Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Orinoko i odmęty czasu

podroz do zrodel czasuPrzepych. Barokowy przepych, to określenie, które wydaje mi się najtrafniejsze w odniesieniu do tej prozy, może trafniejsze niż powszechnie przyjęty termin „realizm magiczny”. Wielki Kubańczyk Alejo Carpentier (1902-1980) należy niewątpliwie do najwspanialszych pisarzy w dziejach literatury światowej, nie tylko XX wieku, ale na całej przestrzeni jej dziejów. Przepych stylu nie jest jedynym, a zapewne nie jest też najważniejszym kryterium rangi dzieła literackiego. Bywa że przepych stylu przerasta jego sens i ma czasem cechy pustej logorei. Alejo Carpentier należy do pisarzy, którzy z przepychu uczynili niezbywalny atrybut arcydzieła. Kilka miesięcy temu przypomniałem tu moją młodzieńczą lekturę „Królestwa z tego świata” Carpentiera. „Podróż do źródeł czasu”, to druga część tryptyku (trzecią jest „Wojna czasu”) powieściowego, którego bohaterami są Ameryka Południowa w całej jej „cudowności” oraz czas jako fenomen egzystencji, jeden z jej najbardziej tajemniczych i niezbadanych atrybutów. I tak, jak inspiracją do napisania „Królestwa” stała się dla Carpentiera podróż na Haiti przedsięwzięta w 1942 roku wspólnie z przyjacielem, wielkim aktorem Louis Jouvet, tak osnowę fabularną „Podróży” tworzy opis wędrówki bohatera przez wenezuelską dżunglę, między innymi przez zbieg rzek Orinoko i Vichada. Podróż była ucieczką, efektem „zniechęcania Europą, znużenia jej nieustanną pogonią za filozoficznymi chimerami”, wyrazem wielkiej tęsknoty za światem własnym” (Rajmund Kalicki). Zacytowany autor posłowia do tego kongenialnie przez Kalinę Wojciechowską przetłumaczonego na język polski dzieła, tak o nim napisał: „Opisując wędrówkę bohatera przez równiny, dżungle i epoki, przez płaskowyż, góry i odmęty czasu. Carpentier kierował się tęsknotą, by na wzór muzyki, której każdy temat można odegrać od końca, to samo zrobić w literaturze. Dzięki temu bohater mógłby wrócić do początków i odzyskać wolność, jakiej pozbawił go bieg zdarzeń. Dalej i dalej od zgiełku cywilizacji, okrucieństw drugiej wojny światowej, dokonuje się tu „metaforyczna podróż od kultury ku naturze, od miasta ku przyrodzie (…) wędrówka w głąb siebie, w głąb duszy”. W końcowej części tego ujęcia odbija się refleks fascynacji pisarza myślą Jean-Jacques Rousseau. Jednak żadna filozofia czy ideologia, choć był Carpentier nie tylko „rousseaunistą”, ale i człowiekiem radykalnej lewicy, a nawet komunistą bliskim kubańskiej rewolucji Fidela Castro (przez pewien czas był nawet jej reprezentantem jej kultury w ambasadzie w Paryżu, mieście bardzo dla niego ważnym), żadna filozofia ani ideologia nie skaziła doskonałości jego dzieła, nie pozostawiła na niej nawet plamki publicystycznej, choć historia i polityka jest silną osią takich jego dzieł jak „Eksplozja w katedrze” czy „Szaleństwo i metoda”. Zawsze jednak pojawiają się w kostiumie wielkiej metafory i uniwersalizacji. Na koniec, mam nadzieję, że nieoceniony Państwowy Instytut Wydawniczy będzie kontynuował swoją retrospektywną wędrówkę w głąb czasu przeszłego i wyda inne dzieła Carpentiera, w tym wyżej wspomniane, a także choćby „Harfę i cień”. Lektura „Podróży do źródeł czasu”, to możliwość prawdziwej kąpieli w barokowym przepychu stylu wielkiego Alejo. Przenajwyborniejsza lektura.

