Książki pod lupą - Lem
Życie nie z tej ziemi

lem zycie

Click to download in MP3 format (9.16MB)


 

Książki pod lupą - Yoro

yoro

Click to download in MP3 format (9.16MB)

WANDA NOWIK-PALA

UBARWIĆ RZECZYWISTOŚĆ

 

ubarwic2

 

            Świat jest ogromną paletą barw spoczywającą w rękach wszechwładnej Natury. Nie zawsze to doceniamy. Przyzwyczajamy się do otoczenia i na ogół traktujemy je jak coś oczywistego, a jednak zdarza się, że stajemy nagle oniemiali z zachwytu nad urodą jakiegoś zakątka, jakbyśmy go dopiero co ujrzeli. Wystarczy zmiana oświetlenia, pory roku czy dnia oraz odpowiedni nastrój, a wszystko wygląda inaczej. Obraz naszej codzienności według Marii Szyszkowskiej zależy bowiem „...od stopnia naszej wrażliwości i uczuciowości, od intensywności przeżywania, od naszej indywidualności, umysłowości, tęsknot, nadziei, fantazji, wyobraźni, upodobań i skali wartości”(„Twórcze niepokoje codzienności”). Każdy nosi w sobie gotowość odczuwania piękna, lecz istnieją ludzie, którzy urodzili się ze szczególnym darem, dzięki któremu odbierają i przeżywają wszystko w dwójnasób. I to oni właśnie najczęściej zostają artystami.   

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Żeromski bliższy prawdy

manipulacje i tajemniceStefan Żeromski żył niezbyt długo, ledwie sześćdziesiąt jeden lat. Za kilka dni, dwudziestego listopada będziemy obchodzili dziewięćdziesiątą drugą rocznicę śmierci autora „Ludzi bezdomnych”, „Popiołów”, „Syzyfowych prac”, „Przedwiośnia”, dziesiątków opowiadań i dramatów. Bez wątpienia w historii polskiej literatury zasługuje na miejsce w panteonie. Był pisarzem popularnym za życia, święcił triumfy przez wiele lat po śmierci. Jak jest dzisiaj? Pewnie trochę odchodzi w zapomnienie, to proces naturalny, niewielu twórców tworzy dzieła na tyle uniwersalne, że są czytani przez pokolenia. Anegdotycznie muszę, gwoli prawdy, dodać, że siedząc w roku 1984 w Areszcie Śledczym na Mokotowie zaparłem się, biblioteka więzienna była nieźle zaopatrzona, i przeczytałem przez kilka miesięcy całego Żeromskiego. Całego! Już wówczas część jego utworów, nawet dla mnie, który lubił jego najważniejsze powieści, była trudna do strawienia.

Zdzisław Antolski

 

CUDOWNE WAKACJE

 

domek nad    Bożena Helena Mazur Nowak, polska pisarka mieszkająca w Anglii, znana jest ze swojej twórczości poetyckiej, a także z mistrzowsko napisanych krótkich opowiadań pt. „Przerwane życie”, w których potrafiła oddać dramatyzm ludzkiego losu w zetknięciu ze śmiercią. Te mini prozy zostają na długo w pamięci i odciskają swój ślad w psychice czytelnika. Po ich przeczytaniu już nigdy świat nie będzie taki, jak przedtem.

    Drugą książką prozatorską pani Bożeny są wakacyjne przygody dwóch sióstr. Można domniemywać, że są to wspomnienie prawdziwe, bowiem Autorka zamieściła na wstępie książki piękny wiersz, coś w rodzaju poetyckiego motta:

 

Za każdym razem, kiedy nozdrza drażni zapach świeżego chleba,
wspomnienia powracają. Wielkie pajdy chleba babcia kroiła na piersi,
kreśląc znak krzyża, smarowała miodem
Kubek mleka zaczerpnięty z wiadra stojącego na kamiennej podłodze
w chłodnej sieni nowego domu.

 

Na dworze pełnia lata buszująca w brzemiennym sadzie. Babcia
w letniej kuchni szykująca zalewajkę.
Dziadek w polu za domem drepczący za pługiem z lejcami na karku.

 

Przed domem strumień szemrzący wesoło,
chłodzący nasze zmęczone całodziennym bieganiem nóżki (…)

 

    Tamte chwile, spędzone na wsi, powracają do dziś wspomnieniami pod wpływem zapachu chleba, zupełnie jak w powieści Marcela Prousta, którego bohater po zjedzeniu ciastka, magdalenki, przypomina sobie powoli całe swoje życie. Piękne strofy przypominają świat, który już nie istnieje. Zmieniła się diametralnie polska wieś i zamieszkujący ją ludzie. Nadszedł chyba ostatni moment, abyśmy my, którzy ją pamiętają, a mówię w liczbie mnogiej, bo sam mam dług wdzięczności, wobec tej tradycyjnej polskiej wsi, oddali jej obraz dla potomności w literaturze.

