Maciej A. Zarębski


     Niezwykły aktor i zwyczajny przyjaciel regionalistów…

 


 Niespełna dwa tygodnie od dramatu pod Smoleńskiem odszedł w następstwie skutków tragicznego wypadku samochodowego pod Sochaczewem Wojciech Siemion. Rodzinę, przyjaciół i wielbicieli jego talentu aktorskiego oraz liczne grono regionalistów ta wiadomość pogrążyła w ogromnym smutku i bólu, tym większym, że Wojtek (miałem zaszczyt być z nim od 2002 roku po imieniu) mimo swoich 81 lat, zawsze uśmiechnięty i otwarty dla innych, był ciągle pełen energii i sił twórczych. Ukochał nade wszystko teatr, literaturę, a w ostatnim okresie życia malarstwo i poezję. W swoim dworku w Petrykozach, gdzie osiadł pod koniec lat 70. na stałe, zorganizował Galerię Malarstwa Współczesnego oraz Wiejskie Muzeum Sztuki Ludowej, a także prowadził Warsztaty Literackie, podczas których wspaniale interpretował poezję Mickiewicza i Norwida. Był zresztą autorem książek poświęconych sztuce recytacji i interpretacji klasycznych utworów poetyckich. Urodzony 30 lipca 1928 roku w miejscowości Krzczonó
w na Lubelszczyźnie w wielodzietnej rodzinie chłopskiej (ojciec był dyrektorem miejscowej szkoły, jeden z braci Leszek zdolnym dziennikarzem, inny Ignacy – medykiem), ukończył studia w warszawskiej PWST w roku 1951. W tym samym roku debiutował na ekranie w roli ucznia szkoły morskiej w „Załodze” Jana Fethke. Dwa lata później zagrał w filmie „Przygoda na Mariensztacie”. Do jego znanych kreacji filmowych należą role: urzędnika w „Zezowatym szczęściu” Andrzeja Munka (1960), a także role w filmach: „Barwy walki” Jerzego Passendorfera, „Poszukiwany, poszukiwana” (1972) i „Nie ma róży bez ognia” (1974) Stanisława Barei, „Ziemia obiecana” (1974) Andrzeja Wajdy, oraz „Przedwiośnie” (2001) Filipa Bajona. Był aktorem wielu stołecznych teatrów: „Ateneum”, „Młodej Warszawy”, „Komedii”,
„Narodowego”, „Powszechnego” „Ludowego”. W latach 60. występował w STS-ie, a później w kabarecie „Pod Egidą”. Od roku 1972 prowadził utworzony przez siebie teatr „Stara Prochownia”. Stworzył wiele wybitnych ról teatralnych; zasłynął głównie jako wspaniały wykonawca monodramów, szczególnie o tematyce wiejskiej. W ostatnim okresie życia, jako wspaniały mecenas i znawca sztuki ludowej w swoim dworku w Petrykozach organizował warsztaty i biesiady literackie, konkursy sztuki nieprofesjonalnej oraz dyskusje poświęcone przyszłości polskiej sztuki i literatury. Od końca lat 80. jego dworek w Petrykozach stał się swoistym niepisanym Centrum Kultury Ludowej, a także ważnym Ośrodkiem Sztuki Awangardowej. Swoją działalnością kolekcjonerską, jako jeden z nielicznych, potrafił udowodnić, że jest nie tylko możliwe, ale i celowe zestawienie tych pozornie odległych dziedzin sztuki. W jego Galerii zlokalizowanej na obszernym poddaszu dworku w Petrykozach można było oglądać obok obrazów twórcy ludowego Józefa Firmantego, dzieła sztuki nowoczesnej autorstwa Antoniego Fałata oraz obrazy klasyka prof. Andrzeja Strumiłło. Mogłem się o tym przekonać osobiście podczas wizyt u Wojciecha Siemiona. A trzeba przyznać, iż gospodarz Petrykoz, bardzo chętnie przyjmował w swoim dworku przybywających z całej Polski zwolenników jego talentu i miłośników sztuki. Bywali u niego i marszałek Sejmu, i okoliczni wieśniacy. Dla wszystkich był miły, uprzejmy i sympatyczny. Sam także sporo jeździł po Polsce na wieczory autorskie, spektakle oraz aukcje dzieł sztuki. Podczas jednej z nich, zorganizowanej w nowym Gmachu Kieleckiego Centrum Sztuki przez znanego artystę, niezawodnego marszanda Adama Wolskiego, 8 lutego 1992 roku poznałem go osobiście. Wkrótce miałem zaszczyt powitać go na Balu „Gońca Staszowskiego”, w staszowskiej „Barbórce”, podczas którego Wojciech Siemion pomagał mi m.in. w losowaniu cegiełek muzealnych tworzonego wówczas Muzeum Ziemi Staszowskiej. W balu wziął udział m.in. artysta malarz Antoni Fałat. W demokratycznych wyborach królową balu została moja żona, Ludomira, pokonując pięć rywalek, w tym faworytkę Wojciecha, solistkę zespołu muzycznego. Następnego dnia, 16 lutego w godzinach popołudniowych towarzyszyłem