Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami. Podsumowanie roku

 

mebluje-glowe

 

 

Podsumowanie. Moje osobiste wyróżnienia i rózgi

Kolejny rok za nami. Więc, jak co roku, czas na podsumowanie moich ubiegłorocznych lektur. Wszystkie, z wyjątkiem jednej, to książki nowe, z roku 2017. Ze zdziwieniem zobaczyłem, że mam więcej niż dziesięć książek wartych zauważenia, odnotowania, polecenia. Więc był to dobry rok! Co ważniejsze, było sporo wartościowych książek polskich autorów! A to dla mnie szczególnie ważne. Nie będę ukrywał, że przykładam do tych pozycji (także w kontekście „jurorowania” w Nagrodzie imienia Józefa Mackiewicza) szczególną wagę.

Było też, oczywiście, sporo marnych książek, które kazały mi szeroko otwierać oczy, że przychodzi do głowy wydawcom, aby opublikować coś takiego.

Ten ranking jest oczywiście subiektywny, nie przeczytałem wielu wartych tego książek (czasami za to czytałem te, których czytać nie warto). Ale jeśli nie znacie Państwo tych, które polecam – skonfrontujcie je, proszę, z moim czytelniczym gustem.

 

Książki najlepsze:

 

1. Piotr Zaremba – Zgliszcza, Zysk i S-ka, Poznań 2017, str. 877.

Czytając „Zgliszcza” zastanawiałem się dla kogo to książka, jaki jest jej „target”. Czy tylko dla takich pasjonatów historii jak ja – bo przecież nie dla czytelnika, który zupełnie nie ma pojęcia o historii – dla których dziesiątki, setki nazwisk nie są tylko magmowym, nic niemówiącym zapisem, dla których na przykład nazwisko Ściborek albo Augustyński to konkretna postać, a nie zmyślony bohater? A może jednak nie, może miłość do historii trzeba zaszczepiać właśnie powieściami, w których dobro i zło są tak silnie artykułowane jak w powieści Zaremby?

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13052-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-10.html

 

2. Marian Sworzeń – Czarna ikona. Biełomor. Kanał Białomorski. Dzieje. Ludzie. Słowa, SiC!, Warszawa 2017, str. 674 + 32 strony ilustracji zdjęciowych.

Ciemnych. Czystej hańby. Wciąż i wciąż przychodzi mi do głowy, czy jest cena za którą można kupić każdego? Cena życia, tortur, Chevroleta, daczy? A może strachu tak wielkiego, że nie sposób go opisać?

Sworzeń stworzył portret pisarza sowieckiego. Leksykon obowiązkowy dla każdego, kto chce ze zrozumieniem pochylić się nad tamtym czasem. Nie szuka usprawiedliwień, te podawano nam na tacy przez kilkadziesiąt lat. Wystarczy!

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13889-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-28.html?highlight=WyJtYXJpYW4iLCJzd29yemVcdTAxNDQiLCJtYXJpYW4gc3dvcnplXHUwMTQ0Il0=

 

3. Zbigniew Jerzy Adamczyk – Manipulacje i tajemnice. Zagadki późnej biografii Stefana Żeromskiego, Czytelnik, Warszawa 2017, str. 247.

Przemilczane fakty, zdarzenia, podróże, rozliczenia finansowe. Te dziewięćdziesiąt dwa lata od śmierci Żeromskiego przeorały nasze poglądy na to, co dopuszczalne, oczywiste, nie budzące zdziwienia. A jednak spiż, pomnik miał pozostać spiżem, „narodowym dobrem”. Czy więc edytor listów Żeromskiego zburzył ten obraz?

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13811-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-27.html

 

4. Peter Singer – Ponad czasem. Mój dziad i tragedia żydowskiego Wiednia, przekład Elżbieta de Lazari, Sedno Wydawnictwo Akademickie, Warszawa 2017, str. 342.

Peter Singer dał swemu dziełu podtytuł „Mój dziad i tragedia żydowskiego Wiednia”. W ten sposób już na wstępie zasygnalizował, że to relacja rodzinna. I tak właśnie jest. Na podstawie zachowanych listów, dokumentów, zapisów – także urzędowych – przekazów swoich bliskich, spróbował zrekonstruować dzieje swego przodka, Dawida Oppenheima (a przy okazji także babki, Amalii).

