Z ANDRZEJEM BYCHOWSKIM rozmawia Krzysztof Lubczyński


Żyłka do parodiowania


Stanisław Ignacy Witkiewicz


Używając sienkiewiczowskiej frazy powiedziałbym, że dwóch było kiedyś parodystów w Rzeczypospolitej: Bolesław Gromnicki i Pan. Gdzie zniknął Bychowski? Pracuje Pan jeszcze?


- Gdy z rzadka dostanę jakąś propozycję. Młodzież nas, bez mała osiemdziesięciolatków, całkowicie zepchnęła na mieliznę zakładając dziesiątki kabaretów koleżeńskich, ale sztuka czystej parodii estradowej zaginęła. Jest taka audycja telewizyjna, w której aktorzy przebierają się za jakąś postać, na przykład piosenkarza i odgrywają ją, imitują Nie jest to jednak czyta parodia, lecz raczej rodzaj naśladownictwa, imitacji. Bo klasyczna parodia polega na precyzyjnym parodiowaniu głosu, sposobu zachowywania się i mówienia aktorów, polityków, sportowców. Poza tym parodyści pokazywali kiedyś nie jedną postać w ciągu godziny, lecz całą plejadę postaci w ciągu kwadransa .

Irena Kaczmarczyk

 

Międzynarodowy Festiwal Sztuki Janusza Trzebiatowskiego

 

jutrzenka-trzebiatowski-cloud       Jubileuszowy Rok 2016 artysty malarza Janusza Jutrzenka -Trzebiatowskiego niewątpliwie wpisał się w historię sztuki wystawienniczej Europejskiej Stolicy Kultury, jaką od 2013 roku jest miasto Kraków. W pewnym sensie należało się to Krakowowi, gdyż Janusz Jutrzenka -Trzebiatowski ukończył tu Akademię Sztuk Pięknych i nieprzerwanie od 1954 roku żyje i tworzy w tym mieście, nie zapominając jednak o Chojnicach, miejscu urodzenia (9 lipca 1936 r.), gdzie w czynie społecznym założył Galerię Sztuki Polskiej i Muzeum w Baszcie. Notabene Galeria Muzeum Janusza Trzebiatowskiego w Chojnicach jest chyba jedynym w Polsce muzealnym zbiorem prac żyjącego artysty. Nie było więc zaskoczeniem przybycie delegacji z Chojnic na wernisaż wystawy, który miał miejsce w Pałacu Sztuki w Krakowie i złożenie Jubilatowi najserdeczniejszych życzeń urodzinowych. Podniosłych chwil nie brakowało zresztą i w innych zacnych miejscach kulturalnego Krakowa, gdzie prezentowane były obrazy wszechstronnie uzdolnionego Artysty. Oprócz największej ekspozycji prac pokazanej w Pałacu Sztuki Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, dzieła Janusza Jutrzenka -Trzebiatowskiego wystawiane były w prestiżowej Galerii Opery Krakowskiej (cykl:Cztery żywioły i czarne słońce na czarnym tle), w Galerii Lamelli Śródmiejskiego Ośrodka Kultury w Krakowie (Malarstwo pastelowe, cykl:Ptaki -Woda -Między), w Auli Akademii Muzycznej „Florianka” (Tryptyk: Pejzaż muzyczny) i w Królewskim Zamku w Niepołomicach na zbiorowej wystawie „XVIII Salon Sztuki POLARTU”.

Jan Stanisław Kiczor

 

 

Reszkowie– bardzo nietypowa rodzina – część I

Józefina Reszke

 

reszkowie1

Ul. Kozia (od strony Krakowskiego Przedmieścia). 1970 rok.

W głębi ulicy, po lewej stronie, odbudowane kamienice dawnego,

nieistniejącego„Hotelu Saskiego” Reszków, jak i miejsce ich

zamieszkania.

 

    Rodzina całkiem nietypowa, a już zaistnienie rodzeństwa (siostra i dwóch braci) które odniosło niebywały sukces w historii światowej opery, było ewenementem nie znanym ani przed, ani po nich. Przy czym, mimo że kariery te zostały obarczone bogactwem, sławą, szczęściem – pozostawiły miejsce na  wzajemną miłość rodziny, przywiązanie itp., co samo w sobie brzmi jak bajka, choć bajką nie jest. Wacław Panek (badacz wielkich operowych życiorysów) gorzko przy tej okazji zauważa: „Choć prawda o ich życiu i niewiarygodnych sukcesach najwybitniejszego śpiewającego rodzeństwa w naszych dziejach została przez rodaków zapomniana i wyrzucona na śmietnik niepamięci, jak wiele innych klejnotów, z których moglibyśmy być dumni”.

