Agnieszka Herman

 

TANIEC Z KOSSAKAMI

Rozmowa z Joanną Jurgałą-Jureczką na temat jej najnowszej książki Kossakowie. Biały mazur.

 

biały mazurTo już Twoja trzecia książka dotycząca rodziny Kossaków. Pierwsze dwie opowiadały o kobietach,  teraz przyszedł czas na wszystkich członków tego zacnego rodu. Jak znalazła Cię rodzina Kossaków i jak jej się udało usidlić Cię aż na trzy książki?

Nie ma przypadków. To ekscentryczny Witkacy wprowadził mnie do rodziny. Nigdy się z Zofią Kossak nie rozumieli. To były dwa różne światy, a jednak to za jego sprawą zajęłam się Kossakami. Wszedł do rodziny przez małżeństwo z Jadwigą, kuzynką Zofii Kossak, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec.

W marcu 1931 roku namalował portrety rodziny mieszkającej w dworze w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. Portret sumiastego szlachcica - ojca Zofii, bliźniaczego brata znanego malarza, Wojciecha Kossaka - uważany był za zaginiony. Sądzono, że spłonął podczas wojny razem z dworem. Prawie dwadzieścia pięć lat temu, kiedy byłam dziennikarką i w sezonie ogórkowym szukałam jakiegokolwiek tematu, trafiłam do Górek Wielkich. Mieszkam niedaleko. Chciałam napisać jeden tekst. Tymczasem nie tylko poznałam wówczas córkę Zofii Kossak, która właśnie wtedy przyjechała ze Szwajcarii, ale byłam świadkiem znalezienia portretu Witkacego. Okazało się, że przetrwał w tak zwanym domku ogrodnika, ostatnim mieszkaniu Zofii Kossak. I to wszystko zrobiło na mnie takie wrażenie, okazało sie być tak fascynujące i niezwykłe, że już zostałam. Napisałam pracę doktorską o Zofii Kossak-Szczuckiej-Szatkowiej, przez jakiś czas kierowałam jej muzeum. I odtąd nieustająco piszę o tej niezwykle utalentowanej rodzinie.

 

Czujesz się ekspertką od Kossaków czy bardziej przyjaciółką rodziny?

Nie wiem, czy zasłużyłam na miano przyjaciółki rodziny. To rodzina Kossaków musiałaby się na ten temat wypowiedzieć. Chciałabym. A czy jestem ekspertką? Na pewno nie wiem jeszcze wielu rzeczy. I choć w najnowszej książce ujawniam nieznane dotąd, zaskakujące fakty, to jednak pozostały jeszcze na pewno tajemnice, białe plamy, niedopowiedzenia…

Opisać dzieje bliźniaków Tadeusza i Wojciecha urodzonych w różnych latach daje duże pole do popisu... 

Tak. To wątek, który mnie zafascynował i stał się osią konstrukcyjną „Białego mazura”. Tak podobni do siebie mężczyźni, urodzeni w sylwestrową noc, którzy ożenili się z kuzynkami – Anną i Marią z Kisielnickich, stworzyli różne domy. Jak to się stało? Dlaczego? Na to pytanie próbuję odpowiedzieć.

Zofię Kossak-Szczucką przedstawiasz pełniej, niż pozostałe panie. Czy rola „strażniczki ruin”, jak się wyraziłaś o swojej pracy w muzeum autorki „Dziedzictwa” w Górkach Wielkich, każe Ci być bardziej lojalną wobec niej? Czy też najbardziej przekonuje Cię jej sposób widzenia świata?  

Trzy kobiety, o których piszę – a więc Zofia, Lilka i Madzia– są oryginalne. Na pewno utalentowane. Każda z nich ma swoje słabostki i każda jest na swój sposób wartościowa. Zofią Kossak zajmuję się najdłużej, znam ją najlepiej, dlatego zdecydowałam się zbeletryzować tę część książki, która jej dotyczy. Choć zbeletryzowanie czyjejś biografii jest zadaniem niełatwym.

Najbardziej antypatyczną postacią w Twojej opowieści wydaje się Jerzy Kossak, syn Wojciecha, brat Lilki i Madzi. Czarna owca w rodzinie?

Obawiam się, że tak. Nie chcę zdradzać szczegółów. To, co odkryłam, znajdzie czytelnik w książce, ale kiedy o nim opowiadam, w tyle głowy mam zdanie Romana Brandstaettera, pisarza, którego często i chętnie czytam. Mówił, że trzeba być ostrożnym w ocenie ludzkiego życia i trzeba brać pod uwagę wiele rzeczy. Znać drogę, jaką ten ktoś szedł, wiedzieć, na jakim usiadł kamieniu, z jakiego źródła się napił wody. Więc nie oceniam. Na pewno Jerzy to człowiek, który nie spełnił oczekiwań, a oczekiwania były chyba zbyt wielkie. Jerzy to też człowiek, który byłby kimś innym, gdyby dłużej żył dziadek Juliusz. On w niego zawsze wierzył i widział w nim talent. Miał dla niego czas, cierpliwość, serce. Ale dziadek odszedł, a wówczas Jerzy stracił grunt pod nogami.

