Ryszard Tomczyk
 

 

W dwudziestą rocznicę śmierci Stanisława Filipowicza

 

Ryszard Tomczyk            Znałem go od schyłku lat siedemdziesiątych. Związany był z pobliskim Dzierzgoniem, gdzie pełnił funkcje kierownika miejscowego Domu Kultury. Był filarem elbląskiego Klubu Literackiego funkcjonującego pod auspicjami ETK. Miał już dość bogatą biografię literacką (wszak debiutował w r. 1968 na  łamach gdańskich „Liter” opowiadaniem pt. Powiedz, jaka jest prawda) w tym wiele tomików poetyckich i nagród (w tym prestiżowych). Odwiedzał mnie jako prezesa ETK, redaktora „Tygla” i po prostu przyjaciela 4 do 5 razy w roku. Najczęściej z maszynopisami  utworów do „Tygla”, przygotowanymi składami wierszy do wglądu i oceny, zawsze zaś pełen planów na przyszłość. Zaraz po wycieczce do Wilna (gdzie urodził się w 1934 r.), ściśle zaś po wydrukowaniu powstałego na gruncie tej wyprawy tomiku pt. Etiudy wileńskie, (Elbląg 1993) urządziłem mu w Elblągu spotkanie ze środowiskiem  ETK oraz postarałem się o sprzedanie znacznej części nakładu Etiud…młodzieży licealnej. Staszek był pod wrażeniem niektórych  serii moich prac malarskich, wpadł też na pomysł edycji wspólnej, złożonej z jego wierszy i reprodukcji moich obrazów. Byłem już przyzwyczajony do dłuższych jego nieobecności powodowanych chorobą i leczeniem szpitalnym. Tej „mimozowatości” jego organizmu zdawał się zaprzeczać słuszny wzrost i atletyczna budowa ciała, będąca np. znamieniem sportowców, bo przecież Staszek od lat pracował w klubach sportowych jako trener lekkiej atletyki. Stąd też i niedomogów, na które się uskarżał, jakoś nie brałem, tzn. nie braliśmy całkiem serio.

Andrzej Walter


 

Pestki ze sklepu z książkami
 

 

pestki   Jedni ludzie trwonią zarobione pieniądze na jedzenie. Inni na wszelkiego rodzaju dobra luksusowe. Jeszcze inni … na przysłowiowe … Szwarc, mydło i powidło.

 

   My z Żoną trwonimy je na książki. Tak, wiem. Są gorsze patologie. Gorsze nawyki, zboczenia i jeszcze gorsze dewiacje. W tak poukładanym świecie to zaiste, przypadłość uznawana za chorobliwą, zwłaszcza, że woluminy się kurzą, zwłaszcza, że są siedliskiem stęchlizny, wylęgarnią moli (w tym książkowych) oraz forpocztą nienowoczesności, aż wreszcie są też przecież przejawem wstecznictwa leczonego namiętnym wpatrywaniem się w ekrany. To tam właśnie toczy się życie, tam wydarza się świat i tam szuka się prawd i emocji. Stamtąd czerpie się wzorce i naukę o tym świecie.

Zbigniew Ikona - Kresowaty



Słowo do Portretu


portretowisko-okladka

Jan Stanisław Kiczor

 

 

Reszkowie– bardzo nietypowa rodzina – część II

Jan Reszke – Poprzez śpiew zawładnął swoją epoką

 

 reszkowie2-1

Jan Mieczysław Reszke

 

    Jego biogram opublikowany w latach 1988-1989, w XXXI tomie Polskiego Słownika Biograficznego, jest trochę przekłamany, gdy czytamy w nim: „…był najstarszym dzieckiem Jana (1818–1877), właściciela Hotelu Saskiego (Hotel de Saxe) i Emilii z Ufniarskich, bratem Edwarda (zob.), Józefiny (zob.) i Wiktora (1859–1917)…”

    Dzieci bowiem Reszkowie mieli pięcioro, z których najstarszym była córka Emilia (1848 – 1926), dziedzicząca imię po matce. Nie planowała kariery, zakochała się, wyszła za mąż za Adama Michalskiego i osiadła w mężem w majątku ziemskim w Borownie, niedaleko Częstochowy.

Z ANDRZEJEM BYCHOWSKIM rozmawia Krzysztof Lubczyński


Żyłka do parodiowania


Stanisław Ignacy Witkiewicz


Używając sienkiewiczowskiej frazy powiedziałbym, że dwóch było kiedyś parodystów w Rzeczypospolitej: Bolesław Gromnicki i Pan. Gdzie zniknął Bychowski? Pracuje Pan jeszcze?


- Gdy z rzadka dostanę jakąś propozycję. Młodzież nas, bez mała osiemdziesięciolatków, całkowicie zepchnęła na mieliznę zakładając dziesiątki kabaretów koleżeńskich, ale sztuka czystej parodii estradowej zaginęła. Jest taka audycja telewizyjna, w której aktorzy przebierają się za jakąś postać, na przykład piosenkarza i odgrywają ją, imitują Nie jest to jednak czyta parodia, lecz raczej rodzaj naśladownictwa, imitacji. Bo klasyczna parodia polega na precyzyjnym parodiowaniu głosu, sposobu zachowywania się i mówienia aktorów, polityków, sportowców. Poza tym parodyści pokazywali kiedyś nie jedną postać w ciągu godziny, lecz całą plejadę postaci w ciągu kwadransa .