Krzysztof Lubczyński

Polityczne rymy Rymkiewicza

W posłowiu do swojego tomiku „Wierszy politycznych” Jarosław Marek Rymkiewicz uzasadnia, dlaczego go opublikował. A to mianowicie dlatego, że tomik jest przypomnieniem długiej już tradycji polskiej poezji politycznej. Rymkiewicz ubolewa, że przynajmniej część czytelników jego głośnego wiersza „Do Jarosława Kaczyńskiego” nie zrozumiała kontekstu tego utworu, nie zrozumiała tego, że wpisuje się on w  starą, omszałą tradycję czyli że nihil novi sub sole. Święte słowa.

Leszek Żuliński

Pocałunki pamięci

Marek Pieczara literaturą zajmował się „od zawsze”. Już jako studenci warszawskiej polonistyki marzyliśmy, pisząc nieudane wiersze, o sukcesie literackim, nie wiedząc wtedy jeszcze, że droga do niego czasami długa. Większość z nas szybciej zdobywała ostrogi krytycznoliterackie, to było prostsze, zwłaszcza dla młodych polonistów. Pieczara nie był tytanem aktywności, ale jego recenzje ukazywały się w wielu pismach; w latach 70. taką krytyczną dla nas „kuźnią młodych” były „Nowe Książki”, potem „zdobywaliśmy” kolejne tytuły...

Krzysztof Lubczyński

Poeta zostawia ślad na ziemi

Roman Śliwonik napisał, że najbardziej podoba mu się wiersz „jeszcze nienapisany, a już w nim będący”. Zwykły, jak niżej podpisany, „zjadacz poezji” podejrzewa, że to być może odczucie wszystkich poetów świata. Bywa jednak i tak, że wiersz jest zaskoczeniem, odkryciem dla samego jego autora, poety i to jest być może ten największy wdzięk wynikający z pisania poezji.

Krzysztof Lubczyński

Świat zaginiony w oku Iwaszkiewicza

W ubiegłym oraz w kończącym się roku wszyscy zainteresowani mieli okazję do zasmakowania wreszcie od lat oczekiwanej, smakowitej gratki w postaci dwóch pierwszych tomów dzienników Jarosław Iwaszkiewicza. Nie wszyscy jednak pewnie spodziewali się, że ten wielki pisarz, jednocześnie witalny, zachłanny niemal na życie i głęboko pesymistyczny, mógł być aż tak mroczny, jakim objawia się w swoich dziennikach.

Krzysztof Lubczyński


Późna miłość w cieniu Holocaustu


Janina Katz, „marcowa” emigrantka, jest już od kilku lat obecna na polskim rynku czytelniczym jako autorka powieści psychologicznych skupionych wokół problemów miłości, tożsamości człowieka, tej indywidualnej, egzystencjalnej i tej narodowej, relacji rodzinnych, dojrzewania, miłości itd. Z racji zamieszkania w Danii i pisania po duńsku J. Katz sytuowana jest w obrębie literatury skandynawskiej, ale, przynajmniej dla polskiego czytelnika, jej proza niewiele ma wspólnego z „duńskimi sprawami”, choć pojawiają się one jako dalsze tło. Na pewno nie jest więc Katz klasyczną pisarką skandynawską. To bowiem, co ją interesuje, poza anatomią miłości, poza doświadczeniem jednostki, to sprawy polsko-żydowskie.

Tomasz Miłkowski

Janusz Termer - Leksykon dramatopisarzy

Znacznie skromniejszy w formie, niż niedawno opublikowany „Iskier leksykon dramatu” pod wieloma jednak względami wydaje się bardziej interesujący. Przede wszystkim ze względu na klarowność przyjętego kryterium – Termer w doborze opisywanych autorów kierował się kryterium „literackości”,to jest pominął autorów literacko niedowarzonych albo o niepewnym jeszcze dorobku.



Krzysztof Lubczyński

40 lat minęło…

Swoją klasyczną już pracę, „Socjalizm – utopia w działaniu” Zygmunt Bauman, dziś jeden z najwybitniejszych myślicieli europejskich, zajmujący się fenomenem postmodernizmu (który, nawiasem mówiąc, okazał się nie przejściową modą intelektualną, lecz realnym, pogłębiającym się procesem cywilizacyjnym), napisał po angielsku, na emigracji, niedługo po wydarzeniach marcowych 1968 roku w Polsce. Była ona wyrazem ostatecznego, głębokiego rozczarowania realnym socjalizmem zainstalowanym w Europie Wschodniej przez ZSRR w 1944 roku.

Krzysztof Lubczyński

Proza z wielkiego oddechu

Świat współczesnej literatury nie rozpieszcza tych czytelników, dla których wzorem z Sevres literatury pozostaje niezmiennie wielka epika w stylu, duchu i o rozmachu Cervantesa, Balzaca, Lwa Tołstoja, Dickensa, czy w końcu naszego Sienkiewicza, a z naszych współczesnych choćby Marqueza czy Vargasa Llosy.  Literatura po Prouście raczej drąży w głąb, obejmuje małe przestrzenie, także w sensie fizycznym, lubuje się we wszelakich obrzeżach i marginaliach. Pozostaje więc takim czytelnikom albo popłynąć z tym nurtem albo zdać się na powroty do starych lektur, co zawsze jest pożyteczne, ale nie zastąpi od czasu do czasu czegoś nowego.