Leszek Żuliński


CZY KRYTYK SIĘ WYŻYWI?...


Jan StępieńKomu potrzeba jest dziś krytyka? Komu? A więc i po co?, dlaczego?, na czorta? To pytanie traktuję jako z gatunku prowokacyjnych vel akademickich – odpowiedź jest znana, ale dyskusję trzeba czymś rozniecić.

Z BOŻENĄ  DYKIEL, aktorką teatralną filmową i telewizyjną rozmawia Krzysztof Lubczyński


- Swoją drogę aktorską rozpoczęła Pani, jako bardzo młoda osoba, z wysokiego „c”, istotnymi rolami w „Weselu” i „Ziemi Obiecanej” Andrzeja Wajdy. Później zagrała też Pani mniejsze role w innych jego filmach, w „Smudze cienia” i w „Wielkim Tygodniu”. Czy taki znakomity początek bardzo wpłynął nie tylko na Pani usytuowanie w zawodzie, ale także na rozwój  Pani indywidualności nie tylko artystycznej?

Z KRZYSZTOFEM GLOBISZEM  - aktorem Narodowego Starego Teatru w Krakowie, prorektorem tamtejszej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej  - rozmawia Krzysztof Lubczyński.


GDY WIDZ ULEGA MAGII AKTORA…

 

- Miał Pan bardzo interesujący początek kariery aktorskiej w filmie, biorąc udział, jako młody, 25-letni początkujący aktor Teatru Starego, w epizodycznej roli Amara, w filmie Andrzeja Wajdy „Danton”, realizowanym w Paryżu. To były niespokojne czasy, rok 1982, stan wojenny, a tu polsko-francuska  koprodukcja z udziałem aktorskich znakomitości polskich i francuskich średniego i starszego pokolenia, wielki reżyser.  Domyślam się, że musiało to być dla Pana ważne i emocjonujące doświadczenie…

Z JERZYM JOGAŁŁĄ, aktorem filmowym,

rozmawia Krzysztof Lubczyński


Jest Pan znany wielu widzom dawnego polskiego kina, głównie z czasów sprzed 1989 wystąpił Pan w kilkudziesięciu znanych filmach, u znanych reżyserów, w rolach na ogół drugoplanowych. Od lat jest Pan jednak w gronie tych aktorów, którzy zniknęli z zawodu, którzy nie byli tak wytrwali, jak n.p. Ryszard Kotys, mistrz drugiego planu, który występuje w filmach nieprzerwanie od ponad pięćdziesięciu lat. Dlaczego?

Andrzej K. Waśkiewicz

 

JERZEGO KOPERSKIEGO  -  wiersze ostatnie

 

Prócz pierwszego, debiutanckiego, zbioru redagowałem wszystkie książki poetyckie Jurka. Procedura była niezmienna. Najpierw Jurek zapowiadał, że tomik przygotuje lada dzień. Potem okazywało się, że wiersze gdzieś się zawieruszyły, niewykluczone, że je podarł. Odnajdywałem więc wśród listów jakieś wcześniejsze wersje. Przepisywałem te, które były drukowane w naszych wydawnictwach i w innych czasopismach. I wreszcie, gdy zbiór był prawie gotowy, Jurek ustalał ostateczne wersje. Czasami, jak w przypadku tomu z serii „Generacje” trwało to dość długo...