Andrzej Walter

 

Dziennik nostalgii

 

dziennik zdrady   „Po co żyjemy, skoro wiatr, zanim zdążymy unieść nogę, zmiecie nasz ostatni ślad. Przeszłość nie istnieje, przyszłość – wątpliwe czy nadejdzie. Czas powraca jak fala, wichura, która nigdy nie ustaje.”

 

[ Cieniem jesteśmy zaledwie, wiatrem, dymem ]

Książki pod lupą - Opowieść podręcznej

Opowieść podręcznej

Click to download in MP3 format (9.16MB)


 

 

Książki pod lupą - Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo

moje cudowne

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

 

Wspaniały, anachroniczny poeta

kazimierz przerwa tetmajer biografiaKazimierz Przerwa-Tetmajer (1865-1940) wydaje się być nawet już od dziesięcioleci poetą zaprzeszłym, anachronicznym. Jeden z emblematycznych poetów Młodej Polski, poeta nawet w prozie, bo jego dylogia tatrzańska „Na Skalnym Podhalu” i „Legenda Tatr” czy epopeja „Koniec epopei” o polskim, krwawym, burzliwym i smutno zakończonym romansie z Napoleonem i jego armią, są właściwie młodopolskimi poematami prozą. Jego „zaprzeszłość” wyrażała się nawet w ponurej końcówce jego życia, gdy niczym zapomniany upiór, zbiedniały, chory fizycznie i duchowo, krążył po okupowanej Warszawie przełomu 1939/1940. On, przecież pierwowzór Poety z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, poeta miłości, mężczyzna namiętny i „romansowy”. On, czczony niegdyś niemal oficjalnym kultem, fetowany na uroczystościach, odbierający hołdy publiczne niczym wieszcz narodowy.

Książki pod lupą - Anna Nasiłowska

nasilowska anna

Click to download in MP3 format (11.14MB)

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Niepokorny historyk francusko-polski

autobiografia i teksty wybraneProfesor Daniel Beauvois - wybitny historyk francuski, znawca historii Polski, w szczególności specjalista historii społecznej kresów wschodnich od XVII do XIX wieku. Wydawałoby się, powinien mieć w Polsce atłasowo uprzywilejowaną pozycję. Takiego Francuza, który porzucił bujną , barwną i dramatyczną historię swojej ojczyzny, by z poświęceniem godnym - wydawałoby się - lepszej sprawy taplać się w naszym błotku narodowym, powinno się na rękach nosić. I mógł sobie  Beauvois zapewnić to bez trudu, w naszym tradycyjnie frankofilskim kraju, będącym bądź co bądź spadkobiercą napoleońskiego Księstwa Warszawskiego z napoleońską konstytucją i kodeksem, do dziś czasem przez sądy polskie stosowanym. A jednak tak się nie stało, bo sam wybrał trudniejszą drogę. Swoją autobiografię zatytułowaną „Moje kamienie księżycowe. Próba autobiografii zawodowej”, sformułował z prawdziwie francuską szczerością ćwiczoną na Wolterze i Diderocie, bez oglądania się na polsko-słowiańską obłudę i poprawność towarzyską. Opowiada w niej m.in. o tym, jak niektórzy przedstawiciele polskiego świata naukowego historyków reagowali na jego bezkompromisowe oceny naukowe sytuacji społecznej w Szlacheckiej Rzeczypospolitej, Kresów Wschodnich w szczególności, w której szlachta uczyniła z chłopów przedmiot bezprzykładnej eksploatacji. To niewiarygodne, ale niejednokrotnie odpowiedzią na tę bezkompromisowość naukową Profesora nawet największe tuzy odpłacały mu słabo skrywanym lub zgoła nie skrywanym, ostracyzmem. Nie wszyscy rzecz jasna, ale postawa innych sporo o nas mówi. Najwyraźniej traktowano go jak swoistego bluźniercę, który ośmielił się podważyć polski, arkadyjski, sielski, utopijny, a tak naprawdę zakłamany mit Kresów Wschodnich, jako obcego ośmielającego się podważać zakłamane „polskie świętości”. Być może chętnie zasugerowani mu by zajął się grzechami i brudami francuskimi. Ale profesor wybrał co innego i było to jego „święte” naukowe prawo.

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Niemieckie spojrzenie na Powstanie… Nie ma zgody!

