BOHDAN  URBANKOWSKI - WIERSZE

 

wyboru dokonał – Andrzej Walter

 

 

 

kobzdej-c59
Aleksander Kobzdej



WRÓŻBY      

                                        Żonie

 

 

Wróżka

                patrząc na Twoją dłoń

jednym spojrzeniem rozplącze

zasupłane linie życia i bólu

odczyta przyszłość

 

Lecz ja nie jestem wróżką

nie mam konszachtów z gwiazdami

no, może za wyjątkiem spadających

 

Biorę twą małą dłoń w swoje ręce

wpatruję się w zmarszczki, pęknięcia

i tylko

coś ściska mnie za gardło

 

Linii, które pogłębiały się z dnia na dzień

nie dostrzegałem

 

Linii, które bolały coraz bardziej

przecież nie czułem

 

Wyżłobione przez codzienne prace

wypalone przez leki wyciekające z opatrunków

wyszarpane przez domowe sprzęty

 

Ileż szram, ranek i blizn

na Twojej linii życia

 z mojej winy

 

Ściskam Twą drobną doń

nie, nie czytam przyszłości

ze ściśniętym gardłem

czytam przeszłość

 

 

 

 

                                                                   5 / 6 VII 2011

 


 

/ ILLUMINATIO /

 

Nie widziałem tego człowieka -

Nie wychodził z sali, nie wstawał

przywiązany do łóżka pasmami cierpliwego bólu.

 

Tej nocy jednak

coś mu się nagle objawiło, jakaś prawda - -

 

Nie, nie we śnie

dopiero

gdy przestały działać lekarstwa

przesłaniające ból

sennymi bandażami wspomnień,

 

gdy przestały działać wspomnienia - -

 

- Jego krzyk biegł korytarzami

rękami czepiał się bezbarwnych ścian

mażąc na nich to jedno

przerażające

i znów niezrozumiałe słowo:

 

Boże!

 

 

                                                                     12 VII


 

CÓŻ WY MOŻECIE STRACIĆ, GOŁODUPCY

 

Złoty łańcuch na szyi

sam łańcuch - znak nowej wiary

Kilka domów

- do mieszkania i na wynajem

Samochody zmieniał często jak kochanki!

 

A jeszcze ta działka nad morzem

- więc jakby zagranicą -

już w większej połowie spłacona!

 

Lecz co komu zapisać?

Właściwie nie ma nikogo.

 

Kilka razy

przymierzał się do testamentu -

- nie zdążył.

 

Za trumną pójdzie tylko

urzędnik banku w czarnym garniturze

i Anioł Stróż – bo muszą.

 

Zdejmą łańcuch ze złota

włożą buty z papieru.

 

Po każdym zostaje to

co zdąży rozdać

 

- powie anioł

zamiast

Do widzenia...

 

 

                                                             30 VII 2011


 

DIALOGI FILOZOFICZNE POD KROPLÓWKĄ

 

Jeśli nie miał pan, jak widzę, szczęścia

zginąć w walce młodo i tak barwnie

jak na obrazach starych batalistów

jeśli nie miał pan szczęścia  -

 

- zawsze jeszcze

można sobie wypalić w łeb.

Nie to samo, ale jednak trochę

przypomina śmierć na polu bitwy -

tłumaczy ten chudy spod okna.

 

Przed szpitalem tyrał w magazynie

ale siostry prosiły

żeby chociaż przez tych parę dni mówić mu

Panie Rotmistrzu...

 

- Osobiście wolę katastrofy

przerywa mu młody dziennikarz

poprawiając dyskretnie pieluchę.

Najpiękniejsze są te lotnicze:

z widokami na ziemię i niebo.

 

 - Albo jak ten filozof do wulkanu!

wtrąca nauczyciel spod kroplówki

Ale tu trudno o wulkan...

a z balkonu - (dodaje z rezygnacją) - 

jeśli kto ma pecha to przeżyje,

w najlepszym razie się połamie.

 

Ja radzę bardziej elegancko:

delikatne w kolorze proszki,

lampka złotego szampana

bo nie wiedzieć czy w zaświatach mają

- dorzuca szeptem były śpiewak

stary bywalec szpitali.

 

Tylko wyczuć najlepszy moment:

pierwszy ból ostatniej fazy raka

smuga krwi, gdy wstajesz z sedesu...

 

Byle nie w szpitalu, pod kroplówką

co do tego zgadzamy się wszyscy

nie w błocie, które cieknie nam z dziecinnych pieluch

nie w szarpaninie między bólem

a snami o bólu - - -

Wtedy już za późno na śmierć

 

                                                                      31.VII

ŻYCZENIA

 

Niektóre życzenia się spełniają –

gdy akurat przez salę szpitalną

przefruwa anioł

wysłannik Boga i śmierci

 

lub w dalekim kościele, na wzgórzu

akurat zakrzyknie dzwon.

