Stanisław Grabowski

 

Kalendarium Niepodległości (18)

 

Powitanie Józefa Piłsudskiego na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie 12.XI.1916.

 

 

 

15 września 1918

Urodził się we Lwowie, w rodzinie polsko-żydowskiej Gustaw Gottesman. Podczas II wojny światowej żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Pracował jako urzędnik w polskim rządzie w Londynie. Był m.in. sekretarzem przewodniczącego polskiej delegacji na konferencję w Bretton Woods w USA ministra Ludwika Grosfelda. Do Polski wrócił w 1949. Pracował jako dziennikarz. Był redaktorem naczelnym pisma „Przegląd Kulturalny”, a po zamknięciu w 1963 tego tytułu został redaktorem naczelnym tygodnika „Literatura”. Był nim do usunięcia ze stanowiska w 1976. Autor dramatów i przekładów literackich. Zmarł w 1998 w Warszawie.

 

Maria Pyż naczelna Radia Lwów opowiada o jego tragicznej historii

 

 

Zniszczono „radiowe serce” Lwowa – ostatnie zdjęcia legendarnego studia i wnętrza budynku

 

RL

 

Kolejny wycinek z życia Lwowa  został już tylko historią. Wyłącznie. Historią bez śladu istnienia. Opisaną oraz ujętą na stronach kilku przedwojennych książek i będącą na wyciągnięcie ręki z balkonu sąsiedniego budynku przy każdej sobotniej audycji Polskiego Radia Lwów, teraz już nieosiągalną.

 

RL

 

Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że zdjęcia, które udało się zrobić w tym roku, będą ostatnimi z gmachu przy ul. Batorego 6 we Lwowie. Przeszukując Internet, Google w różnych językach czy grafikę lwowską w sieci łączącej świat – wszędzie są zdjęcia budynku z zewnątrz. Od wewnątrz – brak.

 

RL

 

Otóż, reforma na Ukrainie w dniu 31. stycznia 2018 roku zlikwidowała wszystkie obwodowe agencje radiowe. Dziennikarze przebywali w studiu przy Batorego jeszcze do sierpnia miesiąca. Jakże turyści we Lwowie się zdziwią, gdy zechcą obejrzeć dawny gmach Polskiego Radia, a tam będzie nowy hotel bądź restauracja. Nawet już bez tej tabliczki.

 

RL

 

Mówię o tym przedwojennym radiu. Choć polska redakcja istnieje we Lwowie od ponad 25. lat, nigdy nie miała wstępu do tego budynku. Pozostawał w marzeniach, owiany legendą i tęsknotą do świetnych czasów.

Zdążyłam tam być. Stąpać po przedwojennej posadzce. Zdążyłam dotknąć ścian. Przejść się po tych samych schodach. Chwycić dawne poręcze – ciężkie, czarne i masywne, teraz takich nie robią. Być w tym samym studiu. Przytulić się do ciepłego kaloryfera z podpisem jeszcze polskim. Usiąść w miejscu, gdzie byli przede mną Szczepko i Tońko, Włada Majewska, Marian Hemar, inni. Można długo wymieniać, gdyż lista jest przeogromna.

 

RL

RL

RL

RL

RL

 

Ściany na górnych piętrach przy mocniejszym dotyku ruszają się. Budynek cały zawilgocony. Gruz w piwnicy i miejscu dawnej windy dźwigowej. Zamiast schodów do podwórka – parę położonych desek. Tak było do niedawna. Co będzie w tym słynnym budynku w przyszłości? Jeszcze oficjalnie się nie mówi, lecz obecnie jest to komunalna własność miasta Lwowa, czyt. prywatna własność pana mera (mer – prezydent miasta).

 

RL

RL

 

Założone jeszcze przed wojną fale, były 2. (drugie) najmocniejsze w Europie. Obecnie łącza są pozostawione. Co z przedwojennym fortepianem? Nikt nie wie. Ciężko, a zarazem istnieje we mnie ta satysfakcja, że zdążyłam. Na ostatni dzwonek. Byłam w tym roku. Widziałam i dotykałam.

 

RL

RL

 

Piszę to w czasach, gdy tradycje radiofonii we Lwowie są kontynuowane, lecz radio miało inny wydźwięk. Kontynuacją tych dawnych tradycji i wysoko postawionej poprzeczki, jest redakcja Polskiego Towarzystwa Radiowego.

Czy historia kołem się toczy? Stacja nadawcza lwowskiej rozgłośni Polskiego Radia została uruchomiona 15 stycznia 1930, a przestała istnieć 23 września 1939 roku. My mamy to szczęście, że istniejemy dłużej od przedwojennej wesołej fali, bo już 26. rok. Wg wszelkich danych technicznych, w 1939 roku Lwów był najlepiej zradiofonizowanym miastem w Polsce.

 

RL

 

Dawne audycje – rozmowne, wesołe, teatralne, występy chórów, tranmisje mszy i piłki nożnej, felietony, humoreski, sztuka, kuchnial, nauka i wiele in. łączyły ludzi w całej Polsce. Ponad 5 mln słuchaczy przed wojną! O taką cyfrę teraz z chęcią powalczą, a raczej pomarzą, wszelkie polskie stacje radiowe.

Rozumienie, że są to ostatnie zdjęcia zrobione w tym samym pomieszczeniu i przy tych samych ścianach, jest mieszanym uczuciem. Nie da się tego opisać. Tego trzeba było dotknąć. Dotknąć tej zawłaszczonej, lecz nie zachowanej historii. Takie radio – lwowskie 1930, bez tożsamości. Nie da się tak lekko zmienić napis, kolor czy wizerunek tego samego lwa. To niejaka imitacja, falsyfikat. Beznarodowościowy. Zresztą już nieistniejący. 

