Andrzej Wołosewicz

 

Zazdrość i poezja. O tomiku Uwięź” Pawła Kubiaka

 

Józef Chełmoński

Józef Chełmoński

 

Przede mną kolejny tomik poetycki Pawła Kubiaka. Nie będę przybliżał jego sylwetki, łatwo znaleźć informacje o poecie (internet, facebook, katalog Biblioteki Narodowej, antologie itd.) i o jego działalności w literaturze. Zajmę się Uwięzią”. Chyba to się odmienia, nie jestem pewien, jak przy wszelkich dość oryginalnych nazwach własnych. Czego dotyczy? A to już odsyłam ciekawskich do tomiku.

Zacznę od wiersza

Książki pod lupą - Czym jest czlowiek

Czym jest czlowiek

Click to download in MP3 format (9.96MB)


 

Książki pod lupą - A ja zem jej powiedziala...

a ja zem

Click to download in MP3 format (5.81MB)

 

Joanna Gil-Siemińska

 

Jarosław Zieliński i pokolenie 1971

 

powiedzialem wamKsiążka, jak pisze we Wstępie sam autor, jest „pierwszą próbą odtworzenia pełnej biografii Jarosława Zielińskiego – ursynowskiego pisarza, poety, informatyka, politologa i dziennikarza". Mikołaj Wachowicz poznał Jarosława Zielińskiego w czasach licealnych; nie byli przyjaciółmi, ale ich drogi wielokrotnie się przecinały. Książka nie jest opowieścią o samym Zielińskim, choć autor, rozmiłowany w twardej faktografii, z niezwykłą skrupulatnością rozlicza swojego bohatera z każdego dnia życia. Ukazanie postaci Zielińskiego na szerszym tle (głównie opowieści jego kolegów, a także po prostu rówieśników, już niekoniecznie znajomych, najczęściej tak jak Zieliński związanych z Ursynowem) jest, wydaje się, pretekstem do rozliczenia autora z własną, zarówno pokoleniową, jak i ursynowską historią. Tytuł Powiedziałem wam wszystko co wiem, zaczerpnięty z wiersza Zielińskiego, wydaje się chwilami wyznaniem Wachowicza, a podtytuł Jarosław Zieliński i jego pokolenie 1971 (kluczowy, a niemal niewidoczny na okładce) należy traktować absolutnie dosłownie: Zieliński i pokolenie 1971 to dwoje równorzędnych bohaterów książki.

 

Michał Piętniewicz


Poezja sympatyczna. O „Koleżankach mojej żony, czyli blogostanie_02” Michała Zabłockiego.

 

Pietniewicz Michal n            Po przeczytaniu Blogostanu_01, miałem dobre wrażenia, lektura wydawała mi się interesująca, chociaż przyznam, że ciężko mi było z początku się przyzwyczaić. Sam prowadzę bloga, z dość oszczędnie dozowaną regularnością. W przypadku Blogostanu_01, zastanowiła mnie kwestia, że tego rodzaju, mniej lub bardziej regularne zapiski na swoim blogu, czy stronie internetowej, mogą okazać się literacko płodne oraz interesujące. Blogostan_01, w porównaniu do drugiej części, był moim zdaniem nieco bardziej filozoficzny, bardziej problematyzował egzystencję, przez co dryfował w stronę szerzej pojętej ogólności oraz ogólnym rozważaniom o życiu jako takim, o życiu jako o problemie nie tylko do rozwiązania, ale chyba przede wszystkim do zapisania. Zapisania, dodam, w taki sposób, żeby je odpowiednio sproblematyzować, codzienność, każde, błahe zdarzenie, które przytrafiało się podmiotowi tych wierszy, było pretekstem do rozważań o tym zdarzeniu, próbie przyłapania życia, hic et nunc, oraz przedstawienia go w zwierciadle specyficznej refleksji. Refleksji nie tyle stricte filozoficznej, ale poetyckiej, przy czym słowo poetycki kojarzę tutaj z czasownikiem: problematyzujący. Zatem poezja problematyzująca rzeczywistość i pojedyncze istnienie, bohatera zmagań z tą rzeczywistością, tego w największym skrócie dotyczył chyba tom Blogostan_01.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Mahomet z głową psa na rondzie