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13332-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-20.html

 

5. Wiesław Helak – Nad Zbruczem, SWH, Warszawa 2017, str. 292.

Helak jest wybitnym, nie waham się użyć tego słowa, pisarzem. Kompletnie osobnym, idącym własna ścieżką, najczęściej wbrew temu co modne, co mogłoby go wynieść na piedestał. Jeśli miałbym mu szukać literackich antenatów, to przychodzi mi na myśl tylko jeden: Florian Czarnyszewicz, ten od „Nadberezyńców”, odkryty dla polskiej literatury ledwie kilka, kilkanaście lat temu. Jak tamten opisuje świat, którego już nie ma, który przepadł w odmętach historii i, co gorsza, już nie wróci.

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13578-wac%C5%82aw-holewi%C5%84ski-mebluj%C4%99-g%C5%82ow%C4%99-ksi%C4%85%C5%BCkami.html

 

6. Wiktor Jerofiejew – Ciało, przekład Michał B. Jagiełło, Czytelnik, Warszawa 2017, str. 298.

Jerofiejew gra seksem, czasem przekracza cienką granicę z napisem „tylko dla dorosłych”, o włos mija się z wulgarnością, kpi, ironia wylewa się, parzy, przymusza do przyjęcia tych fantazji za rzeczywistość. Kto nie polubi jego spojrzenia, ten kiep, znaczy został gdzieś w tyle – bo przecież cielesne tabu przestało istnieć pół wieku temu. Więc robi sobie autor „Ciała” żarty z ciała, jaja z „jaj”, z małżeńskich relacji, z wyjazdowych męsko-damskich zawijasów.

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/12902-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-6.html?highlight=WyJ3aWt0b3IiLCJqZXJvZmllamV3Iiwid2lrdG9yIGplcm9maWVqZXciXQ==

 

7. Jacek Matecki – Dramat numer trzy, Trzecia Strona, Warszawa 2017, str. 288.

Wpadł na trochę szalony pomysł: napisał do jedenastu prowincjonalnych teatrów rosyjskich z prośba o przyjęcie go… na rezydenturę. Chciał pobyć, poznać ludzi, ich pracę, zaangażowanie, patrzenie na teatr, a może szerzej – sztukę. Nikt mu nie odpowiedział, więc znalazł adres kolejnego, dwa i pół tysiąca kilometrów od Polski, wysłał… i stał się cud. Napisali: przyjeżdżaj. No to pojechał!

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13167-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-14.html?highlight=WyJqYWNlayIsIm1hdGVja2kiLCJqYWNlayBtYXRlY2tpIl0=

 

8. Krzysztof Ćwikliński – Musisz mnie wysłuchać, Wydawnictwo Test, Lublin 2016, str. 122.

Ćwikliński ma wielki talent narracyjny. Równie wielki w wyszukiwaniu tematów. Niepokojących, nieprzystających do schematów, w które popadamy. Nie ma w tych słuchowiskach wzorów, prostych odpowiedzi, wypracowań na zadany temat. Autor „Musisz mnie wysłuchać” ma „radiowe ucho”, mówi, ale nie dociska, odpala pocisk, ale pozwala mu swobodnie lecieć, otwiera kolejne możliwości, ale tych wcześniejszych nie wyklucza.

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/12818-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-4.html?highlight=WyJrcnp5c3p0b2YiLCJcdTAxMDd3aWtsaVx1MDE0NHNraSIsImtyenlzenRvZiBcdTAxMDd3aWtsaVx1MDE0NHNraSJd

 

9. Waldemar Żyszkiewicz – Krótki bilans Polski tranzytowej, Prohibita, Warszawa 2017, str. 559.

Czytałem tę książkę czasami z irytacją          , czasami z otwartymi szeroko oczyma, ale kiedy skończyłem, zacząłem się zastanawiać, wracać do niektórych tekstów, widzieć szerzej, powtarzać niektóre frazy. Tak, to książka o nas, naszej rzeczywistości, naszych zaniedbaniach, zgodzie na bylejakość, o „odpuszczaniu” tego, co powinno być priorytetem i koncentrowaniu się na rzeczach błahych, o nierozliczeniu przeszłości i utracie szans, które zesłała nam historia.

