WIESŁAW ŁUKA

Wiesław Łuka rozmawia z Maciejem Kowalewskim, dramatopisarzem, reżyserem teatralnym i filmowym oraz aktorem.

 

 

Albrecht Durer

 

 

„ Nasz świat zmierza ku nieuchronnej katastrofie” – czy pamiętasz kto, kiedy i z jakiej okazji straszył tą przepowiednią?

Nie pamiętam…

To ci przypomnę – ty to powiedziałeś kilkanaście lat temu po dużym sukcesie scenicznym swojej sztuki Miss HIV ciągle jeszcze granej; z tym, że obecnie daleko, na wschodzie, za Uralem, w syberyjskim Jekaterynburgu .

No tak, możliwe, że wtedy straszyłem, przepowiednią o „ nieuchronnej katastrofie” … Bo jak inaczej, w pierwszym odruchu, interpretować fakt organizacji konkursu piękności spośród młodych, czarnoskórych, wyłącznie zarażonych wirusem HIV dziewczyn w afrykańskiej Botswanie? Teraz przypominam sobie, że określiłem ten konkurs jako „wybory miss śmierci”.

 

Dwugłos o Janie Stanisławie Kiczorze. Wspominają Anna Maria Musz i Stefan Jurkowski

 

Jan S. Kiczor i Stefan Jurkowski

 

Stefan Jurkowski

Kiedy Leszek Żuliński przed laty zadzwonił do mnie polecając mi jeden z pierwszych tomów wierszy Jana Stanisława Kiczora, spytałem Leszka, czym się Kiczor zajmuje, prócz poezji. „Jest budowlańcem” - odparł Leszek. Powiedziałem: „w takim razie nie chciałbym mieszkać w domu wybudowanym przez poetę”.

Jerzy Beniamin Zimny

 

„Szkoła ślusarska”

 

Hieronim Bosch

 

   Kapliczka finansów, a może kapliczka poezji? Wiele mają wspólnego ze sobą z pozoru bardzo od siebie odległe. Znam ludzi, którzy modlą się do poety jak do wizerunku wieszcza na placu w mieście. Powtarzają jak mantrę ulubione wersy. Niekoniecznie musi to być zaraz „ Inwokacja” albo „Fortepian Chopina”. To może być „dłoń Marii Magdaleny”, wystająca z poezji Witka. Albo mój wiersz o chłopcu, który w samo południe „niósł pieśń jak niemowlę i obręcz słońca toczył po bruku”.

 

Kalina Izabela Zioła

 

Moja Armenia

 

moja armenia

 

            Samolot szykuje się do lądowania, światła Erywania już coraz bliżej. Niedługo znów zobaczę miasto, które przed dwoma laty rzuciło na mnie czar. Wyraźnie pamiętam Plac Republiki, cudowne budowle z różowego tufu, niepowtarzalny zapach ulic... Wciąż mam w oczach kolorowe fontanny, tańczące w takt muzyki. I ludzi, tańczących wokół tych fontann. Sama też tam tańczyłam. A dzisiaj przyleciałam tu znów, tym razem na dłużej, na wielki festiwal Literary Ark 2016 (Literacka Arka 2016). Cieszyłam się, że spotkam przyjaciół, których dawno nie widziałam, i że z pewnością nawiążę nowe przyjaźnie i znajomości.

 

Agnieszka Herman

 

HAIKU PO POLSKU

Rozmowa z Martą Chociłowską, poetką haiku.

 

HAIKU PO POLSKUNależysz do polskich poetów haiku, wielokrotnie nagradzanych w prestiżowych konkursach na całym świecie. Twoje utwory znalazły się nawet na japońskich butelkach z zieloną herbatą. Co Cię uwiodło w praktykowaniu takiej właśnie formy literackiej wypowiedzi?

Trzy rzeczy – uważność spojrzenia, prostota wypowiedzi i umiłowanie przyrody.

 

Jak to się zaczęło?

Dość banalnie… w jednej z grup poetyckich na facebooku ktoś napisał krótki utwór, nazywając go haiku. Od razu przemówiła do mnie ta forma, byłam zachwycona, że tak wiele można przekazać przy użyciu minimum słów. Później trafiłam na forum, obecnie nieistniejące – haiku.pl i to były moje pierwsze warsztaty. Wkrótce zostałam zaproszona na zajęcia polskiej szkoły klasycznego haiku, prowadzone przez Agnieszkę Żuławską-Umedę. Ukazanie się mojego haiku w japońskim miesięczniku KUZU uskrzydliło mnie i od tamtej pory pozostałam wierna tej formie poezji.