 

powstanie warszawskie hTa książka z całą pewnością wzbudzi w wielu Polakach odruch niechęci, czasami zrozumiałego gniewu, złości na autora.

Zanim przejdę do jej omówienia, muszę wyjaśnić dwie kwestie.

Pierwsza: „Powstanie warszawskie 1944”, bardzo obszerna książka Hansa von Krannhalsa ukazało się w Niemczech Zachodnich pięćdziesiąt pięć lat temu. Co więcej, ukazało się w niewielkim, nic nieznaczącym wydawnictwie i nie wywołało wówczas żadnych emocji. Ale dla uczciwości należy dodać, że to jedyna książka niemieckiego autora (bo są jeszcze trzy obcych autorów) na niemieckim rynku, dotycząca Powstania Warszawskiego.

Andrzej Walter

 

Lot nad Anną Marią Musz

 

   „Masz na imię. Cóż po tym, gdy wszystko się zmienia. Dzisiaj już potrzebujesz nowego imienia. I wszystkiego ci trzeba od nowa.

 

lot nad miastem   Trudno zatem – właśnie dzisiaj - nie dostrzec Anny Marii Musz w polskiej poezji współczesnej. Nagradzamy młodych autorów. I ta poetka jest młoda. Jest wyjątkowa świeża, błyskotliwa i ożywcza, zdecydowanie tak, a przy tym jest wyjątkowo dojrzała, głęboka oraz wnikliwa – jakby miała w metryce sporo lat więcej, a na tak zwanym karku ogromny bagaż doznań i doświadczeń – kreuje jakoś inaczej swój poetycki świat, do którego nas jednak zaprasza. Powędrujmy zatem po pewnej interesującej mapie poezji ... po mapie poezji – dodajmy – która nie prowadzi już dziś donikąd. Po mapie – powiedzmy z przekorą - którą ukryto w butelce wrzuconej do morza niczym dramatyczny list rozbitka. Dokąd trafi ta butelka? Na jakim spocznie brzegu? Cóż stanie się z rozbitkiem? O to też pyta poetka w swoim trzecim już tomie poezji. (niektórzy anonsują jako czwarty, lecz jeden z nich był jakimś przedziwnym wyborem, z przekładami i kilkoma nowymi wierszami – trudno go uznać za tom autonomiczny, nowy i niezależny). Zostańmy więc przy trzech tomach poezji. „Lot nad miastem” jest z nich bodaj tomem najciekawszym i najpełniej ukazującym kondycję współczesnego człowieka w jego nowym, pożal się Boże, XXI wieku.

Jan Tulik

 

Pierwsze dobro, pierwsze zło i pierwsza miłość

 

z kraweznikaOto znakomita rekomendacja wydawcy – przypomnienie słów mistrza Marka Nowakowskiego o debiutanckiej powieści „Niech żyje nam rezerwa” Romana Madejowskiego: „to majstersztyk literacki”. Nowakowski napisał to w dzienniku „Życie”, natomiast Piotr Bratkowski w „Gazecie Wyborczej” skomentował powieść Madejowskiego: „przełamał schematy pisania o wojsku”. To prawda, choć nieco odległa, gdyż pisarz ten wydał ostatnio zbiór znakomitych opowiadań „Z krawężnika” *), ale słowa mistrzów są teraz więcej niż aktualne – rzeczone opowiadania są jakby na jeszcze wyższej półce artystycznych dokonań. Pierwsze wrażenie lektury można ująć w syntezie: Romana Madejowskiego zbiór opowiadań „Z krawężnika” to osobliwy portret dzieciństwa, inkrustowany niekiedy gorzką, nie zawsze uświadomioną historią ze wspaniałymi akcentami hrabalowskiego humoru, dobrego ciepła wobec ludzi. To proza pełna dyskretnie ukazanych obrazów z czasu dorastania, na tle błysków z dziejów kraju, panoramy soczyście opowiedzianych historii chłopców – sielskich, lecz z robotniczego osiedla. Ówczesna prawda należała do dorosłych, czytających np. gazetę zakładową, na której notabene sześcioletni bohater opowiadania nauczył się czytać. Z jednej strony to przaśny PRL, ale to czas we wspomnieniach najpiękniejszy dla dzieci, dla dorastających wówczas młodzieńców.