Jolanta Zarębska

 

Nie bójmy się filozofów

 

zgubiona wizytowka    Zgubiona wizytówka Macieja Papierskiego to kolejne wydawnictwo Fundacji Duży Format. Rafał T. Czachorowski, redaktor tomu trzydziestu wierszy, na skrzydełku okładki pisze o autorze: ur. 1991, doktorant filozofii na UKSW, laureat konkursu Połów organizowanego przez Biuro Literackie (2012), publikował m.in. w magazynie Kontakt oraz na stronach Teologii Politycznej. Posiada również wykształcenie muzyczne, współpracuje z kompozytorami jako autor tekstów.

    I rzeczywiście: w wierszach Papierskiego słychać muzykę. W melodii fraz ale i w motywach, jakimi się posługuje poeta. Tom otwiera Chorał, wiersz wychwalający ład stworzenia, mimo wielu ludzkich problemów, które nie powinny się wydarzyć, lub w najgorszym wypadku - bezpowrotnie

Książki pod lupą - Oryks i Derkacz

 

Oryks i Derkacz

Click to download in MP3 format (9.16MB)

Elżbieta Musiał o „Umieralni” Roberta Rudiaka

 

Pod podszewką świata

umieralniaRobert Rudiak w swojej najnowszej książce „Umieralnia” podjął się pewnego ryzyka. Ryzyko to wypływa głównie z tematu, który wkracza w niezdefiniowane przestrzenie ludzkiej intuicji i poznania. Autor zapewne liczył się z tym, że jego propozycja może zostać poddana w wątpliwość co najmniej z trzech powodów: innego doświadczenia duchowego, wiary i religii. Mówić u nas o reinkarnacji, karmie czy o dążeniu dusz do boskości, bo wtedy same staną się stwórcami – nie twórcami, a stwórcami – może rodzić u niektórych zagorzałych katolików sprzeciw lub w łagodniejszym wydaniu pobłażanie: czego to pisarz nie wymyśli. W istocie „Umieralnia” jest książką epicko-liryczną, a autor w niej może sobie pozwolić na wiele. Ma przecież wyobraźnię i odwagę, by kreować dowolne fabuły, pod warunkiem że są dozwolone, jak to u nas, jak to na naszym gruncie. Zatem musi uważać, by nie posunąć się o jedną emocję czy słowo za daleko, bo jeszcze zostanie pisarzem wyklętym. Robertowi Rudiakowi na szczęście to nie grozi. Literackie, wyobrażeniowe i uczuciowe pola tak zestraja ze sobą, że nie przekracza niedozwolonego. To znaczy przekracza, ale nie obraża uczuć. Udaje mu się balansować. I robi to nie z bojaźni, a z szacunku do innych. Nie z chęci przechytrzenia czy zmylenia czujności, a z potrzeby podzielenia się własnym rozumieniem natury świata na poziomie czysto emocjonalnym, duchowym. Sfery te bywają niełatwe do zobrazowania słowem, bo są niefizyczne i nijak nie przystają do naszej rzeczywistości. Można by pomyśleć, że odkrywają się tylko przed wtajemniczonymi. Natomiast dla racjonalistów mogą być – lecz nie muszą – zwykłą fantasmagorią.

Maryla Hopfinger

 

O „Blogu” Jacka Bocheńskiego

 

bochenski2

            Nowa książka pod tytułem „Blog” Jacka Bocheńskiego prowokuje do pytań o relacje między literaturą a tak zwanymi nowymi mediami. Z takiej perspektywy zgłoszę o niej kilka uwag w poetyce laudacji, ponieważ jestem pełna uznania dla tego autorskiego projektu. Będę starała trzymać się jednego ze znaczeń laudacji, jakim jest „krótka przemowa”.

            Z prologu dowiadujemy się, że wiosną 2009 roku nasz Bohater i Autor rozpoczyna nową przygodę pisarską w środowisku cyfrowym. Nie jest Mu to środowisko obce. Przeciwnie.

Michał Piętniewicz


Przywrócić ciężar książce. O „Środku ciężkości” Janusza Drzewuckiego.


