Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Spowiedź

 

krolestwozamglaW roku 1996 Krzysztof Karasek poprosił mnie abym w „Życiu z kropką” zrecenzował właśnie opublikowaną książkę Zofii PosmyszDo wolności, do śmierci, do życia”. Napisałem o tej wspaniałej książce-wspomnieniu dłuższy tekst. Zaraz potem poznałem autorkę, mimo różnicy wieku przeszliśmy na „ty”. Parę lat później w Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich zapytałem Zosię czy coś pisze. Odpowiedziała, że nie, że już niczego nie napisze. Że ma inne zajęcia, które są dla niej ważniejsze. No i nie napisała… Szczęśliwie znalazł się ktoś, kto zadał autorce „Pasażerki” sporo pytań, a ona, pewnie trochę dzięki determinacji Michała Wójcika, zgodziła się na nie odpowiedzieć.

Andrzej Walter

 

Afirmacja żywiołu

 

rasta mowi   Wyraziłem ostatnio swój niekłamany zachwyt „Spacerem do siebie” – najnowszym tomem poezji Stefana Jurkowskiego, a tu nagle „w dobrodziejstwie przestrzeni Poezji” pojawił się kolejny znakomity tom, wymykający się wszelkim kategoriom, standardom i porównaniom. Napisany i ulepiony w żywiołowym akcie stworzenia językiem niesamowicie własnym, unikatowym i wielce oryginalnym. Będący z jednej strony antypodami twórczości Jurkowskiego, w jego spokoju, wyważeniu i dystansie, a z drugiej strony kierujący się jakby tym samym kodem poszukiwawczym – łaknieniem szczęścia, harmonii i piękna w tym naszym skomplikowanym i iście zwariowanym świecie.

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

Alfred, niemowlę, które nigdy nie płakało

alfredJego charakterystyczną pulchną, misiowatą sylwetkę leciwego wujcia zobaczyłem po raz pierwszy w telewizji, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, gdy pojawiał się z krótką przemówką poprzedzającą każdy kolejny odcinek kryminalnego serialu „Alfred Hitchcock przedstawia”, którego odcinki można dziś zobaczyć w Internecie. Był jednym  z nielicznych twórców kina adresowanego do masowego widza, kina sensacyjnego, kryminalnego, który znalazł się w jednym szeregu z wielkimi mistrzami kina artystycznego. Potrafił bowiem gatunek kryminalny, thriller, suspens, horror podnieść do wysokiego poziomu artystycznego, czyniąc z intryg sensacyjnych pole do filozofowania i psychologizowania na ekranie, do badania ludzkiej natury i jej mrocznych zakamarków. Taką bowiem warstwę można znaleźć w każdym z jego filmów, zwłaszcza tych największych, jak „Rebeka”, „Urzeczona”, „39 kroków”, „Północ, północny zachód”, „Psychoza”, „Ptaki”, „Intryga rodzinna”. Jako bohater biografii Petera Ackroyda jawi się jako postać oryginalna, ekscentryczna, osobliwy dziwak. Ackroyd skoncentrował się jednak nie na prywatnej biografii mistrza suspensu, czy mistrza filmów grozy, jak go nazywano, lecz na twórczości, na pracy filmowej. Przy tym jednak autor biografii ciekawie pokazał psychologiczne uwarunkowania, lęki, obsesje, kompleksy, które popchnęły „Hitcha” do zajęcia się reżyserią w tym akurat gatunku. W zalewie biografii reżyserów, aktorów, pisarzy i wszelakiego rodzaju sławnych postaci biografia Hitchcocka autorstwa Ackroyda zdecydowanie wysuwa się na czoło swoim poziomem. Rekomenduję ją więc z pełnym przekonaniem, nie tylko miłośnikom filmów mistrza.  

Książki pod lupą - Interwencje 2

interwencje2

Click to download in MP3 format (9.15MB)


Lucyna Kasprzak

Między Lwowem i Kazachstanem - Polska.

