{jcomments off}

Wiersze tygodnia – Danuta Gałecka-Krajewska

 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 



 

 

Danuta Gałecka-Krajewska


 

 

 

 


 „Poeci podróżują, ale przygoda podróży nie wciąga ich bez reszty”.

 

Henri Michaux (tłum. Julian Rogoziński)

 

 

 

 

 



 


Powiedzmy nieznajomy

 

Gdyby ktoś pytał, gdzie jesteś, powiem prawdę

 

W zagęszczonym pejzażu miasta wśród dymu dogasających ognisk w domach pełnych pajęczyn i ludzi

 

na obrazach malarza znanego z rozwiązłej miłości do życia

 

na różnych szerokościach historycznych w przekrwionym oku cyklonu

i w jego związkach ze Światową Radą Pokoju w wierszach poety

 

który nieopatrznie przywołuje Charlesa Olsona oraz w toalecie miejskiej

 

podczas rewolucji kulturalnej w Chinach

 

Jesteś także w Muzeum Madame T. (wstydliwa wnęka na półpiętrze)

i w uśmiechu nieprzyjaciół, gdy proszą o ogień Może jesteś wszędzie

 

Ale tu nigdy cię nie było


 

 

 

 

 


Jerzemu Górzańskiemu

 

„In the mountains there you feel free...” T.S. Eliot

 

Wolny w górach

 

Na mapie znajomych gór

 

w odległym zakątku Eurokosmosu przeżuwając resztki szacunku do życia na chwilę przed nieuniknionym dniem szukam miejsca na camping wyobraźni

 

Wymagań nie mam

 

mogę gotować i prać wspomnienia bawić dzieci przyzwyczajeń wybaczać późne powroty pamięci czytać bajki z tysiąca i jednego lęku

 

zaczynać od nowa o świcie lub zmierzchu kończyć bez żalu we właściwym czasie

 

Jeśli to prawda, że nie ma miejsca dla poety to skąd ta ściana płaczu

 

i cień ostatniego turysty − jeszcze ciepły


 

 


Ślady

 

Powracający temat stary list

 

zakrzepły w pamięci

 

słowa znieczulone przemijaniem „szukam Cię wszędzie”

Odtąd szukanie staje się sposobem na samotność i przetrwanie własnego szaleństwa

w tym okruchu istnienia

 

gdzie społeczna kolejka do sklepu z trucizną tupie nogami z niecierpliwości

 

„i tylko ślady”

 

Nie – nie ślady

 

to przecież otwarte rany wspomnień

 

iloczyn niepewności i toksycznego dzieciństwa I gdy nad ranem w dogasający sen

ktoś wrzucił kartkę z pytaniem do Boga zrobiło się zimno i niepewnie

 

Kogo więc najbardziej boli skowyt tego psa?


 

 

 


 


J. Styczniowi

 

C. d.

 

Na wycieczce było ciekawie każdego ranka kolega S. pytał młodą poetkę

 

czy tajemne ceremonie ciągle trwają

Między burzą a dalszym ciągiem wyły stada demiurgów

 

***

 

Otóż tajemne ceremonie, poeto J. S. nie mogą trwać wiecznie

 

gdyż tempo rozpadu tej niepewnej materii

zakłóca każdą formę istnienia

 

Jest coś, o czym nie rozmawialiśmy zbyt długo, by zrozumieć

że nadzieja na milczenie owiec nigdy się nie skończy


 

 


 

AAAAA… Aktualnie

 

Poznam pana

 

o średniej rozpiętości metafory przy głębokim oddechu wiersza

z dużą determinacją i dobrą znajomością Pikniku pod Wiszącą Skałą

 

Codziennie między świtem a zamknięciem bramy Raju

czekam na niego, piłując paznokcie pewnego wysokiego skorpiona

W pełni lata księżyca

 

i dodatkowo

 

w kwiecie wieku


 

 

 


 

Więzi

 

Wczoraj znowu rozmawialiśmy o tym i owym

spokojnie aż do bólu rzeczowo

 

żeby nie powiedzieć – o pieniądzach wszystko skończone

 

zamknięte oczy, otwarte okna w razie gdyby

 

Mierzyliśmy dziecku cierpienie było w normie

 

Zrobiło się jakoś chłodno poszłam więc na spacer

gdy niezrozumienie sięgało zenitu

 

Dwoje ludzi płci dowolnej a tu uprzejme gesty bezbarwne spojrzenia skrywane słowa

 

Wracałam niemal sama

 

w drżących dłoniach trzymając swoje odrębne życie

Żeby nie było niedomówień pytam:

 

Co Jan Kowalski robi o 3 rano nad Zatoką Perską?


