JERZY BIAŁOBRZESKI

 

Ukradkiem i powściągliwie

 

ukradkiem okladka            Dzięki pomocy finansowej Fundacji Arkona im. Jarosława Zielińskiego ukazał się tom poetycki Czesława M. Szczepaniaka pt. Ukradkiem. Szczepaniak to poeta doświadczony, z dorobkiem. Darowuje nam swój zbiorek niby ukradkiem, czyli chyłkiem, niepostrzeżenie, ale przecież od dawna jest widoczny na mapie polskiej poezji. Począwszy od debiutanckiego zbiorku pt. Mieliśmy Białe ściany (1977) widać jak się zmieniał jego poetycki język, także jego wyobraźnia, typ metafory, jak kształtował się jego światopogląd. To ciekawa ewolucja, kiedy na początku lirycznej drogi poeta żywiołowy, wręcz rozkoszujący się swoimi możliwościami twórczymi, z czasem powściąga język, dyscyplinuje słowo. Bo przemawia za nim doświadczenie, bogactwo lektur, rozpamiętywań spod różnych znaków. Od własnego „ja” przechodzi do „my”, sięga po nowe poetyckie przestrzenie, pamięta o wielkich tego świata, ale i o maluczkich, właściwie to im poświęca najwięcej uwagi.

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

Rekomendacja trzech tytułów książkowych, o których będzie mowa poniżej, nie obejdzie się bez swoistego słowa wstępnego, jako że nie była to, ot, zwykła lektura, chleb powszedni piszącego te słowa. Lekturę tę zawdzięczam bowiem panu Ignacemu Krasickiemu, z którym zupełnie niedawno los zetknął zupełnie przypadkowo. A stało się to tak. Od lat zamyślałem przeprowadzenie wspomnieniowego wywiadu z jego ojcem, także Ignacym Krasickim, wybitnym dziennikarzem i publicystą, wieloletnim korespondentem Polskiego Radia i prasy PRL w Paryżu, Rzymie i Algierii, znawcą m.in. tematyki watykańskiej, człowieku wielkiej erudycji, wiedzy i kultury, o bogatym i interesującym życiorysie, autorem licznych książek, a także - co było swoistym paradoksem z uwagi na jego społeczne i środowiskowe pochodzenie ze starej arystokracji polskiej oraz przysługujący mu tytuł hrabiowski - człowieka konsekwentnie wiernego marksistowskim i lewicowym poglądom. Niestety, moje poszukiwania kontaktu z Ignacym Krasickim zakończyło się porażką, co wyrzucam sobie po niewczasie jako wyraz mojej niejakiej nieudolności, niewybaczalnej u dziennikarza, a co najmniej jako wyraz braku należytej konsekwencji w tych poszukiwaniach. Toteż gdy pod koniec września obecnego roku dowiedziałem się z prasy, że pan Ignacy Krasicki (rocznik 1928) zmarł w wieku 90 lat uznałem swoją obecność na jego uroczystościach pogrzebowych za mój obowiązek i za skromny wyraz ekspiacji za niedostateczne dbałe starania w przeszłości. W przeddzień pogrzebu, 30 września napisałem i przekazałem do publikacji w „Dzienniku Trybuna” mój poświęcony Zmarłemu tekst „Towarzysz hrabia”. Po mszy żałobnej, która odbyła się 1 października 2018 roku w kościele przy ulicy Tamka w Warszawie złożyłem kondolencje Ignacemu Krasickiemu juniorowi i zostałem przez niego zaproszony na stypę, która odbyła się po południu, w pobliskiej „Galerii Delfiny”. Przyszedłem tam ze numerem gazety ze wspomnianym artykułem, który wręczyłem panu Ignacemu Krasickiemu juniorowi. To właśnie w tej galerii mieszczącej się przy ulicy Smulikowskiego 10 uświadomiłem sobie, że gdybym wcześniej wiedział o tym miejscu miejsce, stworzonym przez jego matkę, a żonę Zmarłego, artystkę plastyczkę Delfinę Krasicką, zmarłą kilka lat temu, to być może ten mój od lat planowany wywiad z Ignacym Krasickim seniorem doszedłby do skutku. Czarujący pan Ignacy Krasicki junior okazał się tak uprzejmy, że zgodził się na spotkanie ze mną i poświęcił mi, trzy tygodnie później, nieco ponad dwie godziny, i to przy kawie i winie. Po swobodnej i pogodnej rozmowie ofiarował mi trzy książki, o których będzie mowa poniżej.