 

    Książka jest pamiętnikiem starszej z sióstr, Boni, która po wakacjach rozpocznie naukę w szkole podstawowej. Literacki chwyt z pamiętnikiem przypomina nam „Dzieci z Bullerbyn”, co nie jest zresztą żadnym zarzutem, bo powieść Astrid Lindgren to dzisiaj klasyka i pierwsza liga światowej literatury dla dzieci. A pamiętnik, to częsty rodzaj narracji w literaturze dla dzieci, przypomnijmy sobie choćby „Plastusiowy pamiętnik”, Kownackiej. Bonia i jej siostra Dzidka mieszkają z rodzicami w Opolu, a na wakacje jadą najpierw pociągiem do Jeleniej Góry, żeby później niebieskim autobusem PKS-u trafić do Maciejowej, a stamtąd, już furmanką dziadka, zakończyć wędrówkę we wsi Komarno, w „domku nad strumykiem”, jak oznajmiała autorka już w tytule książki. Nie tylko strumyk, ale łąka i las dostarczają dziewczynkom wielu wzruszeń, a do Jeleniej Góry będą jeszcze dojeżdżać na targ. Wieś oczaruje ich zapachami i zwierzętami, wśród których wyróżnia się Siwa, kobyła dziadka oraz źrebak, o imieniu Lalka. Dziadek jest też zdolnym majsterklepką i dla dziewczynek potrafi zrobić drewniane koniki, hulajnogi i łuki. Natomiast babcia ma pokój pełen skarbów i rodzinnych pamiątek.

 

    Rankiem dziewczynki budzi pianie koguta, jedzą smaczne wiejskie śniadanie z mlekiem prosto od krowy. i obserwują przyrodę: jaskółcze gniazda, malwy w ogródku, pszczoły z pasieki sąsiada. Na spacer wędrują do lasu, a tam spotykają jeża, zająca i łanię z małym jelonkiem, a w drodze powrotnej, kuropatwy. I oczywiście zbierają czarne jagody, rosnące pod lasem. Innym razem znajdują ślimaka, jaszczurkę i zaskrońca. Mimo tylu atrakcji Bonia zauważa swoją rówieśnicę z sąsiedztwa, Sabinę, która musi się opiekować licznym rodzeństwem, z powodu choroby matki. Pomaga koleżance, a na odpuście kupuje jej prezent – złote zapinki do pięknych rudych włosów. Tak rodzi się solidarność dziecięco-wioskowa.

 

    Warto tu wspomnieć, że główni bohaterowie powieści, to rodzina repatriantów zza Buga, która na tzw. Ziemiach Odzyskanych zapuściła korzenie, a pamięć o przeszłości wspomina oglądając, wspólnie z dziećmi, stare fotografie i pamiętniki. Zachowała się nawet w rodzinie stara już księga, powieść Tołstoja „Anna Karenina” w języku rosyjskim, artefakt dawnych czasów, w dodatku nadal czytana przez ciocię. Starsza dziewczynka, Bonia, chłonie te wiadomości, natomiast młodszą Dzidkę bardziej interesuje rodzinna biżuteria, którą oczywiście zaraz przymierza.

 

    Na wakacjach odwiedza ich ojciec, żeby pogadać z dziadkiem. Wspólnie zwożą siano i pieką ziemniaki w ognisku. Dowiadują się od dziadka o „cudzie nad Wisłą”, w rocznicę tego wydarzenia (wówczas w PRL-u święto zniesione i przemilczane w oficjalnej prasie i w radiu) i modlą się w przydrożnej kapliczce. A jakby tego było mało, gubią się w czasie burzy, a potem spotykają wędrownych Cyganów i zachwycają się ich śpiewem i tańcami. Zajadają się jabłkami, gruszkami i porzeczkami, korzystając z urodzaju. Oczywiście nie może zabraknąć peerelowskich przysmaków, jak oranżada w proszku, ale równoważą ją domowe racuszki z jabłkami i z rabarbarem, polane śmietaną, albo smażone ziemniaki ze skwarkami, a na deser babka drożdżowa. Wśród czasopism znajdziemy „Gościa Niedzielnego” i „Filipinkę”, zaś w telewizji obejrzymy obowiązkowo Jacka i Agatkę. Ale nie o te smaczki i klimaty społeczno-polityczne w tej książce chodzi, a o ukazanie, z niezwykłą prawdą psychologiczną, dziecięcego zachwytu nad odkrywanym światem przyrody. A także budzenie się uczuć rodzinnych i społecznych, kształtowanie się tożsamości psychicznej i historycznej.

