Lech Brywczyński

 

Krzyżacy i Prusowie: ile wojny, ile symbiozy?

 

krzyzacy i prusowie 1W 1331 r. Krzyżacy, dowodzeni przez komtura elbląskiego Hermana von Öttingen, dokonali najazdu na Sieradz i spalili miasto. Przeor dominikanów Mikołaj błagał po niemiecku komtura, którego znał ze swojego pobytu w Elblągu, o oszczędzenie klasztoru, na co usłyszał odpowiedź w języku Prusów: „Ne prest” (nie rozumiem).

 

 

Ten czarny humor, zaprezentowany przez komtura elbląskiego, tak opisano w książce "Dzieje Krzyżaków oraz ich stosunki z Polską, Litwą i Prussami, poprzedzone rysem dziejów wojen krzyżowych, czerpane z najlepszych źródeł przez Leona Rogalskiego, ozdobione 10 rycinami", Warszawa 1846:

"W Sieradzu przeor dominikański mając dobrze znajomego sobie komtura Elblągskiego udał się do niego prosząc aby przez miłosierdzie chrześcijańskie nie wydzierał życia i majątku niewinnym ludziom. Komtur odpowiedział na prośby staropruskim językiem ne prest co znaczy nie rozumiem i złupiwszy kościół samych Dominikanów odrzeć kazał z habitów a czeladź klasztorną z koszul."

 

Ten głośny epizod stał się kilka lat później (w 1339 r.) przedmiotem obrad tzw. Procesu warszawskiego – procesu kanonicznego, prowadzonego przed wysłannikami papieża Benedykta XII. Stronami procesu były Królestwo Polskie i Zakon Krzyżacki. Obszerne zeznania złożył tam wspomniany przeor Mikołaj.

 

Pozostawiając na boku oczywisty dramatyzm tamtych wydarzeń, epizod ten stawia pytania o znajomość języka pruskiego wśród elbląskich Krzyżaków z XIV w. i szerzej - o relacje pomiędzy niemieckimi rycerzami zakonnymi (do których należał przecież Herman von Öttingen) a ludnością pruską wśród której żyli, o wzajemne przenikanie się obu kultur.

Średniowieczne kroniki dostarczają wielu świadectw tego, że obie strony bacznie się nawzajem obserwowały. Tak np. Prusowie nie mogli się nadziwić Krzyżakom, jedzącym warzywa (nieznane dotąd na tych terenach) i śmiali się z zakonnych rycerzy, że "jedzą trawę". Z kolei krzyżacki kronikarz Piotr z Dusburga był zdumiony tym, że Prusowie piją kumys, czyli sfermentowane kobyle mleko, zawierające pewien procent alkoholu. Piotr z Dusburga najwidoczniej został kumysem przez Prusów poczęstowany, bo napisał, że jest to "mleko, które głowę zawraca".

 

Znamienny epizod miał miejsce podczas II Powstania Prusów przeciwko Krzyżakom (1260-1274). W Elblągu miała wówczas miejsce okrutna egzekucja - dwaj bracia zakonni Henryk i Gerard zostali w 1260 r. oślepieni i spaleni na stosie za sprzyjanie powstańcom. Wykonanie egzekucji nakazał mistrz krajowy zakonu Hartmut von Grumbach.

Dodam tutaj, że wieści o elbląskiej egzekucji dotarły do Rzymu, a sprawa miała dalsze, poważne konsekwencje. Tak pisał o tym Leon Rogalski we wspomnianej książce "Dzieje Krzyżaków... ":

"Zakon Teutoński z boleścią dostrzegł we własném łonie zdrajców, dwaj Krzyżacy weszli w zmowę z Prussakami przeciw zakonowi. Gdy Ją odkryto Hartmann von Grumbach, mistrz prowincyalny Pruski, żywcem obu ich spalić kazał publicznie w Elblągu. Srogość ta może konieczna w podobnych okolicznościach nie podobała się papieżowi, który uważał za złe iż zakonnicy, ślubami Bogu obowiązani, skazani byli na śmierć bez wiedzy Kościoła. W skutku przełożeń papieża wielki mistrz usunął Grumbacha z urzędu i ukarał jego doradców. Nie żałowali bracia zakonni Grumbacha, bo ostro obchodził się z nimi, dawał jedzenie mizerne i odziewał w grube pruskie sukno. Brat Helmerich von Reichenberg nastąpił po Grumbachu w roku 1262."