 

Na okładce dwie fotografie. Jedna to widok z Wysokiego zamku we Lwowie. Druga – rozległy step Kazachstanu. Tak zaczyna się podróż w czasie z książką prof. Adama Zaleskiego „Wspomnienia lwowskie, kazachstańskie i inne”.

Książkę tę poświęcam mojemu Ojcu i wszystkim jego współtowarzyszom, polskim jeńcom wojennym, bestialsko zamordowanym z rozkazu Stalina w 1940 roku przez oprawców z sowieckiej policji politycznej NKWD, a także wszystkim tym, którzy wskutek obłędnych decyzji polityków byli zmuszeni bezpowrotnie opuścić swoje rodzinne gniazda

– pisze w dedykacji Autor – lwowianin, emerytowany profesor zwyczajny nauk technicznych, wieloletni pracownik naukowy i dydaktyczny Politechniki Wrocławskiej (prodziekan Wydziału Chemicznego, dyrektor Instytutu Chemii Organicznej i Fizycznej); autor wielu patentów i publikacji naukowych.

Andrzej Walter

 

Dni, które nas obezwładniają

 

   Nie umilkły jeszcze echa unikatowej ostatnimi czasy książki „Poeta i przestrzeń” Anny Marii Musz przedstawiającej z emfazą portret literacki Stefana Jurkowskiego, wydanej w roku ubiegłym, a oto mamy już najnowszy tom tego autora zatytułowany „Spacer do siebie” i jest to, jak podkreśla miniaturowa obwoluta załączona do książki, 50lecie debiutu Stefana Jurkowskiego. Dobra okazja do świętowania, choć aby mieć co świętować trzeba poszczycić się ciekawym materiałem. I tu mamy największe zaskoczenie – „Spacer do siebie” to tom arcyciekawy. Powiem więcej – to tom poezji, od którego słów trudno mi się do dziś wyzwolić.

Wacław Holewiński

Mebluję głowę książkami

mebluje-glowe

 

 

Wszyscy staliśmy się cynikami

za jeden wierszŚwiat się – i słusznie – zachwyca współczesnymi Chinami. Przyspieszenie gospodarcze, rozwój, zamożność obywateli, ekspansja na wszystkich rynkach. Miliony, miliardy dolarów, loty w kosmos, drapacze chmur, autostrady, koleje wielkich prędkości, turystyka. Coś, co pół wieku temu, ba, trzydzieści lat temu, było nie do pomyślenia – stało się faktem. Ten wielki kraj, wielki naród, dokonał skoku cywilizacyjnego na skalę zupełnie nieprawdopodobną. I wszyscy, dokładnie tak, wszyscy, zgubili gdzieś w swojej pamięci, że ten kraj wciąż jest rządzony przez najbardziej zbrodniczą z partii – Komunistyczną Partię Chin, że nic się tam nie dzieje bez jej przyzwolenia, że wciąż dopuszczalne są brutalne represje, zabójstwa, że wczorajszy bohater może dziś stać się zbrodniarzem.

Krystyna Tylkowska - Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!

happy now 14

 

(o spektaklu Happy now? w warszawskim Teatrze Polonia
w reżyserii Adama Sajnuka)

  Sztukę Lucindy Coxon, jakkolwiek będącą świetną diagnozą pokolenia obecnych czterdziestolatków, trudno uznać za dzieło wybitne. Wyraziste postaci, zgrabne dialogi, wiele trafnych, ale niezbyt odkrywczych obserwacji – wszystko to wystarczy, by stworzyć lekki, wciągający, choć mało wybredny samograj, nie wystarczy jednak na stworzenie czegoś wybitnego. Sztuka mocno spowinowacona z dramatami Tennessee Williamsa, czy Edwarda Albee'go (np.  z granym na tych samych deskach Kto się boi Virginii Woolf), ale zdecydowanie lżejszego kalibru, więcej tu farsy, niż tragifarsy.