Piotr Goszczycki

Powrót poety

 

powrocilem stasiewiczJerzy Stasiewicz wrócił z wakacji wydając tom „Powróciłem” (Towarzystwo Słowaków w Polsce). Po udanym sukcesie tomu „Po co komu krzyż” (Literacka PKP-Jazda, Warszawa 2015) i nagrodzie literackiej im. Herlinga-Gruzińskiego „Powróciłem” można uznać za kontrofensywę. Stasiewicz w tomie przypomina o szalonych latach 70-tych, wielokrotnie nawiązując do wielu bardzo znanych i mniej znanych poetów. Rozlicza? Nie. To rodzaj ukłonu i utrwalenia chwili. Można by się domyślać, że takie zachowanie jest benefisem lub literackim testamentem starego poety. W jedym wierszu bez tytułu Stasiewicz stwierdza:

stary poeta pisze mało

wpadając w zadumę nad każdym słowem

 

rekomendacje spp 01 10 18

 

 

 

 

Wacław Holewiński

 

Mam nadzieję, że po raz pierwszy i ostatni! Antyrekomendacja!!!

Klopp Robimy halasNie zdarzało mi się to do tej pory, ale nie wytrzymałem. Więc tym razem antyrekomendacja.

Za nic w świecie nie kupujcie Państwo książki Raphaela Honigsteina – Jürgen Klopp. Robimy hałas, w przekładzie Radosława Chmiela. To po prostu koszmar. Nawet nie ze względu na treść, ona pewnie jest jakoś interesująca. Wszyscy, którzy interesują się piłką nożną wiedzą jak fascynującą postacią jest Jürgen Klopp. Jego dokonania trenerskie są fantastyczne. Więc dlaczego nie czytać jego biografii? Ze względu na przekład. Facet nie zna się zupełnie na piłce nożnej. A takie koszmarki, jak te, są na każdej stronie: "Heidel: "Hoeness dodał, że Bayern wybrał osobę był bardzo podobną do pana, panie Klopp.", "Borussia zdołała pokonać zadać Bayern Pepa Guardioli...", "Po powrocie z Berlina kilka dni spędził z członkami Unity. Spędzili razem cztery godziny...". Tak jest naprawdę prawie na każdej stronie. To nie kwestia redakcji (albo nie tylko redakcji), to jakiś koszmar językowy. Któryś z moich znajomych zastanawiał się czy przekładu nie zrobiono za pomocą gogle-tłumacza. Nie. Byłoby lepiej!!! Dla porządku, czy raczej dla wstydu wymienię jednak także "opiekę redakcyjną" - ci ludzie natychmiast powinni stracić pracę: Robert Medina, Krzysztof Chaba, Justyna Kukian. Wydawnictwo Znak Horyzont - wstyd, wstyd, wstyd!!!!

 

 

znaczek

 

Piotr Müldner-Nieckowski

Jacek Moskwa: Tajemnice konklawe 1978

Tajemnice konklaweJacek Moskwa jest znanym watykanistą, czy może raczej papistą, z tym że są to jednak określenia trochę mylące. Istotnie, pisarz ten i dziennikarz najwięcej pisze o św. Janie Pawle II i Watykanie. Do najbardziej znaczących dzieł Moskwy należy imponująca czterotomowa „Droga Karola Wojtyły” (2011), ale to nie jest jedyny trop jego twórczości. Zajmował się przecież znaczącymi postaciami Lasek, słynnym księdzem Janem Zieją czy Olkiem Mincerem, aktorem pochodzenia polskiego, mieszkającym i pracującym we Włoszech, grającym Nikodema w filmie Mela Gibsona, o czym traktuje pasjonująca rozmowa w książce „Ja, Żyd z Pasji” (2004). Cała twórczość Moskwy obraca się wokół spraw włoskich w Polsce lub polskich we Włoszech, jak choćby w napisanym wraz z żoną Krystyną Kalinowską dziele „Frassati Gawrońscy, włosko-polski romans” (2015), co nie powinno dziwić, ponieważ jako dziennikarz przez wiele lat przebywał w Italii, latał z naszym Ojcem Świętym na słynne pielgrzymki i ma o Rzymie, Watykanie, katolicyzmie i Bóg wie czym jeszcze wiedzę niewyczerpaną.