Jan Stanisław Kiczor



Marcelina Sembrich-Kochańska  -  primadonna – sopran koloraturowy


sembrich1

Marcella Sembrich,  zdjęcie z  1880 roku

 

Jan Stanisław Kiczor



Ewa Podleś  - kontralt absolutny

 

 

Ewa Podleś

Ewa Podleś   /By: Susan Hall - Jul 08, 2012/

 

 

„…Moja matka była śpiewaczką, moja siostra była śpiewaczką, ja się wychowywałam w operze. Moja pierwsza rola to dziecko Madame Butterfly, miałam wtedy trzy lata. Mogę powiedzieć, że urodziłam się na scenie, od dziecka byłam na scenie operowej, potem statystowałam, śpiewałam w chórkach dziecięcych. To od zawsze był i do teraz jest mój świat, niczego innego nie potrafiłabym robić. Po prostu urodziłam się do śpiewania operowego i wykorzystałam to, co zostało mi dane…”/z wywiadu udzielonego przez Artystkę/.

 

    Ewa Podleś urodziła się jako rodowita warszawianka 26 kwietnia 1952 roku. Ukończyła  studia muzyczne w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie pod kierunkiem Aliny Olechowskiej. Jak można przeczytać na stronie Artystki: - Posiadane możliwości głosowe pozwalają  na wykonywanie repertuaru od baroku do współczesności, na najbardziej prestiżowych scenach operowych i estradach koncertowych świata, takich jak La Scala, MET, Covent Garden, le Châtelet, Deutsche Oper, Teatro Liceo, Teatro Real, Carnegie Hall, Lincoln Center, London’s Wigmore Hall, Théâtre des Champs Elysées, Filharmonia Narodowa.

    W związku z tym, w wywiadzie którego Artystka udzieliła, Małgorzacie Sienkiewicz-Woskowicz, ta ostatnia docieka:

- Niewielu śpiewaków dysponuje takim głosem, jak Pani. Co właściwie znaczy - śpiewać kontraltem?

Kontralt to jest takie dziwo. Często odpowiadam na pytania, co to właściwie jest i czy kontralt jest głosem niższym od altu, tak jak istnieją fagot i kontrafagot... To niestety nie jest tak. Kontralt to głos, który ma w sobie wiele głosów - i sopran, i mezzosopran, i alt. Oprócz tego biegłość techniczną, czyli koloraturę, której alt nie ma. Alt to jest taki ciemny kobiecy głos, bardzo niski, krótki, bez specjalnych „gór”, raczej ciężki.

Kontralt tym się różni od altu, że ma tzw. biegłość, może szybko śpiewać, dużo szybciej, niż alt, tak samo nisko, jak alt, a oprócz tego jak sopran i jak mezzosopran.

- Literatura muzyczna dla takiego głosu jest dość bogata...

Kontralty obrodziły w XIX wieku, a potem już nie ma kontraltów lub zdarzają się niezwykle rzadko. Od kiedy ja się pojawiłam, jakoś tak się zaczęło dziać, że każdy niższy głos, już nie mówię, że niski, nazywa się kontraltem, co oczywiście nie jest prawdą, ale często robi się tak dla reklamy. A chodzi zwykle o jakieś mezzosoprany lub zwyczajnie niewydarzone

soprany, które na przykład nie mają „góry”…

 

 

 Ewa Podleś

Ewa Podleś w Warszawie - Nowy Rok 2002 (Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

 