Wojciechowi Siemionowi w jego spotkaniu z sędziwym ministrem Adamem Bieniem w Ossali. Podczas tej wizyty dyskutował z ministrem na temat aktualnych problemów życia społeczno-politycznego kraju oraz roli mecenatu w kulturze ludowej. Wypytywał także o proces moskiewski, o szczegóły śmierci gen. Leopolda Okulickiego oraz, czym sędziwy mecenas obecnie się zajmuje. Potrafił także docenić wartość obrazów autorstwa wnuczki ministra Małgorzaty Sianoszek. Zresztą został obdarowany jednym z nich. Następnie odwiedziliśmy dworek Stanisława Dudy, hodowcy koni arabskich w Nizinach Młyńczyskach, właściciela galerii sztuki twórców współczesnych. Wojciech Siemion żywo interesował się zarówno obrazami w kolekcji Dudy, jak i jego hodowlą. Wkrótce w „Gońcu Staszowskim” zamieściłem wywiad z Wojciechem Siemionem. Na jedno z moich pytań „Czym są dla niego Petrykozy?” wybitny aktor udzielił mi jakże wymownej odpowiedzi: Na to można spojrzeć rozmaicie, tak samo jak pan zapyta mnie czym jest dla mnie żona i nie wiem, czy matką mojego syna, czy niegdyś współstudentką (Wojciech Siemion studiował przed laty – równolegle ze studiami w PWST razem z żoną prawo), bośmy się poznali na studiach, czy olbrzymią pomocnicą w moich kłopotach teatralnych (a takie są zawsze). Tak samo z Petrykozami. Można powiedzieć, że jest to moje własne wielkie doświadczenie. W roku 1971 kiedy tworzyłem Wiejską Galerię Sztuki w Petrykozach, był to mój indywidualny protest przeciwko panującej modzie budowania sobie domów poza Warszawą w izolacji od otoczenia. Jeżeli działacz buduje dom, gdzieś w ustronnym miejscu, to nie powinien być otoczony drutem kolczastym. Dla sąsiadów to powinno być centrum myśli polityczno-społecznej i kulturalnej. Mój dom był protestem przeciwko „dziurom”, które powstały. Były to dziury intelektualne. Z drugiej strony chciałbym powrócić do bardzo ważnej tradycji kulturalno-twórczej dworu polskiego. Z dworu cała okolica brała wzory praktycznego życia z dziedzin: warzywnictwa, sadownictwa, ratownictwa, czytelnictwa itp. Trzeba też odwrócić zagadnienie, bo w gruncie rzeczy wieś cały rok przygotowywała się, ażeby do dworu zanieść wieniec dożynkowy, bo przecież nie nosiło się tego do sąsiada, lecz do centralnego miejsca, jakim był dwór. I dzięki temu centralnemu miejscu przetrwała polska tradycja rodzinna, polska kultura. A więc chciałbym tworząc Petrykozy zwrócić uwagę na kulturotwórczą funkcję nowo powstających „dworów” XX wieku (jakże znamienne słowa stanowiące swoisty testament twórczy tego wielkiego Człowieka Teatru, Literatury i Sztuki). W kolejnych latach wielokrotnie nasze drogi się spotykały. Nie zapomnę jego udziału w promocji mojej książki reportażowej o Libii w Klubie Księgarza w Warszawie w marcu 1995 roku, podczas której recytował jeden z zamieszczonych w książce moich wierszy. Później w latach 1998-2002 wielokrotnie spotykaliśmy się w Zagnańsku, gdzie Wojciech Siemion uczestniczył w imprezach kulturalno-artystycznych o nazwie „Śniadania na trawie”, organizowanych przez Galerię Sztuki Adama Wolskiego. W maju 2002 (w dniach 23-25) brał udział w III Ogólnopolskich Targach Wydawnictw Regionalnych organizowanych przez Staszowskie Towarzystwo Kulturalne. W przeddzień ich rozpoczęcia w staszowskim hotelu „Gwarek” podzielił się refleksjami na temat kondycji polskiego aktorstwa oraz dał przybyłym na imprezę uczestnikom prawdziwy pokaz swojej sztuki interpretacji poezji polskich romantyków, na czele z Norwidem. Po tym spektaklu długo w noc siedzimy w pokoju hotelowym i rozprawiamy o kulturze polskiej, jej różnych odmianach. Obok Wojtka Siemiona udział w tych nocnych rozmowach biorą także: dramaturg Jerzy Przeździecki, podróżnik Stanisław Szwarc-Bronikowski i pisarz Zdzisław Łączkowski. Otrzymuję od Wojtka książkę „Lekcja czytania Norwid” z jakże znamienną dedykacją Teraz Ty Dobry duchu – prezentujący wszystkich Maćków – Wojtek Siemion 23 maja 2002. Następnego dnia w sposób mistrzowski Wojtek przedstawił wiersze Józefa Firmantego, jednego z bohaterów imprezy, podczas której otwarta została również wystawa tego malarza-prymitywisty.