Jednym z tego dowodów jest pięknie wydana przez wydawnictwo Znak książka o mniej czy bardziej znanych, ale i nieraz zupełnie nowych faktach związanych z wydarzeniem, które zbudowało nie tylko kawał historii Polski, Europy i Świata, lecz także życiorysy nas samych, pojedynczych albo grupami, jak kto woli, mianowicie o powołaniu księdza kardynała Karola Wojtyły na papieża. Dla mnie prywatnie w dniu 16 października 1978 roku, w którym to się stało, nastąpił przełom emocjonalny, intelektualny i uczuciowy. To tak, jakbym zyskał szansę na odnowę i nawet zmianę tego, co już jako człowiek dorosły uważałem w mojej osobowości za ustabilizowane, acz niekoniecznie doskonałe. Być może nie jestem w tej autoopinii osamotniony (mam nadzieję, że nie), ale wydaje mi się też, że wiem to samo o innych bliskich i dalszych mi ludziach; chyba wiem, kto się wtedy i jak zmienił. Kto nabrał odwagi. Kto zrozumiał logikę i odstępstwa od niej. Kto pokochał Boga, kto zaczął w Niego wierzyć i (albo) wierząc, mądrze wątpić, wreszcie komu nie było to dane, a jednak miał podstawy, aby o św. Janie Pawle II myśleć i mówić jak o autorytecie równym rodzonemu ojcu.

Wtedy kulisy wstąpienia Karola Wojtyły na tron Piotrowy były może ciekawe, ale nie decydujące. Ważny był jedynie sam fakt główny. Szczegóły interesowały jako sympatyczne anegdotki, wiadomostki poprawiające nastrój. Dziś jednak zaczynają odgrywać rolę zupełnie inną. Przypominają, co się z nami działo w tamtych dniach. Odkrywają, na ile wyobrażenia o przemianie duchowej, fizycznej czy nawet politycznej miały podstawy, czy były słuszne, miały jakiś sens. Pokazują też, czy różniły się od prawdy, wówczas nam podawanej w formie, nazwijmy to delikatnie: zniekształconej, bo dopiero teraz wiele informacji staje się rzeczywiście własnością publiczną. Bariera cenzury i polityki antykościelnej znacznie ograniczała dostęp do prawdy. Choć i obecnie trzeba być ostrożnym, ponieważ antychrześcijaństwo buzuje jak nigdy dawniej w wolnym świecie. A w każdym razie nie za naszego życia. Jest to tendencja brutalna, agresywna i bezwzględna. Narasta. Za każdą osłodę jesteśmy więc wdzięczni. Teraz Jackowi Moskwie.

Świetna technika narracji pisarza i jego wyczucie oczekiwań czytelnika powodują, że tekst dosłownie się połyka, ale też w najważniejszych momentach każe się zatrzymać i zadumać. To literatura faktu, jednak podana lekko, niczym wysmakowana fiction, z zaskakującymi przewrotami i akcentami. Autor nie pozwala odłożyć tej książki przed dojściem do zakończenia. Są w niej nieznane nam, a pasjonujące życiorysy najważniejszych osób tego dramatu. Jest dużo nowych faktów, opinii, komentarzy, które przywołują zarówno słynne konklawe, jak i cały pontyfikat św. Jana Pawła II, tak jakby wciąż jeszcze trwał.

Piotr Müldner-Nieckowski

_______________________

Jacek Moskwa, "Tajemnice konklawe 1978". Znak, Kraków 2018. Stron 288. ISBN 978-83-240-5444-2

 

znaczek

Małgorzata Karolina Piekarska

Ciemne przejścia

ciemnie przejscia„Sobie samej na sześćdziesiąte urodziny” – tak zaczyna się tomik Anny Nasiłowskiej zatytułowany „Ciemne przejścia”. Autorka to literaturoznawczyni, ale też poetka, choć jak sama w tym wierszu twierdzi:

„poezja przepływa falą

najczęściej w czasie dalekich podróży

albo się objawia

w szparach między nocą a świtem

i niknie

najczęściej nie zapisana.”

Akcja wierszy dzieje się często w podróży i autorka jawi się jako wnikliwy obserwator otaczającej ją rzeczywistości. Analizuje spotkane postaci z psychologiczną dokładnością, ale i reporterskim wścibstwem. Podróżuje do Londynu, Berlina, Brazylii, a także do Grecji, na Rodos czy Kretę. Jej obserwacje zapisane w wierszach, czy krótkich prozatorskich utworach są trafne. Być może dlatego, że jak sama napisała w „Notatce”:

„Kiedy podróżuję sama

dobrze słyszę własne myśli.”

Któż z nas nigdy nie spotkał opisanych przez Nasiłowską „Dziada i Baby” wiecznie narzekających i kłócących się? Któż nie obserwował niemowlaka, kiedy poznaje otaczający go świat i dokonuje pierwszych odkryć? Ale jeśli nawet ktoś nie ma takich doświadczeń niech nie rzuca w autorkę przysłowiowym kamieniem. Niech sam wyruszy w podróż. Koniecznie z tym tomikiem. I niech patrzy na świat tak szeroko otwartymi oczami i z takim poczuciem humoru. Warto. Nawet jeśli przejścia sa czasem zbyt ciemne.