Alejo Carpentier – „Podróż do źródeł czasu”, przekł. Kalina Wojciechowska, posłowie Rajmund Kalicki, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, str. 351, ISBN 978-83-06-03418-9

--

 

Michał Piętniewicz


Iskra wyjdzie z Polski. Nota o „W Tobie pokładamy nadzieję” Jana Lohmanna.


w tobie pokladam nadzieje     Czemu pijesz? Bo mnie zostawiłaś. Ja jestem kogutem, dumnym, ty kurą, gonię za tobą, a ty uciekasz. Zdradziłaś mnie, a teraz chcesz do mnie wracać, muszę napić się wódki.
   „W Tobie pokładamy nadzieję” Jana Lohmanna, najnowsza książka krakowskiego pisarza, nie tylko tego rodzaju zagadnień dotyczy, jak powyższa, przeze mnie sparafrazowana sytuacja z tej małej, ładnie przez wydawnictwo Antykwa wydanej książeczki.
Nie tylko kobiet dotyczy książeczka Lohmanna, w której wiersze sąsiadują z prozą wspomnieniową. Dotyczy również rodziny, jako swoistego centrum, axis mundi świata, rzeczywistości. Rodziny, skąd wszystko bierze swój początek i drogi, jak od konara, czy źródła, drogi stają się gałęziami i rzekami, rozwidlają się, płyną w świat, zaczynają zakręcać, nurt staje się czasem nieprzejrzysty, mętny, gubi się główna treść życia. Tak dzieje, zdaje się mówić pisarz, kiedy człowiek zapomni o tym, co najważniejsze: o Bogu, rodzinie, przyjaciołach, planach, marzeniach. Eksperyment, który przytacza pisarz, właśnie tego dotyczy, o czym wspomniałem. Profesor przygotował słoik. Wpierw wypełnił go kamieniami i pyta studentów: pełen? „Pełen”, wołają, nieświadomi. Wtenczas nasypuje żwiru i pyta sali: „pełen”? Nikt już nie wychyla się, konsternacja. Potem dodaje piasku, dalej cisza. I na koniec nalewa wody, kiedy słoik wypełnia się po brzegi i wtedy pyta studentów: „o czym to świadczy”? Jakiś się wyrywa i mówi: to świadczy o tym, że nigdy dość zajęć i że kalendarz możemy jeszcze bardziej wypełnić. Na to profesor: jak nie pomyślimy zawczasu o sprawach najważniejszych, na początku, to nie wypełnimy dobrze i szczelnie tego słoika. Najpierw Bóg, Ojczyzna, rodzina, przyjaciele, marzenia, plany. A dopiero potem jakieś ozdóbki, świecidełka, rzeczy mniej ważne, pamiętajcie, mówi profesor, kończąc wykład.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

2 sierpnia niemożliwe stało się możliwe

treblinka 43 buntGalewski, Żelo Bloch, Sudowicz, Abraham Salzberg, Leon Haberman, Mosze Klajman, Chaim Tik, Simcha Tiszler, Berek Lajcher... Kto z Polaków ich zna, wie, kim byli? A przecież to oni dokonali niemożliwego. Niemożliwego? W życiu, jak się okazuje, wszystko jest możliwe. Nawet bunt, powstanie w największym na terenie Generalnej Guberni obozie zagłady, w Treblince. Historycy ustalili dziewiętnaście nazwisk ścisłego kierownictwa konspiracji, pewnie było ich więcej. Ci inni już na zawsze pozostaną bezimienni…

Książki pod lupą - SONNENBERG

sonnenberg

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Testowanie granic czyli uważność pośród rozproszenia