 

Ale nie życz mi wyjścia ze szpitala -

wyjdę wcześniej czy później

bez pomocy aniołów

opierając się o Twoje ramię.

 

Nie życz mi wygranej na loterii

wygrałem życie i jeszcze kilka pięknych miłości

widziałem najwyższe góry – nawet z lotu ptaka

i miasta na wzór których aniołowie

wznoszą niebieską Jeruzalem

a poeci układają wiersze.

 

Nie życz mi żadnej z tych rzeczy

co mijają prędzej niż życie.

 

Jeśli naprawdę mnie kochasz

życz mi

podaj mi rękę

życz mi

dobrej śmierci

 

                                                  maj 2011


 

ZAŚWIATY NA ODDZIALE KARDIOCHIRURGII

 

Zrozumieć, że za oknem to też tylko świat:

starzeje się jak ty

dzień po dniu, wapnieją żyły, umiera  liść po liściu.

 

A jednak

w labiryncie korytarzy a nawet w ścianach kilku sal

(z wyjątkiem operacyjnej)

można znaleźć zamaskowane

okna, albo chociaż pęknięcia

przez które prześwitują zaświaty

 

Na przeciwległej ścianie jak w lustrze

nie wiadomo skąd się odbija

śnieżna fala i daleka góra

i ludzie już tyle stuleci płynący łódką do brzegu.

 

W głębi drugiej, tej od łazienki

niczym  przez kwadratowy peryskop

widzisz  ścieżki wydeptane wśród chmur

bursztynowe uliczki miasta

wiesz nawet, którą dojść do rynku

do wrót katedry otwartych tysiące lat

jakby tylko dla ciebie

 

Nad drzwiami krzyż

Niebo i piekło też są tylko tu

za delikatną przesłoną

wierszy rzeźbionych w wieczności

Poznajesz kolejne kręgi, rzeki ognia  i krwi

lecz także miasto ukryte po drugiej stronie Jeruzalem

którego nazwa nadzieja

 

Pospiesznie uczymy się nazw

tajemniczych jakby z wierszy Leśmiana

czasem dziwnych jak ogrody Szekspira

jednocześnie w Grecji i Anglii

i pełne snów letnich nocy

 

Tak: mamy szczęście

zdążyliśmy poznać zaświaty


 

PAJĘCZYNY BOGA

 

Może w gwiazdach mi przepisano

dokładnie jak lekarstwo

ilość dni i zachłannych

oddechów serca

i może Bóg

księgowy Starego Testamentu

pilnuje żeby się zgadzało - -

 

Chodzi za mną krok w krok

udając, że nie istnieje

aż nagle w środku dnia, na słonecznej ulicy

wyciąga rękę

i próbuje zatrzymać serce...

 

Drugi raz pojawił się w szpitalu

gdy po udanej operacji,

ocierając pot

wyszedł z sali ostatni z chirurgów.

Niewidzialna dłoń odłączyła

moją duszę od maszyn

ratujących

jej śmiertelność czy może nieśmiertelność…

 

Uratował mnie pijany lekarz:

alkohol i lata praktyki

wyczuliły go na zimną woń zaświatów.

 

Potem wszystko zaczęło się plątać

dni, godziny, sekundy

zmieniały się w białą pajęczynę.

Jedna siostra myliła leki

druga ratowała mnie zastrzykiem

ktoś zacisnął gardziołko kroplówki i zniknął

ktoś znów ją włączył w mój krwioobieg.

 

Raz ostatni widziałem Boga

jadąc na opatrunek do szpitala

stał na szosie, przy rozbitej taksówce

z niedowierzaniem zaglądał przez stłuczoną szybę

 

- Grasz coraz mniej uczciwie

zarzuciłem Mu, kiedy nocą

zjawił się gniewny w moim śnie.

- Nie, to ty i lekarze

chociaż  wiecie, co zapisane w gwiazdach

chociaż wiecie, ze czas nadszedł i minął

codziennie próbujecie mnie oszukać

mnie tumanić waszymi pastylkami

mnie dawać leki na sen!

 

Jesteście niebezpieczni

z każdym dniem coraz bardziej

dla siebie i świata

jak pociąg, którego nie było już w rozkładzie

jak samolot, który powinien już spaść

a nie krążyć i krążyć

 

 

                                                                       listopad  2011


 

PAMIĘCI JANA PAWŁA II

 

 

 

 

Wstęp

 

Bohaterstwo na polu bitwy to czasem kilka oślepiających sekund: zdyszany bieg, pchnięcie bagnetem w brzuch. Mocniej i – dla pewności -  przekręcić!