 

Nie ulega wątpliwości, że obaj straceni Krzyżacy utrzymywali bliskie kontakty z ludnością pruską; tak bliskie, że gotowi byli zdradzić swój zakon i wesprzeć powstanie. Nie można nawet wykluczyć, że byli oni Prusami, oddanymi w dzieciństwie przez ich rodziny pod opiekę Zakonu. W okolicach Elbląga, w regionie Pogezanii, spora część ludności pruskiej (z warstwy tzw. nobilów czyli lokalnej szlachty) współpracowała z Krzyżakami już w okresie podboju, co poświadcza tenże Leon Rogalski:

"Miasto Elbląg było także celem wielokrotnych zamachów ze strony Prussaków. Broniła go liczna załoga wznowiona w początkach powtórnéj apostazyi przez pewną liczbę szlachty Pogezańskiéj, która przywiązaną będąc do Krzyżaków szukała z rodzinami swemi schronienia w tém mieście i niemałe okazała zakonowi usługi. Wszelako Elbląg oblężony od Sudawijan i Pogezańczyków omal co nieoglądał przedmieścia swego w ręku nieprzyjaciół ale niejaki Wirtel włócznią przebił wodza pruskiego którego śmierć rzuciwszy popłoch śród nieprzyjaciela stała się hasłem ocalenia miasta."

 

Ogólnie rzecz biorąc w XIII w., w okresie podboju Prus, sprawa wyglądała jednak dość prosto: Krzyżacy byli wrogami Prusów, a sojusznikami i obrońcami niemieckich osadników. Już w XIV w. sytuacja uległa jednak zmianie: mieszczaństwu Elbląga, Gdańska i Torunia zaczęła ciążyć surowa i zachłanna (wysokie podatki) władza zakonu, toteż kupcy, nawet niemieccy, coraz przychylniej spoglądali w stronę Polski. W tej sytuacji najsolidniejszą bazą społeczną zakonnej władzy niespodziewanie okazali się Prusowie, którzy nie mieli specjalnego powodu, by sprzyjać Polsce (w końcu to polscy książęta sprowadzili na nich w 1226 r. tragedię, jaką był krzyżacki najazd, a wcześniej sami bezskutecznie próbowali podbić Prusów).

 

Dodajmy, że byli to Prusowie wciąż pogańscy. By się o tym przekonać, wystarczy przeczytać memoriał, napisany w 1428 r. przez zakonnika Beringera, a złożony na ręce wielkiego mistrza. Beringer skarżył się tam, iż Prusowie trzymają się pogańskiego obrządku i nie dbają o naukę księży. Dwa lata później sambijski biskup Michał wydał zarządzenie, surowo nakazujące Prusom, by chrzczonych dzieci ponownie w wodzie nie chrzcili i innych oprócz chrzestnych imion, dzieciom nie nadawali.

Warto przy okazji wyjaśnić, iż – wbrew opinii biskupa, nie rozumiejącego pruskiej obyczajowości — Prusowie nie chrzcili dzieci powtórnie. Dokonywali oni natomiast obrzędu „zmycia chrztu" — był to swego rodzaju antychrzest, akt oficjalnego powrotu do wiary pogańskiej.

 

krzyzacy i prusowie 2Składane przez misjonarzy memoriały nie robiły większego wrażenia na krzyżackich mistrzach, którzy dobrze wiedzieli, że w razie konfliktu zbrojnego z Polską Prusowie opowiedzą się po stronie zakonu. Krzyżacy przymykali więc oczy na odprawianie pogańskich rytuałów pruskich i nie wcielali w życie antypogańskich zarządzeń biskupów ani przed rokiem 1466, ani tym bardziej po tej dacie, gdy zakon stracił na rzecz Polski Gdańsk, Toruń, Elbląg i Malbork, a stolicę zakonnego państwa przeniesiono do Królewca. Wówczas dokonała się ostateczna zmiana w relacjach pomiędzy Krzyżakami a wiejską ludnością pruską. Można nawet zaryzykować tezę, iż w latach 1466–1525 zakonni rycerze żyli w politycznej symbiozie z mieszkającymi na obszarze ich państwa Prusami. Jest to problem mało zbadany, ale nader fascynujący. Pogańscy Prusowie, byle tylko pozwolić im na kultywowanie dawnych obyczajów, gotowi byli stać się lojalnymi poddanymi zakonnego państwa i trzeba powiedzieć, że słowa dotrzymali.

