Leszek Żuliński

Stańczyk!

Ryszard Ulicki to, jak wiemy, człowiek-orkiestra. Były dziennikarz, radiowiec, poseł czterech kadencji, członek KRRiTV, obecnie wiceprezes ZAiKSu i ZLP. Także rzeźbiarz i autor wielu tekstów piosenek, z czego „Kolorowe jarmarki” wykonywane przez Janusza Laskowskiego i Marylę Rodowicz okazały się hiciorem ponadpokoleniowym. Poza tym redaktor, wójt cygański, satyryk, birbant, grasant i facecjonista. Postać wyjątkowa i wyrazista w naszym środowisku, lubiana i podziwiana.

Stefan Jurkowski


Miejsce najważniejsze

 

Znamienny jest tytuł książki Bolesława Farona. „Powrót do korzeni Nowy”. Choć może jednak nieco mylący, ponieważ autor nie tyle wraca do swoich korzeni, ile wciąż tam jest na różne sposoby obecny. Ostatnio wydany tom, to kolejny wybór szkiców, wspomnień, artykułów dotyczących ziemi rodzinnej Farona (po „Korzeniach” – 1977 oraz „Powrotach do korzeni” – 2000), a publikowanych w rozlicznych periodykach. To Sądecczyzna i jej ludzie: członkowie rodziny, sąsiedzi, nauczyciele, księża, lekarze, czy rozmiłowani w swojej małej ojczyźnie miejscowi gospodarze.

Krzysztof Lubczyński


Po mistrzowsku o mistrzu



Kilka miesięcy pisaliśmy już o ważnym tegorocznym wydarzeniu edytorskim, tego roku, jakim było ukazanie się, nakładem Instytutu Wydawniczego „Znak”, biografii Czesława Miłosza.


Są teraz trzy co najmniej okazje, by napisać o tej publikacji nieco szerzej. Po pierwsze, minęła właśnie 31 rocznica otrzymania Literackiej Nagrody Nobla przez Miłosza. Po drugie, właśnie kolejny poeta otrzymał ten laur. Po trzecie, właśnie dziś (8.10.2011) Andrzej Franaszek, autor biografii „Miłosz” otrzymał za nią jedną z najbardziej prestiżowych nagród literackich, Nagrodę im. Kościelskich.

Krzysztof Lubczyński



„Dr Livingstone, I presume?”



Obrodziło w ostatnich latach przekładami „Heart of Darkness” („Jądra ciemności”) Josepha Conrada. Przez dziesiątki lat jedynym polskim przekładem był historyczny tekst Anieli Zagórskiej. I gdy wydawało się, że na tym klasycznym przekładzie poprzestaniemy, w ostatnim dziesięcioleciu ukazały się kolejne wydania z nowymi tłumaczeniami: Ireneusza Sochy, Patrycji Jabłońskiej, a także, zupełnie ostatnio przekład autorstwa Jędrzeja Polaka poprzedzony przedmową Przemysława Czaplińskiego. Nie wiem, czy to pełna lista dokonanych w ostatnich latach przekładów utworu Conrada.

Leszek Żuliński


Aria na strunę własną

 

W naszych latach Gorzów Wielkopolski miał dwóch nieszablonowych, umykających zwyczajowym wyobrażeniom, twórców. Pierwszym był Kazimierz Furman; drugi – który na szczęście jeszcze jest i oby był jak najdłużej – to Zygmunt Marek Piechocki. Twórca o niewielkim dorobku literackim, wszakże większym niżeli wiele bujnych dorobków.


Postać! Ktoś, kto chodzi własnymi ścieżkami, outsider, może dziwak?, może klerk? Może artysta?

Krzysztof Lubczyński


Stary, dobry Taine


Metryka autora i jego „Filozofii sztuki” jest bardzo stara. Hyppolite Taine żył w latach 1828-1893, więc czytelnik jego dzieła pochodzącego z 1881 roku musi mieć świadomość, że koncepcje autora, jego filozofia sztuki należy do historii. Czy to jednak oznacza, że jest całkowicie anachroniczna? Czy fundamentalna idea interpretatorska Taine’a, wiążąca ściśle kształt dzieła sztuki i epokę artystyczną z rzeczywistością zewnętrzną, społeczną, ekonomiczną, polityczną, obyczajową jest najzupełniej nieaktualna? Z całą pewnością nieaktualny jest krańcowy, pozytywistyczny scjentyzm Taine’a, jego bezwzględnie, dogmatycznie przyrodnicza perspektywa patrzenia na  sztukę i jej źródła. Zastosowana jako metodologia naukowa zupełnie się nie broni, ale przecież generalnego przekonania o związków sztuki  rzeczywistością, z cechami czasu, w którym postaje nie sposób porzucić, bo jest to konstatacja oczywista. Trudne do przyjęcia jest jedynie potraktowanie przez Taine’a tej koncepcji w sposób tak literalnie dogmatyczny jak to uczynił. Wpływ zewnętrznego świata na sztukę dokonuje się bowiem znacznie bardziej pośrednio, subtelnie, na niewidzialnych ścieżkach. Nie z taką prostacką adekwatnością i dosłownością, do jakiej chciał przekonać Taine, wierny pojęciu mimesis czyli sztuki jako naśladownictwa natury.

Stefan Jurkowski


Skazana na różę


Jan StępieńKto sięga po wiersze Elżbiety Musiał niech nie liczy na lekturę łatwą. Spotka się bowiem z poezją niezwykle skondensowaną, balansującą na granicy filozofii i mistyki. Bo przecież inaczej być nie może, skoro poetka porusza problemy egzystencjalne, stara się dojść do sedna wszechrzeczy, wyjaśnić – przede wszystkim sobie – wszelkie skomplikowania i mechanizmy rządzące ludzkim życiem. Ale jak je wyjaśnić? Jak wyjaśnić to, co nie da się wypowiedzieć wprost? Elżbieta Musiał podejmuje więc trud dwojaki: znalezienia odpowiedniej definicji oraz stworzenia precyzyjnego i nośnego języka, który byłby dostatecznie ekspresyjny, odkrywczy i adekwatny do przekazywanych treści.

Krzysztof Lubczyński


W SĄSIEDZTWIE CICHYCH I GĘGACZY…


To duża sztuka napisać interesującą książkę o wydawnictwie. Leszek Żuliński takiej sztuki dokonał. No bo co może być interesującego w działalności oficyny wydawniczej? Jej praca na pierwszy rzut oka może przypominać funkcjonowanie urzędu. Robota papierkowa, redaktorzy przy biurkach, stosy książek i rozmaitych druków. Praca żmudna i bardzo nie widowiskowa. I choć zdarza się, że pasjonująca intelektualnie, to jednak na ogół nużąca: czytanie i szlifowanie cudzych tekstów.