Ewa Maria Serafin

 

Reduta w żywiole przeciwieństw

O tomiku Barbary Białowąs „Przywoływanie pamięci”

 

Przywolywanie pamieci         Świat trwa, rozpięty pomiędzy antynomiami, takimi jak: dobro – zło, miłość – nienawiść, życie – śmierć, prawda – fałsz, absolut – banał... Owe skrajne bieguny przenikają się nawzajem, walczą o pierwszeństwo tworząc tę naszą coraz mniej jednoznaczną rzeczywistość i czasem nam się wydaje, że jej przyszłości już nie potrafimy przewidzieć.

            Nasz gatunek nauka uznała za największego drapieżnika na Ziemi, chociaż pocieszeniem może być to, o czym mówi inna nauka - i nie tylko ona – która wyposażyła nas w sferę duchową. Lecz gdy popatrzymy na człowieka z perspektywy antropologicznej, nie sposób pominąć faktu, że w obrębie naszego „gatunku” zawsze istniał podział – co może wydawać się paradoksalne - na bestie i ofiary. Zwraca na to uwagę Barbara Białowąs w wierszu „Między Ziemią a Niebem” ze swojego ostatniego, siódmego już tomiku:   

 

Tomasz Miłkowski o "Wujaszku Wani" w Teatrze Polskim:

 

wujaszek wania plakat

 

Jeden z głośnych reżyserów (nie pamiętam już kto) zaklinał się, że nie chce takiego teatru, w którym w kółko grają „Wiśniowy sad" albo „Wujaszka Wanię" Czechowa, że pora z tym zerwać, jeśli nie chce się umierać w teatrze z nudów.

Premiera „Wujaszka Wani" w reżyserii Iwana Wyrypajewa w Teatrze Polskim im. Arnolda Szyfmana stanowi najlepszą odpowiedź na takie farmazony. „U Czechowa zawsze to samo – jak pisałem po poprzedniej premierze „Wujaszka" w tym samym teatrze (2009) i powtarzam bez zmian - i zawsze to, co najważniejsze: pogoń za szczęściem, choćby marzenie o pogoni, i nieuchronna katastrofa. Taki jest „Wujaszek Wania", którego wszyscy bohaterowie ponoszą klęskę".

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Sienkiewicz jako fascynujący preparat