    Małgorzata Komorowska w artykule „Kontralt” (Maestro), szczegółowo opisuje karierę Ewy Podleś i jej początki: „…Wygrała Pierwszy Uczelniany Konkurs Wokalny, jaki wiosną 1976 roku urządził studencki samorząd, na przewodniczącego jury pozyskując Bohdana Wodiczkę. Później, w latach 1977-1979 otrzymywała drugie i trzecie nagrody aż w czterech ważnych konkursach międzynarodowych: w Atenach, Genewie, Moskwie i Tuluzie – jedyną pierwszą zdobyła w piątym: w Rio de Janeiro. Konkursowe laury owocowały koncertami i recitalami (m.in. w Filharmonii Narodowej, Gdańsku, Poznaniu, Moskwie, Leningradzie, Kudowie), a nawet angażem do Teatru Wielkiego w Warszawie, gdzie w sezonie 1978/79 wystąpiła kilka razy, jako Rozyna w Cyruliku Sewilskim i Lola w Rycerskości wieśniaczej; z myślą o niej wystawiono tam Kopciuszka Rossiniego (1980). Ze względu na niski, ciemny głos od razu widziano w niej Carmen, i zaśpiewała tę rolę w Krakowie (1979), by po latach ponowić w Warszawie. Niejednokrotnie zapraszana do udziału w koncertach oratoryjnych, wykonywała Bacha (w Giesen), Debussy’ego (Kraków) i Hassego (Łódź), a podczas tournée po Włoszech Orkiestry Symfonicznej i Chóru Pol-skiego Radia z Krakowa wystąpiła w prawykonaniu Te Deum Krzysztofa Pendereckiego w Asyżu (1980); dała się też słyszeć w tym dziele w Turynie, Perugii i Neapolu, potem na Festiwalu „Warszawska Jesień”, w Krakowie, Katowicach i Wiedniu. Gościły ją Spotkania Muzyczne w Baranowie, i zakopiańska „Atma”, Instytuty Polskie w Paryżu, Sztokholmie i Londynie, i Targi Midem w Cannes (1980-1983). Wszędzie towarzyszył jej już wtedy Jerzy Marchwiński. Zbliżyła ich Brazylia – był pianistą uczestniczki Konkursu, Ewy Podleś. Pobrali się, a córkę Marysię artystka uważa za swój największy życiowy sukces...”

 

Ewa Podleś

Fotoreportaż z koncertu EWA PODLEŚ & GARRICK OHLSSON 4 grudnia 2011 r.
Sala Koncertowa UMFC



    Najbardziej jednak usystematyzowany przebieg Jej wielkiej kariery, znajdziemy w opracowaniu Małgorzaty Kosińskiej /Culture.pl/:

„…W 1984 zadebiutowała w Metropolitan Opera w Nowym Jorku w operze Rinaldo Georga Friedricha Haendla. Występuje w największych teatrach operowych świata, m.in. w Metropolitan Opera, Seattle Opera, San Diego Opera, San Francisco Opera, Houston Grand Opera, Dallas Opera, Milwaukee's Florentine Opera, Michigan Opera Theatre, Minnesota Opera, Atlanta Opera, Vancouver Opera, Canadian Opera Company, Deutsche Staatsoper Berlin, Deutsche Oper Berlin, Alte Oper we Frankfurcie nad Menem, Gran Teatre del Liceu, Teatro Bellini, Teatro alla Scala, La Fenice, Teatro San Carlo, Théâtre du Châtelet i Opéra Bastille w Paryżu, Teatro Real w Madrycie oraz w warszawskim Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Na sezon 2008-2009 artystka powróciła do Metropolitan Opera w roli La Cieca w operze Amilcare Ponchiellego Gioconda.

    Ewa Podleś jest również cenioną śpiewaczką estradową. Koncertowała z towarzyszeniem tak słynnych orkiestr, jak: Saint Paul Chamber Orchestra, San Francisco Symphony, Detroit Symphony, Seattle Symphony, American Symphony, New World Symphony, Montreal Symphony, Toronto Symphony, NHK Tokyo, Maggio Musicale Fiorentino, National Arts Centre Orchestra, Narodowa Orkiestra Hiszpanii, Berliner Philharmoniker, Moskiewska Orkiestra Kameralna, orkiestry symfoniczne z Pittsburga i Filadelfii, filharmoniczne w Hong Kongu i Dreźnie, Filharmonii Narodowej w Warszawie, pod batutą takich dyrygentów, jak David Atherton, Antoni Wit, Leon Botstein, Kazimierz Kord, Myung-Whun Chung, Stanisław Skrowaczewski, Armin Jordan, Jerzy Semkow, Lorin Maazel, Wojciech Michniewski, Victor Pablo Perez, Jesus Lopez-Cobos, Constantine Orbelian, Alberto Zedda, Jacek Kasprzyk, Will Crutchfield, Pinchas Zuckerman, Nicholas McGegan, Donald Runnicles, Libor Peška, Neeme Järvi, Gerard Schwarz, Charles Dutoit.

    Recitale artystki odbywały się m.in. w Nowym Jorku (m.in. Alice Tully Hall, Lincoln Center, 92nd Street Y), Cleveland, Atlancie, St. Paul, Chicago, Bostonie (Jordan Hall), Vancouver (Chan Centre), Toronto, Montrealu, San Juan, Québecu, Paryżu, Amsterdamie, Londynie (m.in. Wigmore Hall), Pittsburgu, Moskwie, Sankt Petersburgu i Warszawie. Występowała na wielu festiwalach, m.in. Bard i Caramoor w Nowym Jorku, w Aix-en-Provence, Montpellier, Lanaudière, Łańcucie, Edynburgu, Festiwalu Flandryjskim…”

    O sobie, o swoim stylu itp. imponderabiliach, Ewa Podleś najpełniej opowiedziała w wywiadzie udzielonym Małgorzacie Sienkiewicz-Woskowicz („Maestro”), z którego część pozwolę sobie zacytować::

Podczas Pani koncertów publiczność zastygła w skupieniu....

