Stanisław Rogala

 

PRZYPOMNIEĆ PIERWSZE DOŚWIADCZENIA

 

kartkowka grabowski            Kartkówka, to, jak pamiętamy z czasów szkolnych, sprawdzian z określonej wiedzy. Takim sprawdzianem wiedzy, ale i postaw, czy umiejętności właściwego zachowania się nierzadko w trudnych sytuacjach, dla bohaterów nowego zbioru opowiadań Stanisława Grabowskiego – Kartkówka – jest wchodzenie w dorosłość. To młodzi bohaterowie, dopiero doświadczający życia, jak w opowiadaniu  otwierającym tom pt. Miły wieczór w spalonkach, „kwalifikujący się głównie do szkoły podstawowej”, ale niejednokrotnie stawiani już wobec trudnych wyborów. Czytamy: „Ich największy pech – nie zdążyli na wojnę, nie wzięli w niej czynnego udziału (...) Niemcy strzelali do nich (rodziców, starszego rodzeństwa, czy krewnych), by ich zabić, by zniszczyć nielegalną organizację zbrojną lub polityczną (…). A oni dwunasto-czternastolatkowie z tej wojny, co ogarnęła pół świata, niczego nie uszczknęli. Stąd brały się ich frustracja i agresja”. I narrator przypomina historię „bitwy” między chłopakami w małym mieście, w 1951 roku, będącą dla nich rodzajem „rekompensaty” za „niewojenny” czas. Z atmosfery dziecięcego snu jej pięcioletniego świadka, przypadkowo zaplątanego w krwawy incydent, pozostał wielki strach przed „wspólną dzieciom wojny zapiekłą i irracjonalną nienawiścią” przypominany także w innych utworach Kartkówki (w podtytule zbioru autor zaznaczył, że są to: „opowiadania i wspomnienia”).

Andrzej Walter

 

Męski świat

 

czym jest czlowiek szalay   To jedna z najgłośniejszych ostatnio książek na świecie. Recenzje pojawiły się w szerokiej rozpiętości intelektualnej od Los Angeles Review of Books po naszą siermiężno-zaściankową lewacką Politykę oraz niektóre portale z ambicjami. Książka została finalistą Nagrody Bookera, a niedawno ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa WAB. Czy warto po nią sięgnąć?... Już odpowiadam: - po stokroć tak.

 

 

 

 

rekomendacje spp 30 3 18

 

 

Wacław Holewiński

„Najciekawszy głos współczesnej prozy kolumbijskiej”…

Trudne swiatloWydawca twierdzi, że to „Najciekawszy głos współczesnej prozy kolumbijskiej”… Domyślam się, że większość z państwa świetnie zna współczesną prozę kolumbijską i jest w stanie docenić ten „najciekawszy głos”… Żartuję sobie, a nie powinienem…

Gdyby książka kolumbijskiego pisarza Tomása Gonzáleza (rok urodzenia 1950) ukazała się w Polsce w latach siedemdziesiątych, podczas prawdziwego boomu na literaturę iberoamerykańska, prawdopodobnie biłaby rekordy popularności, a czytelnicy cmokali z zachwytu. Niestety, napisał ją dopiero w roku 2011, jestem przekonany, że niewielu ją dostrzeże, a szkoda. Bo to świetnie napisana, mała powieść (niech nikogo nie zmyli te dwieście stron, duża interlinia, sztucznie nadmuchana objętość).

O czym jest ta książka? O samotnym, starym malarzu, który traci wzrok. Więc już tylko pisze. Niezgrabnie, dużymi literami…

Nie, to powieść o jego dorosłym synu, jednym z trzech, który przeżył wypadek samochodowy, ale utracił czucie w dolnej części ciała i straszliwie cierpi. Fizycznie cierpi.

Albo o śmierci. Tak, może o śmierci. Tej, która była, którą wybrał syn, a zaakceptowali najbliżsi, rodzice, bracia i tej, która nieuchronnie nadchodzi. To ona przeważa, przykrywa inne wątki, nawet gdy nie ma jej na pierwszym planie – dominuje.

A może o relacjach w małżeństwie, o przyjaźni, o mieszkaniu w Nowym Jorku i Medelin?

Czyta się szybko, dwie, trzy godziny. Zapamiętuje na dłużej. To chyba dobra rekomendacja. I dla pisarza, i dla czytelnika.

 

Tomás González – Trudne światło, przekład Marta Szafrańska-Brandt, Znak, Kraków 2018, str. 206.

 

znaczek

 

 

Małgorzata Karolina Piekarska

Laboratorium trwa

laboratorium frajlichSą książki, które czyta się jednym tchem i takie, które smakuje powoli. „Laboratorium" Anny Frajlich należy do tych drugich. Opowiadania zawarte w książce wydanej w 2011 roku, a ostatnio wznowionej są historiami o jakimś detalu z codzienności autorki. Są tu opowieści o dzieciństwie, latach młodości, ale też i życiu emigranta, bo Frajlich wyjechała z Polski po marcu 1968 roku. Nic tu nie jest przegadane. Wszystko przemyślane i niesłychanie oszczędnie, ale ze smakiem opowiedziane. Są historie z czasów spędzonych w Szczecinie, ale też jest tu Lwów i Nowy Jork, bo to w tych miastach można spotkać miłość, to w nich był lub jest dom, rodzina i praca, to są miejsca, które się straciło i za którymi się tęskni. Tu śmiech przeplata się z płaczem i nostalgicznym westchnieniem za przeszłością.

