Christian Medard Manteuffel

Z cyklu: Impresje polskie w niemieckim krajobrazie literackim

 

Pasaże z Jury Szwabskiej w tonacji As-dur

 Jesteśmy właśnie w trakcie wspomnień rocznicowych Powstania Listopadowego. Nasze powstania narodowe nie kończyły się chlubnymi zwycięstwami, jej zasługą było danie światu przesłania o istnieniu narodu, który gardząc śmiercią nie pozwoli się zniewolić. Powstanie Listopadowe trwało niepełny rok, zakończyło się 17 października 1831 r. Po jego upadku carat wprowadził ostre represje, które miały zdławić dążenia niepodległościowe i stopniowo zrusyfikować naród. Cesarz Mikołaj I Romanow ogłosił butnie: Nie wiem, czy będzie jeszcze kiedy jaka Polska, ale tego jestem pewien, że nie będzie już Polaków. Represje spowodowały masowy exodus ludności na zachód Europy, uchodząc przed zesłaniem na Sybir.

O życiu i twórczości Josepha Conrada (1857-1924) na podsumowanie Roku Conradowskiego z okazji 150 rocznicy jego urodzin

Z prof. WIESŁAWEM KRAJKĄ, filologiem angielskim, literaturoznawcą z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, szefem Zakładu Studiów Conradoznawczych przy Instytucie Anglistyki UMCS,   rozmawia Krzysztof Lubczyński

conrad josephJako nastoletni przed wielu laty czytelnik literatury przygodowej sięgałem po takie powieści marynistyczne jak „Wyspa skarbów” Stevensona, „Czerwony korsarz” Coopera czy „Kapitan Blood” Sabatiniego. Pewnego dnia sięgnąłem po popularne wydanie „Lorda Jima” Josepha Conrada z obrazkiem morskiego żaglowca na okładce i okazało się, że to bardzo trudna lektura. A przecież w początkach twórczości Conrada uważano go za typowego marynistę przygodowego, nazywano „Kiplingiem Archipelagu Malajskiego”, „pisarzem morskich przygód”. Co spowodowało zmianę optyki i uznanie go za pisarza zupełnie innego kalibru artystycznego i tematycznego?

On do pewnego stopnia był oczywiście marynistą, ale musiało upłynąć nieco czasu, by dostrzeżono  w nim wielkiego artystę słowa i wyraziciela wysokiej problematyki egzystencjalno-filozoficznej. Na Zachodzie nadawanie mu miana marynisty, pisarza przygodowego, wynikało pewnie ze względów komercyjnych, bo to wpływało na poczytność, a w Polsce Ludowej z kolei podkreślano marynistyczny charakter jego prozy zamiast akcentowania jego postawy ideowo-moralnej.

Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska

 

Daugavpils Teatris - teatr odrodzony

 

Ryszard Tomczyk

 

            Miasto ma właściwie trzy nazwy: Daugavpils to nazwa łotewska, dawna nazwa rosyjska to Dyneburg, a polska i najdawniejsza – Dźwińsk. Podaję je w tej kolejności, bo liczy się to co jest tu i teraz. A teraz jest to drugie co do wielkości miasto Łotwy, stolica i centrum naukowe, przemysłowe i kulturalne Łatgalii (b. Inflant Polskich), znajduje się w południowo-wschodniej części kraju, nad Dźwiną (nazwa w języku łotewskim oznacza zamek nad Daugavą, tj. Dźwiną), miasto wydzielone. To także główny ośrodek Polaków na Łotwie - większość mieszkańców miasta stanowi ludność rosyjskojęzyczna (w tym Rosjanie, Białorusini oraz Polacy,) natomiast Łotysze stanowią ok. 17%. Tak przynajmniej podają polskie Google i zapewne są bliskie prawdy. A ponieważ w Polsce Łotwa kojarzona jest głównie z jej stolicą, Rygą – warto przytoczyć kilka faktów historycznych o Daugavpils.

Wiesław Łuka

 

Poetą jest kreacjonista

 

Filip Wrocławski

 

Wiesław Łuka rozmawia z Mieczysławem Machnickim, socjologiem z wykształcenia, dziennikarzem z zawodu, poetą z kaprysu Muzy i Daimoniona.

 

W październiku podczas Warszawskiej Jesieni Poezji otrzymałeś Nagrodę im. Juliusza Słowackiego za całokształt twórczości.

A ja w krótkim podziękowaniu powiedziałem, że ta nagroda należy mi się jak mało komu. I niezrażony śmiechem na sali, bo przecież była w nim także aprobata, kontynuowałem:   Jeśli są jakieś geny poetyckości to moje wzięły się stamtąd, z polskich Kresów. Urodziłem się bowiem niedaleko Krzemieńca. Niecałe 40 kilometrów. Mogłem się uczyć w słynnym Liceum Krzemienieckim, ale historia sprawiła, że maturę przyszło mi zrobić we Wrocławiu.

Ze stylu w styl

Z MAŁGORZATĄ SPYCHALSKĄ, malarką, graficzką, scenografką i kostiumologiem,

legendą Teatru Telewizji, rozmawia Krzysztof Lubczyński.

 

Małgorzata Spychalska - Autoportret

 

 

Kiedy poczuła Pani, że ma Pani w sobie inklinację, talent do sztuk plastycznych?

Od najwcześniejszego dzieciństwa. To jest mój rysunek wykonany w 1945 roku, gdy miałam trzy lata. Niby typowy rysunek dziecięcy, dróżka, domek, jakieś postacie, ale można zauważyć, że jest w nim głębia, perspektywa, podczas gdy rysunki dzieci w tym wieku są zazwyczaj płaskie, dwuwymiarowe. Po wojnie, a były to wczesne lata pięćdziesiąte chodziłam do szkoły podstawowej na Żoliborzu i tam odkryłyśmy z koleżanką, Marią Poprzęcką, dziś profesorem historii sztuki UW, specjalistką od dawnego malarstwa, talent plastyczny, ale nie miałyśmy możliwości realizowania się w tym zakresie, więc zapisałyśmy się do kółka plastycznego na Myśliwiecką, w domu w charakterystycznym stylu art deco. To były czasy, kiedy niczego nie było: kredek, farb, papieru, plasteliny, pędzli, książeczek do malowania itp. innych akcesoriów do zajmowania się plastyką a w ognisku plastycznym było wszystko. Te ogniska w zburzonej Warszawie prowadzili szlachetni zapaleńcy. Potem poszłam do Liceum Plastycznego na Górnośląską, gdzie było dla niego wydzielone jedno piętro w budynku Akademii Sztuk Pięknych, do tej pory tam działającej. Wśród naszych kolegów byli starsi od nas o piętnaście lat mężczyźni, którzy wskutek wojny nie zdążyli ukończyć szkoły średniej. W międzyczasie nasze liceum przeniosło się do Łazienek, do budynku dawnej szkoły podchorążych, gdzie były dobre warunki, łącznie z pracowniami rzeźby i fotografii. Historii uczył mnie przez rok Jacek Kuroń. Mieliśmy pasję, kupowaliśmy albumy, które z wolna zaczęły się pojawiać. Zatem moje dzieciństwo i młodość było w tej zburzonej, szarej, biednej Warszawie bardzo naznaczone pięknem sztuki. Często chodziliśmy, w towarzystwie nauczyciela, na wystawy i do muzeów.