Wkrótce, 11 września 2003 roku składam mu wizytę w jego dworku w Petrykozach. Towarzyszy mi małżonka Ludomira. Oglądamy bogate zbiory etnograficzne oraz Galerię Malarstwa umieszczoną na poddaszu dworku, spacerujemy po rozległym parku i słuchamy opowieści gospodarza, jak doszło do jego osiedlenia się tu na wsi w Petrykozach.

W roku 1959 razem z teatrem „Komedia”, w którym występował, wyjechał za ocean. W Nowym Yorku mieszkał w hotelu przy 42 Street, blisko Time Squar. Kiedy wybrał się na Walt Street, gdzie mieściła się Giełda Nowojorska, zlokalizowana wśród czterdziestopiętrowych wieżowców, i pospacerował po ulicy, która tego dnia w sobotę była kompletnie opustoszała, zrozumiał że na pewno nie chce już mieszkać w mieście. Po powrocie podzielił się swoimi wątpliwościach z żoną i zapadła decyzja, żeby wynieść się z miasta. W latach 1961-1965 zwiedzili z żoną na Mazowszu 700 obiektów. Na Petrykozy zdecydowali się w roku 1965. Kupili zrujnowany dwór należący do Gminnej Spółdzielni Produkcyjnej. I nie żałują tej decyzji. Tu znaleźli spokój, atmosferę do pracy, odpoczynku i realizacji marzeń. Jednym z nich było właśnie stworzenie galerii sztuki, które finalizowali w roku 1979 (w tym samym roku zakończyli trwający 10 lat remont dworu). Od tego roku Petrykozy stały się prywatnym Muzeum. Ciekawa jest również historia samego dworu. Wybudowany na początku XIX wieku przez Mikołaja Grabowskiego, ówczesnego właściciela Petrykoz, wielokrotnie zmieniał właścicieli. A ostatnimi są oni, co z dumą podkreślał. Po tej opowieści siadamy przy kawie i konsumujemy ciasto upieczone przez małżonkę Jadwigę. Mamy okazję ją poznać. Skromna, drobnej postury brunetka o piwnych oczach (stąd była nazwana przez Wojciecha „Piwką”) robi sympatyczne wrażenie. Po chwili nas opuszcza. Widać, że odpowiada jej rola życia w cieniu męża. Żegnani przez gospodarza odjeżdżamy w przeświadczeniu, że mieliśmy szczęście gościć w wielkim mateczniku polskości. Byliśmy pod wrażeniem także swoistej rodzinnej harmonii panującej w Petrykozach.

