Ludwik Filip Czech

 

Czas słowa

pora slowa Najnowszy zbiór wierszy Pawła Kuszczyńskiego nosi tytuł "Pora słowa". Autor ma w swoim dorobku kilkanaście książek, jest krytykiem literackim, prezesem poznańskiego oddziału Związku Literatów Polskich. W wierszu otwierającym ten zbiór czytamy - "Biegnę za ciągle uciekającym widnokręgiem", a wcześniej - "Nie odnajduję się w beznamiętnej rzeczywistości"/"Pytanie o istnienie"/. Taka deklaracja sugeruje wiersze niepokorne, wysoko energetyczne, co rusz konfrontujące się z dzisiejszością. Przywodzi na myśl poetę bardzo młodego, chętnie odpalającego stylistyczne fajerwerki. Jednak nie w tym wypadku. Próżno by szukać w tych wierszach spektakularnego buntu, pogoni za fatamorganą. Wręcz przeciwnie - Kuszczyński jest oszczędny, stonowany, rzeczowy. Jest filozofem, nie rewolucjonistą. Skrupulatnie dobiera słowa, przecedza je przez rozsądek i dojrzałość. Ale nie jest fanem tej ostatniej. Ta wydaje się być ciążącą mu pieczęcią. Tęskni zatem do "niedojrzałości naznaczonej pięknem", pielęgnuje w sobie chłopięcy świat, uroki naiwności. Brakuje mu dawnych przymiotów otwartego serca.  W "Coraz częściej chcę mieć twarz chłopca" czytamy:

Tomasz Miłkowski

 

 

38. WST: Lufcik na teatr

 

milkowski tomaszMoże to nie jest okno wystawowe polskiego teatru, ale na pewno lufcik na teatr dla stołecznych teatromanów. Nie wyjeżdżając z Warszawy, można zobaczyć na własne oczy, co nowego w polskich teatrach.

Zwłaszcza że kurator tegorocznych 38. Warszawskich Spotkań Teatralnych, Dorota Buchwald zadbała, aby do Warszawy przyjechały spektakle „najgłośniejsze”. Czasami w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo takiego poziomu głośności dźwięku jak w spektaklu „Lokis” chyba nigdy mury Teatru Narodowego nie słyszały. Widowisko Łukasza Twarkowskiego, przywiezione z Wilna (z tamtejszego Teatru Narodowego), narobiło sporo hałasu na Litwie nim zagościło jako swego rodzaju deser na WST. To już dobra tradycja Spotkań, że w miarę możliwości zapraszane są produkcje z polskim stemplem z krajów sąsiadujących, dość przypomnieć pokazywane w ubiegłych latach spektakle: „Plac Bohaterów” Thomasa Bernharda w reżyserii Krystiana Lupy (także z Wilna) czy „Iwonę, księżniczkę Burgunda” Witolda Gombrowicza w reżyserii Grzegorza Jarzyny (z Moskwy).

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Fenomenalne dzienniki wielkiego Węgra