lekcje uwaznosciOd czasu, gdy w połowie la 90-tych przeczytałem „Lalkę” czyli rozpad świata”, studium profesor Ewy Paczoskiej o arcydziele Bolesława Prusa, ani już nie potrafię ani też nie chcę czytać go bez uwzględnienia perspektywy autorki. Nie mogę, bo prace badawcze Ewy Paczoskiej i zespołu jej współpracowników, m.in. z kierowanego przez nią Instytutu Literatury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego narzuciły narrację interpretacyjną tak silną, że – przynajmniej w moim odczuciu – aż nieodpartą. Nade wszystko jednak nie chcę, bo ta perspektywa interpretacyjna wydała mi się fascynująca, bo nie tylko przekonywująca, ale też i oryginalna i odkrywcza, a odwołując się do freudowskiej „zasady przyjemności” - przyjemna w odbiorze z estetycznego punktu widzenia. A przy tym w najmniejszym stopniu nie odbiera to mojej lekturze „Lalki” waloru przyjemności najzupełniej indywidualnej, subiektywnej. Jednak na „Lalce” czyli rozpadzie świata” wspaniała przygoda Ewy Paczoskiej z pisarstwem Prusa a także z pozytywizmem i modernizmem literackim się nie skończyła. O ile dla Jana Tomkowskiego (frapujący zbiór „Mój pozytywizm”) i Olgi Tokarczuk ( „Lalka i perła” – piękny literacki esej o powieści Prusa) ta przygoda skończyła się na „jednym razie”, o tyle Ewa Paczoska niezmiennie kontynuuje swoje prace w ramach wspomnianego ILPUW. W obecnej dekadzie ukazały się już to jej prace własne, już to zbiory szkiców i studiów pod jej redakcją, że wspomnę choćby „Prawdziwy koniec XIX wieku. Śladami nowoczesności” (2010) czy „Przerabiane XIX wieku. Studia” (2011), a wcześniej choćby „Dojrzewanie, dojrzałość, niedojrzałość. Od Bolesława Prusa do Olgi Tokarczuk” (2004), czy, niedawno, trzytomowe „Problemy literatury i kultury modernizmu w Europie Wschodniej” (2017) – dorobek Ewy Paczoskiej jest tu zresztą bardzo rozległy, cenny i interesujący. I oto właśnie ukazał się kolejny zbiór szkiców i studiów Ewy Paczoskiej, „Lekcje uważności. Moderniści i realizm”. W kilkunastu szkicach Paczoska przedstawia frapujące zmagania modernistów z metodą realistyczną i też odwrotnie, realistów z poetyką modernistyczną, choć kierunek był raczej taki, że to realiści doświadczali naporu nowego, nieznanego żywiołu modernistycznego. To bowiem, co znamy z czytelniczej współczesności, czyli odchodzenie od modelu klasycznej (w sensie: typowej) realistycznej fabuły i co do dziś niejednemu czytelnikowi może się wydawać nowinką, zaznaczyło się już u schyłku XIX wieku, gdy ante portas literatury pojawiło się najpierw widmo, a następnie kształt i substancja modernizmu. I czemu już wtedy towarzyszyły głosy o „końcu powieści” jako gatunku. Wystarczy choćby tylko zajrzeć do „Pałuby” Karola Irzykowskiego, „Nietoty, tajemnej księgi Tatr” Tadeusza Micińskiego, czy „Samego wśród ludzi” Stanisława Brzozowskiego, by się o tym przekonać, że te pytania i dylematy mają starą, ponad stuletnią metrykę. Modernistom nie chodziło jednak o unieważnienie realizmu, lecz, jak pisał, cytowany przez autorkę Chris Barker, o znalezienie dla niego nowej formuły, która umożliwiałaby uchwycenie „głębokiej rzeczywistości” świata. „Twórcy modernistyczni posługują się nielinearnymi, nierealistycznymi środkami wyrazu, zachowując jednocześnie idee tego, co rzeczywiste” – stwierdzał Barker. W końcu przecież Prus, którego Ewa Paczoska określa jako „pisarza modernistycznego”, sytuowany jest w podręcznikach do literatury polskiej, i tych licealnych i tych uniwersyteckich jako król polskiego realizmu pozytywistycznego. Wchodząc w lekturę „Lekcyj uważności” warto zwrócić uwagę na zawarte w tytule słowo „uważność”. Nie jest to słowo często używane i może nawet zrobić wrażenie jako niezbyt zręcznego neologizmu, niekoniecznie niezbędnego do zastąpienia pospolitej „uwagi”. A jednak termin ten okazuje się w tej pracy celowy, a nawet niezbędny, w tym także jako przeciwstawienie wspomnianej „uwadze”. Aby to rozróżnienie zdefiniować, Ewa Paczoska odwołała się do sformułowania badacza Jonathana Crary, który z kolei odwołując się do Waltera Benjamina, który stwierdził, że „istotą nowoczesności jest recepcja w stanie rozproszenia”. To, co dotąd było uznawane za „uwagę”, zostało poddane presji nowoczesności, szybkiej i migotliwej, „tyranii chwili”, nieustannej cyrkulacji bodźców i ofert, głównie w celach merkantylnych. Kulturowa logika kapitalizmu wymaga, w ocenie Crary’ego, „by za naturalne uznawać gwałtowne przerzucanie uwagi z jednej rzeczy na drugą”. Uwaga stała się więc rodzajem żetonu wędrującego od maszyny do maszyny. W tej sytuacji modernistyczni artyści i filozofowie zaproponowali przeciwwagę dla „uwagi”, ową tytułową „uważność”, która polega na poszukiwaniu tego, co przeoczone i odrzucone przez organizatorów zbiorowej „uwagi”, bo pozbawione walorów merkantylnych.

