Stefan Jurkowski

Kultura – Isaura...

 

W Polsce kulturę traktuje się trochę, jak Isaurę: można się nią pochwalić w salonie, ale na co dzień traktuje się ją jak niewolnicę, zwykłe popychadło. Kiedy ostatnio planowano zmianę rządu, wymieniano kandydatów na najróżniejszych ministrów. Oficjalnie zaś nie było kandydata na ministra kultury i sztuki. Oficjalnie, bo jakieś tam mniej lub bardziej prawdziwe pogłoski dało się tu i ówdzie słyszeć.

Stefan Jurkowski


Pisarzu, powieś się!

 

Filip Wrocławski, 2006Poeta przynosi do wydawnictwa propozycję książki, po pewnym czasie (niekiedy rzeczywiście dosyć długim) otrzymuje umowę i honorarium, od 10 do 25 zł za linijkę wiersza. Tom wierszy powinien najmniej mieć jeden arkusz, a więc 700 linijek. Łatwo obliczyć... To brzmi dzisiaj jak bajka, ale kiedyś tak było. O prozie już nie wspominam. Oczywiście nigdy nie wydawano dużo, była ostra selekcja redakcyjna, w rocznych planach wydawniczych mieściło się niewiele pozycji, a proces produkcyjny bywał niezmiernie długi.

Leszek Żuliński

Dwór w Oborach

Na przełomie lat 40. i 50. władza połapała się, że elity intelektualne i artystyczne warto jest mieć przy sobie i za sobą. Najlepiej skoszarowane w pismach, Serce życia kulturalnego biło więc w zinstytucjonalizowanej enklawie; środowiska twórcze były zwarte i zintegrowane, otoczone wyszukaną infrastrukturą w wydawnictwach, stowarzyszeniach i domach pracy twórczej... Gradacja przywilejów była dość spora – od wczasów w Picundzie do wczasów w Oborach, nie bardziej luksusowych niż np. sanatorium dla hutników, ale jednak z szeptaną estymą gawiedzi. Czy był to raj? Bardzo względny i z coraz większą armią dezerterów, ale jednak przez 40 lat udało się w tzw. kadeelach stworzyć i utrzymać inny model istnienia wspomnianych środowisk, odmienny np. od kawiarnianego, znanego sprzed wojny, czy campusowego, znanego z krajów zachodnich. Jednym słowem: per aspera ad Astoria, lub: literaci do Obór!...

Być może niektóre sformułowania autora artykułu „ Bezradne związki twórcze” mogą się wydawać dość oryginalne, czasami nazbyt strofujące tego, czy tamtego, ale przecież otwierają oczy na problem, o którym mówią i członkowie Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Związku Literatów Polskich. Postanowiliśmy zatem artykuł wydrukować, mając nadzieję, że otworzy on nie tylko dyskusję o nieistnienieniu polskiej literatury za granicami kraju, uczestnictwie naszych pisarzy w imprezach międzynarodowych, ale także przyczyni się do stworzenia systemu organizacyjnego, starającego się rozwiązać  wszystkie te problemy, które poruszył Aleksander Nawrocki - redakcja

Do artykułu Aleksandra Nawrockiego ustosunkował się p. Marek Wawrzkiewicz, Prezes Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, którego list  publikujemy pod artykułem A. Nawrockiego, traktując go jako odpowiedź na zarzuty występujące w tym materiale. Z ogromną radością i kruchą nadzieją przywitaliśmy pomysł, że z strony ZLP istnieje chęć  utworzenia wspólnego z Stowarzyszeniem Pisarzy Polskich organu, który w przyszłości może zająć się międzynarodowymi kontaktami obu organizacji pisarskich. Gdyby tak i Stowarzyszenie Pisarzy Polskich zechciało zrobić krok w tym samym kierunku... Czekamy.

 

 

Aleksander Nawrocki

Bezradne Związki twórcze

 

Przed paroma dniami wróciłem  z 27 Międzynarodowego Spotkania  Literacko-naukowo-artystycznego  KIBATEK  w Turcji, w którym uczestniczyły delegacje z 16 krajów Euroazji: poetów, pisarzy, rektorów wyższych uczelni humanistycznych, krytyków literackich, przedstawicieli placówek dyplomatycznych i zespołów artystycznych z udziałem tureckich władz administracyjnych.

Panie Bohdanie,
ponieważ mój tekst "Literatura na szubienicy" spotkał się - w prywatnych rozmowach - z zarzutem, z którym się nie zgadzam, takim mianowicie, że autor tekstu jakby żył na wyspie: nie ma kontekstu i otoczenia sytuacji i autorów, o których mówię. Oczywiście nie jest to prawdą, prawdą jest natomiast, że nie w każdym tekście należy "zaczynać od Adama i Ewy". Na dowód tego, że kontekst mnie zajmuje pokazuję swoją reakcję na książkę Siedleckiej i na reakcje tej książki dotyczące. Myślę, że to wyprostuje i uzupełni całość i pozwoli mi już nie zajmować się tematem-bumerangiem, że będę mógł skupić się na szczegółach literatury.

Pozdrawiam
Andrzej

Andrzej Wołosewicz

Odszyfrowanie kryptonimu "Liryka"

Filip Wrocławski, 2006Najpierw obejrzałem książkę Joanny Siedleckiej (Prószyński i S-ka S.A., Warszawa 2008) w telewizji, reklama (?), zajawka czy coś takiego, a może nawet dłuższy program, z którego widziałem jednak tylko urywki. Potem dopadła mnie ona w wynurzeniach jednego z „bohaterów”, który do przyjaciół i znajomych rozesłał prywatną informację rzucającą – jego zdaniem – inne światło niż obraz przedstawiony u Siedleckiej.