Wiesław Łuka

 

Słowo łączy, ale i dzieli

 

Marc Chagall

 

Wiesław Łuka rozmawia z Remigiuszem Grzelą, pisarzem, dramaturgiem, reportażystą, krytykiem i prezenterem literackim o Festiwalu Warszawa Singera, o  uchodźcach Marca 68’, o traumie rozstań i szukaniu nowych związków, o pomówieniach i plotkach.

Od lat dbasz o to, by na Festiwalu Warszawa Singera (pisarza – noblisty) „nie zabrakło literackiego słowa”. W tym roku zaprezentowałeś w formie dyskusji  kilku pisarzy, poetów, krytyków.  Zanim przejdziemy do szczegółów – co byś wyróżnił pozytywnego czy negatywnego dotyczącego siedmiu spotkań?  

Oczywiście były one interesujące, bo wokół literatury i ich autorów, ale może jeszcze bardziej z powodu uczestników spotkań. Zauważyłem, że na tegoroczny Festiwal przyjechało do Warszawy wyjątkowo wielu emigrantów z Marca 1968, ale także z lat wcześniejszych. Pewnie nie tylko z powodu zorganizowanych wokół Marca ’68 dyskusji, którego 50. rocznica przypada w przyszłym roku.

Wdzieranie się na skałę pięknej Kalijopy

 

milewski zbigniew

 

Wiesław Łuka rozmawia ze Zbigniewem Milewskim (poetą, krytykiem) o dotknięciach muzy, o poetach niezdecydowanych,  o narcyzmie, o kłótliwości Chińczyków, o wędrującej „kurwie”, o soczystych  śliwkach i wypluwanych pestkach.

„Wpadasz w bezsens, gdy nie masz muzy” – to Twoje poetyckie wyznanie w jednym z wierszy ze zbiorku „Poemat bez pamięci”. Często opuszcza Cię muza?

Wiersz jest dla mnie zawsze pewnym komunikatem. Piszę go  w interesującej mnie sprawie, albo dla kogoś. Ważne, by miał przynajmniej jednego odbiorcę. Ta okoliczność – dla kogoś, lub dla czegoś  - kształtuje wszystkie moje poglądy, myśli, emocje, cały przekaz poetycki. Gdy tego nie ma, to nie ma muzy – nie ma po co pisać, bo nie ma adresata. Wpada się  w bezsens.

Wiesław Łuka                            

 

 Chopin w konfrontacji z gigantami

 

leszczynski

 

 Wiesław Łuka rozmawia ze Stanisławem Leszczyńskim, dyrektorem  dorocznego festiwalu muzycznego Chopin i jego Europa  o  balladowości Chopina, o bezkresnym oceanie piękna, o przymusie bycia pianistą, o mało znanych twórcach polskich oper.

W trzynastce – bo to już 13-ta edycja - szukam przysłowiowej dziury w całym i nie mogę znaleźć. Czy w przeszłych edycjach wakacyjnej, a wielkiej imprezy muzycznej było coś nietrafionego, co należało wyeliminować w tym roku?  Inaczej mówiąc – czy czuje się Pan spełniony?

Andrzej Walter

 

Kraj, gdzie nigdy się nie umiera

 

AWA 0528   Niewiele jest spraw na tym świecie, które smakują tak jak wędrówki po bałkańskich bezdrożach. Odnajdziemy tam wielokulturową mozaikę, ludzi o ogromnych sercach oraz jakże niezbędną melancholię, pozwalającą spojrzeć na całokształt spraw z właściwego dystansu, z kojącego oddalenia i niejako z głębi wewnętrznego pokoju duszy. Choć zapewniam, że o spokój na Bałkanach nadal niełatwo. To wciąż jest miejsce utajonego, umorzonego niejako konfliktu, ścierania się wielkich narodowych namiętności, zakamarków tętniącej życiem religii oraz społecznie skomplikowanych i mocno odrębnych bytów. To nadal zarzewie sporu: zarówno o przeszłość, jak i o przyszłość oraz, co najważniejsze, o jakże fascynującą teraźniejszość. Ten spór nie wygasł, tak jak wygasają wulkany, które potrzebują przecież bardzo wiele czasu, aby zamilknąć na wieki. Niestety nie znajdziemy jednej, oczywistej i wyraźnej odpowiedzi na pytanie dlaczego. Bałkański tygiel taki już jest. To świat pomostu pomiędzy Wschodem i Zachodem i jako taki ma swoje unikalne prawidła oraz wciąż żywe, nadal pociągające i nieodkryte zawiłości i tajemnice.

Jan Stanisław Kiczor

 

Helena Zboińska  -  wielki sopran, wielki talent, wielki pedagog.

 

zboinska1

Autor fotografii nieznany, lata 20. XX w., własność: Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

 

Helena Zboińska – primo voto Ruszkowska, duo voto Seeligerowa.

    Urodziła się we Lwowie 23 kwietnia 1877 roku. Ojciec - Marceli Zboiński to znany w tamtych latach aktor i reżyser teatralny, matka  zaś, z domu Woleńska, była siostrą Władysława Woleńskiego, także  cenionego  aktora wielu ówczesnych scen. Gdy zorientowano się, że młodziutka Helena przejawia talent wokalny, posłano ją na pensję z nauką śpiewu, po ukończeniu której dalej kształciła głos u Walerego Wysockiego (wielkiego pedagoga i wychowawcy całej plejady światowej sławy śpiewaków) w Lwowskim Konserwatorium. Studia wokalne uzupełniała później niemal do końca swej kariery, zarówno w kraju (m.in. u Stefana Wołoszki w Warszawie), jak i u sławnych pedagogów za granicą (w Wiedniu, Mediolanie, Madrycie).