RL

Polskie radio Lwów? Tak! 1930 – 1939. 1992 – do teraz. Przerwa? 53 lata! Niektórzy z przedwojennej lwowskiej Fali doczekali się kontynuacji i chętnie dzielili sie doświadczeniem. Np. Włada Majewska, z którą rozmawialiśmy do ostatnich dni jej życia, Kazimierz Vogelfanger – Tońko, którego ostatni portret wisi w studiu przygotowawczym obecnego Polskiego Radia Lwów przy ul. Rylejewa (dawna Badenich).

 

RL

RL

 

Zrozumienie płynności czasu, jej śladów. Możliwe? Teraz z pewnością odpowiadam – tak. Bo historię tworzą ludzie. Ludzie są tym najważniejszym łącznikiem historii i czasu.

Czesław Halski opisał gmach przy Batorego i wszystkich tam pracujących dziennikarzy w książce „Polskie Radio Lwów”. Prezes Polskiego Radia we Lwowie Teresa Pakosz z okazji 20. lecia redakcji przygotowała wystawę z planszą, gdzie są ujęte i podpisane wszystkie możliwe przedwojenne zdjęcia rozgłośni i ludzi z nią związanych.

 

Hallo Tu Polskie Radio Lwow

 

Zaś w tym momencie, przekazuję wszystkim ostatnie zdjęcia  z tego gmachu, które można porównać wyłącznie z przedwojennymi. Więcej już nie będzie ujęć, gdyż ślad po dawnym wnętrzu budynku rozgłośni został zatarty. Została obudowa, a w środku – nic.

 

RL

RL

 

 

Radio jest łącznikiem historii z teraźniejszością i chwili obecnej z przyszłością. Niech tak pozostanie, gdyż obecny moment stanie się pięknym wycinkiem historii już za chwilę. I ten uchwycony na zdjęciu też. Już nikt takiego zdjęcia nie zrobi. Bo nie ma gdzie. Istniało tyle lat. Teraz nie pozostało nic.

 

RL

 

Maria Pyż

 

 

Wiesław Łuka

 

Straszni być musimy

 

luka wieslaw

O literackich emigrantach Gombrowicza i o emigrancie w Chicago, który nie wypadł przypadkowo z „własnego, polskiego gniazda”, lecz sam je tu wcześniej sobie uwił.

Najnowsza inscenizacja Ślubu Witolda Gombrowicza w Teatrze Narodowym. Autor inscenizacji, Eimuntas Nekrošius z Wilna, spowodował, że ludzie (coprawda – nieliczni, ale jednak)opuszczają przedstawienie w jego trakcie lub podczas pierwszej przerwy. Ja je także opuściłem w przerwie, by za kilka dni poddać się próbie ponownej męki obejrzenia do końca tej jednej z najważniejszych sztuk polskiej dramaturgii ostatnich kilkudziesięciu lat. Z trudem, ale torturę wytrzymałem. Spodziewałem się jej, pamiętając niedawną inscenizację Dziadów, którą Nekrošius (mistrz światowej rangi) wykreował z okazji jubileuszu warszawskiej narodowej sceny.„Ozdobił” ją zaskakującymi rekwizytami, zagmatwał treści historyczno-filozoficzne wątków sztuki i wielkiego, romantycznego wiersza Mickiewicza. Zapamiętałem między innymi bezsens bieganiny aktorów po scenie i „awangardowe” ich drapanie w podłogę. Czego szukali „pod ziemią”? Może tego, co wieszcz zawarł w strofie: „Nasz naród jak lawa… Plwajmy na jej skorupę i stąpmy do głębi…”?

DARIUSZ PAWLICKI

 

 9glos

Fot. Dariusz Pawlicki

 

 

9 GLOS

 

XIX.

     Od dawna, co pewien czas, powracało do mnie pytanie: Dlaczego dawniej, powiedzmy dziesięć, ale i nawet dwa wieki temu, ludzie mieli częste kontakty z aniołami, diabłami? Nie mówiąc o Bogu. Teraz zaś te kontakty są niezmierne rzadkie. Nie znajdowałem na nie jednak odpowiedzi. Ale stosunkowo niedawno pojawiła się ona: Dzieje się tak dlatego, że... tak wielu przestało wierzyć. Owa odpowiedź to przede wszystkim rezultat lektury tekstów Jana Krasickiego opatrzonych wspólnym tytułem Po „śmierci Boga”. Eseje eschatologiczne. Poniższe cytaty pochodzą ze wspomnianej książki, i odnoszą się, w sposób bardzo skrystalizowany, do spraw dziejących się na styku dwóch światów, dwóch rzeczywistości:

 

Krystyna Konecka

 

RZECZY LUDZKICH CIEKAWI…

(O twórczości Katarzyny i Jerzego Samusików)

 

     Trudno wyobrazić sobie sytuację, żeby pisarz czy poeta wziął się za leczenie chorych i, na przykład, stanął nad pacjentem w sali operacyjnej ze skalpelem w ręku. Co innego – relacja odwrotna. Piszących książki lekarzy mamy sporo także w Polsce, o czym zaświadcza prężnie działająca Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, skupiająca ludzi stetoskopu i pióra zarazem.

 

Samusikowie

Katarzyna i Jerzy Samusikowie w domowej bibliotece (Fot. Z rodzinnego archiwum)