Wacław Holewiński

 

Mebluję głowę książkami

 

mebluje-glowe

 

 

Odnaleźć siebie

imigranci wracajaW 2015 roku Wojciech Kudyba, poeta nagradzany i doceniany zarówno przez fachowców jak i czytelników, zadebiutował jako prozaik powieścią „Nazywam się Majdan”. Powieścią trudną, powieścią dla nielicznych, kunsztowną, pięknie zbudowaną, powieścią o współczesnej Ukrainie. Pisałem wówczas: „Napisał Wojciech Kudyba książkę specjalną, książkę – rozumiem dobrze jego lęki – nie dla wszystkich. Książkę, którą wielu odłoży po paru stronach. Bo te zdania parokrotnie zakręcone, stylizowane, bo język utytłany w dziwną plątaninę, odległy, mało współczesny, pełen alegorii i odniesień nie zawsze czytelnych. Ale przecież piękny! Bo i zaśpiew w nim jak w tradycji zaprzeszłej, i ornamenty jak z baroku, i liryka jak z poezji”.

Zdzisław Antolski

 

Zwyczajny Holocaust

 

MagnetyczniTemat Holocaustu nie znalazł w polskiej literaturze pięknej, właściwego do swojej rangi, wyrazu. Być może apokaliptyczne rozmiary tego zjawiska z okresu II wojny światowej,  onieśmielały potencjalnych autorów, paraliżowały wyobraźnię, ale wydaje mi się, że najważniejsze było to, iż powstające dzieła pisane były z pozycji świadków zagłady, jej obserwatorów. Właściwi bohaterowie, którzy mogliby pisać wspomnienia czy utwory literackie, zginęli w komorach gazowych, a ci którzy ocaleli mieli tak wielką traumę, że często chcieli zapomnieć o swoich strasznych przeżyciach.

Rekomendacje książkowe Krzysztofa Lubczyńskiego

 

 

 

 

Romantycy w bańce codzienności

Zycie codzienne romantykowTkwi mi żywo w pamięci wrażenie z lektury pewnego fragmentu listu Zygmunta Krasińskiego, bodaj do Reeve’a, z roku 1843. Tyle ważnych myśli, faktów, spostrzeżeń, ocen opadło na dno mej pamięci i być może nigdy nie doczekają się „wydobycia na światło dzienne”, „przywołania na myśl”, a ten reporterski opis wizyty Zygmunta Krasińskiego u szewca na warszawskim Powiślu co rusz mi się w pamięci odzywa. Twórca „Nieboskiej komedii” i „Irydiona” opisuje swoją wizytę, z trzewikami małżonki pod pachą, w zrujnowanej kamienicy, w jakimś ponurym otoczeniu, gdzie w warsztacie szewskim przyjmuje go szewcowa, budzi męża, antypatycznego jegomościa, wyraźnie „zmęczonego” jakimś trunkiem. Szewc, po obejrzeniu trzewików arogancko odmawia ich przyjęcia do naprawy dodając burkliwie komentarz, że „panom nie robię”. Pamiętam też wyrażone w liście oburzenie poety, który odpalił chamskiemu szewcowi epitetem „błaźnie”, ale wyszedł od niego jak niepyszny z tymi trzewikami małżonki. Jest w tej scence rodzajowej, jakich przecież w listach Krasińskiego nie jest aż tak wiele, coś „alegorycznego”, jakiś wyraz jaskrawego kontrastu między wielkością i wzniosłością egzystencjalną a trywialnością, pospolitością. Intrygujący jest w tym już sam fakt, że hrabia Krasiński osobiście wybrał się do szewca, gdy mógł posłać kogoś ze służby. Jednak przede wszystkim jest w tej scenie spektakularne przeciwstawienie - wielki poeta, myśliciel, arystokrata z jednej strony, a z drugiej agresywna pospolitość w osobie podpitego, gburowatego i butnego szewca. Nie to, bym się pięknoduchowsko opowiadał za przedstawicielem elity przeciw reprezentantowi ludu - co to, to nie. Ba, nawet mi ta ludowa, niepokorna arogancja szewca wobec wielkiego pana, do pewnego stopnia zaimponowała. W tamtych czasach to było coś. Może było w tym jakieś odległe, zachowane w świadomości miejskiego plebsu, echo roli historycznej, jaką odegrał jego kolega po fachu, mistrz szewski Jan Kiliński? W końcu też bez tej arogancji ta scenka nie miałaby takiego smaku i takiej wymowy. Najzwyczajniej ten rodzajowy, obyczajowy, ciekawie, obrazowo skonstruowany epizod przemówił mi do wyobraźni jako - już to wcześniej zauważyłem swoista „alegoria”, może trochę po gombrowiczowsku widzianej opozycji „wyższości” i „niższości”, „wzniosłości” i „pospolitości”.