strzaly w kopenhadzeZ ręką na sercu – kto z nas wiedział (wie dziś) kim jest Lars Vilks? Kto zna jego obrazy, rysunki, rzeźby, instalacje? Nikt. Kompletnie anonimowa postać. Tak by było. A dziś jest postacią znaną, być może tylko w Skandynawii, ale jednak znaną. Wystarczyła karykatura Mahometa z głową psa na rondzie. Tylko tyle i aż tyle. Jedenaście lat temu. Jedenaście lat piekła i ciągłych dyskusji. A może chęci zapomnienia?

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Orinoko i odmęty czasu

podroz do zrodel czasuPrzepych. Barokowy przepych, to określenie, które wydaje mi się najtrafniejsze w odniesieniu do tej prozy, może trafniejsze niż powszechnie przyjęty termin „realizm magiczny”. Wielki Kubańczyk Alejo Carpentier (1902-1980) należy niewątpliwie do najwspanialszych pisarzy w dziejach literatury światowej, nie tylko XX wieku, ale na całej przestrzeni jej dziejów. Przepych stylu nie jest jedynym, a zapewne nie jest też najważniejszym kryterium rangi dzieła literackiego. Bywa że przepych stylu przerasta jego sens i ma czasem cechy pustej logorei. Alejo Carpentier należy do pisarzy, którzy z przepychu uczynili niezbywalny atrybut arcydzieła. Kilka miesięcy temu przypomniałem tu moją młodzieńczą lekturę „Królestwa z tego świata” Carpentiera. „Podróż do źródeł czasu”, to druga część tryptyku (trzecią jest „Wojna czasu”) powieściowego, którego bohaterami są Ameryka Południowa w całej jej „cudowności” oraz czas jako fenomen egzystencji, jeden z jej najbardziej tajemniczych i niezbadanych atrybutów. I tak, jak inspiracją do napisania „Królestwa” stała się dla Carpentiera podróż na Haiti przedsięwzięta w 1942 roku wspólnie z przyjacielem, wielkim aktorem Louis Jouvet, tak osnowę fabularną „Podróży” tworzy opis wędrówki bohatera przez wenezuelską dżunglę, między innymi przez zbieg rzek Orinoko i Vichada. Podróż była ucieczką, efektem „zniechęcania Europą, znużenia jej nieustanną pogonią za filozoficznymi chimerami”, wyrazem wielkiej tęsknoty za światem własnym” (Rajmund Kalicki). Zacytowany autor posłowia do tego kongenialnie przez Kalinę Wojciechowską przetłumaczonego na język polski dzieła, tak o nim napisał: „Opisując wędrówkę bohatera przez równiny, dżungle i epoki, przez płaskowyż, góry i odmęty czasu. Carpentier kierował się tęsknotą, by na wzór muzyki, której każdy temat można odegrać od końca, to samo zrobić w literaturze. Dzięki temu bohater mógłby wrócić do początków i odzyskać wolność, jakiej pozbawił go bieg zdarzeń. Dalej i dalej od zgiełku cywilizacji, okrucieństw drugiej wojny światowej, dokonuje się tu „metaforyczna podróż od kultury ku naturze, od miasta ku przyrodzie (…) wędrówka w głąb siebie, w głąb duszy”. W końcowej części tego ujęcia odbija się refleks fascynacji pisarza myślą Jean-Jacques Rousseau. Jednak żadna filozofia czy ideologia, choć był Carpentier nie tylko „rousseaunistą”, ale i człowiekiem radykalnej lewicy, a nawet komunistą bliskim kubańskiej rewolucji Fidela Castro (przez pewien czas był nawet jej reprezentantem jej kultury w ambasadzie w Paryżu, mieście bardzo dla niego ważnym), żadna filozofia ani ideologia nie skaziła doskonałości jego dzieła, nie pozostawiła na niej nawet plamki publicystycznej, choć historia i polityka jest silną osią takich jego dzieł jak „Eksplozja w katedrze” czy „Szaleństwo i metoda”. Zawsze jednak pojawiają się w kostiumie wielkiej metafory i uniwersalizacji. Na koniec, mam nadzieję, że nieoceniony Państwowy Instytut Wydawniczy będzie kontynuował swoją retrospektywną wędrówkę w głąb czasu przeszłego i wyda inne dzieła Carpentiera, w tym wyżej wspomniane, a także choćby „Harfę i cień”. Lektura „Podróży do źródeł czasu”, to możliwość prawdziwej kąpieli w barokowym przepychu stylu wielkiego Alejo. Przenajwyborniejsza lektura.