Mówisz o sobie, że pracujesz w białych rękawiczkach, czyli jak detektyw szukasz śladów tajemnic i rodzinnych historii w archiwach. Co tym razem udało Ci się odnaleźć, co szczególnie Cię poruszyło?

Czasem w archiwum przerywam pracę i siedzę chwilę bez ruchu czymś zaskoczona, przejęta, wzruszona. Tak było i tym razem. Na przykład - niezapomniany był moment, w którym zobaczyłam gryps wysłany przez Zofię Kossak z Pawiaka. Miała wtedy wyrok śmierci. Pisała, że kiedy ona umilknie, kamienie wołać będą. Że liczy się tylko Bóg i drugi człowiek. Reszta – dym. Nie wiedziała, że została wykupiona przez działaczy podziemia i że przeżyje własną śmierć, że wyrok nie zostanie wykonany. Pisała w obliczu śmierci… I wiele innych, zaskakujących momentów, kiedy wszystko zaczyna się układać w całość. Kiedy czytany właśnie dokument, list, notatka powoduje, że odkrywam tajemnicę. To tak, jakby ktoś się przede mną otwierał, szczerze mi o sobie opowiedział, pozwolił się poznać. Zaufał mi.

 

jargula jureczka

Fot. Karol Olech

 

Dlaczego "Biały mazur"?

Ponieważ mówię o upadku domów. O ruinach. O tym, co przetrwało ponad ruinami. Biały mazur jest ostatnim tańcem tańczonym nad ranem. Kiedy uczestnicy balu muszą się jeszcze raz poderwać, wykrzesać z siebie nowe siły. Kobiety poprawiają fryzur, układają fałdy sukienek, panowie wciągają brzuszki, żeby z wigorem i fantazją zatańczyć po raz ostatni. I ta metafora tańca wydała mi się w tym przypadku najwłaściwsza. Byłam na sali balowej, widziałam ich świetność i upadek. Zaprosili mnie prawie dwadzieścia pięć lat temu. Całe lata tańczyłam z Kossakami. Aż po białego mazura.

Czego nauczyło Cię życie w Kossakówce?

Kossakówka to oczywiście hasło, metafora, nie traktowana w sensie dosłownym. Bo właściwie w domu nazywanym Kossakówką w Krakowie nie byłam, nie żyłam, nie mieszkałam. Kossakówką też czasem nazywa się górecką siedzibę rodziny. Tam codziennie otwierałam drzwi ostatniego mieszkania Zofii Kossak. A czego się nauczyłam? Przede wszystkim tego, że tamten świat, który odszedł w przeszłość – istnieje nadal. Wciąż miałam i mam wrażenie, że Kossakowie do mnie mówią, że ujawniają mi swoje tajemnice, podsuwają listy, pamiętniki, rękopisy, pozwalają coś znaleźć, odkryć, dopowiedzieć. Że widząc moją pasję i upór, uśmiechają się życzliwie. Bo choć od dawna ich nie ma – są w wciąż obecni w naszej świadomości.

Jeździsz dużo po Polsce na spotkania z czytelnikami. O co najczęściej pytają?

O to, czy Zofia Kossak była antysemitką. O współczesnych potomków Kossaków, o rodzinne tajemnice. O to, które książki Zofii Kossak warto czytać. Często chcą się podzielić swoimi czytelniczymi fascynacjami, albo opowiadają o swojej pasji związanej z rodziną. W Polsce jest wielu kossakologów-amatorów. Wiele wiedzą, chcą się dowiedzieć czegoś więcej…

Czy masz poczucie, że wyczerpałaś temat, że kończysz białym mazurem bo odkryłaś wszystkie zdrady, mroki i te jaśniejsze strony. Czy też materiału zebrałaś na kilka kolejnych książek?

Tak, masz rację. Nie zmieściłam wszystkiego w „Białym mazurze”. Są kolejne smaczki, kolejne tajemnice, nowe tropy. Już pracuję nad nową książką. Zaczęłam od uważnego przeczytania listów Wojciecha Kossaka do Zofii Hoesickowej. I już wiem, że jest coś, co pisał między wierszami. Co z tego wyniknie? Zobaczymy.

Joanna Jurgała-Jureczka Pisarka, historyk literatury. Była dziennikarką, kierownikiem Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich. Autorka m. in. publikacji o charakterze naukowym i popularnonaukowym: Oswajanie „nieznanego kraju”. Śląsk w życiu i twórczości Zofii Kossak, Dzieło jej życia. Opowieść o Zofii Kossak, Zofii Kossak dom utracony i odnaleziony, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna, Kobiety Kossaków, Historie zwyczaje i nadzwyczajne, czyli znani literaci na Śląsku Cieszyńskim a także powieści: Tajemnice prowincji i Siedem spódnic Alicji.  

W październiku br. nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukaże się książka Kossakowie. Biały mazur.

 

 

Pin It