Jest tu autoironia, zabawa słowem, metafora i liryka, choć to przecież proza, ale cóż... autorką jest poetka. Może dlatego w tak niezwykły sposób „Laboratorium" zaciera granice między prozą a poezją choć nie staje się prozą poetycką. To raczej poetyckie opisanie prozaicznych spraw, które wprawdzie łatwo zbanalizować, ale Frajlich udało się opisać zwykłe rzeczy w sposób tak niezwykły i to bez popadania w banał czy patos.

Czyż to wszystko nie wyjaśnia czemu w czasach, gdy książka żyje kilka miesięcy jej „Laboratorium" wydane 7 lat temu doczekało się wznowienia? Tematy, które porusza Frajlich nie starzeją się, a forma którą wybrała autorka nadal zachwyca.

Małgorzata Karolina Piekarska

 

Anna Frajlich „Laboratorium", wydawnictwo Forma 2011, 2018

 

 

 

 

 

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Utkać opowieść ze słuchu

CzeresnieMariola Kruszewska nie należy do pisarzy znanych. Nawet w internecie trudno o niej znaleźć informacje. Ale to przecież nie znaczy, że jest autorką niedojrzałą, nieciekawą, banalną. Wręcz odwrotnie! To pisarka pełną gębą, wyrazista, odważna, jednoznaczna w sądach. I nagradzana! Więc jednak ktoś ją zauważył. A jeżeli tym kimś był Tomasz Burek nagradzający Kruszewską Orfeuszem Mazurskim za tomik poetycki „Wczoraj czyli dziś”, to… a cóż ja będę gadał. Tomek, jak mało kto, potrafił wyłuskiwać talenty, mówić o nich, także promować. A „Czereśnie” dostały Nagrodę Literacką Miasta Gdańska imienia Bolesława Faca.

 

 

 

Ewa Maria Serafin

 

Literackie o-błędy...

O tomie wywiadów „Bezradność wobec istnienia” Wiesława Łuki            

 

bezradnosc luka            Wracałam kiedyś ze spaceru do domu. Myśli swobodnie pląsały - raczej wokół spraw codziennych, gdy znienacka,  kilka kroków przede mną, z gwałtownym łopotem skrzydeł opadła na chodnik szaro czarna wrona. Triumfalnie zademonstrowała zdobycz, wysoko unosząc w rozdziawionym dziobie duży orzech włoski i zezując sprytnymi ślepiami na ów dowód swojej zaradności. Poczułam podziw dla jej przenikliwości i wiedzy – i zadałam sobie pytanie - Skąd może wiedzieć ptak, który nie wszystkim się podoba, bo wydaje się złowróżbny - że skorupa nie jest pusta, a zawiera w sobie wartość, owo życiodajne i oleiste ziarno?

 

 

 

Recenzja teatralna

Tomasz Miłkowski - Męczennica wyznaje

 

milkowski tomasz

To była jedna z najsłynniejszych mistyfikacji. Matka Makryna Mieczysławska (właściwie Irena Wińczowa, 1784-1869), domniemana ksieni klasztoru bazylianek w Mińsku, okazała się oszustką, która wprowadziła w błąd całe roje polskich patriotów i prominentnych dostojników Kościoła katolickiego z papieżem włącznie, złaknionych nowej legendy. Kiedy na horyzoncie pojawiła się kandydatka na świętą męczennicę, dręczona przez siepaczy moskiewskich, w dodatku spod znaku prawosławnej cerkwi, którzy usiłowali zmusić ją do odstąpienia od unickiej wiary, lgnęli od niej jak muchy. I to nie byle kto: sam Juliusz Słowacki, Cyprian Norwid, a przede wszystkim księża Zmartwychwstańcy.

 

 

 

Książki pod lupą - Światła małego miasta

swiatla malego miasta

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Andrzej Wołosewicz

 

Wiersz i modlitwa. Wielki modlitewnik na Wielki Post

(o „Modlitewniku poetyckim” Jana Sochonia)

 

AWPrzyzwyczailiśmy się do różnych wyborów, antologii i tak dalej. Nawet ja, stary rep, stroniący od uczestnictwa w wydaniach zbiorowych, na które nie mam wpływu (chodzi o towarzystwo, które nie zawsze musi nam odpowiadać) uczę się (i przyzwyczajam!) i to od kogo – od młodych. Oto Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz uargumentowała że rozpoznania rynku poetyckiego dokonuje się najczęściej poczynając od wszelkiego rodzaju antologii a nie od przeglądu tomików, bo te właściwie są nie do ogarnięcia i dlatego warto w antologiach być. Ten argument mnie przekonuje, co nie znaczy, że usuwa wątpliwości i że już pędzę gdzieś zaistnieć.