Stanisław Grabowski

 

WSPÓLNE DROGI I ŚCIEŻKI

 

filip w5

 

            Stanisław Rogala opublikował swoją siedemdziesiątą książkę, na dodatek na swoje siedemdziesiąte urodziny. Przypadek. Celowe zamierzenie. Nie mnie oceniać. Raczej gratulować twórczej inwencji, tej nieustającej ciekawości świata i ludzi, od której zaczyna się pisarstwo. Tym razem ten znany i ceniony twórca, a chciałoby się napisać: wybitny, sięgnął jakby do korzeni. Mianowicie wydał monografię poświęconą życiu i działalności pisarza i poety Zbigniewa Włodzimierza Fronczka, notabene kogoś kogo zna od przeszło pół wieku, z kim serdecznie się przyjaźni, wymienia listy, prowadzi długie rozmowy telefoniczne, poznał więc bardzo dobrze jego twórczość.

 

Andrzej Walter

 

W poszukiwaniu miłości

 

Laudacja Nagrody Literackiej im. Jarosława Zielińskiego, która przyznała Złotą Różę za rok 2017 Katarzynie Zwolskiej-Płusa za tom „Cud i Anomalia”

 

cud i anomalia   Nagrodziliśmy w tym roku poezję dalece oryginalną. Poezję poszukiwania i odkrywania. Niektórzy krytycy uznali wręcz, że poezję dojrzewania. Niewątpliwie poezję nazywaną nierzadko poezją kobiecą, choć w tym przypadku, poezję kobiecą z najwyższej półki. Z takiego bardziej wytrawnego, artystycznego i wymagającego świata.

 

   Poezja Katarzyny Zwolskiej-Płusy uderza w bardzo mroczną tonację. Poszukuje wyrafinowanego przesłania dla: kobiecości, cielesności i macierzyństwa. W ogromnej dosłowności i w szczerym naturalizmie odkrywa zarówno cuda jak i anomalia – jak sama poetka wskazuje jaskrawo w tytule tego nagrodzonego tomu – odkrywa w nim świętości oraz wynaturzenia, ukazuje światy przeróżne, kompozycje zawiłe, skomplikowane, słowem węzeł gordyjski życia opisany słowem poetki, która nie lęka się wnikać w najtrudniejsze rejony intymności. Robi to ciekawie i z przekonaniem.

 

   Jak napisała Kinga Młynarska na portalu „Szuflada.net”:

 

   „Już w otwierającym tom „Cud i Anomalia” wierszu „maud” Katarzyna Zwolska-Płusa uświadamia czytelnikowi, z jakim rodzajem poezji będzie miał do czynienia. To nie są utwory mające sprawić przyjemność, dbające wyłącznie o wrażenia estetyczne. To „poezja mięsa” – prosto z trzewi, krwawiąca, z wszelkimi nerwami podmiotu na zewnątrz.”

 

   Czy taka poezja może skoncentrować uwagę czytelnika w dzisiejszym świecie? Czy jest to taka poezja, jakiej szuka złakniony piękna coraz bardziej samotny człowiek współczesny? Tego nie wiem, kochani, wiem jednak, że zadaniem sztuki jest estetyczna prowokacja wiodąca nas w rejony często mało przyjemne, acz niejednokrotnie będące drogowskazem przyszłości czy odpowiedzią ludzkości na jej lęki i niepokoje. A przeżyty szok pozostawia w nas swój głęboki ślad będący zarzewiem odnowy i odświeżenia, aby nie powiedzieć, iż początkiem nowych dróg czy ścieżek.

 

   Kinga Młynarska w swojej świetniej recenzji tej poezji zauważa coś jeszcze, wielce jak mniemam, istotnego (zwróciłem na to uwagę już na wstępie, gdyż po lekturze tych wierszy taki wniosek nasuwa się wręcz samoistnie):

 

   „Cud i Anomalia” to w moim odbiorze przede wszystkim książka o dojrzewaniu. Chodzi tu oczywiście o swoiste przeobrażenie dziewczynki w nastolatkę, potem w młodą kobietę, następnie w dojrzałą. Ale przede wszystkim o dorastanie do pewnych (społecznych) ról, do odpowiedzialności i wiedzy (głównie o sobie samej). Swego rodzaju przewodnikiem każdej z tych przemian jest ciało. To na podstawie zmian zachodzących w fizyczności podmiot dowiaduje się czegoś nowego na swój (człowieka w ogóle i świata także) temat. Bo właśnie ciało podmiot ma szczególne – naznaczone, okaleczone, wymagające, może nawet mściwe. Trzeba toczyć z nim nieustanne boje.”

