Z serii: Debiuty poetyckie roku 2017 – Ewa Herbst

 

 

Andrzej Walter

 

Dwa narody z jedną duszą

 

dokument podrozy   Nie wiem czy zdołam „unieść” ten temat. Nie wiem też, czy to możliwe dla kogoś, kto nie był świadkiem tamtych wydarzeń, a relacje faktów oraz interpretacji zna jedynie z literatury, analiz czy ustnego przekazu żyjących jeszcze świadków? Nie wiem. Jednak spróbuję. Zwłaszcza w obliczu tak udanego i ciekawego debiutu.

 

   I kochani. Od razu, na samym początku, we wstępie, złożę jasną, otwartą i precyzyjną deklarację w postaci motta zaczerpniętego właśnie z wierszy Ewy Herbst. Oto ono:

 

 

Jan Adam Borzęcki

 

Wnucek każdego ustroju*

 

wnucek   Uważnym czytelnikom oraz interesującym się polską literaturą współczesną osoby pisarza Włodzimierza Kłaczyńskiego przedstawiać nie trzeba. Jako dojrzały, wytrawny pisarz Włodzimierz objawił się na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a jego literacką pozycję podniosła ekranizacja powieści Popielec. To wtedy Henryk Bereza uznał go za godnego twórczej nobilitacji zaliczając do literackich blękitnokrwistych. Kolejne książki utwierdziły jego status jednego z najciekawszych, współczesnych polskich pisarzy, który swą oryginalnością, epickością i wyrazistością przekazu nawiązuje do najlepszych tradycji rodzimej powieści. Kolejne lata przynosiły nowe książki potwierdzające jego epickie predyspozycje; książki które mimo zmiany powieściowej konwencji oraz literackich gustów wciąż znajdują rzeszę czytelników, u których autor cieszy się opinią pisarskiego autorytetu. Pewnie dlatego, że chociaż czas dyktuje nowe literackie mody, lansuje inny rodzaj języka, bywa rodem wręcz z przysłowiowego rynsztoka, uczciwe pisarskie rzemiosło wciąż ma swoich adoratorów chętnie sięgających po książkę dobrze napisaną, komunikatywną i sprawdzoną doświadczeniem autora. O pisarskim animuszu Włodzimierza Kłaczyńskiego najlepiej świadczy aktualna lista twórczych dokonań, na której figuruje kilkanaście pozycji książkowych. Proszę darować tę nieostrą informację, ale chociaż staram się śledzić pisarski dorobek autora, twórczy dynamizm Włodzimierza Kłaczyńskiego powoduje, że zaczynam się gubić. Tym bardziej wobec szwankującej komunikacji międzyśrodowiskowej oraz ograniczoności krytycznych zainteresowań. W każdym razie obok wspomnianego Popielca wymienić należy także tryptyk mikropowieści Wronie pióra (1986), powieść Anioł się roześmiał (1994), znakomity cykl dzienników I pies też człowiek (1997) oraz I kot ma duszę (2001), pięciotomowy powieściowy cykl historyczny Miejsce (2005 – 2008), a także zbiór utworów scenicznych Oficyna (2017). Poza tym Włodzimierz Kłaczyński jest także autorem powieści radiowej Skorpionada (2010) oraz bohaterem wywiadu - rzeki Zobaczyć rzeczywistość, w której jego interlokutorem był krytyk literacki Janusz Termer. Jeśli coś ominąłem, mam nadzieję na łagodny wymiar kary.

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Tajemnice PRL - romanse, polityka, gospodarka

Kryminał polityczny – taką definicję na użytek własny zastosowałem do „Diabelskiego uroku” Janusza Rolickiego, który, ma na koncie duży dorobek pisarski o charakterze głównie publicystycznym (m.in. wywiady rzeki z Edwardem Gierkiem i jego biografię, wywiad-rzekę ze Zbigniewem Bujakiem „Przepraszam za „Solidarność”, wywiad rzekę z nim samym, „Wańka-wstańka”, sagę rodzinną „Wyklęte pokolenie”. Rolicki jest jednak także autorem napisanej w latach osiemdziesiątych pod pseudonimem Andrzej Łaniewski powieść „Dygnitarz” (1981), a kilka lat później (1984) zatrzymanej przez cenzurę powieść „Prezenter”, opublikowanej w końcu w 1990 roku. Przed mniej więcej rokiem powrócił do gatunku, jakim jest powieść polityczna, wydając kolejno: „Diabelski urok” (2016) i „Nieznośny urok PRL” (2017).

