Krzysztof Lubczyński

Poeta zostawia ślad na ziemi

Roman Śliwonik napisał, że najbardziej podoba mu się wiersz „jeszcze nienapisany, a już w nim będący”. Zwykły, jak niżej podpisany, „zjadacz poezji” podejrzewa, że to być może odczucie wszystkich poetów świata. Bywa jednak i tak, że wiersz jest zaskoczeniem, odkryciem dla samego jego autora, poety i to jest być może ten największy wdzięk wynikający z pisania poezji.

Krzysztof Lubczyński

Świat zaginiony w oku Iwaszkiewicza

W ubiegłym oraz w kończącym się roku wszyscy zainteresowani mieli okazję do zasmakowania wreszcie od lat oczekiwanej, smakowitej gratki w postaci dwóch pierwszych tomów dzienników Jarosław Iwaszkiewicza. Nie wszyscy jednak pewnie spodziewali się, że ten wielki pisarz, jednocześnie witalny, zachłanny niemal na życie i głęboko pesymistyczny, mógł być aż tak mroczny, jakim objawia się w swoich dziennikach.

Krzysztof Lubczyński


Późna miłość w cieniu Holocaustu


Janina Katz, „marcowa” emigrantka, jest już od kilku lat obecna na polskim rynku czytelniczym jako autorka powieści psychologicznych skupionych wokół problemów miłości, tożsamości człowieka, tej indywidualnej, egzystencjalnej i tej narodowej, relacji rodzinnych, dojrzewania, miłości itd. Z racji zamieszkania w Danii i pisania po duńsku J. Katz sytuowana jest w obrębie literatury skandynawskiej, ale, przynajmniej dla polskiego czytelnika, jej proza niewiele ma wspólnego z „duńskimi sprawami”, choć pojawiają się one jako dalsze tło. Na pewno nie jest więc Katz klasyczną pisarką skandynawską. To bowiem, co ją interesuje, poza anatomią miłości, poza doświadczeniem jednostki, to sprawy polsko-żydowskie.

Tomasz Miłkowski

Janusz Termer - Leksykon dramatopisarzy

Znacznie skromniejszy w formie, niż niedawno opublikowany „Iskier leksykon dramatu” pod wieloma jednak względami wydaje się bardziej interesujący. Przede wszystkim ze względu na klarowność przyjętego kryterium – Termer w doborze opisywanych autorów kierował się kryterium „literackości”,to jest pominął autorów literacko niedowarzonych albo o niepewnym jeszcze dorobku.



Krzysztof Lubczyński

40 lat minęło…

Swoją klasyczną już pracę, „Socjalizm – utopia w działaniu” Zygmunt Bauman, dziś jeden z najwybitniejszych myślicieli europejskich, zajmujący się fenomenem postmodernizmu (który, nawiasem mówiąc, okazał się nie przejściową modą intelektualną, lecz realnym, pogłębiającym się procesem cywilizacyjnym), napisał po angielsku, na emigracji, niedługo po wydarzeniach marcowych 1968 roku w Polsce. Była ona wyrazem ostatecznego, głębokiego rozczarowania realnym socjalizmem zainstalowanym w Europie Wschodniej przez ZSRR w 1944 roku.

Krzysztof Lubczyński

Proza z wielkiego oddechu

Świat współczesnej literatury nie rozpieszcza tych czytelników, dla których wzorem z Sevres literatury pozostaje niezmiennie wielka epika w stylu, duchu i o rozmachu Cervantesa, Balzaca, Lwa Tołstoja, Dickensa, czy w końcu naszego Sienkiewicza, a z naszych współczesnych choćby Marqueza czy Vargasa Llosy.  Literatura po Prouście raczej drąży w głąb, obejmuje małe przestrzenie, także w sensie fizycznym, lubuje się we wszelakich obrzeżach i marginaliach. Pozostaje więc takim czytelnikom albo popłynąć z tym nurtem albo zdać się na powroty do starych lektur, co zawsze jest pożyteczne, ale nie zastąpi od czasu do czasu czegoś nowego.

Krzysztof Lubczyński

Gdzie filmy powstawały

Kino jest, jak wiadomo, najważniejszą ze sztuk, więc miliony widzów oglądają filmy. Niewiele mniej widzów interesuje się postaciami filmowych aktorów i gwiazd, nie wyłączając ich życia osobistego. Znacznie już mniejsza część publiczności interesuje się kuchnią filmową, tłem związanym z realizacją filmów, z miejscami, w których są kręcone i tym podobnymi tematami. Są wśród nich i tacy dociekliwi widzowie, którzy oglądając filmy zastanawiają się, gdzie zrealizowane zostały te czy inne sceny.

Krzysztof Lubczyński

Archipelag ludzi do odzyskania

„Etos lewicy. Esej o narodzinach kulturalizmu polskiego” Andrzeja Mencwela, to książka już klasyczna, choć powstała nie aż tak dawno, bo 22 lata temu, w 1988 roku. Chciałoby się ją nazwać „biblią lewicy”, ale byłoby to wyrazem nadmiernego optymizmu, idealistycznej, naiwnej wiary w to, że przynajmniej znacząca część ludzi przyznających się dziś do poglądów lewicowych ma za sobą lekturę tej książki lub przynajmniej zna ją ze słyszenia. Wypada w to, niestety, wątpić. Na miano „biblii” zasługuje jednak dzieło A. Mencwela z całą pewnością w tym sensie, że jest to rzecz wybitna.