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13300-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-19.html

 

10. ex aequo Petr Šabach – Dowód osobisty, przekład Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera, Wrocław 2017, str. 213.

Šabach jest pięć lat starszy ode mnie, rocznik 1951, może dlatego, dzięki tej bliskości pokoleniowej, tak bardzo przypadła mi do gustu ta książka? Bo wszystko o czym pisze, a bez wątpienia jest to opowieść oparta o jego własny życiorys, jest dla mnie zrozumiałe, częściowo przeżyte.

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13186-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-15.html?highlight=WyJwZXRyIiwic2FiYWNoIiwicGV0ciBzYWJhY2giXQ==

 

11. ex aequo Artur Nowaczewski – Hostel Nomadów, Iskry 2017, str. 303.

Zapewne niewielu powtórzy bułgarskie wyprawy Nowaczewskiego. Jesteśmy na to za wygodni, urok spania w namiocie, a tym bardzie pod gołym niebem, gdzieś poza nawigacją i działaniem komórki może imponować, ale… to dowodzi wyłącznie tego, jak mało chcemy wiedzieć, jak obca jest nam potrzeba wejścia głębiej, dotknięcia, poznania.

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13556-rekomendacje-ksiazkowe-z-biesiady-literackiej-spp-7.html?highlight=WyJhcnR1ciIsIm5vd2FjemV3c2tpIiwiYXJ0dXIgbm93YWN6ZXdza2kiXQ==

 

 

Kolejna kategoria – nadzieja – wart zapamiętania:

 

            Paweł Sołtys – Mikrotyki, Czarne, Wołowiec 2017, str. 144.

Sołtys ma swoich bohaterów. Brzydką fryzjerkę, profesora Kruka z tomem Iwaszkiewicza, Witolda, który na przerwie czytał katechizm Cerkwi prawosławnej, wujka, który siedział w pokoju przez trzydzieści lat, Andrzeja, który nie pił już pięć lat i Lenę, która… Ale to nie wszystko. Sołtys chodzi po mieście, zaludniające jego opowiadania postaci palą listy umarłych, opowiada o papierosach, o warszawskiej „Patelni”. Niby nic, każdy to widzi, każdy ma takie momenty w życiu. Sztuką, ogromną sztuką, jest ich nie przeoczyć, zauważyć, umieć oddać chwilę.

http://www.pisarze.pl/index.php/recenzje/13916-rekomendacje-ksiazkowe-z-biesiady-literackiej-spp-8.html

 

Kategoria, której nie lubię: książki najgorsze:

 

1. Anna Laura Rucińska – Zagubieni w Paryżu, Marginesy, Warszawa 2017, str. 232.

Po trzydziestu stronach zacząłem głęboko oddychać…

Z jakąś masochistyczną frajdą brnąłem przez kolejne. I zastanawiałem się kto tu oszalał? Autorka, która po prostu nie umie pisać? Wydawca, który z tylko sobie wiadomych powodów postanowił wydrukować książkę debiutantce (rocznik 1958)…?

Brnąłem… Banał gonił banał, rozmowy infantylnych kobiet najpierw śmieszyły, później kazały mi szeroko otwierać oczy: to tak można? Tak rozmawiają kobiety? Cholera, przecież autorka to prawie moja rówieśnica, a jako żywo nigdy nie słyszałem takich dialogów.

http://pisarze.pl/index.php/recenzje/13069-waclaw-holewinski-mebluje-glowe-ksiazkami-11.html

 

2. Jakub Banasiak – 15 stuleci. Rozmowa z Wilhelmem Sasnalem, Czarne, Wołowiec 2017, str. 192.

Tej książki nie recenzowałem. Wilhelm Sasnal jest uznanym artystą. Problem w tym, że artystą można być i nie mieć nic do powiedzenia. W tym wypadku jest znacznie gorzej: Sasnal niestety mówi…

 

3. Max Frisch – Z dziennika berlińskiego, przełożyła Małgorzata Łukasiewicz Czarne, Wołowiec 2017, str. 224.

Tej książki też nie recenzowałem. Rozczarowanie pełną gębą. Jedyny powód, aby wydać tę książkę – nazwisko pisarza.