Anna Nasiłowska 
„Ciemne przejścia”
wyd. Staromiejski Dom Kultury 2018

 

 

 

 

Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

 

Mógł być… jest… gdyby mógł…

jan walcNiski, dosyć mocno zbudowany, brodaty. Gaduła. Sypiący anegdotami. Ciekawski. Kontrowersyjny. Jednoznaczny w antykomunizmie. Oczytany nieprawdopodobnie. Wchodzący w spory z łatwością. Intelektualny przeciwnik nie był dla niego wrogiem…

Jan Walc. Doktor Jan Walc. Janek. „Najlepsza palcówka w Polsce”. Opozycjonista. Intelektualista. Barwny ptak. Mógł być…

Umarł, nie mając nawet czterdziestu pięciu lat… Mógł być…

Był osobny, samoswój. Lewicowy, antyklerykał. W sporach trudny przeciwnik. Potrafił przejechać się po oponencie niczym walec po rozgrzanym asfalcie…

Znałem Janka od drugiej połowy lat siedemdziesiątych. Któż go zresztą z ludzi KOR-u, opozycjonistów lat siedemdziesiątych, nie znał? Był ode mnie starszy, ukształtowany przez Marzec ’68, ale nigdy nie stwarzał dystansu.

Zdarzało mi się z nim coś drukować…

Aneta Kielan-Pietrzyk

Teodozja Świderska W błysku chwili

 

Ilia Maszkow

 

            Teodozja Świderska – filolog polskiego, mieszkanka Opola, członkini Krakowskiej Konfraterni Poetów, debiutuje tomikiem „W błysku chwili”. Jako wzrokowiec, biorąc do ręki książkę, zawsze w pierwszej chwili przyglądam się samemu produktowi, jakim jest tomik. Od tomiku Teodozji Świderskiej emanuje ciepło i minimalizm. Rysunki Agaty Zuzanny Kofroń nie ciążą wierszom, nie zastępują wierszy ani ich nie dopełniają, to punkty, które dodają delikatności i zwiewności. Podobna jest treść wierszy Teodozji Świderskiej. To utwory liryczne i rytmiczne, często rymowane, gdzie niegdzie 13-zgłoskowce.

            Autorka swoje wiersze w tomiku podzieliła na cztery części: CZYTANIE ŚWIATA – najdłuższa i najbogatsza w treści; ROZRACHUNKI LIRYCZNE – ze światem, z życiem, z miłością; TALIZMAN I BLIZNA – w skrócie o zawirowaniach miłosnych; oraz ostatnia Z LUŹNYCH ZBIORÓW, w której znalazły się wiersze tematycznie nie pasujące do żadnych działów, a które autorka uznała, że warto przedstawić je czytelnikowi. Z nich na uwagę zasługuje oparty na prawdziwej historii wiersz o płaczącym koniu „Sereno” oraz trzywersowiec bez tytułu, kończący zarówno tą część, jak i zamykający cały tomik:

Janusz Termer

 

Nowy fraszkopisarz

 

     Do tych adresuję swe fraszki, / Którzy mają głowy, a nie czaszki – deklaruje Leon Komornicki, autor tego zbioru fraszek, który trzymacie Państwo oto właśnie w rękach. Tę pięknie wydaną księgę, tak znakomicie graficznie opracowaną przez wybitnego artystę Janusza Golika. Śmiało rzec można, że obaj  jej „współtwórcy” świetnie się tu uzupełniają w eksponowaniu zawartych w niej przesłań. Pierwszy z nich dotrzymuje danego na wstępie słowa - i ma po stokroć rację, gdy w innej z fraszek tego zbioru dodaje - Fraszką łatwiej jest trafić do celu  gdy składa się ona ze słów niewielu. Drugi zaś nadaje ów intrygujący kształt ostateczny całego zbioru dopełniając słowa i myśli – obrazami, oryginalnymi znakami plastycznymi...

 

 

Tomasz Miłkowski

Nie stracić oddechu

 

milkowski tomaszTeatr Narodowy ubiegł tarnowski teatr, gdzie miała miejsce prapremiera polska tej sztuki (pod innym tytułem - „Płuca”, już w kwietniu). To najlepszy dowód, że brytyjski dramaturg Duncan Macmillan (ur. 1980), przebija się do polskiego widza. Wcześniej zdobył już w wielu krajach wysoką pozycję jako autor sztuk trafiających w niepokoje młodego pokolenia. Największą sławą jak do tej pory cieszy się „Tchnienie”, obsypane nagrodami i realizowane z sukcesem na wielu scenach.