 

   Tak oto, tych kilka chwil analizy poezji tej autorki doprowadziły nas do słowa kluczy do tej właśnie poezji: dojrzewanie do społecznych ról, ciało i cielesność jakże obłaskawiona oraz wymiary i przestrzenie kobiecości. Czy to wystarczy by snuć delikatną nić poezji? Czy waga tych kluczy jest właściwa, aby rozpoznać w nich piękno i zauroczenie? Czy sama odwaga autorki na podjęcie tych trudnych tematów jest wystarczająco znacząca, aby nas uszlachetnić?

 

   Na te pytania, drodzy czytelnicy, odpowiecie już sobie sami. Ja chciałbym na koniec zwrócić jeszcze uwagę na wielki dar autorki do doskonałego poetyzowania codzienności, na znakomity język tego tomu zanurzony w stanie emocji, intymności oraz rozpoznawania tej znanej nam od wieków mieszanki piękna z brzydotą, cudu z anomalią, doskonałości z małością. Tak skonstruowano ten świat, takim jest w nim człowiek, tak wygląda nasze życie. Być może to nam wystarczy do egzystencji. Być może to nas zadowoli na moment. W zdrowym ciele ponoć ukrywa się coraz zdrowszy duch.

 

   Ja jednak jestem pewien, że ta właśnie autorka będzie szukać dalej, w coraz to nowych przestrzeniach wyrażanych dobrą poezją. Jej kobiecość się zuniwersalizuje i okrzepnie, a twórczość dotknie znów świata ze zdwojoną siłą i energią w tym straceńczym poszukiwaniu prawdy i piękna. Ból egzystencji nie może być wyrażany tylko smutkiem i melancholią opartą na paschalnym obnażeniu. Ból egzystencji to tajemnica przekraczająca cielesność, cuda i anomalie, grzebanie w ranach i niezaleczonych traumach. Życie bowiem tętni w milionach wymiarów, a poezja to przecież jakże wielka ... Miłość – inne słowo klucz, którego jakże nadaremno w tym tomie poszukiwałem.

 

   Warto było jednak nagrodzić tę autorkę w tegorocznej edycji konkursu Nagrody Literackiej im. Jarosława Zielińskiego o Złotą Różę za najciekawszą i obiecującą – zdaniem Kapituły Nagrody – książkę poetycką wydaną w ubiegłym roku.. Jej poezja dała nam wiele do myślenia. Pochylamy się z szacunkiem i zachwytem nad tym tomem i zdecydowanie prosimy o więcej...

 

   Sądzę, że nikt mnie nie zgani za kilka słów subiektywnego odczucia, a reszta, która jest ponoć zawsze milczeniem, to tylko uzurpacja do wyrażenia opinii jednakowoż bardzo wielu czytelniczek oraz czytelników, skoro już musimy tak dosłownie naznaczyć tę naszą ułomną cielesność.

 

Andrzej Walter

 

 

Katarzyna Zwolska-Płusa „Cud i anomalia”. Wydawnictwo Stowarzyszenie Żywych Poetów,

seria Faktoria Poezji, Brzeg 2017. Stron 54. ISBN 973-83-61381-84-6

 

 

 

Andrzej Walter

 

Tak, jestem ...

 

   Tak, jestem poetą –

chciałbym choć raz odpowiedzieć

napisał w wierszu „Tak, jestem” Ryszard Krynicki.

 

Przekreslony poczatek   Biuro Literackie obdarowało nas drugim wydaniem świetnego tomu poezji Ryszarda Krynickiego „Przekreślony początek”. W podtytule – Dwadzieścia sześć wierszy z lat 1965 – 2010.

 

   Chciałbym choć raz odpowiedzieć o zamglonym brzegu literatury, po którym spaceruję szukając, jak w dzieciństwie, cudownych muszelek. Jestem sam. Wokół piękna cisza, bogata w dusze i losy, pełna napięcia, ale i spokoju, wkrótce wzejdzie słońce. Powitam nowy dzień. I ukryty w muszli zaginiony świat poezji...