 

Tak, ponieważ - mogę chyba tak o sobie powiedzieć? - jestem z tego sławna, że zwracam uwagę nie tylko na śpiew, ale przede wszystkim na interpretację. Dla mnie najważniejszy podczas koncertu jest przekaz, komunikacja z widzem. Chcę opowiedzieć historię, którą na ogół wszyscy inni po prostu wyśpiewują, a dla mnie najistotniejsze są: tekst, słowo, dramat, to, co się dzieje. Na scenie przede wszystkim gram i dlatego bardzo ludzi poruszam.

 

Można nie wiedzieć, o czym Pani śpiewa, i wszystkiego się domyślić dzięki Pani wspaniałej interpretacji.

 

Czasami to bywa nawet śmieszne. Śpiewam na przykład Włoszkę w Algierze, gdzie wszystko jest na wesoło, a potem ludzie do mnie podchodzą spłakani... Kiedy pytam, dlaczego płaczą, przecież naprawdę nie ma powodu, oni mówią, że są dogłębnie poruszeni, nie potrafią opanować łez. Dla mnie, powtarzam raz jeszcze, najważniejszy jest przekaz. Dobrze śpiewać i grać potrafi wielu artystów - dziś bardzo wysoko ustawiona jest porzeczka, śpiewacy, instrumentaliści mają dobre wyszkolenie. Jednak niewielu potrafi zdobyć się na interpretację, która oczaruje i poruszy widzów.

 

Ewa Podleś 

Fotoreportaż z koncertu EWA PODLEŚ & GARRICK OHLSSON 4 grudnia 2011 r.
Sala Koncertowa UMFC



Wystąpiła Pani na festiwalu im. Adama Didura w Sanoku. Jeżdżąc po świecie, występowała

Pani wielokrotnie w miejscach, gdzie śpiewał Adam Didur. Czy zetknęła się Pani kiedykolwiek z jakąś formą pamięci o tym wspaniałym polskim artyście?

 

Raczej nie... Szkoda. Mało się mówi o wielkich Polakach, którzy kiedyś śpiewali... Wiemy coś o braciach Reszke, o Sembrich-Kochańskiej, ale to wiemy my, Polacy. Za granicą nikt o tym nie wspomina.

Wspomniała Pani o niesprzyjającej pogodzie. Śpiewacy muszą chyba chronić swój głos,

zwłaszcza podczas chłodu, żeby tego głosu wystarczyło na długo...

 

Przede wszystkim, żeby wystarczyło go do najbliższego koncertu... Mamy do dyspozycji niezwykły instrument. Można zmienić fortepian, można zmienić skrzypce, chory pianista może ostatecznie zagrać, lecz chory śpiewak nie zaśpiewa. Śpiewak jest bardzo uzależniony od zdrowotnej kondycji fizycznej, od warunków w sali koncertowej, także warunków

akustycznych. Ja na przykład jestem szczególnie wrażliwa na akustykę sali.

 

Pomyślała Pani kiedyś, żeby swoją wiedzą dzielić się z innymi? O pracy pedagoga?

 

Chwilowo nie mam na to czasu, bo jestem zajęta, mam wiele koncertów, a muzyczny fast food mnie nie interesuje: dać komuś jedną lekcję, a potem to odłożyć. Mnóstwo ludzi, z całego świata, błaga mnie o konsultacje, ale to są takie śmieszne konsultacje: żeby stwierdzić, czy ktoś jest sopranem czy mezzosopranem, na przykład. To nie zawsze jest jasne, póki się z człowiekiem solidnie nie popracuje. Mnie w szkole muzycznej mówiono, że jestem sopranem, co było nieprawdą. Mówiono tak nie po jednej lekcji, ale po roku pracy. Każdy przekonywał moją profesor Alinę Bolechowską, największe polskie mezzosoprany się wypowiadały i wyrokowały, że jestem sopranem. A Alina Bolechowska odpowiadała, że nie wie, czym ja jestem, i że najpierw musi mi ustawić głos, a co potem z tego wyjdzie zobaczymy…

 