Przetrwały więc wśród Prusów dawne obrzędy, przetrwali także pogańscy kapłani. Mickiewiczowski „wajdelota" to pruski wajdel (wiedzący) — wróżbita, kapłan i znachor w jednej osobie.

 

Dobitnym przykładem krzyżacko—pruskiej symbiozy są wydarzenia, jakie miały miejsce w latach 1519-1521, gdy trwała ostatnia wojna polsko-krzyżacka, a do wybrzeży Sambii zbliżała się sprzymierzona z Polską flota gdańska. Pruski kapłan pogański Waltin Supplit oficjalnie zwrócił się wówczas do władz zakonu krzyżackiego z prośbą o zgodę na publiczne odprawienie masowych obrzędów pogańskich. Celem obrzędów miało być - wedle słów Supplita - poproszenie pogańskich bogów o to, by wroga flota odpłynęła od pruskich brzegów. Waltin Supplit zgodę Krzyżaków dostał i to dwukrotnie!

 

W obrzędach wzięły udział tłumy Prusów, przybyłych z całego państwa krzyżackiego. Ceremonia religijna odbyła się w miejscowości Rantau, na wzgórzu, z którego dobrze widoczne były wody Bałtyku. Tak opisał te wydarzenia Aleksander Bruckner:

"Ofiarę z czarnego byka odbył publicznie jeszcze w 1520 r., za pozwoleniem samej zwierzchności, w Sambii, niejaki Waltin Supplit, aby nadpływające okręty gdańskie od brzegów pruskich odstraszyć. Okręty rzeczywiście odpłynęły (załogi ich widziały jakieś widma przeraźliwe) lecz z nimi odpłynęły i ryby i gdy połowu nie było, przyznał się Supplit, że przy zaklinaniu wszystkiego precz od brzegów pruskich zapomniał zrobić wyjątek dla ryb. Nową zatem, mniejszą ofiarą (czarnej świni) należało bogom o pomyłce donieść i rzecz naprawić."

 

Zgodę na publiczne przeprowadzenie pruskich obrzędów pogańskich wyraził wielki mistrz zakonu Albrecht Hohenzollern, ten sam, który w 1525 r., po słynnym Hołdzie pruskim, został lennikiem Polski. Powodem ustępliwości Krzyżaków wobec ludności pruskiej było rozpaczliwe położenie militarne zakonnych rycerzy, zagrożonych przez armię polsko-litewską. Ale fakt, że jeszcze w XVI w. funkcjonowali wśród Prusów pogańscy kapłani, tacy jak Waltin Supplit, świadczy najlepiej o sile tradycji i o przywiązaniu tego narodu do dawnych wierzeń.

 

krzyzacy i prusowie 3Można więc powiedzieć, że dla Krzyżaków chrystianizacja Prus nigdy nie była pierwszoplanowym celem: w XIII w. zwalczanie pogańskiej religii Prusów było dla Zakonu tylko pretekstem do tego, by stworzyć własne państwo, a w późniejszych wiekach, by to państwo utrzymać, godzili się na publiczne praktykowanie tejże religii.

 

Sytuacja zmieniła się na niekorzyść Prusów dopiero po Hołdzie Pruskim, kiedy to zakon krzyżacki został zlikwidowany, zaś Albrecht Hohenzollern stał się protestanckim władcą Prus. W 1561 r. został przetłumaczony i wydany w języku sambijskich Prusów katechizm; od tej pory protestanccy kaznodzieje zaczęli odnosić większe sukcesy w walce z dawnymi obyczajami. Efektem tego była z jednej strony chrystianizacja Prusów, z drugiej zaś postępująca jej śladem germanizacja. Ostatnie świadectwa żywotności pruskiej religii pogańskiej pochodzą z XVII w.

 

Ilustracje pochodzą z krzyżackiej kroniki Piotra z Dusburga "Chronicon terrae Prussiae" (1326 r.).

 

 

Pin It