Niecały rok później Wojciech stanowi główną postać IV Targów Wydawnictw Regionalnych zorganizowanych w dniach 21-23 maja 2004 roku w Kieleckim Centrum Kultury, tym razem o charakterze międzynarodowym. Prezentuje na nich fragmenty prozy Stefana Żeromskiego z książki „Świętokrzyskie sercem Polski” – pozycji przygotowanej specjalnie na Targi. Zapoznaje także jego uczestników z wierszami Violi Fisherovej, poetki z Czech. Podczas Targów podpisuje swoje książki, w tym „Lekcję czytania Norwid” i „Lekcję czytania Mickiewicz” oraz „Lekcję czytania Gałczyński”. Był postacią rozpoznawalną, cieszącą się niezwykłą popularnością, dodającą splendoru kieleckim Targom.

Wkrótce dotyka go wielkie nieszczęście. 17 listopada 2004 roku umiera ukochana żona, Jadwiga. Poznali się wówczas, gdy razem studiowali prawo na KUL-u. On zmienił prawo na aktorstwo, ona je ukończyła. Przeżyli ze sobą ponad 50 lat. Tworzyli zgodne stadło, o czym mogłem się niedawno przekonać. 21 listopada odbył się jej pogrzeb. Pożegnał ją mąż i syn Krzysztof oraz wielu bliskich i dalszych znajomych. Wojciech recytacją wiersza Gałczyńskiego „Na śmierć Esteriny”. Spoczęła na wiejskim cmentarzu w Osuchowie koło Mszczonowa, położonym w lesie na polanie, w otoczeniu świerków i drzew. Na wiadomość o tym (przekazał mi ją pod koniec listopada Adaś Wolski), wysłałem list kondolencyjny, w imieniu własnym i regionalistów świętokrzyskich.

Po paru miesiącach Wojciech odwiedza założony przeze mnie w Zagnańsku Ośrodek Regionalizmu Świętokrzyskiego. Wpisuje się do kroniki Ośrodka jakże znamiennymi słowami: Maćku! A jak będziesz już miał dosyć nadzwyczajnych Zjazdowców (nawiązał do Nadzwyczajnego zjazdu Żeromszczaków zorganizowanego w tym czasie w Ośrodku) przyjedź do mnie, do Petrykoz, 11 czerwca 2005 godz. 13.00-14.00 Wojciech Siemion. 20 listopada 2005 roku uczestniczyłem w wieczorze zaduszkowym w Podziemiach Kamedulskich w Kościele w Lasku Bielańskim, podczas którego mogłem podziwiać jego wspaniały kunszt aktorsko-recytatorski w programie (autorstwa Grzegorza Walczaka) „Treny mojej matki”. Następnego dnia złożyłem mu wizytę, pokłosiem której był wywiad zamieszczony w marcowym numerze „Eskulapa Świętokrzyskiego” z 2006 r. (oraz zestaw fotografii jego dworku w Petrykozach – w następnym numerze tego pisma). Towarzyszył mi wówczas prof. Andrzej Tyszka z Podkowy Leśnej i mój syn Wit. Na pytanie, jakie są jego związki z ziemią świętokrzyską odpowiedział – Na pewno ważnym punktem jest dla mnie postać Stefana Żeromskiego. Nikt tak jak Żeromski nie napisał o Powstaniu Styczniowym, a mój pradziad był powstańcem. O swoim pradziadku najczęściej rozmyślałem czytając Żeromskiego. Moja babcia ze strony mamy urodziła się w Radlinie k. Kielc. Na ziemi świętokrzyskiej mam przyjaciół. Staś Gan, radiowiec, który miał przepiękne zbiory melodii ludowych. Ogromnym sentymentem darzę kapelę Wincentego Firmowskiego (…) Często też odwiedzam Zagnańsk, dom i galerię Adama Wolskiego. Podczas wizyty otrzymuję od Wojciecha księgę pamiątkową poświęconą jego małżonce, wydaną w rocznicę jej śmierci z dedykacją: Maćku!...a nie zapomnij o Petrykozach. 21 XI 2005 Twój Przyjaciel Wojciech Siemion.

Książka wzruszająca, z niezwykłą grafiką i jeszcze bardziej niezwykłą, przejmującą treścią. Pełno w niej listów kondolencyjnych, wierszy i tekstów wspomnieniowych. Wstrząsający wpis Andrzeja Strumiłły, który muszę przytoczyć –

Czujemy się skrzywdzeni wyrokiem nieba, kiedy odchodzi od nas nasze Siakti, ale stajemy się mądrzejsi, a może i lepsi goryczą rozstania. Widzę oczy Piwki i słyszę Jej głos. Była przyjazną cząstką mego świata. Będziemy odchodzili razem.