Alejo Carpentier – „Podróż do źródeł czasu”, przekł. Kalina Wojciechowska, posłowie Rajmund Kalicki, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, str. 351, ISBN 978-83-06-03418-9

--

 

Michał Piętniewicz


Iskra wyjdzie z Polski. Nota o „W Tobie pokładamy nadzieję” Jana Lohmanna.


w tobie pokladam nadzieje     Czemu pijesz? Bo mnie zostawiłaś. Ja jestem kogutem, dumnym, ty kurą, gonię za tobą, a ty uciekasz. Zdradziłaś mnie, a teraz chcesz do mnie wracać, muszę napić się wódki.
   „W Tobie pokładamy nadzieję” Jana Lohmanna, najnowsza książka krakowskiego pisarza, nie tylko tego rodzaju zagadnień dotyczy, jak powyższa, przeze mnie sparafrazowana sytuacja z tej małej, ładnie przez wydawnictwo Antykwa wydanej książeczki.
Nie tylko kobiet dotyczy książeczka Lohmanna, w której wiersze sąsiadują z prozą wspomnieniową. Dotyczy również rodziny, jako swoistego centrum, axis mundi świata, rzeczywistości. Rodziny, skąd wszystko bierze swój początek i drogi, jak od konara, czy źródła, drogi stają się gałęziami i rzekami, rozwidlają się, płyną w świat, zaczynają zakręcać, nurt staje się czasem nieprzejrzysty, mętny, gubi się główna treść życia. Tak dzieje, zdaje się mówić pisarz, kiedy człowiek zapomni o tym, co najważniejsze: o Bogu, rodzinie, przyjaciołach, planach, marzeniach. Eksperyment, który przytacza pisarz, właśnie tego dotyczy, o czym wspomniałem. Profesor przygotował słoik. Wpierw wypełnił go kamieniami i pyta studentów: pełen? „Pełen”, wołają, nieświadomi. Wtenczas nasypuje żwiru i pyta sali: „pełen”? Nikt już nie wychyla się, konsternacja. Potem dodaje piasku, dalej cisza. I na koniec nalewa wody, kiedy słoik wypełnia się po brzegi i wtedy pyta studentów: „o czym to świadczy”? Jakiś się wyrywa i mówi: to świadczy o tym, że nigdy dość zajęć i że kalendarz możemy jeszcze bardziej wypełnić. Na to profesor: jak nie pomyślimy zawczasu o sprawach najważniejszych, na początku, to nie wypełnimy dobrze i szczelnie tego słoika. Najpierw Bóg, Ojczyzna, rodzina, przyjaciele, marzenia, plany. A dopiero potem jakieś ozdóbki, świecidełka, rzeczy mniej ważne, pamiętajcie, mówi profesor, kończąc wykład.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

2 sierpnia niemożliwe stało się możliwe

treblinka 43 buntGalewski, Żelo Bloch, Sudowicz, Abraham Salzberg, Leon Haberman, Mosze Klajman, Chaim Tik, Simcha Tiszler, Berek Lajcher... Kto z Polaków ich zna, wie, kim byli? A przecież to oni dokonali niemożliwego. Niemożliwego? W życiu, jak się okazuje, wszystko jest możliwe. Nawet bunt, powstanie w największym na terenie Generalnej Guberni obozie zagłady, w Treblince. Historycy ustalili dziewiętnaście nazwisk ścisłego kierownictwa konspiracji, pewnie było ich więcej. Ci inni już na zawsze pozostaną bezimienni…