     Książka krytycznoliteracka Janusza Drzewuckiego, „Środek ciężkości”, wydana przez Instytut Mikołowski, niesie ze sobą ciężką i niewesołą diagnozę ciężkich i niewesołych czasów, w jakich przyszło i krytykom literackim i literatom, poetom, pisarzom, ogólnie ludziom pióra, żyć.
     Jest zamierzeniem heroicznym, ponieważ opowiada w sposób zajmujący i rzetelny o poetach i książkach poetyckich, których nikt nie czyta i prawdopodobnie po wydaniu tej książki, również nie sięgnie do ich twórczości. Jest książką wzruszającą poprzez oddanie sprawiedliwości tym, którzy zostali zapomniani, wyeliminowani z literackiego obiegu, a ich winą jedyną był chyba brak tej tak potrzebnej w dzisiejszych czasach i dla mnie przyznam, dość obrzydliwej umiejętności przebojowości, lansu, taniego efektu, grania pod publikę.

Lucyna Kukomska

 

Urodzinowy prezent

 

Filip WrocławskiZnakomity prozaik, dramaturg, jednym słowem twórca spod znaku Pegaza – Jerzy Przeździecki – otwiera przed nami strony swojej książki „Szał zamysłów”. Tegoroczne II wydanie tego dzieła, tym razem w Bibliotece Świętokrzyskiej, uzupełnione i poszerzone oprowadza nas po jego życiu poświęconym twórczości literackiej spinając je piękną klamrą 90 rocznicy urodzin. Swoją opowieść rozpoczyna od ukazania środowiska, w jakim żył i wzrastał, czyli Sosnowca i Zagłębia. Mamy okazję poznać stosunki społeczne tam panujące w okresie przed II wojną światową i w czasie okupacji niemieckiej jak również okres funkcjonowania Polski pod ścisłym nadzorem służb sowieckich. Były to lata, które niewątpliwie odcisnęły się trwałym piętnem na życiu autora, a do których na przestrzeni całej książki powraca. Szczególnie trudnym do zapomnienia jest okres powojenny, w którym szalała ubecja i wszechobecna cenzura. Autor doświadczył tego wszystkiego na własnej skórze. W opowieść swoją umiejętnie i oszczędnie zarazem, wplata sceny z życia rodzinnego i osobistego i ma rację gdyż nie wszystko jest na sprzedaż. Książka stanowi w zasadzie swoisty kolaż najprzeróżniejszych sytuacji wymuszanych przez życie i powodujących nieoczekiwane zmiany sytuacji, w jakie zostaje uwikłany. Opowiada niezwykłe historie dziejące się na Śląsku w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu, często z krasnoarmiejcami w tle.

Katarzyna Wójcik

 

Matnia

 

DiavolinaHistoria to organizm złożony z wielu połączonych pajęczyną zależności jednostek ludzkich: większych i mniejszych, świadomych swojego w niej uczestnictwa i nieświadomych, katów, ofiar, błaznów i oszustów. Bez wątpienia, wszyscy jesteśmy w nią uwikłani. I bez wątpienia los współczesnej historii jest naszą wspólną rzeczą, choć chyba coraz mniej zdajemy sobie z tego sprawę.

Roman Soroczyński

 

Mąż i żona, czyli Fredro ciągle aktualny

 

Magda HueckelTeatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie wystawił na Dużej Scenie kolejną wersję sztuki Mąż i żona Aleksandra Fredry. Premiera spektaklu w reżyserii Jarosława Kiliana miała miejsce 18 maja 2017 roku. Jest to trzecia inscenizacja sztuki na deskach Teatru Polskiego. Pierwsza z nich, w reżyserii Bohdana Korzeniewskiego, miała premierę 26 października 1949 roku. Kiedy czytam nazwiska aktorów grających w tym spektaklu (Jan Kreczmar, Janina Romanówna, Wieńczysław Gliński zamiennie z Czesławem Wołłejko, Justyna Karpińska), przechodzą mnie dreszcze! 4 października 1997 roku z Mężem i żoną zmierzył się – jako reżyser - Andrzej Łapicki. W spektaklu zagrali aktorzy młodsi, niż przewiduje stereotyp i być może to stało się przyczyną ambiwalentnego przyjęcia inscenizacji: zachwyty przeplatane były atakami. Opisywana w niniejszym artykule interpretacja jest, moim zdaniem, jednoznacznie pozytywna, ale najpierw trochę historii. Tym bardziej, że od prapremiery minęło 195 lat i chyba warto zadumać się nieco dłużej nad aktualnością utworu i twórczości Aleksandra Fredry w ogóle.