 

    Książka napisana jest bardzo sprawnie i klarownie, pięknym i prostym językiem. Myślę, że z przyjemnością będą ją czytać zarówno dzieci, jak i dorośli, bo wbrew pozorom „literatury dziecięcej”, ma ona kilka pięter czytania i w tle przynosi sporo refleksji na temat historii naszego kraju, przemian obyczajowych i społecznych, a także politycznych, jakie się w ciągu ostatnich dekad dokonały.

 

    Mało ukazuje się na naszym rynku wydawniczym dobrych książek dla dzieci, a powieść Bożeny Heleny Mazur Nowak jest tu szlachetnym wyjątkiem. Warto przy tym zwrócić uwagę na piękne i staranne wydanie, co na pewno doceni zarówno dziecięcy, jak i dorosły czytelnik.

 

…………………………

Bożena Helena Mazur Nowak „Domek nad strumykiem”, Novae Res, Gdynia 2017 r., stron 200.

Zdzisław Antolski

 

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Od komunizmu do opozycji

dzienniki53 82Czasami się dziwię, że można napisać tak ogromną książkę. A jeszcze bardziej gdy dowiaduję się, że to dopiero pierwszy tom. Nawet jeśli pominąć wstęp Andrzeja Friszke i notę edytorską „Dzienniki 1953–1982”, to prawie sześćset stron.

Woroszylski zaczął swój „pamiętnik” podczas „ekskursji” do Związku Radzieckiego w roku 1953 jako ortodoksyjny komunista. Pokazywano mu wsie potiomkinowskie, a on coraz częściej zadawał sobie pytanie gdzie jest prawda, a gdzie fałsz.. Czy już wówczas przejrzał na oczy? Pewnie nie. Zresztą niewiele zapisków z tego czasu w „Dzienniku”. Bo też nie ma tu ciągłości. Jest rok '53, nie ma '54, mamy kolejne lata, a potem znów przerwę od roku '60 do '66 i kolejną od '69 aż do '79. Tak naprawdę bardzo obszerne są zapiski jedynie z lat 1980–1982.

Książki pod lupą - Stancje

furia

Click to download in MP3 format (9.16MB)


 

Książki pod lupą - Furia

furia

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Józef Jasielski

 

CZECHOW  UKRZESŁOWIONY

 

jasielskiDzieje się od lat w polskim teatrze coś takiego, że już nie wypada, ba, wstyd ! pokazywać klasyka bez reżyserskich ekstrawagancji. Na naszych scenach odgrywa się nudne ceremonie dobijania starego sensu w imię nowego rozumienia, czyli na opak. Polski teatr układa sobie stosunki z klasykami na zasadzie swoistej nekrofilii. Wyobracać takiego nobliwego nieboszczyka, przydusić, wymiętolić obscenicznym gestem i na koniec przydać nadętej głupoty, żeby nie był mądrzejszy od nas… Daleki jestem od teorii spiskowej, ale ten trend tak się dziarsko mutuje w nobilitacjach i gratyfikacjach, że już nie nadążam ze swoim zaprzałym konserwatyzmem… I, dalibóg, cenię bogactwo wyobraźni, promowanie własnej osobowości / jeśli się takową posiada /… I tak ciężko wywalczoną „wolność artysty”. Tylko wolność – od czego ? Gorzej, że coraz częściej w teatrze chce mi się wyć i uciekam zniesmaczony, bo nie ma tam myśli, którą bym chciał zatrzymać; nie ma obrazu, który chciałbym ożywić, nie ma emocji, która by mnie wsparła na resztę dnia…

Andrzej Walter

 

Czekając na Godota

 

dzieci kaina   Nasz świat czeka na Godota. Jak powiedział Św. Augustyn „-Nie rozpaczaj: jeden z łotrów został zbawiony. (...) Nie pozwalaj sobie: jeden z łotrów został potępiony”. A my? Kto z nas jest łotrem, kto będzie zbawiony, a kto potępiony? Panie Beckett, żeby to było takie proste...

   Czekając na Godota znów sięgam po kolejną książkę wrocławskiego Wydawnictwa Książkowe Klimaty. Wydawnictwo działa od 5 lat i publikuje współczesną prozę europejską, kierując się przede wszystkim na południe. Choć to raczej kierunek południowo-wschodni, a Wschód, to być może jedyny kierunek, z którego może nadejść duchowe oczyszczenie. Choć pojęcie „wschodu” traktuję bardzo umownie... Kolejna opowieść, o której chciałbym podjąć rozważania to książka Nikosa Panagiotopoulosa „Dzieci Kaina”. Niech nas jednak nie zmyli ani autor, ani kraj, skąd pochodzi, ani też realia opowiedzianej historii. To bowiem jest przewrotna opowieść o nas. O tobie i o mnie, o każdym z nas, a jej uniwersalizm wyraża się własną, wnikliwą i jakby samoistnie ustanowioną retrospekcją dopiero co wyrzuconych na śmietnik wartości oraz doskonałą analizą stanu naszego ducha.