rekomendacje spp 01 10 18

 

 

Wacław Holewiński

Julian Wołoszynowski – nie dać mu zginąć…

przed wschodemNota o Julianie Wołoszynowskim w Wikipedii: „(ur. 4 kwietnia 1898 w Serbach (obecnie Гонтівка) na Podolu, zm. 16 grudnia 1977 w Warszawie) – polski prozaik, dramatopisarz, krytyk i aktor teatralny. Studiował w Kijowie. Od 1919 mieszkał w Warszawie; był aktorem w Reducie (1922-1924). Był synem Joachima i Marii z Łukaszewiczów.” Wymieniono też utwory napisane przez pisarza. Koniec, kropka. Nic więcej. Czasami łapię się za głowę – to ten przypadek. Ktoś, kto napisał współcześnie dwie, trzy książki ma ogromną notę, pisarz wybitny, a takim bez wątpienia był Wołoszynowski, krótkie cztery zdania…

 

Andrzej Walter

 

Gdzie by tu zrobić kupę za darmo

 

danse macabre i inne   Niezwykle rzadko zdarza się w przestrzeni polskiej poezji, że jakiś tom doczekuje się swojego drugiego wydania. Dokonał tego między innymi Piotr Macierzyński – świetny poeta z Łodzi, można rzecz ryzykownie określić - wciąż jeszcze młodego pokolenia (1971). Jego debiutancki tom z roku 2001 wydany nakładem krakowskiego Wydawnictwa Zielona Sowa zatytułowany „Danse macabre i inne sposoby spędzania wolnego czasu” doczekał się w ubiegłym roku wznowienia przez białostocką Fundację Sąsiedzi. Natrafiłem na niego w warszawskiej księgarni Uniwersytetu Warszawskiego – jaskiniowym relikcie zaopatrzonym wciąż, aczkolwiek przyznajmy -nieco chaotycznie, w tomy współczesnej polskiej poezji...

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Trzy wspaniałe eseje czarne jak atrament

rekopis znaleziony na scianiePrzypuszczam, że niewielu czytelników tego tomu złożonego z trzech esejów domyśliło się od razu, że jego tytuł: „Rękopis znaleziony na ścianie” (przynależny do pierwszego z esejów) ma wydźwięk makabryczny. Chodzi bowiem o rozbryzgany na ścianie mózg hrabiego Jana Potockiego, twórcy „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Wydaje mi się to celową uwagą wstępną, bo eseje Krzysztofa Mrowcewicza przeniknięte są czarną barwą głębokiego pesymizmu egzystencjalnego, podanego jednakowoż językiem jasnym autora, którego ten świat może i zasmuca, ale też i jednocześnie zachwyca, fascynuje swoją niemożliwą wprost urodą, estetyczną i intelektualną. Jest bowiem piękny pięknem swojego bogactwa i swojej grozy. Bohaterami dwóch esejów Mrowcewicza są wspomniany Jan Potocki i Jan Kochanowski, a bohaterem - o ile można się tak wyrazić - trzeciego jest: ogród z „Sofijówki” Stanisława Trembeckiego. Esej o Potockim zaczyna się opisem pistoletu, z którego tenże strzelił sobie w głowę, czyli opisu narzędzia samobójstwa. Więcej, to opis procesu mechanicznego, podanego jakby w zwolnionym tempie, w sekwencji stop-klatek, który kończy się wniknięciem kuli w czaszkę i mózg pisarza. I nagle z tego ponurego, zakrwawionego pokoju w podupadłej posiadłości Potockiego w Uładówce na Ukrainie eseista przeskakuje w migotliwy, kalejdoskopowy, niepochwytny świat tego pisarza, ezoteryka, filozofa, mistyka, kabalisty, podróżnika, szaleńca, przyrodnika, człowieka pozbawionego złudzeń co do życia. Jest w tym eseju myśl co prawda nie nowa, że świadomość Potockiego oraz esencja i sens esencja jego sławnego „Rękopisu” rodzi się na styku czasów oświeceniowego rozumu, który zaczyna być podmywany przez nadchodzącą, irracjonalną epokę romantyczną i przez chaos, który wbrew oświeceniowej utopii jest nieodłącznym atrybutem i zasadą świata. I ta myśl, że był on krańcowym, czarnym, depresyjnym pesymistą. Jako się rzekło, myśl to nie nowa, bo o tym czytałem już w 1965 roku, kiedy na ekrany kin weszła ekranizacja „Rękopisu” dokonana przez Wojciecha Jerzego Hasa. Toteż jednak eseju Mrowcewicza nie należy czytać propedeutycznie, lecz estetycznie nade wszystko. Opowiada on o Potockim jako mistrzu czterech sztuk: „opowiadania historii”, „budowania ruin” (choć w „Rękopisie” opisów ruin niemal nie ma, ale fenomen „ruiny” jakby unosi się jak duch nad tą powieścią), „udawania zwanej też sztuką aktorską” („Rękopis” jest w znaczącej warstwie powieścią o udawaniu, o graniu, jej postacie nieustannie udają inną tożsamość lub inna jest im przypisywana, zamieniają się tożsamościami, mylą się co do tożsamości lub innych co do niej zwodzą, korzystają z innych tożsamości lub przeglądają się w niezliczonych lustrach, tu prawie nikt nie ma jednolitej, stałej, zastygłej tożsamości) oraz „sztuki odbierania sobie życia” (sławne samobójstwo). Opowiada o nich Mrowcewicz wędrując zarówno przez wybrane wątki „Rękopisu” oraz przez fragmenty świata, który w bliższym czy dalszym sensie był światem Jana Potockiego. Eseistyczna narracja Mrowcewicza – chce się rzec – zapiera dech po pierwsze zjawiskową erudycją, ale to jeszcze mało powiedziane, bo erudytów jest sporo. Autor zapiera dech swoją umiejętnością uczynienia z erudycji sztuki o finezji i lekkości motyla. Portretuje świat Potockiego, świat, w którym on egzystował, poprzez przygody, persony, krajobrazy budowle, przedmioty. Esej sprawia wrażenie dzieła impresjonistycznego albo iluzjonistycznego. W zależności od tego pod jakim kątem go czytamy, taki obraz się wyłania. Można odnieść wrażenie, że Mrowcewicz zbudował swoją eseistyczną narrację na podobieństwo linkowego systemu w internecie. Po kliknięciu w dowolne pojęcie, nazwisko, zdarzenie wyłania się nowa bogata kraina, która mnoży się na podobieństwo systemu opowieści szkatułkowej. Można też rzec, że Mrowcewicz pokazał postać Potockiego i jego „Rękopis” kontekstualnie, odsłaniając to wszystko czego w materii powieści nie ma, a co czai się jakby za ścianami zamkniętych przestrzeni, w której dzieje się jej akcja.