 

 

 

Książki pod lupą - Atlas lądów niebyłych

atlas ladow

Click to download in MP3 format (9.16MB)

 

Andrzej Wołosewicz

 

Księga podróży Małgorzaty Bocheńskiej

 

ruchomy swiat            Małgorzata Bocheńska zaczyna swoją książkę chyba najlepiej jak można, bo wykładając credo, że dla niej książki mają duszę. Nie wiem jeszcze o czym jest jej książka, ale nabieram czytelniczego respektu, obcowanie z książką w tak zarysowanej sytuacji nie może być czymś ot takim sobie. Zobaczymy.

            Idę dalej i od razu jestem wrzucony na głęboką wodę, gdy obok przywołanego już przesłania autorka umieszcza to od prof. J. M. Bocheńskiego: „na poziomie duchowym, zmuszeni jesteśmy do przemyślenia na nowo podstawowych dziedzin naszego życia, a więc religii, filozofii, sztuki. Teraz, kiedy możemy stwierdzić, że przyszłość nie należy jedynie do nauki, kiedy ludzkość przymiera głodem, kiedy cywilizacje są zgniłe, ludzie nie wierzą w prawdę, szerzy się sceptycyzm i relatywizm, nadchodzi czas dla myślenia i proroków. Oni wskażą kierunek duchowy epoki. Idź ich tropem.” I jakby tego było mało wcześniej czytamy wyznanie: „Czytam „Dziennik snów” Swedenborga. Idee – jak wiadomo – lubią pozostawać niezrealizowane, ale bez nich nie byłoby niczego, w co mogłabym wierzyć. Moją ideą była i jest Księga. Nie ta umykająca naszemu poznaniu, ezoteryczna Kronika Akaśa. Za mała jestem na takie marzenia. Moja idea to artefact, pięknie zdobiony wolumin. Kilkaset białych kart, które – mam nadzieję – zostaną zapisane przesłaniami na Trzecie Tysiąclecie.”

 

Michał Piętniewicz


Ciemna maska czystego wiersza.
O tomie poezji Zdzisława Antolskiego, „Dzidziuś”.

 


Piętniewicz     Antolski wydał książkę o sobie, lecz nie jest łatwo pisać o sobie w tak bardzo zajmujący sposób, jak to uczynił pisarz z Ponidzia.
Książkę ciemną, dobrą, do bólu prawdziwą, niezmiernie osobistą.
Tylko co zrobić z czymś takim?
Mówię o jego książce pt. „Dzidziuś”.
Takich książek się po prostu nie recenzuje.
One są do bólu wprost, świetnie napisane, ciemne, bardzo ciemne.
Znaczy literacko są świetne, ale po co o nich pisać?
Niech będą jak te perełki na wielkim morzu badziewia.
Niech lśnią swoim ciemnym blaskiem.
Dzieciństwa, młodości, żalu do matki, do ojca.
Niech lśnią.

 

Wiesław Łuka opowiada o dwóch wielkich dziennikarkach opisanych przez reportera, Remigiusza Grzelę

 

podwojne zycie reporterkiHistoria uczy, że historia niczego nie uczy – paradoksalna sentencja  na plakacie promującym książkę  Remigiusza Grzeli Podwójne życie reporterki – Fallaci. Torańska*

 Reporterska opowieść o dziennikarkach uprawiających reportaż jako gatunek  literatury faktu, ale zapamiętanych głównie dzięki autorstwu  historycznych wywiadów. Włoszka rozmawiała ze znaczącymi postaciami Europy i pozostałych kontynentów, a Polka Torańska z równie znaczącymi z naszego kraju. Obie zostawiły ślady nie do zatarcia w historii dziennikarstwa  ostatnich dekad przeszłego wieku i  pierwszych obecnego. To chyba podsunęło Grzeli pomysł opowiedzenia  o tych dwóch w jednej książce.  One  się nigdy nie spotkały, a jednak łączyła je determinacja w docieraniu tam i do tych, którzy mieli zasadniczy wpływa na losy świata. Połączyła je także sława. Chyba dlatego plakatowa sentencja, zamieszczona przez wydawcę Prószyński i S – ka, warta jest refleksji.