Marai dziennikKrzysztof Varga zbeształ na łamach „Dużego Formatu” Szczepana Twardocha za treść krótkiej rekomendacji pomieszczonej na ostatniej stronie okładki trzeciego tomu dziennika Sandora Marai, obejmującego lata 1957-1966. Twardoch napisał, że dziennik „wypełnia łagodna melancholia”. W reakcji na to Varga (półkrwi węgierskiej, więc wie co mówi) stanął dęba i stwierdził, że żadna to „łagodna melancholia”, ale „studzienna deprecha”. Opowiadam się po stronie Vargi nie tylko dlatego, że wierzę jego węgierskiemu nosowi, że Marai zakończył swoje życie samobójstwem (1989) i że są opinie przyznające Węgrom szczególną skłonność do depresji i samobójstw (podobno wskazywały na to statystyki), ale także dlatego, że żadnej „pogody” ducha nie sposób na kartach jego dzienników znaleźć. Marai jest konsekwentnym pesymistą w ocenie otaczającego go świata. Marai (choć człowiek o prawicowym, konserwatywnym i elitarystycznym światopoglądzie) nie godził się ani na przedwojenne, faszyzujące Węgry admirała Horthy’ego ani, tym bardziej, na stalinowskie Węgry Rajka, a potem Gorő, Rakosi’ego, ani też na złagodzone, „gulaszowe” Węgry Kadara. Nie godzi się też na współczesną mu Europę i na Amerykę, do której po europejskich peregrynacjach wyemigrował w 1952 roku. To niepogodzenie ze światem i życiem własnym jest wiodącym motywem emocjonalnym zapisków. Formuła tytułu słynnego filmu Johna Hustona „Skłóceni z życiem” (1961) mogłaby objąć i jego. Jednak to, czy melancholia Marai była „pogodna” czy „deprecha studzienna” nie jest w końcu aż tak ważne dla czytelnika. Ważniejszy jest ich ładunek artystyczny i intelektualny, a ten jest potężny. Marai powszechnie uważany jest za wybitnego diarystę, ale w moim odczuciu to kwalifikacja zbyt słaba, bo wybitnych diarystów było całkiem sporo, tymczasem Marai jest diarystą wielkim. Trudno mi wskazać innego, u którego każde zdanie ma wagę myślową, każde zdanie jest istotne, u którego nie ma pustych przebiegów, waty uzupełniającej, czego sporo można znaleźć w wielu słynnych dziennikach, od Julesa de Goncourt poprzez Andre Gide’a po Juliena Greena, czy choćby naszego Iwaszkiewicza i wielu innych. Dzienniki Gombrowicza to zupełnie co innego, to od początku do końca pisarska kreacja. Marai tym się różni od innych wybitnych diarystów, że w ich dziennikach substancję cenną, wyborne bakalie, bywa - trzeba wydobywać z ciasta nie zawsze najsmaczniejszego, czasem nieco zakalcowatego. U Marai zakalca nie ma, jest sama treściwa substancja. Marai to oczywiście także niebywały erudyta, człowiek ogromnej wiedzy, oczytania. Przez karty jego dziennika przewijają się dziesiątki, właściwie setki nazwisk europejskiej i światowej kultury, dawnej i współczesnej, od Homera, poprzez Lope de Vega, Dickensa, Joyce, a po Jeana Cocteau, a przy tym każde opatrzone cenną, często frapującą czy odkrywczą uwagą. To także wróg popkultury, w której to postawie był samotnym Don Kichotem, skazanym na rozczarowanie, bezsilność i klęskę. Tę jego splendid isolation, niechęć do kultury masowej, którą uważał za obelgę dla rozumu ludzkiego, wzmocniła zapewne obserwacja jej funkcjonowania w ojczyźnie tej kultury, Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie jest jego dziennik subiektywnym zwierciadłem elitarnego życia kulturalnego w USA, w tym Nowego Jorku. Są też zapiski z podróży, choćby do Portugalii. Polityki ujmowanej wprost nie jest w tych dziennikach zbyt wiele, można by rzec, że relatywnie mało zwłaszcza jak na pisarza tak naznaczonego „politycznością”, ostentacyjnym antykomunizmem, aczkolwiek wystarczy zajrzeć do indeksu, by zauważyć, że postacią najczęściej (poza przybranym synem Marai, Janosem) przywoływaną jest Nikita Chruszczow, dwukrotnie częściej niż n.p. John F. Kennedy, którego portret sporządzony po wyborze jest jednym z wyrazów mistrzostwa „portretowego” Marai, jego daru opisywania fizjonomii psychofizycznych. Nie będę próbował bić się z koniem i próbować syntetyzować tu zawartość czy sensy przewodnie dziennika Maraia – zbyt rozległy to wszechświat. Cenię prozę powieściową twórcy „Żaru”, ale nie należę do jej szczególnych admiratorów. W moim odczuciu jest to proza wybitna ale nie wielka. W prozie oddech pisarski Marai jest słabszy niż w dziennikach. W moim odczuciu Marai jako pisarz, artystycznie, najbardziej spełnił się właśnie w swoich dziennikach, z ich krystalicznym, doskonałym stylem, z ich odkrywczością myślową. Wielkie dzienniki wielkiego diarysty i wielka uczta umysłowa, estetyczna, duchowa.