Książki pod lupą - KREW

krew

Click to download in MP3 format (8.93MB)

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Wielki powrót Łobodowskiego

komyszeChciałoby się złożyć ręce i powiedzieć: Boże mój, jak to możliwe? Nie do uwierzenia. „Komysze” (476 stron), „W stanicy” (552 strony), „Droga powrotna” (432 strony) – trójksiąg Łobodowskiego. To niebywałe, że te książki nie były/nie są znane w Polsce. Nie ma nawet wzmianki o nich w Wikipedii (ale, jak napisała mi niezawodna Maria Jentys, są wymienione w biogramie pisarza zawartym w PWN-owskim przewodniku encyklopedycznym „Literatura polska XX wieku” – WN PWN 2000. Krótką wzmiankę o tej wspaniałej trylogii znaleźć można także w „Literaturze polskiej 1939–1991” Ryszarda Matuszewskiego, w wydaniu 2, poprawionym i uzupełnionym, z 1995). A i teraz niewiele osób je pozna – ledwie tysiąc egzemplarzy nakładu… Wydane poprzednio tylko raz, w londyńskim Gryfie w latach 1955–1960. Po Czarnyszewicza „Nadberezyńcach” to najważniejszy – jestem tego pewien – powrót do Polski wielkiej literatury emigracyjnej. Niski pokłon dla Bernarda Nowaka i jego lubelskiego wydawnictwa Test. Równie niski przed Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego za sfinansowanie edycji. Wspaniała, wielka literatura o Sowietach początku lat dwudziestych ubiegłego wieku… W wielu miejscach to książka nie gorsza od „Chłopów” Reymonta (zwłaszcza w opisach Kozaków kubańskich).

 

Iwona Suwała - RECENZJA Z PŁACZU CIĘ PODNIOSĘ

 

z placzu cie podniose   Biorąc w ręce tomik Jana Strządały pt. "Z płaczu Cię podniosę", czytelnik zanurza się  w przestrzeń różnorodnych emocji, pięknych, trudnych i niezbędnych do głębokiego przeżywania każdego aspektu życia.

"Lubię jak pisklęta, nie spadają na bruk!" pisze poeta w wierszu "Aż do odlotu". I tak jest z ludzkimi uczuciami, nie powinny spadać na bruk. Powinny być noszone delikatnie i z uwagą.

 

Klaudia Pompa

W labiryncie prostych słów

 

Lata szkolne JezusaGroteskowy tytuł powieści z pewnością nie odbija się bez echa, nie tylko przyciąga uwagę czytelnika, lecz także pochłania go w swej treści. Już od pierwszych stron nie jesteśmy w stanie się oderwać, kartka po kartce stajemy bliżej opisywanych wydarzeń. Przesiąknięci historią, zaczynamy czuć jej głębsze znaczenia.

 

Andrzej Wołosewicz

 

 

Czy szósty tomik może być na 6?

 

poznia thAgnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz wydała swój szósty tomik. Poprzednie ukazywały się w latach 2000 („Gdyby tak miłość”), 2004 (Kobiety”), 2011 („gównazjum”), 2013 („Sublimacje”) i 2014 („Wiersze na kartki”). Szósty tomik zatytułowany „późnia” jest datowany na 2017 a dostajemy go tuż po nowym roku, bo tak to już bywa z tomikami z końca każdego roku kalendarzowego, że zanim dotrą do czytelnika to mamy rok kolejny chociaż prace wydawnicze (i odpowiednia data w książce) skończyły się rok temu J. Można to też zrzucić na feralną późnię, ale o tym później. Podałem tą datologię (jest późnia może być datologia), aby uzmysłowić i sobie i czytelnikom, że mogą być, że są jeszcze poeci, którzy się nie śpieszą (późnia?), nie zarzucają nas tomikami w cyklu co rok to prorok i podałem ją z satysfakcją, bo zawsze jestem podejrzliwy wobec „nadprodukcji” poetyckiej. Moje doświadczenie ze sztuką jest takie, że wszystko musi się odleżeć. Mamy oczywiście etapy, okresy napięcia twórczego, gdy wyrzucamy z siebie to, co nam Muzy dyktują niczym wulkan. Oczywiście mam pełną akceptację dla takich momentów nagłej i intensywnej erupcji, ale gdy staje się ona regularnie częsta nabieram podejrzliwości. Każde narodziny, tak wiersza jak i człowieka muszą być poprzedzone ciążą, porodem i – nie zapominajmy – połogiem! Agnieszka zdaje się sprzyjać tej zasadzie niespieszności. Tak to wynika z przedstawionych dat i z tego, co mówiła na spotkaniu promocyjnym w dniu 15 stycznia 2018 roku w siedzibie ZLP.