 

 


Imiesłowy pewnego życia

 

I pomyśleć, że zanim umrzesz czeka cię jeszcze śmierć

 

Jakby mało było tego czyhania za rogiem każdego oddechu agonii bezsennych nocy ran postrzałowych psychiki w wyniku których pacjent

 

umiera, rodząc się po raz pierwszy jedząc śpiąc

 

przeklinając jedzenie i spanie próbując zmieścić cały ból w jednym wierszu

 

do Boga śląc podania

 

by nagły koniec zdławił ten szyderczy śmiech gdy wstając z kolan, potyka się

 

o własną bezsilność

 

Więc pacjent ucieka ucieka wiele razy ucieka przez całe życie


 

 

 

 


 

Modlitwa

 

O groteskowy wyborze

 

między tym i tamtym światem o nędzna konieczności stania w kolejce po śmierć

Utopio pożegnalnych słów kołysząca uśpione zmysły

nad przepaścią uchylonej powieki

 

Chemio miłości do ludzi podszyta miłością do siebie


 

 

 


K. Ratoniowi

 

Zdjęcie

 

Umarł poeta

 

wszystko jest jak dawniej może tylko dzień jest dłuższy ale przyczyna może być inna

 

może gdzieś między żebrami bólu stanęła na chwilę winda wyboru

Zdjęcie poety patrzącego

 

na element przestrzeni za naszymi plecami konfiguracje nieśmiertelności

 

w dniu Święta Zmarłych

 

Wygląda tak, jakby wiedział że jest teraz ramą do obrazu

który powstaje z naszych wątpliwości czy poeta istniał naprawdę

Gdy obraz jest gotowy wiemy tylko

że poeta umiera nieustannie


 

 

 


 

 

***

 

Wydaje się, że wszyscy śpią

 

o niczym to jednak nie świadczy

 

wtedy wybuchają zwykle wojny światowe

 

Jednak jest wyjątkowo cicho jak na takie zagubione miasto


 

 

 

 

 


 

 


 

 

 

 


 


 

List do poety

 

Znajomy skowyt na peryferiach lęku co cię powstrzymało tak długo

Musiałeś wiedzieć

 

że nie ma miejsca dla pijanego poety gdy staje się lingwistycznie dojmujący że nasi ojcowie

 

grabarze cudzych snów

 

mają własne problemy z zasypianiem

 

Gdy podróż dobiła do brzegu jawy na twoich dłoniach

 

pozostały ślady oporu

 

Tak zwany ból istnienia okazał się migreną

Czasem trzeba na to czekać do następnego świtu

i nie wiadomo, kto przetrwa wypełzanie z własnego dzieciństwa − drogi Bruno


 

 


 

 


 

 

 


 

Bez pytań

 

Zabrać głos

 

w przegranej sprawie przeznaczenia lub odejść od tematu życia

nie przerywając snu

 

Oto dylemat bycia tu ale nie teraz

 

bo póki co nie ma odpowiedzi na pytanie o sens tego koszmaru

Znajomy krzyk

 

budzi mnie na środku ulicy wokoło ślady pośpiechu

i nieuchronny zamęt mebli Można się było tego spodziewać

 

Każdy wie, że nie ma przebaczenia dla bezdomnych ptaków

 

W ich gniazdach drzemie bowiem następna pora roku


 

 

 

 

 


 


 

Wybór

 

Nie szukam przyjaciół ani wrogów są tylko zagubione istoty niepokój i drżenie

 

w oceanach supermarketów niedocenione serca psów czekające na koniec seansu

Wzburzona magma wiary w bezlitosnego Boga

ciągle przegrywa z własną pokorą

 

A tu trzeba zrobić porządek w szufladach przyzwyczajeń i wyspowiadać Anioła Stróża