ELŻBIETA MUSIAŁ o książkach MARII ŻYWICKIEJ-LUCKNER

 

Mieszkam teraz gdzie indziej – powtórzyła za Puszkinem w poniedziałek 23.11.2009 

W cieniu aferyKsiążka Majki Marii Żywickiej-Luckner „w cieniu afery. dzienniki więzienne” kończy się słowami: „Jasiek rzuca się na mnie przed wejściem do domu, cieszy się jak dziecko. Ja też. Wchodzę do domu, jakbym wyszła wczoraj”. Tak opisany jest dzień po Dniu Kobiet, rok 2010. Daty są tu istotne, przecież to dziennik, przecież rzecz dzieje się w Polsce zaledwie 8 lat temu. Piątego października 2009 kilku funkcjonariuszy zabrało Majkę z domu. O szóstej dwadzieścia pięć. Z Warszawy przetransportowano ją do AŚ do Łodzi, na Beskidzką, gdzie rozpoczęła się więzienna opresja: „Idę do celi jednoosobowej. Dostaję dwa koce i pościel – mam zrobić sobie łóżko na betonowej wylewce podobnej do sarkofagu. Robię. Gdzieś już widziałam takie koce? Już wiem. W leżakowni dla bezdomnych na warszawskiej Pradze”. To początek pięciomiesięcznej odsiadki. „Areszt tymczasowy, bo istnieje obawa mataczenia. Co to za słowo?”

 

Arkadiusz Kiński

 

 

„Powróciłem”

 

powrocilemDawno, dość dawno, albo i nawet bardzo dawno, nie miałem w rękach tak dobrego tomiku jaki właśnie zagościł w moich skromnych progach. Jerzy Stasiewicz, poeta, prozaik, dramaturg, powrócił. Tak, powrócił i to bardzo dosłownie, bo Jego najnowszy tomik nosi właśnie taką nazwę: „Powróciłem”. A jeśli powrócił Jerzy, to z przyjemnością i ja wróciłem do Niego.

Po poprzedniej pozycji, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, poezji i dramacie, książce o jakże filozoficznym tytule, „Po co komu krzyż”, (Warszawa 2015) i takiej samej filozoficznej zawartości treści, tym razem nie mogło być inaczej. Stasiewicz ma swój poziom, poniżej którego nie schodzi. I bardzo dobrze. Wiadomo w ciemno, że sięgając po tomik Jerzego nie będzie się zawiedzionym czytelnikiem. Co najwyżej można zatopić się w magii słowa, w transcendentalizmie, czy też niezwykle poważnych dyskusjach o życiu. „Dom – krwisty pot/ dłonie szorstkie odparzone/ ciepło, chleb i sól”.

 

Ignacy S. Fiut

 

Poezja publicystyczna

 

fiut ignacyTermin imponderabilia należy rozumieć jako rzeczy nieuchwytne, nie dające się zauważać bezpośrednio, zmierzyć, dokładnie określić, mogące mieć jednak znaczenie i np. wpływać na losy ludzkiej egzystencji. Taki też tytuł nosi tom wierszy wydany przez Magdalenę Węgrzynowicz-Plichtę na początku 2018 roku, składający się z trzech części: „imponderabilia”, „spod prasy” i „(nie)cierpliwe naręcza rumianków”. Całość zamyka posłowie napisane również przez autorkę – internetowe silva rerum, w którym zostają ukazane mechanizmy psychologiczne oraz technologiczne powstawania tej książki. Przypomina ona poniekąd swą formą tradycyjny pamiętnik, choć jest to sprawa wtórna, gdyż poetka wykorzystała przy jego tworzeniu dobrodziejstwa wynikające z użytkowania Internetu przez artystę, który m.in. automatycznie datuje zapis oraz publikacje danego utworu, ale i otwiera możliwość interaktywnego wpływu innych użytkowników sieci na ich zawartość, jak również same konteksty publikacji mogą wpływać na siebie pod względem znaczenia tejże zawartości.

Andrzej Walter

 

Z kroplami krwi i namiętności

 

na linii oddechu   Drogi współczesny. Drogi dzisiejszy. Drogi i doskonały, w pełni samoświadomy, człowieku nowego XXI wieku, człowieku ładu, demokracji i dobrobytu, człowieku nauki i osiągnięć techniki – dobrze Ci? Jak bardzo Ci dobrze? - znów powtórzę to przewrotne pytanie, … a dlaczego pytam? …

 

   Oj kochany, idealnie osadzony w swej realności, higienicznie w pełni zadbany, człowieku szczęścia i pokoju – pytam tak, gdyż za rogiem, tuż - tuż, blisko nas, nie tak znów daleko, a w zasadzie coraz bliżej, toczy się prawdziwa wojna. Wojna – taka ze strzelaniem, taka dotykalna wojna, nie taka na niby, nie hybrydowa, nowoczesna, niedotycząca nas, ciebie i mnie, ani historii. Toczy się wojna realna. Wojna z prawdziwymi czołgami, strzałami, trupami i ofiarami. Wojna, niby jak inne wojny. Te minione, te przeszłe. Czy ty jednak rozumiesz jeszcze słowo … wojna? I czy jeszcze boisz się wojny?...

 

Książki pod lupą - Atlas osobliwości

Atlas osobliwosci

Click to download in MP3 format (9.16MB)