Jolanta Zarębska

 

KOŁO WRÓT Joanny Jurewicz

 

kolowrot    Rzadko miewam tak, jak w tym przypadku: Moja Joasia – myślałam o autorce czytając. Wiem, to nieprofesjonalne, ale tak mi się zdarzyło, choć nie znam osobiście autorki, a ona nie ma pojęcia o moim istnieniu. Niektóre wiersze z tomu pod redakcją Rafała T. Czachorowskiego i Jarosława Jabrzemskiego z Fundacji Duży Format, wydanego w 2017 roku to epigramatyczne shorty, maleńkie okruszki bez tytułu, inne, obszerniejsze – też niezbyt rozległe w formie, za to przebogate w refleksje, wolne wiersze pokolenia rówieśnego z bruLionem. To osobista liryka myśli. Jeśli przydarza jej się konfesyjny ton, jest prosty i prawdziwy, bo brzmi jak prawda, której szukam w poezji. (Możliwe, że dlatego Daria K. Kompf minimalistycznie oprawia książkę w grafikę).

Lech Śliwonik

 

Lekcja dla  teatru 

Rewanż  zlekceważonych

 

sliwonik lech

 

W dwóch miastach – Bydgoszczy i Kaliszu – rozegrały się w teatrach podobne wydarzenia. Mimo wysokiej samooceny dyrekcji, wspieranej kategoryczną ofensywą zewnętrznych sprzymierzeńców i mediów, lokalna władza nie przedłuża kontraktu – ogłasza konkurs, który dotychczasowe kierownictwo przegrywa. W obu przypadkach dotyczy to sceny, lokującej się w nurcie teatru krytycznego  (inne autocharakterystyki: politycznie zaangażowany, progresywny).  Ciekawe czy liderzy tego nurtu zorientowali się jakie popełnili błędy. I który błąd był decydujący.

Janusz Termer

 

Dwa razy Łuka

 

Termer Janusz       Wiesław Łuka to mój kolega z zamierzchłych już czasów polonistyki warszawskiej (przełom lat 50. I 60.). Życiowe drogi i ścieżki nasze rozeszły się jednak wkrótce potem w rozmaite strony. On, człowiek otwarty na świat i ludzi, wybrał sobie - za główną domenę zawodowej pracy – dziennikarstwo i reportaż. Mnie było bliżej do biblioteki... Wiesław Ł. debiutował w nieistniejącym już dziś się krakowskim tygodniku „Życie Literackie”. A szkoda wielka, że nie istniejącym (jak i inne tego typu tygodniki), bo na jego miejscu, po 1989 r.,  nie pojawiło się właściwie nic, mimo podejmowanych tu i ówdzie prób powołania do życiapodobnych czasopism – zdolnych do pełnienia piekielnie przecież ważnej roli animatora, informatora czy swego rodzaju preselekcjonera wartości literackich. A  byłyby one przydatne bardzo w tej naszej nowej codzienności kulturalnej - tak na ogół amatorsku zgrzebnej, pozbawionej poważniejszego instytucjonalnego wsparcia. Pozostaje „wielka dziura”, nadal czekająca na wypełnienie...

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Vivat Ossolineum

bez dogmatuGdy patrzę na nowe okładki egzemplarzy Biblioteki Narodowej wydawanych od dziesięcioleci przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich, doznaję krzepiącego uczucia. Bierze się ono z konstatacji nie pozbawionej (o horrendum) krzepiącego zaskoczenia, że tego typu wspaniała działalność na rzecz kultury polskiej trwa nadal.

Właśnie dzięki Ossolineum powróciłem po wielu latach do lektury „Bez dogmatu” Henryka Sienkiewicza. Tym razem ze wstępem profesora Tadeusza Bujnickiego (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa – to syn słynnego kiedyś poety wileńskiego, współzałożyciela przedwojennej grupy poetyckiej „Żagary”, Teodora Bujnickiego), wybitnego znawcy twórczości Henryka Sienkiewicza.

Andrzej Walter

 

Moje wieczne Adagio

 

dziec krze

 

 

   Od tego nie da się uciec. Wybrzmiały już ostatnie takty Adagio, a muzyka, w mojej głowie gra nadal, bo taka jest chyba jej boska natura, natura raju, zwłaszcza tego utraconego, że zachwyt, być może, jest w stanie zrodzić nieskończone. Wznieca on także pojęcia nieskalane, takie jak - wieczność, jedność i trwałość - czasu, przestrzeni czy słowa. Sarajewo jest zatem w nas, jest we mnie od dzieciństwa, gdyż ku niemu wiodą wszystkie kręte drogi, które już przeszedłem, każda wyboista ścieżka, na którą się udałem i prowadzi tam każda nostalgiczna myśl oraz każde, wciąż niewyczerpane, źródło natchnienia. Oto mityczna kraina, onegdaj rozpoznana, odradza się i stymuluje – do działań, pasji, do pisania i do aktywnego życia. Do poszukiwań i do lektury.

Książki pod lupą - Egzorcyzmy księdza Wojciecha

Egzorcyzmy księdza Wojciecha

Click to download in MP3 format (9.16MB)


 

 

Książki pod lupą - Foucault w Warszawie

Focault w Warszawie

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Świat, który został wymazany z naszych głów

ponad czasemPierwsza refleksja po przeczytaniu tej książki: jakże mi brakuje właśnie takich książek! Mądrych, refleksyjnych, pełnych inteligentnych odniesień. Tolerancyjnych, otwartych na ludzi i ich osobiste historie.

Peter Singer jest australijskim uczonym. Etykiem, profesorem University of Melbourne i Princeton University. W Polsce nie jest zupełnie nieznany, trzynaście lat temu ukazała się u nas jego książka „Wyzwolenie zwierząt”. Przekonany jestem, że niewielu ją zna, niewielu pamięta. Nie ma to zresztą wielkiego znaczenia, bo „Ponad czasem” nie ma zapewne nic wspólnego z dorobkiem naukowym profesora.

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Grażyna Hase – królowa polskiej mody

haseImię i nazwisko „Grażyna Hase” kojarzyło mi się w moim dzieciństwie i młodości w PRL z  jakimś blaskiem, splendorem, czymś odległym od codzienności, mitycznym niemal i trochę tajemniczym. Zwłaszcza „Hase” brzmiało mi w uchu jakoś wytwornie, cudzoziemsko, nietutejszo. I rzeczywiście, Grażyna Hase, królowa polskiej mody, bogini złotych lat mody polskiej była ucieleśnieniem tego świata, który kwitł w cieniu PRL-owskiej siermiężności, dzięki twórczej inwencji takich kobiet jak Grażyna Hase. I choć jako chłopak mało interesowałem się modą, a już damską w szczególności, a tym bardziej kulisami świata mody (co nie znaczy, że nie robiły na mnie wrażenia ładnie ubrane panie i panienki), to nazwisko „Hase” co rusz do mnie, szczeniaka, docierało, a to z telewizora, a to z radia, a to ze stron przypadkowo napotykanych gazet, a to z Polskiej Kroniki Filmowej oglądanej w kinie trochę z konieczności. Do tego dochodziło słowo „galeria” i ta triada słów-dźwięków – „Galeria Grażyny Hase” emanowała już wytwornością i lepszym światem do sześcianu. A że wizerunki Grażyny Hase rzadko widywałem, wydawała mi się postacią niemal mityczną, tajemniczą, enigmatyczną. Zdarzało mi się iż podejrzewałem, że ona nie istnieje, że jest jedynie jakimś tworem fantazji, wytworem mistyfikacji medialnej.