Książki pod lupą - Krotka historia

Stowarzyszenia Nieurodziwych Dziewuch

Krotka historia

Click to download in MP3 format (9.93MB)


Książki pod lupą - Nic o mnie nie wiecie

Nic o mnie nie wiecie

Click to download in MP3 format (9.59MB)

 

Krzysztof Kwasiżur

 

Tej jesieni będę pisał wiersze

 

w szranki z czasemJesień to specyficzna pora roku; zwiastuje rychłe nadejście zimy i zbliżający się koniec roku. Z jakiegoś powodu to nie zima kojarzy się
z podeszłym wiekiem (choć przecież mówi się o szronie na skroniach), a jesień. W tej konotacji zdanie: "Tej jesieni będę pisał wiersze" zaczyna nabierać pięknej dwuznaczności; czy to ta pora roku nastroi mnie poetycko? Przecież poeci jesienią tak jakby wzmagają działalność. Czy może idzie o to, że jesień życia spędzę na egzystencjalnej zadumie i pisaniu wierszy?

Dla literata Kazimierza Lindy - autora książki poetyckiej "W szranki z czasem" oba te wyjaśnienia wydają się poprawne. Jego przykład teraz przywołuję, bo to on umieścił powyższe słowa w najnowszym swoim zbiorze wierszy.

 

Stanisław Stanik

 

Wysokie sfery

 

zamknieci w skaleKlasyczna powieść podporządkowuje sobie życiorysy i sytuacje dla uzyskania końcowego efektu, który zwykle zwieńcza się pointą. Mówi się o powieści zagadce, powieści moralitetowej, powieści z kluczem itd. W najnowszej prozie pojedyncze losy i sprawy nie podlegają nadrzędnej koncepcji, są otwarte. Dobrze skrojona powieść tradycyjna miała tę przewagę nad nowoczesną, że panowała w niej harmonia, ład i porządek. Napisanie jej było sztuką samą w sobie.

            Nowatorska w intencjach i rozwiązaniach jest proza Ewy Marii Serafin pt. „Zamknięci w skale”. Pozornie nieuporządkowana, toczy się równo z życiem głównej jej bohaterki Anny. Zaczyna się niespodziewanie i kończy tak samo. Zdaje się ją tylko spinać motyw skamieliny, która jest utrwaleniem życia po wsze czasy, dopóki istnieje skała. Ten motyw pojawia się parokrotnie w powieści i daje wyjaśnienie jej wewnętrznego motywu - głodu życia.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Para geniuszy z dodatkiem gepardzicy

Miasteczko SurrenderRecenzent „The Glob and Mail” napisał, że „Edgar Allan Poe zrozumiałby tę książkę i obwołałby ją arcydziełem”. Być może by obwołał arcydziełem, ale czy by zrozumiał? Mam wątpliwości. Nie ze względu na treść, suspens, budowę postaci, napięcia. Przez technikę. Inna epoka, inne środki, inny sprzęt., inny rodzaj myślenia o przestępstwie, inne problemy społeczne. Sto pięćdziesiąt lat dzielących pisarzy to po prostu przepaść.

A czy jest to arcydzieło? Uczciwie mówiąc, ale od razu zastrzegam: nie jestem czytelnikiem kryminałów, mam wrażenie, że Carr napisał lepszą książkę. Tak, tak, „Alienistę”. Co nie znaczy, ze „Miasteczko Surrender” czyta się źle. Nie, to świetnie napisana powieść ze wszystkimi atrybutami przynależnymi gatunkowi.

Książki pod lupą - Słonie w ogrodzie

Slonie w ogrodzie

Click to download in MP3 format (9.06MB)