A także wpis Elżbiety Dzikowskiej: Drogi, kochany Wojtku, Wróciłam z Etiopii i dowiedziałam się, że nie ma już Piwki. To niewyobrażalne. Była cudowną osobą, zawsze przy Tobie, zawsze – tak bardzo taktownie – niby w cieniu, ale naprawdę odczuwało się intensywnie jej ciepłą, życzliwą obecność, nawet jej nie widząc. Chciałabym ująć trochę Twego bólu, ale- jak? Drogi Wojtku, wiem z własnego doświadczenia, jak bardzo w takich chwilach przyjaciele są potrzebni. I chciałabym Cię zapewnić, że zawsze możesz na mnie liczyć, daj tylko głos. Sprawiliście mi oboje wielką radość uroczym listem o mojej książce, serdecznie za to dziękuję. I mam Was w sercu. Bardzo, bardzo całuję –

W tym czasie nasza znajomość nabrała charakteru przyjaźni. Jej wyrazem była obecność Wojciecha na wieczorze promocyjnym mojej książki „Dotknięcie Ameryki” w kwietniu 2006 roku w Pałacyku Tomasza Zielińskiego w Kielcach, podczas której zaprezentował jej fragmenty. Tydzień później w „Trybunie Ludu” ukazał się felieton pióra Marii Szyszkowskiej (także obecnej na imprezie), poświęcony tej promocji i udziałowi Wojciecha. Oto jej fragment:

Tydzień temu, w Kielcach, Wojciech Siemion stworzył mały spektakl teatralny czytając fragmenty książki dr Macieja A. Zarębskiego. Po raz kolejny zademonstrował oryginalny kunszt aktorski. Nie tylko ja głęboko ubolewam, że z powodów politycznych Wojtek Siemion nie jest zapraszany przez telewizję w tak zwanej wolnej Polsce. Książka M. A. Zarębskiego „Dotknięcie Ameryki”, to opis przeżyć i przemyśleń autora w czasie pobytu w USA, w 2004 roku. Był to pobyt spowodowany względami rodzinnymi, ale refleksje i obraz Ameryki zawarty w tej książce powinny być poznane przez każdego.