A czasem są to godziny – kiedy niebiosa eksplodują i jeszcze rażą odłamkami. Przerażony chciałbyś wryć się w ziemię, lecz wstajesz i podbiegasz

by wywlekać spod gruzów tych, po których sięga

strumień ognistej lawy i dłoń Boga.

 

Bohaterstwo tego księdza z Wadowic trwało wiele lat, tysiące dni.

Ból – zastrzyki – kroplówka – znów ból. Cierpienie pełne milczenia o cierpieniu.

 

 

 

 

1. Polska

 

Nie krył się w cichych katakumbach modlitw

lecz wyrywał najeźdźcom kraj

skibę po skibie, człowieka po człowieku.

 

I na pewno uczynił jeden co najmniej cud:

widziałem:

ludzie którzy klęczeli wzdłuż trasy jego przejazdu

podnosili się z kolan!

 

 

 

 

2. Europa, młodość

 

Ból – zastrzyki – kroplówka – znów ból .

Lecz dla młodych miał zawsze twarz ojca.

 

Był dla nich przewodnikiem

po rzekach, górskich szlakach

i po krętych ścieżkach w głąb dusz -

Tylko na którejś z tych dróg

można jeszcze napotkać Boga.

 

Przekonywał ich do własnej młodości

 

- bo kto przemieni świat – jeśli nie wy?

bo kiedy - jeżeli nie natychmiast?

 

 

 

3. Świat

 

Ból – zastrzyki – kroplówka – znów ból –

wpółżywy z utrudzenia

wędrował od człowieka do człowieka

i z kontynentu na kontynent

by ostatnim wysiłkiem

łączyć rozsuwające się jak kry

pełne przerażonych rozbitków

kawały Ziemi, które kiedyś stanowiły jedno.

 

Ból – zastrzyki – kroplówka – i znów ból –

i praca, podczas której

Każde słowo boli

Każde spojrzenie boli

 

Nie mówił nawet: odwróć ten kielich goryczy

znał odpowiedź –

 

milczenie Boga

 

 

 

 

4. Kuszenie

 

Kusili go: odpocznij po tak długim biegu

zrzeknij się nazbyt ciężkiej potrójnej korony

porzuć te obce mury

choć na parę ostatnich dni

wróć do tych, co cię kochają

do ludzi, do wzgórz i strumieni

mówiących tym samym językiem.

 

Następca Chrystusa

który przejął jego prace i cierpienie

namiestnik w czynieniu dobra

namiestnik w nauczaniu miłości nadziei - 

 

- jakże powiedzieć:

od dziś

nie będę pracował dla was

 

od dziś

wasza wiara, wasza miłość i rozpacz

to już nie moje sprawy

 

 

 

 

5. Dowód nie znany Tomaszowi

 

Dotyka ręki pielgrzyma

dotyka główki dziecka

wywołując uśmiech na ich twarzach

na swojej

– błyskawicznie skryty -

grymas bólu.

 

W tym błysku

widać różnicę między ciałem a duszą

 

Widać istnienie duszy.

 

 

 

 

6. Testament

 

Ból – zastrzyki – kroplówka – znów ból –

„jeśli bogiem jesteś – zstąp z krzyża”.

Gdy nie mógł mówić – pióro

przyklejał plastrem do ręki

tak czynili starzy poeci.

 

Lecz o czymkolwiek pisał

wiersz, encyklikę czy list

pisał o miłości

rozważał każde słowo

jak waży się słowa testamentu

 

A gdy już nie mógł mówić, ani pisać

stawał w oknie oparty o parapet.

 

Przesyłał – każdemu z nas

z serca do serca           

uśmiech

i znak krzyża

 

Cóż można więcej?

 


 

OBUDZENI Z WIECZNOŚCI

 

Podobno wstałem

obudzony z wieczności -

jak z bolesnego snu

w którym nic prócz wspomnień.

 

Podobno wpatrywałem się w kubek -

- w wodzie zabłąkany skądś promień słońca…

Nie, nie piłem

podobno się uśmiechałem.

 

Podobno stałem długo nad łóżkiem sąsiada

potem zdziwiony dotykałem własnej twarzy,

podszedłem powoli do okna -

nie wiem, skąd wiedziałem, że to świerki,

że jest ich sześć i są srebrne.

 

Wolno ruszyłem szpitalnym korytarzem

Drzwi otwarte na wiatr, ludzkie głosy…

 

Podobno prowadził mnie za rękę anioł śmierci -

Ja jeden go nie widziałem.

 

 

                      2011 – 2012  Anin

 

Pin It