ciala sienkiewiczaZaryzykowałbym stwierdzenie, że lekturze studium Ryszarda Koziołka o płci i przemocy w prozie Henryka Sienkiewicza towarzyszyła mi większa przyjemność niż ta, którą by sobie zaserwował ponownie sięgając po jego prozę. Liczne bowiem powroty do „Trylogii” czy „Krzyżaków”, w całości czy we fragmentach i wynikające z nich nieuchronnie niejakie spowszednienie sprawiły, że wrażenia będące reakcją na czar sienkiewiczowskiej narracji nieco wyblakły wraz z upływem czasu. Natomiast lektura studium Ryszarda Koziołka, która jest też w jakimś sensie ponowną lekturą Sienkiewicza „per procura”, dostarcza przemyśleń, analiz i wrażeń świeżych, bo jest na gruncie literaturoznawstwa prawdziwie „rewizjonistycznym” odczytaniem treści i sensu twórczości Sienkiewicza. Ponad pięćsetstronicowe studium Koziołka poświęcone jest – z grubsza rzecz ujmując – trzem problemom: po pierwsze, pisarskiej tożsamości Sienkiewicza, po drugie, obrazowi płci, relacji męsko-damskich oraz rolom kobiecym i męskim, oraz, po trzecie, kwestii siły i przemocy w jego prozie. Pierwsze „rewizjonistyczne” ujęcie dokonane przez Koziołka dotyczy pisarskiego i ideowego światopoglądu Sienkiewicza. Autor studium wykazuje, że wyobrażenie o Sienkiewiczu jako pisarzu radykalnie konserwatywnym i fideistycznym nie wytrzymuje krytyki. Nie jest to osąd nowy, bo meandry sienkiewiczowego światopoglądu dostrzegał już i analizował wybitny badacz jego twórczości starszego pokolenia Tadeusz Bujnicki, a kontynuuje je także badaczka średniego pokolenia Jolanta Sztachelska, ale Koziołek trop ten poszerza i istotnie wzbogaca. Zwraca on na przykład uwagę na „pomieszanie postaw ateistycznych z fideistycznymi, jakie prezentują jego postacie”. Widzi w tym efekt konfrontacji wyniesionej ze środowiska rodzinno-społecznego tradycyjnej religijności i kultury z „atrakcyjnością nowoczesnego, pozytywistycznego światopoglądu”. Koziołek zauważa, że słabość wiary religijnej i jej rozmijanie się z rzeczywistością pokazał Sienkiewicz w nowelach „amerykańskich” i „chłopskich”. A przecież Sienkiewicz, który w swojej złożonej tożsamości ideowo-filozoficznej był - także - pozytywistą, widział w religii instrument wzmocnienia spoistości narodowej. „(…) w „Trylogii” (…) obserwujemy religijność uzbrojoną i walczącą” – podkreśla Koziołek, ale tę uwagę należy odczytywać w konfrontacji z jego postrzeganiem szlachecko-katolicko-rycerskiego światopoglądu trylogijnego jako świadomej kreacji pisarskiej, obliczonej na potrzeby czytelników, a nie odzwierciedlenie własnych, wewnętrznych usposobień Sienkiewicza. W tej aspekcie odbija się skądinąd inny istotny charakter obrazu Sienkiewicza postrzeganego okiem Koziołka - dostrzega on w autorze „Trylogii” („Jasienkiewicz”) pierwszego polskiego pisarza nowoczesnego, czyli takiego, który samodzielnie odczytuje potrzeby i intencje czytelników, zaspokaja je ale i prowadzi z nimi grę, ponad oficjalnym nurtem literatury. Wykorzystywał to więc w „wielkiej prozie”, choć przecież jego listy z Ameryki obficie świadczą jak bardzo był Sienkiewicz przesiąknięty i zafascynowany liberalno-demokratyczną atmosferą Ameryki, a z drugiej strony także obecnym tam - na antypodach purytanizmu - nurtem libertyńskim, czemu dawał wyraz także w frywolnym, a momentami nawet obscenicznym języku. Wiele epistolograficznych enuncjacji Sienkiewicza wskazywały też na jego antyklerykalizm, który co prawda w jego prozie nie znalazł wyrazu bezpośredniego, ale który był - na przykład dość obficie w „Trylogii” kryptonimowany niewinnym, jowialnym na pozór tonem kpinek jakie stosował do postaci reprezentujących stan duchowny. Wyobrażenie o reakcyjnej postawie ideowej Sienkiewicza uformowały się z ogromnym stopniu w oparciu o wymowę powieści „Wiry”, w której objawił wyraźną niechęć do ideologii socjalistycznej, w której raził go przede wszystkim jej kolektywistyczny i glajszachtujący aspekt, a także wizja biurokratycznego państwa. Jednak poza tą jedną wyraźną idiosynkrazją - zauważa Koziołek - pisarz miał zdecydowany dystans do wszelkich innych ideologii, a jego dyskurs polityczny był pełen meandrów, zaś jego tożsamość charakteryzowała się „rozmaitością wcieleń”. Literaturę widział natomiast wolną od doktrynalnych zobowiązań. Najwyraźniej, expressis verbis wyraził to w liście do Stanisława Witkiewicza napisanym w okresie, gdy był redaktorem naczelnym konserwatywnego „Słowa”, w którym stwierdził, że sprawy o których traktuje to pismo, „ma głęboko w dupie”. Zwłaszcza w listach do tego adresata odżegnywał się od literatury służącej jakiejkolwiek doktrynie. „Sienkiewicz nie jest pisarzem idei, ale zmysłowego konkretu narracji” – konkluduje Koziołek. „Sprzeczności fabuły, przekształcenia narracji źródeł historycznych, tłumiony dyskurs erotyczny, wywrotowa siła komizmu, niejasna funkcja ironii, atrakcyjność przedstawienia przemocy sprawiają, że nie sposób snuć o tej twórczości narracji opartej na wyjaśnianiu, jakie to czynniki zewnętrzne uczyniły z pisarza-demokraty konserwatystę, a z dekadenta-estety – chwalcę mieszczańskiej przyziemności”. To wszystko sprawia, że zarówno głośna kampania antysienkiewiczowska z Bolesławem Prusem i Stanisławem Brzozowskim na czele, z jej koronnym oskarżeniem Sienkiewicza o to, że jest on „klasykiem polskiej ciemnoty”, „heroldem szlachetczyzny” itp. oraz gombrowiczowska formuła o „pierwszorzędnym pisarzu drugorzędnym” traci na trafności.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Moim językiem macierzystym jest polski

