{jcomments off}

Wiersze tygodnia – Adam Buszek

 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

 

Pora erotyku

 

                  I

Najpierw ściany

czterech brwi.

 

Grząskich oczu

chwiejny witraż.      

                  II

Kolory płyną kluczem palców.

Kolory płyną ciszą warg.

 

Najpierw chyba struny włosów.

Partytury niemych smyczków.

Potem wrzący wiolin szyi.

                 III

Oto pora nieruchoma:

 

słone gniazdo ramion,

ciepły szew oddechu.

                 IV

Oto erotyk utraty:

 

po drugiej stronie szeptu,

tam gdzie zachodzi pieszczota,

 

ona chowa się nagle

za południk twarzy.

 

Filologia

 

1

 

I ja nie potrafię mieszkać w twojej skórze.

Sny naszych palców: warkocz galaktyk.

 

Nie pocałuję żadnej z twoich myśli

i z każdym słowem spóźniam się do ciebie.

 

Kiedy się uśmiechasz,

chcę ulepić głoskę.

 

Z palców twoich stóp

spijać ciepłe hymny.

 

2

Myślałem kiedyś: zamknę ten świat

jak bursztyn pamięć morza.

 

Na pół podzielimy porażki porównań,

biały tusz zaniemówień.

 

Będę liczyć słoje twojej nudy.

Poliżę cierpkie sylaby.

 

3

Podaj literę, która rozpocznie

słowo rześkie,

słowo dotykalne.

 

Musimy coś zrobić ze słowem czułość –

czółno, łódkę, naparstek, przecinek.

 

Musimy zaprószyć pieszczotę stylu –

Rosę, kontur, nić, zapałkę.

 

4

I ja nie potrafię mieszkać w twojej skórze.

Wszystko, co powiem, wsiąka w oploty.

 

Przepis na nowy alfabet:

rzęsa,

oddech,

pocałunek.

 

 

 

Prośba

 

1

Jesteś.

Świta między nami.

 

Wstają kształty.

Świat nasz parujący.

 

Będziemy nazywać.

Będziemy oplatać

rzeczy nie do nazwy.

 

2

Pamięć:

dno oka.

Zapałka w kraterze.

 

Proszę – nie mów.

Słowo – spóźnione wahadło.

 

  A wszystko dlatego że znikasz za głośno,

  a oddech twój nie rozpuszcza się w wodzie –

 

3

Twoje ciało?

Wilgotna pochodnia.

 

Nie umiem ugasić

śpiewającej krwi.

 

4

Zsyłaj burze

mojej łatwopalnej –

 

Daj mi tętno

śliskiej błyskawicy –

 

 

Tren na pamięć

Zapomniałem pożegnać twój głos.

Za karę pieszczę pod powiekami

zimny popiół słowa jesteś.

 

Wiolinowy klucz twojego ciała -

żadnej melodii nie przebudzę.

 

Nie będzie ognia

z chrustu naszych dni.

 

To był może najlepszy

z moich czasów przyszłych.

 

Rzęsiste światło twoich włosów

krzesało poranki.

(poranki - rumiane sękacze

słowa jutro)

 

*

Nie potrafię zamienić cię w podmuch.

Nie potrafię żegnać.

Z twojego zapachu wytapiam kaganki

i każdy płomyk umiera mi w dłoniach.

 

*

(Jeśli wspominam cię nazbyt ciepło,

odetnij mi głowę.

 

Odetnij z gracją,

którą wspominam ciepło. )

 

*

Pamięć ma twarz

czułego zabójcy.

 

Sypki uśmiech.

Wdzięk pioruna.

Tryptyk podróżny.

I. Miejsce

                            Z Haliną Poświatowską

 

1

Rekonstrukcja:

zwęglony chrust pamięci

próchniejące slajdy

 

jeśli kładka tej wyprawy

zarasta mgłą

to niepodobne ale może mnie ubywać

to niemożliwe ale nikt nas nie wywoła

 

uśmiech też ma własności magnetyczne, słowo

jeśli chcesz mnie zatrzymać, wymów moje imię

 

2

Skierki upału między nami

 

ulica: parująca wstęga bruku

dzielnica ubogich upojeń

podwórko butelek i złomu

pospolite imię baru

 

burzliwa skóra miasta:

ogromny krab bazyliki

szpalery ochrypłych szyldów

domy o płaskich czołach

 

piersi – złote połowy

ziemi która jest twoim domem

i ulice wszechświatów

po których idziesz lekko

moje nogi przed tobą

 

3

 

Ta ulica jest zuchwała

ta ulica uprowadza

 

nie wiem jak to się stało

cmentarz w ciemnym zagajniku

odebrał nam miejsce i czas

 

co zaśpiewasz rabbi

skruszonym macewom

z opiłków imion

jaki hymn obudzisz

 

Odbierajmy miejsce i czas

zaplatajmy włosy

nasza świątynia: sąsiedni namiot

krzemień dotyk i głos

 

4

 

Dopala się dzień

myślę nad budową:

 

niemy wodospad źrenic

ciepły kołacz warkocza

świętojańskie paciorki śmiechu

 

Rufus z Nigerii

o pierwszej dziewczynie:

 

ona była biała jak słońce

kochałem ją

nocą

kładłem na swoje zamknięte powieki jej dłonie

i stawał się dzień )

 

5

 

Dlaczego podróż

dlaczego

 

chciałem cię poznać ale byłaś

babim latem na zakolu rzęsy

 

chciałem dotknąć miasta

które rozbiera się do snu

ale między księżycem

a nocnym tramwajem

 

krążyła piękna umowa

 

 

 

Ósmy dzień tygodnia

 

Podobno dzieło stworzenia nie jest zakończone.

 

Sokrates zwołał zupełnie dzielną odmianę rozmowy.

Sprzedawczyni oliwy na targu w Olimpii

ustanowiła pionierski uśmiech.

 

Ja posadziłem karłowate drzewo początku

pomiędzy sobą a słońcowłosą.

 

Litery stawialiśmy uważnie,

śniąc pierwsze wspólne zdanie,

zdanie rozkwitające.

 

Nie pamiętam, kiedy wzeszło pierwsze obce słowo.

Poczułem na języku pożar horyzontu.

Odkryliśmy,

że świat się kończy.

 

Na drogę wygnania otrzymałem

pamięć większą od siebie.

Jak każdy.

Jak pierwszy.

 

To pewne, powołałem do życia

nieznany gatunek cierpienia.

 

bwroclawska105
Bogumiła Wrocławska

Próba erotyku (II)

 

 

W moim mieście niszczeje dom.

 

Podaj rękę, zapadnę się w tobie.

Twój ganek: gniazdo pszczół.

 

Dogasa miodny wieczór.

Wysoko,

nisko

kłaniamy się ziemi.

 

Dach z moich ramion:

mech i pokrzywa.

 

Babie lato

w oknach twoich piersi.

 

W moim mieście niszczeje dom.

 

Dotknij, jak więdnie

zapach naszych palców.

 

______________

 

bwroclawska103
Bogumiła Wrocławska

Pin It