Niech powie, czyja to wina

 

czyj obowiązek zatarcia pamięci

 

kto ma prawo tu zostać, pilnując ogrodów aby kolejny przybysz

 

mógł spokojnie odebrać życie własnej wolności


 

 

 

 

 


 

Droga

 

 


 


Christopherowi

 

Różnice kulturowe

 

Lęk dobrze znany z dzieciństwa pasmo skupienia

przerwane głosem matki słowa uciekające w panice

gniew ciskany w ścianę troskliwości

 

Po latach rozumiem tylko że liczba ludzi na świecie

rośnie proporcjonalnie do długości jej oddechu Cóż z tego? – spyta rodowity Anglik

 

Encyklopedia Cricketa milczy o tym Strange

 

Aby go jeszcze bardziej zadziwić, dodam:

 

W moim dalekim kraju encyklopedia jest w każdym domu zagląda się do niej

 

przed i po jedzeniu

 

na okoliczność rozwodu i winobrania w pojedynkę, zbiorowo

 

na imprezie i w pociągu

 

a także wkłada się ją do trumny


 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

Unifikacja myśli, sir

 

Zachodnia rozwiązłość tematyczna prowadzi do totalnego rozkojarzenia

Zaczęliśmy o matce i na tym skończymy nie ma chwili wytchnienia

w jej encyklopedycznie rozwartych oczach odnośniki męczą ją coraz bardziej

omija kolokwializmy, gdy idąc skrótami potyka się o zagięte rogi stronic

 

Proszę mi nie przerywać

 

Chcę po prostu wiedzieć jaki wpływ będzie miało

następne wydanie Encyklopedii Cricketa na oddech mojej matki


 

 

 

 

 

 


Jeszcze o niej

 

Mówią, że jest ptakiem

 

gdy się budzi – budzą się drapieżne bestie gdy śpiewa – biel kwiatów napływa krwią

W odległym kraju, skąd przybywa więzienia są pełne tych, którzy chcieli ją schwytać

 

Nie jest na pokaz nie jest na sprzedaż

(mówiąc oględnie, zostawcie ją w spokoju)

 

Jest ptakiem, lecz gdy zechce, przestanie nim być wystarczy ją zapomnieć

 

lub zabić w wyimaginowanej zbrodni ze strachu

 

miłości

 

nienawiści a nawet bólu

jest ptakiem – a gdy nim nie jest żal mi was, przypadkowi Orfeusze


 

 


 

Bezsenność

 

O 4 rano umysł mam analityczny sen żegnam ozięble

robię wymówki minionym dniom sprawdzam, czy zgadza się

liczba zmarłych pokus

 

i znowu wchłaniam kolory lata

 

W uprzejmym tyglu pamięci zastawiam sidła

 

na zapamiętane miejsca spotkań i czekam

 

robiąc na drutach czapkę niewidkę


 

 


 

Cel

 

Zacząć od nowa

 

znaczy umrzeć i zmartwychwstać zacząć od nowa

znaczy sięgnąć po pierwszego z brzegu człowieka

 

by nasycić się jego wiarą umrzeć znaczy zacząć od nowa na chwilę

 

jak zwykle równą wieczności


 

 

 


 


 

Przystań

 

Nierówny oddech dziecka mlaskanie psa

 

skrzypienie podłóg i pękanie stropu

 

Rok temu i wcześniej

 

te same wyziewy codzienności i brak winnego

 

czy wieczność to widzi i jak się ostatnio czuje czy bóle głowy ustały

 

po ostatniej wojnie bakterii

 

W tym kosmosie mam jeden pokój

 

rosnę w nim i maleję proporcjonalnie do strachu oddycham w nim i milknę po każdym spotkaniu z oknem

 

Dobrze mi tu i cicho

 

jak w dniu niepodległości lata

 

ten dom jest dobry na każdą okazję

 

tyle w nim miejsca po ostatnim lokatorze tyle przeszłości i przyszłości

 

gry w klasy i w zapomnienie Można by tu zostać na chwilę

tylko nad ranem niepokoi pulsowanie ściany


 

 

 

 


Co dalej

 

Krajobraz powoli się wypełnia gonitwą snu i jawy

zderzeniami zapomnianych słów nagłymi powrotami pamięci które przywracają życie dalszym krewnym

 

modlitwom i tożsamości


 

 


       =========

 

Pin It