O ogromnej życzliwości Wojciecha do autora tej książki świadczą także jego impresje związane z naszą przyjaźnią zamieszczone w książce „Pasje i czyny…” (Biblioteka Świętokrzyska 240, Zagnańsk 2008) pod jakże wymownym tytułem „Macieju, wieczny podróżniku po ludzkich zasobach zdrowia, wiedzy, historii i sztuki”. Swój esej zaczął od słów: Wspominam sobie wiele naszych rozmów o dobrych i złych sprawach, które Cię spotykały i spotykają. Nawet o twoich złościach, gdy dopadły cię głupoty ludzi, od których spodziewałeś się pomocy czy gestu przyjaźni. I krzyczałeś wtedy „Jak żyć, jak żyć z takimi…” Pozwól, że dalej opuszczę słowa, którymi oceniałeś takich ludzi. Wtedy chciałeś usłyszeć ode mnie słowa otuchy, pocieszenia, pomocy… Ale Tobie one są zbyteczne, Szczególnie dzisiaj, gdy mieszkasz obok „Bartka”! Pomyśl – ile „Bartek” musiał przejść! A stoi! Ile wojen, wojsk, kul, kartaczy – a stoi i każdej wiosny zakwita, zieleni się… Gdy pomyślisz o NIM, musisz wyciszyć Twoje codzienne małe stresy – w obliczu jego odradzanej rokrocznie mocy życia, A gdy zechcesz przytoczyć taką czy inną głupotkę tego czy innego – poproś „Bartka”, by Ci powiedział, ilu w swoim „drzewianym” życiu przeżył złych czy głupich ludzi. Lista pewnie byłaby bardzo, bardzo długa (no, na pewno dłuższa niż Twoja) i …nic nie znacząca. Twoja z nim rozmowa pozwoli Ci uciec od codzienności absurdu, życia z bardzo małymi ludźmi (chociaż często na wysokim stanowisku). A przy Tobie pozostanie na zawsze wiedza i radość tworzenia pierwszych zbiorów Muzeum Staszowskiego, pierwszych spotkań literackich, pierwszych mądrych wędrówek po tamtej ziemi i jej historii. A ilu osobom pokazałeś, odkryłeś piękno tych okolic! Czytelnik Biblioteki Staszowskiej będzie wspominał nie urzędnika z magistratu – tylko Ciebie. Masz się z czego cieszyć, masz z czego być dumny. A że czasami w tej wędrówce musisz kopnąć w kamień i że to Cię zaboli – no to musisz. Taka jest istota drogi – Mój drogi! Jesteśmy uzależnieni od tych, których nazywamy politykami, ale.. I kończy życzeniami, które poprzedza filozoficzną refleksją – Wybrałeś życie-przygodę, życie–pomoc ludziom. Ten Twój sposób na życie jest bardzo piękny, bo służy drugim. Pozwalasz innym korzystać z Twej wiedzy, organizacji i czasu. Tak, czasu przede wszystkim. To jest Twoja prawda. I znowu posłużę się cytatem z Twojej książki (o Szwarcu-Bronikowskim): – „Prawda… Ma ona swoje światło i jakiś przedziwny blask, którym oświeca tych, którzy sami dobrowolnie nie zamykają oczu na nią, a pozyskują sobie zarówno umysły subtelne, jak i proste, o ile nie są one pozbawione zdrowego rozsądku”. A na zakończenie: Ty lekarz, bardzo dobrze wiesz, że nie istnieje świat ludzi, w którym wszyscy byliby zdrowi. Co by wtedy robił lekarz? W świecie naszej wędrówki po sztuce, literaturze i ludzkich innych pięknościach zawsze będzie też ktoś, kto itd. itd. A Ty? chwyć każdą burzę za włosy!! (jak mówi poeta). A ona Ci ulegnie! Jesteś mocny! Mocą swoją i swoich przyjaciół! Życzę Ci wielu pięknych dni w dalszej wędrówce. Przyznam, że ten wpis Wojciecha Siemiona do książki stanowiącej swoistą księgę pamiątkową był najbardziej literacki i dla mnie najwartościowszy.

W ostatnich latach kilkakrotnie nasze drogi się schodziły. 26 marca 2008 roku spotykam go w Domu Literatury w Warszawie na promocji książki Eugeniusza Kabatca „Czarnoruska kronika trędowatych”. Zabiera głos i czyta w charakterystyczny dla siebie sposób fragmenty książki stanowiącej przykład literatury pogranicza, napisanej w duchu tolerancji i wielokulturowości. 16 maja 2008 roku miałem zaszczyt podejmować go w kieleckiej kawiarni literackiej „U medyków”, gdzie wespół z poetą Grzegorzem Walczakiem zaprezentowali poetycką igrę erotyczną Roznamięty (autorstwa Grześka). W pierwszej części spotkania Wojciech Siemion zaprezentował publiczności (lekarzom i regionalistom świętokrzyskim) właściwą interpretację poezji Konstantego I. Gałczyńskiego oraz Cypriana K. Norwida. Na zakończenie spotkania obaj panowie podpisywali swoje tomiki. W spotkaniu wziął  m.in. udział dr Wojciech Musiał, znany chirurg i regionalista świętokrzyski, poseł na Sejm w latach 1985-1989, czyli w okresie, gdy parlamentarzystą był także Wojciech Siemion. Obaj panowie po spotkaniu wspominali czasy swojego posłowania. Nazajutrz Wojciech Siemion w towarzystwie Grzegorza Walczaka stanowili główną atrakcję III Ogólnopolskich „Posiadów w cieniu Bartka”; poświęconych „poezji i pieśni frywolnej”. Wojciech Siemion podczas imprezy zaprezentował kilka śmiałych liryków Grzegorza Walczaka.