ani tu ani tamOsiem życiorysów. Kim byli, są, kim się czują? Polakami? Nie, raczej nie, a w większości przypadków zdecydowanie nie. Żydami? To przecież nie wybór. Więc tak, Żydami. Ale przecież mieszkają w Polsce. Albo w Polsce i gdzieś jeszcze. Czasowo. Większość jednak na stałe. Wyjechali w ’68 (w jednym wypadku w ’67) albo trochę później. Do Izraela prawie nikt nie chciał jechać (poza Tadeuszem Keshetem). Czuli się zagrożeni polskim antysemityzmem? Nie wszyscy. Odnaleźli się w innej rzeczywistości? Tak, wszyscy. Czy to prawdziwy obraz emigrantów żydowskich z pomarcowego exodusu? A czy jest coś takiego, jak prawdziwy obraz emigracji? Jeden, jedyny? To zawsze los, los jednostkowy, indywidualny.

 

rekomendacje spp 02 2 18

 

 

Wacław Holewiński

Druga część wspaniałej trylogii

w stanicyJózef Łobodowski (1909-1988) jest dziś w Polsce pisarzem praktycznie zapomnianym. Zapomnianym z wielką szkodą dla polskiej literatury, dla polskich czytelników, nie zawahałbym się powiedzieć – z wielką szkodą dla polskiej kultury. Bo to pisarz wybitny! I, po wydaniu jego trójksięgu „Komysze”, „W stanicy”, „Droga powrotna” może się – po kilkudziesięciu latach – okazać, że to przede wszystkim wybitny prozaik.

 

Ignacy S. Fiut

 

Życie kadrowane wersami

 

 

Boznanska Martwa natura z bialymi rozami i japonska laleczka

 

Autorka jest z wykształcenia architektką, ale jej twórczość artystyczna to także poezja, proza, piosenki, piosenka autorska, bajki muzyczne dla dzieci. Swoje utwory często wykonuje na koncertach, festiwalach, ale i w radio i telewizji. Piąty tomik Barbary Szczepańskiej „Judyty” – „Miłość i inne okoliczności łagodzące” składa się z trzech części: „miłość”, „inne” i „okoliczności łagodzące”. Co istotne, układ wierszy w tym zbiorze poezji jest przygotowany w ten sposób, jakby świat poetki był kręcony kamerą filmową, a powstający „słowny film” wydobywany jest również z archiwów pamięci, doświadczeń podróży, ale i zwykłego życia codziennego w rodzinie, wśród przyjaciół, ale i kochanków.

 

Krzysztof Kwasiżur

 

Jeszcze (więcej dobrych) wierszy

 

jeszcze    Już pisałem kiedyś o poezji Jerzego Hajdugi, ale to było dawno, w innym czasopiśmie i przy zupełnie innej okazji. Żeby tę wiedzę odświeżyć, albo raczej zaktualizować - Jerzy Hajduga jest duchownym; należy do Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich. Tych wierszy nie da się jednak porównać do wierszy Jana Twardowskiego, czy tekstów ks. Józefa Tischnera. Różnicę widać na pierwszy rzut oka; to utwory bardziej esencjonalne, oszczędne w słowa, dążące do szlachetnego minimalizmu. Od pierwszego tomiku można było zauważyć ową szlachetną ascezę (Jerzy publikuje z powodzeniem swoje wiersze od 1989 roku), a później stała się ona znakiem rozpoznawczym tego poety, jego stylem i sznytem. Widać go we wszystkich 18 (słownie osiemnastu) zbiorach, albumie i scenariuszu sztuki teatralnej "Ten pusty krzyż" wystawianej ponad dziesięć razy. No i w słowach piosenek na nagranej płycie. Już  z tego można wnioskować o wielkiej płodności przedstawianego tutaj artysty.

Z serii: Debiuty poetyckie roku 2017 – Ewa Herbst

 

 

Andrzej Walter

 

Dwa narody z jedną duszą

 

dokument podrozy   Nie wiem czy zdołam „unieść” ten temat. Nie wiem też, czy to możliwe dla kogoś, kto nie był świadkiem tamtych wydarzeń, a relacje faktów oraz interpretacji zna jedynie z literatury, analiz czy ustnego przekazu żyjących jeszcze świadków? Nie wiem. Jednak spróbuję. Zwłaszcza w obliczu tak udanego i ciekawego debiutu.

 

   I kochani. Od razu, na samym początku, we wstępie, złożę jasną, otwartą i precyzyjną deklarację w postaci motta zaczerpniętego właśnie z wierszy Ewy Herbst. Oto ono: