Anna Maria Musz

 

Na kolcach jeża”, czyli poetycki korowód Jana Stanisława Kiczora

 

na kolcach jezaBył w staropolszczyźnie piękny zwyczaj tworzenia sylw, czyli obszernych ksiąg domowych z różnorodnymi zapiskami. Obok refleksji, wspomnień czy ważnych dat i wydarzeń, spisywało się w nich także ciekawostki bądź warte uwagi wyimki. I choć w kolejnych wiekach domowy ten zwyczaj zanikł, samą ideą literatury sylwicznej „zaopiekowali” się już wyłącznie twórcy: prozaicy oraz poeci. A przyznać trzeba – piszę o tym trzymając w ręku najnowszą książkę poetycką Jana Stanisława Kiczora „Na kolcach jeża” – że w przypadku poety, zwłaszcza obdarzonego dużą wyobraźnią i zmysłem językowym, sylwa stanowi znakomity pretekst do objawienia czytelnikom pełni talentu, poczucia humoru i literackiej zręczności. Zresztą nie tylko samo zróżnicowanie tematyki i formy poetyckich tekstów skłania mnie do poszukiwania relacji między literaturą staropolską a iście barokowym bogactwem premierowego tomu warszawskiego poety. Jest bowiem także w tych wierszach miejsce dla przyjaciół (jak na staropolskiej uczcie), jest biesiadna swoboda (uczta odbywa się wszak głównie w gronie literatów, którzy z reguły abstynencją się nie katują), jest wreszcie miejsce dla utworów układających się w cykle poetyckie – i dla krótkich, kilkuwersowych miniatur.

Andrzej Walter

 

Metafizyka nieobecności

 

 

PMN   Byłem przy grobie / ale mój krzyk jeszcze nie był gotów, / jeszcze nie wróciłem (…) / uśmiechnąłem się lekko (– Tren zielony) P.M-N. 2001

 

   Pytaniem zasadniczym jest: czy potrafimy obłaskawić nieobecność? Nieobecność tragiczną, dramatyczną, zaskakującą o tyle, o ile czas może nas zaskoczyć sytuacją dla człowieka oczywistą – nadejściem końca osoby najbliższej, nagłego przejścia z bytu w niebyt i uderzenia w nas taką sytuacją - we mnie, w ciebie i właściwie w każdego, kto potrafił być szczęśliwy. Przecież przytrafi się to każdemu z nas, ktoś będzie pierwszy, ktoś następny, ktoś ostatni … i ktoś wreszcie … pozostanie sam. Jakże bolesna to perspektywa. Zatem zapytajmy, być może nie czy, ale właściwie jak, potrafimy obłaskawić nieobecność? Jak zagospodarować tę pustkę, albo też jak – to chyba niewłaściwe słowo, zagospodarować – jak bardziej – oswoić pożegnanie, ocalić siebie i swoją w tym jedność w tej nieoczekiwanej samotności poprzez ostateczne rozstanie? Takie pytanie nie każdy może zadać. To pytanie dla wybrańców. Pytanie tylko dla tych, którym dane było zakosztować cudu miłości najpełniejszej, opartej na przyjaźni, szlachetnej wierności i oddaniu się sobie nawzajem ponad siebie samego i ponad własne ego. To pytanie szczególne.

Wanda Nowik-Pala

 

SIŁA WYRAZU

 

Marian Czapla i jego obrazy         Sposób malowania jest nierozerwalnie związany z osobowością artysty, a ponieważ nie ma dwóch identycznych jednostek, mamy do czynienia z niesamowitą różnorodnością stylów, technik, tematyk i kolorystyk. Oczywiście w różnych epokach istniały i nadal się pojawiają ogólne trendy i kierunki, lecz zawsze liczył się indywidualizm, który decydował o rozpoznawalności dzieła, szczególnie jeśli wnosił coś nowego, zaskakiwał oryginalnością i pomysłowością. I obojętne, czy był to rysunek, rzeźba czy obraz, najważniejsze, że siłą wyrazu przykuwał uwagę widza. Jestem pewna, że obrazy Mariana Czapli to kryterium spełniają. Są pełne ekspresji i dramatyzmu. Uderzają ostrością i oryginalnością barw, wyrazistością konturów i energią ruchu.

Zbigniew ikona - Kresowaty

 

W labiryncie myśli

 

labirynt mysli              Świat dzisiejszy staje się coraz bardziej złożony, otwarty, wybuchowy i szybki, a jednocześnie tajemniczy, a przez to ciągle nieprzewidywalny. Zatem narracja opisowa takiego świata, wejście w jego meandry, kiedy stosujemy różnorakie odsłony słowa, staje się coraz bardziej zaangażowana, także różnorodna... Poeta stawia słowa metaforyczne, stawia synonimy, uczy nas osobnego myślenia, tworząc własny kod myślowy, poeta tłumaczy z języka nieznanego, tworzy autorski labirynt myślowy, ale kiedy czyni to bardzo młody 27 letni tym bardziej staje się to interesujące. Patryk Jagliński, to o nim o poecie  wrocławskim chcę  mówić, wydał książkę z początkiem 2017 roku - tomik w wydawnictwie „Towarzystwo Słowaków w Polsce” w Krakowie pt. „Labirynt  Myśli” – Przygotowuje nas młody autor tekstów na ciekawe doznania estetyczne - są to zebrane imaginacje słowne, gry literackie kontrastowo i ostro postrzegające świat, jego sprawy spowite w labirynt naczyń połączonych spraw, po przez różne kombinacje zestawienia uczuć w ciekawe transgresje myślowo – słowne.

Jolanta Zarębska

 

KOŁO WRÓT Joanny Jurewicz

 

kolowrot    Rzadko miewam tak, jak w tym przypadku: Moja Joasia – myślałam o autorce czytając. Wiem, to nieprofesjonalne, ale tak mi się zdarzyło, choć nie znam osobiście autorki, a ona nie ma pojęcia o moim istnieniu. Niektóre wiersze z tomu pod redakcją Rafała T. Czachorowskiego i Jarosława Jabrzemskiego z Fundacji Duży Format, wydanego w 2017 roku to epigramatyczne shorty, maleńkie okruszki bez tytułu, inne, obszerniejsze – też niezbyt rozległe w formie, za to przebogate w refleksje, wolne wiersze pokolenia rówieśnego z bruLionem. To osobista liryka myśli. Jeśli przydarza jej się konfesyjny ton, jest prosty i prawdziwy, bo brzmi jak prawda, której szukam w poezji. (Możliwe, że dlatego Daria K. Kompf minimalistycznie oprawia książkę w grafikę).

Lech Śliwonik

 

Lekcja dla  teatru 

Rewanż  zlekceważonych

 

sliwonik lech

 

W dwóch miastach – Bydgoszczy i Kaliszu – rozegrały się w teatrach podobne wydarzenia. Mimo wysokiej samooceny dyrekcji, wspieranej kategoryczną ofensywą zewnętrznych sprzymierzeńców i mediów, lokalna władza nie przedłuża kontraktu – ogłasza konkurs, który dotychczasowe kierownictwo przegrywa. W obu przypadkach dotyczy to sceny, lokującej się w nurcie teatru krytycznego  (inne autocharakterystyki: politycznie zaangażowany, progresywny).  Ciekawe czy liderzy tego nurtu zorientowali się jakie popełnili błędy. I który błąd był decydujący.

Janusz Termer

 

Dwa razy Łuka

 

Termer Janusz       Wiesław Łuka to mój kolega z zamierzchłych już czasów polonistyki warszawskiej (przełom lat 50. I 60.). Życiowe drogi i ścieżki nasze rozeszły się jednak wkrótce potem w rozmaite strony. On, człowiek otwarty na świat i ludzi, wybrał sobie - za główną domenę zawodowej pracy – dziennikarstwo i reportaż. Mnie było bliżej do biblioteki... Wiesław Ł. debiutował w nieistniejącym już dziś się krakowskim tygodniku „Życie Literackie”. A szkoda wielka, że nie istniejącym (jak i inne tego typu tygodniki), bo na jego miejscu, po 1989 r.,  nie pojawiło się właściwie nic, mimo podejmowanych tu i ówdzie prób powołania do życiapodobnych czasopism – zdolnych do pełnienia piekielnie przecież ważnej roli animatora, informatora czy swego rodzaju preselekcjonera wartości literackich. A  byłyby one przydatne bardzo w tej naszej nowej codzienności kulturalnej - tak na ogół amatorsku zgrzebnej, pozbawionej poważniejszego instytucjonalnego wsparcia. Pozostaje „wielka dziura”, nadal czekająca na wypełnienie...

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Vivat Ossolineum

bez dogmatuGdy patrzę na nowe okładki egzemplarzy Biblioteki Narodowej wydawanych od dziesięcioleci przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich, doznaję krzepiącego uczucia. Bierze się ono z konstatacji nie pozbawionej (o horrendum) krzepiącego zaskoczenia, że tego typu wspaniała działalność na rzecz kultury polskiej trwa nadal.

Właśnie dzięki Ossolineum powróciłem po wielu latach do lektury „Bez dogmatu” Henryka Sienkiewicza. Tym razem ze wstępem profesora Tadeusza Bujnickiego (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa – to syn słynnego kiedyś poety wileńskiego, współzałożyciela przedwojennej grupy poetyckiej „Żagary”, Teodora Bujnickiego), wybitnego znawcy twórczości Henryka Sienkiewicza.