Po występie Wojtek obejrzał moją autorską wystawę fotograficzną zatytułowaną „Na antypodach” oraz zachwycał się zbiorami etnograficznymi Ośrodka Regionalizmu Świętokrzyskiego. Zainteresował się zdjęciem dworu w Petrykozach, szczególnie źródłem jego pochodzenia. Wyjaśniłem, że zdjęcie pochodzi z kalendarza dworów polskich wydanego przed paru laty przez „Arkady”. W związku z jubileuszem 80-lecia ofiarowuję mu album Pawła Pierścińskiego z dedykacją Wojciechowi Siemionowi, mistrzowi sceny polskiej, znawcy poezji klasycznej, miłośnikowi sztuki ludowej, człowiekowi otwartemu, umiejącemu dostrzec innych z okazji 80 -lecia urodzin kłania się nisko wielbiciel jego sztuki. Maciej Z

Ostatnie nasze spotkanie miało miejsce 15 kwietnia 2009 roku w Muzeum Niepodległości w Warszawie na imprezie promocyjnej książki poświęconej życiu i twórczości Wojciecha Żukrowskiego. Wspominał wówczas w ciepłych słowach pisarza, z którym łączyły go więzy przyjaźni. Czytał także fragment książki jemu poświęconej zatytułowanej „Wojciech Żukrowski we wspomnieniach córki i przyjaciół”. Przypomniał „Lotną”, film nakręcony przez Andrzeja Wajdę, wg scenariusza opartego na jednym z opowiadań Żukrowskiego. I oczywiście „Kamienne tablice”, z komentarzem, że żałuje iż nie zagrał w tym filmie. Tymczasem w życiu Wojciecha ma miejsce ważne wydarzenie. W tajemnicy przed mediami 16 września 2009 roku bierze cichy ślub z młodszą o 20 lat Barbarą Kasper, osobą która po śmierci żony pomagała mu prowadzić w Petrykozach tzw. otwarty dom, współorganizowała warsztaty literackie i imprezy kulturalne. Dzięki niej Petrykozy pełniły od czasu do czasu rolę sali koncertowej i teatralnej. Pod koniec 2009 roku zdążyłem wysłać Wojtkowi swój album o dworach i pałacach w widłach Wisły i Pilicy. Odpisał w liście, że gratuluje mi tego wydawnictwa, które uznał za niezwykle pożyteczne i potrzebne. Życzył dobrej dystrybucji albumu. Obiecywał odwiedziny w Zagnańsku. Wybierałem się do niego w czerwcu 2010 roku, po to, by go namówić do wzięcia czynnego udziału w IX Kongresie Regionalnych Towarzystw Kultury, który organizowałem we wrześniu tego roku w Kielcach. Nie zdążyłem. Wielka szkoda, że okrutny los nie pozwolił mu na udział w tej i kolejnych imprezach. 21 kwietnia 2010 roku jego samochód w okolicy Sochaczewa zderzył się z ciężarówką, odbił się i uderzył w opla. Wojciech i jadąca z nim żona zostali przetransportowani do szpitala w Warszawie. Wojciech zmarł trzy dni później nie odzyskawszy przytomności. Najprawdopodobniej w momencie wypadku samochodowego doznał zawału serca. Żona po paru dniach opuściła szpital. 7 maja odbył się pogrzeb Wojciecha. W kościele św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach została odprawiona msza św. za jego duszę. Spoczął w Alei Zasłużonych na Powązkach Wojskowych, niedaleko kwatery, gdzie jest grób Wojciecha Żukrowskiego. W dworku w Petrykozach zamieszkał syn Krzysztof. 4 marca 2013 roku dwór w wyniku pożaru uległ poważnemu uszkodzeniu. Znaczna część eksponatów Galerii Sztuki przestała istnieć. Myślę, że dobrze się stało, że jej twórca nie dożył tej chwili, a także procesów sądowych w trakcie walki o jego spuściznę…

A mnie i wielu miłośnikom jego aktorstwa pozostała wiara w pryncypia, które wyznawał i głosił Wojciech Siemion: siłę ludowości w życiu publicznym, umiejętność wykorzystania swojej pozycji dla szerzenia tradycji patriotycznych w społeczeństwie oraz chęć ratowania za wszelką cenę prawdziwych wartości w polskiej kulturze. Dla mnie Wojciech Siemion pozostanie także bacznym obserwatorem i komentatorem życia publicznego w Polsce, a także autorytetem w ocenie ludzkich postaw i prospołecznych zachowań…

 

 

Tekst z mającej się wkrótce ukazać nakładem Świętokrzyskiego Towarzystwa Regionalnego książki Macieja A. Zarębskiego Kolaże pamięci.


Pin It