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

 

Geniusz w kosmosie życia swego objawiony

ja geniuszPotężna, dwutomowa opowieść biograficzna Klementyny Suchanow o Witoldzie Gombrowiczu zaczyna się cokolwiek tak, jak „Potop” Henryka Sienkiewicza („Był na Żmudzi ród możny Billewiczów…”), od wielostronicowej narracji o dziejach rodzin, Gombrowiczów i Kotkowskich, które „zrodziły” przyszłego twórcę „Ferdydurke” i „Transatlantyku” i „Kosmosu” albo jak jedna z niezliczonych rodowych, często kresowych historii szlacheckich, zalegających półki „narodowych polskich” księgarń. I to jest pierwszy z niezbędnych kluczy do zrozumienia źródeł jego biografii i dzieła, które przekazała czytelnikom autorka.

Nomen omen, ród Gombrowiczów wywodził się z Litwy, sąsiadki Żmudzi, więc te sienkiewiczowskie skojarzenia nie są tu nieuprawnione. Tam właśnie, w tej litewskiej prastarej „szlachetczyźnie” biło pierwsze ze źródeł, które uformowały jego tytułowy geniusz, rozumiany nie tylko jako wielkość talentu i umysłu, ale także jako specyficzny, unikalny świat jego wyobraźni. Bo w smaku biograficznego korzenia Gombrowicza nie sposób nie wyczuć m.in. smaku – nie tylko litewskiej – szlachetczyzny, tej z „Pamiętników” Jana Chryzostoma Paska, „Pamiątek Soplicy” i „Listopada” Henryka Rzewuskiego czy „Pamiętników kwestarza” Ignacego Chodźko. Nie trzeba być gombrowiczologiem, a wystarczy gombrowiczomanem, by wiedzieć, że bez świadomości roli tych dzieł w obrazie kultury polskiej nie ma nawet co do Gombrowicza przystępować.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Gruba książka na wakacje

Lsnij morze EdenuWyjeżdżając na urlop zabieram zwykle bardzo grube książki. Tak było i teraz. „Lśnij, morze Edenu” ma 810 stron. Często zastanawiam się, po co ludzie piszą takie kolubryny. Mają za dużo czasu? Nudzi im się? Nie potrafią wypełnić swego życia czymś innym niż pisanie?

Wydawca na okładce napisał: „najlepszy pisarz hiszpański swego pokolenia”. Hmmm. Traf chciał, że na urlop poleciałem na Wyspy Kanaryjskie, a to część Hiszpanii. Postanowiłem przeprowadzić mały test. Ponieważ mieszkałem w prywatnych domach, zapytałem ich właścicieli o Andrésa Ibáñeza. Żeby nie popełnić błędu, pokazałem książkę. Trzech młodych ludzi w wieku 27–28 lat pokręciło głowami. Nie znali. Może w ogóle nie czytają? To możliwe. Ale jeśli to „Po prostu geniusz” (Miguel Dalmau, „La Vanguardia” – też na okładce), to wydaje się mało możliwe.

 

Z serii: Debiuty poetyckie roku 2017 - Daniel Madej

 

 

Andrzej Walter - Big Bang

 

   Oto czas odkrywania. Literackiej eksploracji. Choć wydarza nam się...

taka „Mała epoka”...

mala epoka   Piszę ten tekst w Wigilię roku Pańskiego 2017, a zatem to tekst niejako uświęcony, tak jak i nasz czas uświęcony bywa poezją, a czasami nawet ważnymi słowami, od których niełatwo się wyzwolić. Jednak tekst wigilijny powinien być postny. Może być pieprzny, ale powinien posiadać jednak jakąś dozę samoograniczenia, właściwie w kontraście do nadmiaru, który towarzyszy nam w naszej ułomnej współczesności.