Zbigniew Kresowaty rozmawiał z profesorem Henrykiem Mikołajem Góreckim

 

Jacek Durski

 

O  RADOŚCI   I    RYTMIE,  MOJE   ŻYCIE   MALINOWE

Pamiętna rozmowa z wybitnym kompozytorem, wykładowcą kompozycji, profesorem Henrykiem Mikołajem Góreckim w lokalu „U SABAŁY” w Zakopanem.

-------------------------------------------------------------------------------------------------

Zbigniew Kresowaty: Z tremą przystępuję do rozmowy z panem, ponieważ zgodził się pan pomówić o swoich kompozycjach, jak również przytoczyć coś ze swojego bardzo ciekawego życia, a jest pan dziś bardzo cenionym twórcą z ogromnym dorobkiem na skalę światową – ponad 70 utworów skomponowanych w różnych okolicznościach, utworów, które weszły już do klasyki muzyki polskiej. Urodził się pan w 1933 roku w Czernicy koło Rybnika, naukę muzyki rozpoczął pan w 1952 roku w Średniej Szkole Muzycznej w Rybniku. Następnie od roku 1955 studiował pan kompozycję i partyturę w klasie znanego kompozytora Bolesława Szabelskiego w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach, uzyskując dyplom z wyróżnieniem w 1960 roku. Wiadomo powszechnie, że już w szkole średniej komponował pan muzykę. W czasie studiów skomponował pan kilkanaście, może więcej, utworów. Już w 1958 roku odbył się monofoniczny koncert młodego kompozytora Henryka Mikołaja Góreckiego jako pierwszy tego rodzaju koncert w historii Śląskiej Uczelni Muzycznej. Wykonano wówczas pięć pańskich utworów, a wśród nich pierwszą wersję :”Pieśni o radości i rytmie” op. 7 oraz ciekawy koncert na pięć instrumentów i kwartet smyczkowy, op.11. Stąd, panie profesorze, pozwoliłem sobie naszej rozmowie nadać też taki sugestywny tytuł, gdyż wiemy, że to, co pierwsze, jest najpiękniejsze, oprócz tego zawsze nas wspaniale charakteryzuje a pozostaje zawsze na długo. A co do „Malinowych pieśni” – to może być piękna dygresja do pańskich dzieł po 80 roku, kiedy zaczął się dla pana inny, nowy okres komponowania na Podhalu, po ciężkich przeżyciach, o czym nie omieszkamy, mam nadzieję, tutaj wspomnieć. Może jednak powrócę teraz do chronologii, jeżeli pan profesor pozwoli...

Jan Stanisław Kiczor

 

Zdzisława Donat

 

 donat1

Arriere! – Aria ognia – Ravel. Zdzisława Donat  /fot: ze strony: kultura.wp.pl/

 

     Na początek cytat z Kultura WP.pl:  „W 1967 roku w Operze Poznańskiej odbywała się premiera „Czarodziejskiego fletu” pod dyrekcją Roberta Satanowskiego, w reżyserii zaproszonego z Monachium Kurta Pscherera. Popisową partię Królowej Nocy kreowała od dawna już należąca do grona czołowych solistów tej sceny Krystyna Pakulska; w maleńkiej rólce Papageny wystąpiła mało komu wówczas znana młoda sopranistka Zdzisława Donat. Czy mógł ktoś wtedy przypuszczać, iż niewiele lat będzie potrzeba, aby ona właśnie zasłynęła jako bezkonkurencyjna Królowa Nocy — i to nie tylko w rodzinnym Poznaniu, ale na największych scenach świata?...”

 Z Waldemarem Michalskim - poetą, eseistą i redaktorem „Akcentu”

rozmawia Joanna Szubstarska

 

michalski waldemar
Waldemar Michalski.                                    Foto Krzysztof Anin Kuzko

 

Urodzony we Włodzimierzu Wołyńskim, powraca Pan często w tamte strony. A czym dla Pana jest miasto Lublin?

Należę do pokolenia, które nosi w sobie żywą pamięć o Wołyniu i ludobójstwie dokonanym na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN-UPA. Wyraźnie oddzielam ludobójstwo banderowskich morderców od większości przyjaznych nam Ukraińców, wśród których mam wielu znajomych i kolegów po piórze. Boli mnie sprawa Ukrainy jako państwa szarpanego ze wszystkich stron, także rozwalanego od wewnątrz. Nie od dziś powtarzam, że wolność budowana na zbrodni jest wolnością przeklętą! Nie takiej wolności życzę Ukrainie i Ukraińcom. Mamy wspólną przeszłość, także często bolesną, ale nieprzypadkowo modlimy się do jednego Boga, żeby sobie nie wybaczyć i prosić o przebaczenie. Niestety, szaleńców nie brakowało i nie brakuje. Pytają mnie często jak przeżyłem rok 1943 i 1944, kiedy Wołyń płonął i spłynął krwią bezbronnych, najczęściej kobiet i dzieci. Odpowiadam, że miałem szczęście, bo udało nam się schronić w polskiej samoobronie zorganizowanej najpierw w Bielinie, a po jej rozbiciu w Kupiczowie, tu skutecznie mimo głodu bronili się przed bandytami Polacy i Czesi, bo wieś w większości zaludniona była przez Czechów.

Jan Stanisław Kiczor

 

Wiesław Ochman – wybitny śpiewak, malarz, społecznik

 

ochman1

Wiesław Ochman,
fot. Piotr Fotek/Reporter/East News

 

 Urodził się 6 lutego 1937 roku w Warszawie, na Pradze. Jego dzieciństwo, związane było z domem na ulicy Ząbkowskiej 48. Jak sam o sobie mówi: „Na naszej ulicy wychowywałem się wśród ludzi nieskomplikowanych. Był to też czas, kiedy nie mogło być mowy o chuchaniu na dziecko. Ząbkowska, Markowska i okolice Bazaru Różyckiego - to obszar, który wówczas był nie tylko szkołą życia, ale i przeżycia”.

Jacek Bocheński - konserwatyzm

 

bochenski2Aby doszło do posthumanizacji przyszłych pokoleń, musi być przede wszystkim usunięty z wychowania młodzieży fundament europejskiego humanizmu. Tym fundamentem jest łacina. Wiele, oczywiście, czynników historycznych powodowało przez wieki, że ten fundament językowy stopniowo zanikał. Unicestwieniem go w Polsce niemal ostatecznym grozi forsowana niespodzianie przez konserwatystów reforma edukacji. Głęboko poruszeni są filologowie klasyczni, którzy od dawna usiłują wypartą z oświaty szkolnej łacinę bodaj w cząstce jakiejś odrodzić. Zastępują pozytywnie konserwatystów. Mianowicie w takim zakresie, w jakim konserwatyzm, przezornie korzystając z wytworzonych przez ludzkość wartości, przyczynia się do jej rozwoju w ciągle nowych sytuacjach. Na tym polega pozytywny konserwatyzm. Nie polega natomiast na manipulowaniu skłonnością społeczną do inercji i bezmyślności, by zapewnić sobie łatwe rządzenie.