Sandor Marai – „Dziennik 1957-1966”, wybór, przekład, opracowanie, przypisy i posłowie Teresa Worowska, wyd. Czytelnik, Warszawa 2018, str. 585, ISBN 978-83-07-03431-7

--

Książki pod lupą - Wstyd

Wstyd Zakrzewska Morawek

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Książki pod lupą - METAmorfozy. wybrane

meta

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Zdzisław Antolski

 

Taniec miłosny wierszem

 

strofy erogenneNiezwykle udany zbiorek wierszy pt. „Strofy erogenne” opublikowała Katarzyna Pawłowska, krakowska poetka. Po lekturze tego zbiorku mogę śmiało powiedziec, że Kasia Pawłowska przejęła berło poetki erotycznej Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej. Jej wiersze charakteryzują się niezwykłą lekkością wyobraźni, a przy tym powagą tematu. Miłość w jej rozumieniu jest swoistym sposobem na udane życie, wszechświatem doznań i pragnień, ostatecznym życiowym spełnieniem i powołaniem. Niemal programowym wierszem jest „Mapa”:

 

Anna Maria Mickiewicz

 

Nowa książka Leszka Szymańskiego

 

wspomnienia bez mundurkaUkazała się nowa pozycja wydawnicza, to opowieść autora polskiego pochodzenia, zamieszkałego w Australii Leszka Szymańskiego Wspomnienia bez mundurka, Wydawnictwo Dreamee Little City, Orlando 2018.

Leszek Szymański rozpoczął publikacje wcześnie jako humorysta i nowelista, w 1952 r. Zaliczany jest do grupy seniorów polskich pisarzy emigracyjnych i należy do grona najstarszych, żyjących wychowanków słynnego warszawskiego Gimnazjum im. Batorego. W 1955 r. zdobył nagrodę na konkursie ZLP za opowiadanie o Mickiewiczu „Rogowy guzik”. Opowiadanie to znalazło drogę do Wypisów dla Klasy VI, gdzie figurowało przez wiele lat, mimo że autor był na czarnej liście cenzury. W przełomowym roku 1956 Szymański był założycielem grupy literackiej „współczesność” i redaktorem jedynego niezależnego pisma także o tej nazwie. Początkowo wyjechał do Indii, otrzymawszy Stypendium nagrodę ufundowana przez Teodora Parnickiego, gdzie spotkał Artura Koestlera i przy jego pomocy uzyskał polityczny azyl w Australii. Współpracował z „Kulturą”, „Wiadomościami” i innymi pismami emigracyjnymi. Jednak główna jego twórczość beletrystyczna i naukowo-historyczna jest w języku angielskim. Obronił pracę doktorską w Londynie w Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie. Publikował w pismach anglojęzycznych, czym zaznaczył swoje miejsce w literaturze brytyjskiej i australijskiej. Warto odnotować osiągnięcia pisarskie autora w amerykańskiej historiografii. Wydał monografię poświęconą Kazimierzowi Pułaskiemu. Ważna pozycja to również książka poświęcona „Solidarności”, która została uznana międzynarodowo. Szymański jest na emigracji politycznej i stał się seniorem polskich pisarzy emigracyjnych (tych politycznych). Polański, Hłasko, Henryk Grynberg i Szymański znaleźli się w tym samym czasie w Los Angeles. W roku 2007 Szymański został uhonorowany nagrodą im. Josepha Conrada w uznaniu dla wielu publikacji zarówno w języku polskim, jak i angielskim.

 

Krystyna Rodowska

 

 Perełka czyli kosmos

 

rodowska krystyna

 

   Prawdziwą „ perełką” wydawniczą jawi się książka-opowieść o osobie wybitnej i wielce zasłużonej tłumaczki literatury polskiej na język serbski ( wcześniej: serbo-chorwacki), Biserki Rajcić, którą niedawno gościł w Warszawie SEC.

Autorem książki, wydanej w r 2014 przez krakowskie wydawnictwo Universitas – a właściwie współ-autorem, jest Łukasz Mańczyk, absolwent scenopisarstwa w łódzkiej Filmówce , ( laureat nagrody im. Iłlakowiczówny za poetycki debiut i działacz społeczny: jest także radnym w jednej z krakowskich dzielnic)