 Ewa Podleś

Ewa Podleś śpiewa Kasprowicza  Foto: Igor Miszczuk

 

    W 2012 roku, Ewa Podleś święciła swoje sześćdziesięciolecie urodzin. Z różnych powodów, uroczysty (z tej okazji) koncert odbył się dopiero w 2013 roku. Adam Olaf Gibowski („Ewa Podleś,wirtuoz śpiewu”) -  wspomina:

„…Szczęśliwie wieczór upłynął bez patetycznych laudacji, wręczania orderów i innych dowodów uznania, powiem więcej, był to wieczór bardzo intymny w nastroju, tylko Ewa Podleś i jej publiczność.
    W programie koncertu znalazły się arie i uwertury z dzieł Georga Friedricha Haendla, Gioacchino Rossiniego, Gaetano Donizettiego, Giuseppe Verdiego, a także fragment kantaty Siergieja Prokofiewa. Bel canto w najlepszym wydaniu, znak rozpoznawczy Ewy Podleś.
Orkiestrę TW-ON poprowadził Michael Güttler.

Mimo upływu lat głos Ewy Podleś nie traci na swym pięknie, wprost przeciwnie, jest świeży i nasycony, a jego barwa niezwykle ciepła o wyraźnym ciemnym odcieniu. I ta niebywała ekspresja, która porusza w każdym calu. Jest w Ewie Podleś jakaś ogromna energia, która magnetyzuje publiczność bez reszty! Temperament sceniczny nie pozwala nawet na chwilę oderwać uwagi od śpiewaczki, która dowolnie włada emocjami widza, roztaczając przed nim szeroką paletę nastrojów i uczuć.
Jubileuszowy recital jak można było się spodziewać przyciągnął wielbicieli z całej Polski, a także ze świata. Ogromna widownia Opery Narodowej została szczelnie wypełniona od parteru po ostatni balkon.
Każdorazowe pojawienie się Ewy Podleś na scenie było przyjmowane gorącą owacją publiczności. Trudno zawyrokować, który utwór wzbudził najwięcej emocji, bowiem każdy był wykonany z jednakową maestrią i wokalną galanterią. W arii Cira z I aktu opery „Ciro in Babilonia” Rossiniego, Podleś wzruszała dramatyzmem niskich rejestrów, stawiając pytanie o uciszenie bólu „Ahi! come il mio dolor,come calmar potrò?” Za chwilę jednak śpiewaczka roztoczyła pogodny nastrój, z największą swobodą wykonując bogato ornamentowany toast Maffio Orsiniego „Il segreto per esser felici” z „Lukrecji Borgii” Donizettiego.
    Drugą część wieczoru otwarło wykonanie „Ja pojdu po polju bielomu” z kantaty „Aleksander Newski” Siergieja Prokofiewa. Była to interpretacja do głębi przejmująca, w której dramatyzm głosu Podleś wywarł na mnie jedno z najbardziej wstrząsających przeżyć muzycznych…chusteczka poszła w ruch. Równie wielkie wrażenie wśród publiczności wywarło „Voce di donna o d’angelo” z „Giocondy” Ponchielliego. Ciemne brzmienie niskich rejestrów, które efektownie kontrastowało z jasnymi i otwartymi górami, śpiewanymi na pełnym forte, robiło piorunujące wrażenie!

   Mateuszowi Borkowskiemu, na pytanie: W świecie opery osiągnęła pani wszystko. Czego można pani życzyć? – odpowiedziała:
- Całe życie starałam się nie zmarnować tego, tak pięknie nazwanego przez Witolda Lutosławskiego, "dobra powierzonego", i w operze, i na estradzie. Może teraz zbliża się czas, kiedy w studio będę wspomagać młodych, utalentowanych w ich drodze ku artystycznym celom?

 

 

 

 

Korzystałem z :

 

1. Autor: Małgorzata Kosińska, Polskie Centrum Informacji Muzycznej, Związek Kompozytorów Polskich, październik 2002, aktualizacja: listopad 2009, sierpień 2015. Culture.pl

2. Internetowa strona Artystki

3. Wikipedia, wolna encyklopedia

4.Małgorzata Sienkiewicz-Woskowicz  „Ewa Podleś - urodziłam się na scenie” – Maestro

5. Adam Olaf Gibowski „Ewa Podleś - wirtuoz śpiewu!” 

6. Mateusz Borkowski „Ewa Podleś: Śpiewaczka typu 'proszę o zapięcie pasów bezpieczeństwa' [ROZMOWA] – Gazeta Wyborcza – Kraków

7. Małgorzata Komorowska – „Kontralt” – Maestro