem, który nigdy

nie spadnie.

(…)

                                                     (Przedwieczność, s. 41.)

   O miłości i powinności, rozczarowaniu i nadziei, marzeniu i niemożności, mówi się tu prostym językiem. Rozgrywa się stałe motywy, stare, jak historia kultury, z dystansem i umiarem w ocenie. Z perspektywy świadka i uczestnika wydarzeń podmiot liryczny wierszy Andrzeja Waltera upatruje constans w świecie różnych zawirowań w miłości, traktowanej jako punkt widzenia i odniesienia wobec innych, ważnych problemów życia.

 

(…)

Kiedy na nie patrzę,

Lecę pod niebo –

do radości, nadziei,

do ciebie. (…)

 

Chmury na szczęście

Są bardzo dyskretne,

nieskończone i majestatyczne

 

i nieustannie

 

pozwalają wierzyć

w człowieka…

                                 (Na koniec o chmurach, s. 92 – 93)

 

   Okładkę zbioru pięknie oprawia symboliczna fotografia maszynki perpetuum mobile autorstwa Andrzeja Waltera, zbiór zredagował Szymon Gumenik, a motto stanowi wiersz Anny Kajtochowej, zmarłej w marcu 2011 roku poetki z Krakowa. Czy wobec powyższej treści szkicu polecam lekturę Ciężaru właściwego? Polecam.

……………………………………………………………………………………………………………………

Jolanta Zarębska, filolog po Uniwersytecie Wrocławskim, recenzentka i poetka Portalu Pisarskiego, absolwentka Reżyserii Teatru Dzieci i Młodzieży w PWST we Wrocławiu. Wydała w oficynie Miniatura tom wierszy pt. Śpiewam i milczę (2012), jej wiersze znalazły się w kilku antologiach, ostatnio w Antologii Poetów Polskich 2016. W Wirtajkach Portalu Pisarskiego opublikowała kilkanaście tekstów dla dzieci.

 

 

 

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Spacerniak. Lubelski spacerniak

spacerniakWedług Słownika Języka Polskiego „spacerniak” to „dziedziniec więzienny, przeznaczony do spacerów więźniów”. Ale przecież – choć książka Nowaka w dużej części poświęcona jest pracy, która często skutkowała aresztem – jej autor „rozkoszy” więziennych wędrówek nie zakosztował. Więc skąd ten tytuł? Tym spacerniakiem stał się Lublin, miasto w którym żyje od kilkudziesięciu lat, po którym spaceruje, zagląda w znajome miejsca, odwiedza ludzi, którzy przenoszą pamięć o tym, co było? A może jednak „spacerniak” jakoś mu się kojarzy z podziemną robotą, ryzykiem, przesłuchaniami, drukarzami, agentami, Służbą Bezpieczeństwa?

 

 

 

rekomendacje spp 02 2 18

 

 

Wacław Holewiński

Szesnaście historii prawdziwie zmyślonych

miasto niebieskich tramwajowHenryk Waniek ostatnio wydaje sporo książek. Nie wszystkie mi się podobają (a mam do Henryka stosunek specjalny, to u nas, w podziemnym Przedświcie, debiutował „Dziadami berlińskimi”), ale „Miasto niebieskich tramwajów” to książka więcej niż dobra.

W tomie, na który składa się szesnaście opowiadań, mamy to, co ludziom w pewnym wieku (do których sam się już zaliczam) przypaść do gustu musi na pewno: wspomnienie młodości.

 

Arkadiusz Frania

 

Wiersze prawie bez słów

 

jeszczeKim jest Jerzy Hajduga? Księdzem, poetą lub raczej księdzem-poetą. I coraz bardziej awangardzistą, eksperymentatorem. Bez wątpienia też maksymalnym minimalistą, bo powiedzieć, że Jerzy Hajduga używa małej liczby słów, to nic nie powiedzieć. Nie tyle używa najmniej słów, ile mniej niż najmniej albo nieraz prawie w ogóle, do czego przyznaje się sam, najpierw z niejaką nieśmiałością w Cała tam reszta: „są poeci bez słów ba / wśród nich może ja” (s. 9), a później w Ktoś żegna już bez ogródek, dostrzegając przy okazji walory małomówności: „moje wiersze bez słów / coraz więcej mają / do powiedzenia” (s. 33). Najnowszy tomik jeszcze, z którego pochodzą dwa powyższe cytaty, zawiera 40 liryków-oddechów, -muśnięć, -dotknięć wszechświata unerwionym koniuszkiem palca. Tych wierszy nie sposób czytać, trzeba je w sobie rozdzwonić. Gdy zakiełkują w wyobraźni, otworzą się przejścia między rzeczywistościami rozdzielonymi dotąd ścianami przyzwyczajeń. Na autorskim blogu poety możemy przeczytać taką reklamę zbiorku: „W nowym tomie Jerzy Hajduga nie zmienia swojej poetyki, nie dokonuje rewolty. Może tylko zwiększa się kondensacja wiersza, jego zagęszczenie, stężenie frazy, półsłówek” (http://jerzyhajduga.pl/jeszcze-nowy-tom-wierszy-jerzego-hajdugi/#more-1661 – dostęp 15 stycznia 2018 roku). Ta rebelia poetycka Jerzego Hajdugi trwa jednak od jego debiutu, będąc stałym czynnikiem osobowości. Omawiana liryka opiera swoją siłę na angażowaniu czytelnika, którego zadaniem jest odnalezienie w sobie rzuconych na kartkę papieru przeczuć, gdyż fabuła liryczna częściej znika, niż pojawia się i objawia wprost.

 

Kazimierz Sopuch

 

Poeta Stanisław Misakowski OSKARŻA.

 

wfd  Ukazała się w wydawnictwie Adam Marszałek niesamowita książka Stanisława Misakowskiego WFD czyli człowiek, który sam nie wie, kim jest. Książka – pogrobowiec, bo Autor już od 21 lat  leży pochowany w polskiej ziemi w Żyrardowie, a jego wspomnienia pojawiają się wśród nas, powołane do życia przez syna Wiktora Misakowskiego, Irenę Knapik – Machnowską i Andreja Bazylewskiego, którzy ją redagowali jako konsultanci i czuwali, by książka ukazała się w druku.

Książki pod lupą - Ali i Nino

Ali i Nino

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Zdzisław Antolski - Dziennik recenzenta (4)

 

OGRÓD UCZUĆ

obok okladkaTwórczość poetycka Janusza Cygana wyrasta z cierpienia, ale jego wiersze pokazują heroiczną postawę człowieka, który mimo inwalidztwa i związanych z nim ograniczeń, nie utracił nadziei. Nie poddał się zniechęceniu i depresji, ale wszystkimi zmysłami chłonie świat przyrody, zachwyca się jego pięknem i stara się oddać je w swojej twórczości poetyckiej. Te światy, własnych przeżyć, doznań przyrody, w przedziwny sposób się splatają się  w jego wierszach, dlatego poeta ma pełne prawo napisać w utworze „do weny”: „poezji przygarbioną łodygą – jestem”. Ten piękny wers dobrze oddaje charakter jego twórczości.