Rozmawiać wierszami

Rozmowa z Danutą Błaszak,poetką i wydawcą mieszkającą w USA r. od niemal 20. lat.

 

herman blaszczak 

 

 

Od lat mieszkasz w USA. Od lat piszesz wiersze. W jakim języku teraz powstają?

Na początku oczywiście tylko po polsku, ale niektóre wiersze piszę od razu po angielsku - to inny język, inna melodia, rytm, inne skojarzenia. Jeśli tłumaczę moje wiersze czy moje opowiadania, piszę coś od nowa na podobny temat - nie lubię dokładnych tłumaczeń. Mój cykl wierszy lotnik i dziewczyna został przetłumaczony bardzo dokładnie przez moją koleżankę Annę Urszulę Śledziewską, która ma dobre wyczucie języka i stylu. Tak naprawdę jedna z nielicznych, której mogłam zaufać. Ja sama nie mogłam już tego tłumaczyć - straciłam serce do tematu.

 

A propos tłumaczeń - kochałam tłumaczyć książki z  polskiego na angielski, mam ich już ponad 20 w moim dorobku twórczym, w większości kończyły się dobrze; były o miłości, o życiu, do tego miałam serce. To tłumaczenie książek o miłości to była moja najpiękniejsza praca: przekładałam m.in. moje ulubione autorki Rosamunde Pilcher, Barbara Delinsky.

Dopiero w tym roku zdecydowałam się tłumaczyć poezję zarobkowo. Staram się robić to dokładnie, żeby autor wiedział, która linia wiersza po polsku odpowiada której po angielsku. Nijak nie mogę tego uzyskać, kiedy tłumaczę swoje wiersze. Dziwne.

Czy i jak Twoja poezja zmieniła się pod wpływem innych realiów i języka?

Pod wpływem amerykańskiej poezji? Nie, raczej nie za bardzo. Zapisałam się do tutejszego college'u na wykłady dla amerykańskich studentów o literaturze światowej. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że  niezależnie od języka piszemy podobnie, analogie językowe, podobne tematy. Miałam do tego dużo zrozumienia i wyczucia. I  jeszcze sporo szczęścia bo mój pierwszy profesor Dave E. Rogers jest bardzo dobrym poetą.

Popularyzujesz polska poezję w serii Contemporary Writers of Poland. Czy kogoś za oceanem w ogóle interesuje, o czym i jak piszą Polacy?

Właśnie w tym rzecz, że tak wyglądało, jakby nikogo to nie interesowało. I postanowiłam to nieco zmienić bo jak studiowałam literaturę po angielsku zobaczyłam, że polscy pisarze podejmowali podobne tematy, ale mówili o tym jakby głębiej i ciekawiej. Próbowałam opowiedzieć o tym profesorowi Rogersowi, ale nie umiałam naprędce przetłumaczyć fragmentów wierszy. W ten sposób powstał pomysł "Contemporary writers of Poland". W pierwszym tomie znalazły się tylko wiersze polskich poetów - zarówno tych z kraju,  jak i tych,  którzy musieli wyjechać ze swoich krajów z różnych powodów np. Vladana Stamenkowicza, który przyjechał z Serbii do Warszawy i tam mieszka...

Jak z daleka wygląda współczesna polska poezja? Docierają do Ciebie debiuty, najnowsze zjawiska?

A jakże. Dociera wszystko. Patrzę  z dużym uznaniem na polską poezję: na różne style, nowatorstwo formalne i treściowe. Często rozmawiam z ludźmi z kraju i o dziwo, zwykle wiem, o czym i o kim mowa. Niektórzy narzekają, że ze za dużo osób pisze, że  szerzy sie grafomania. Co za bzdura -  wspaniale, że dużo osób pisze wiersze i cudnie, że możemy się komunikować poprzez literaturę - bardziej lub mniej intensywnie.

Kiedy widzę notki biograficzne autorów, często powołują się na udział w wydawanej przez Ciebie serii. Do tej pory ukazało się  8 tomów i rozumiem, że to jeszcze nie koniec. W dodatku, swoje utwory mogą zamieszczać nie tylko poeci, ale również prozaicy. Nad czym teraz pracujesz?

Kończę przygotowania  książki związanej z Miastem Literatów 2000++  po polsku - ciekawy kawałek polskiej literatury od początków internetu do teraz. I zaraz potem książki z serii Contemporary, tym razem tematyczne. Ma to być rozmowa pisarzy z całego świata na pewne określone tematy. Cieszę się z tego - moja wizja polskiej literatury powojennej  - "od izolacji do globalizacji", dialog, a jednocześnie promowanie polskiej literatury. 

Czy planujesz w najbliższym czasie wydać swój tomik? Co to będzie?

Jak każdy piszący oczywiście mam pewne całkiem wyraźne już zamierzenia. Będą to cykle wierszy jak krótkie opowiadania liryczne. Myślę równocześnie nad formą graficzną, żeby chciało się to wziąć do ręki i poczytać.   Poza tym - muszę coś zrobić z bardzo romantyczną historią, którą zawarłam w scenariuszu napisanym po angielsku. Póki co - borykam się jeszcze z główną bohaterką. Na razie jest - według amerykańskich krytyków - jakoś za mało atrakcyjna, zbyt nudna. Rzecz dzieje się w XVII w., na tle historycznym ściągniętym trochę z pamietników "Babci Hłaskowej" (jej drugi mąż nazywał się Hłasko). Chciałam z tej dziewczyny zrobić szpiega albo seks-bombę, ale jakoś mi to nie pasowało. Ona jest taka jak ja i trudno mi ją zmienić  -  miała moc wypowiedzenia życzenia i dzięki temu uratowała posła Sicińskiego, który jak wiadomo był zdrajcą ojczyzny i został powszechnie wyklęty. Za ową zdradę trafil go piorun, grom z jasnego nieba i spalonego pochowano pod drzewem. I dziewczyna wypowiedziała życzenie, pojawił się koń i zawiózł ją pod to drzewo. Tam poseł Siciński zmartwychwstał i para mogła się pobrać. Nudna? Może ta część historyczna jest nieczytelna dla Amerykanów...

Dla mnie straszna - uratowała faceta i dalej musiała się z nim wozić. Jak zdradził ojczyznę, to i ją zdradzi niebawem - taki gen. A inne pomysły?

Mam jedną książkę nienapisaną i pomysł mówi, żeby tak to zostawić -  saga, kilka pokoleń... papierowych lalek z dziecinnych wyobrażeń. To książka na razie ukryta jest gdzieś w głębinach mojego mózgu - pewnie niebawem wszystko wam opowiem. 

Czekamy... Dziękuję za rozmowę.

 

 

Agnieszka Herman

 

Pin It