Judyta Ciszewska - Wiersze


Ryszard Tomczyk
Ryszard Tomczyk




1.

 

 

            w szponach Greya

 

depresja trwa już cztery miesiące. nie wychodzę nigdzie,

więc to psycholog przychodzi do mnie

z paczką papierosów. rozmawiamy o moim długu wobec świata

i mężu. zanim dowiedział się, jak mam na imię,

chciał już mnie posiąść w swojej sypialni. często byłam tam sama

i zastanawiałam się, czy dzień wcześniej

gościł inną kobietę. Odczuwałam wtedy samotność,

nawet gdy wracał z kajdankami albo przynosił śniadanie.

 

potem jego jeden dotyk sprawiał, że od razu miałam więcej

orgazmów, a to znaczy: natchnienie.

jest dla mnie ważne, choć przez nie przypalam ziemniaki,

zapominam, gdzie zostawiłam telefon. prędzej

znajdzie go mąż niż ja. kiedy skończę czytać wiersze,

pokaże mi bałagan w sypialni. poczekam,

aż zamilknie, przytuli z czułością. wtedy

powiem: najpierw zadaj mi ból, potem rozkosz.

 

 

 

2.

 

        za dwa dni

 

 

chcę opuścić własne mieszkanie na dwa dni,

a może na tydzień. w nim nie mogę ostatnio być spokojna.

chodzę z pokoju do pokoju, myśląc - ile jeszcze

cv muszę wydrukować i o jakim niedoborze witamin     

mówił lekarz. z nosa leci mi krew, więc chcę zgasić światło, 

by w ciemności mówić kotu, że nawet przy jego obecności

odczuwam samotność. jednak uspakajam się,

kiedy przypominam sobie mosty,   

 

przez które przeszłam sama. pamiętam -

potem, Joanno, pozwoliłaś mi pójść nad jezioro

znane tylko nam. w nim wciąż kołysze się przeszłość

naszej matki. niekiedy tam bywam, bez żadnych

psychologów, bez mężczyzny, który wczoraj odszedł,

nim świt miał go poprosić o więcej czułości dla mnie.

czasem za mną zatęskni, ale przestanie,

kładąc się do cudzego łóżka. świat wciąż zgadza się

na więcej  niż ja. w nim kiedyś przewrócę się

i nie wstanę, na oczach, które dopiero zaczną błyszczeć.

 

 

 

 

3.

 

TEŻ WIDZĘ UMARŁYCH, JOANNO.

 

(Zakalec - Joanna Fligiel)

 

Musiałam pojechać

do Buska Zdroju, by zgubić się w liściach. Zanim znalazł mnie

mój przyjaciel, wypełnił puste miejsca blaskiem. Cisza

 

stała się potrzebna. Często odwiedzał sklepy i barowe ćmy.

Rozdrapywał miłość, którą ktoś wyrzucił. Nikt na to

nie zwrócił uwagi, nawet coraz głębsze niebo.

 

Robił się blady na widok czyjejś tęsknoty za sierpniem.

Kiedyś ktoś zamienił ten miesiąc w cierpienie. Czekał na noc,

w niej mógł się przejrzeć, zobaczyć, co w nim wciąż rośnie

 

oprócz słów ciężkich jak ołów. Mówił o mnie napotkanym ludziom.

Pękały blizny tego miasta, sny, chcące pozostać w nich na zawsze.

Zmarli byli zdziwieni. Coś coraz bardziej zapadało się pod ziemią,

 

na której leżałam.

 

 

 

4.

 

awersja

 

zdążyłam tylko wypić kawę

i już dławi mnie dzień. tam gdzie planowałam dziś

przypomnieć o sobie, burza rozburzyła wszystko. ludzie przez chwilę

życzą sobie jak najlepiej. staram się słuchać,

 

nie odbieram telefonów.

odkładam na później sprawy, w które wplątał mnie wiatr. na ból głowy,

nie pomagają tabletki, wspomnienia.

 

nadal sięgam po papierosy jak po poezję. uwierz - nie drżę,

 

tylko dlatego, że czas obraca mnie przez palce. zmarszczki przybywają,

blizny w niektórych miejscach bledną. przez pięć minut,

chcę przespać wszystko. jednak znów,

mrugam do świata za oknem. chociaż wiem czemu,

dobrzy ludzie też kłamią.

 

 

 

5.

 

nie czytaj tego wiersza dzieciom

 

wyprowadziłeś się do świata bajek.

myślałeś, że tam coś nabierze barw i nikt nie wie

co to znaczy kłamać. wierzyłeś,

że miłość odwiedza każde miejsca

po wojnie, po kłótni.

teraz wiesz, że wróżki nie znają wszystkich zaklęć,

by odgonić złe myśli, cofnąć czas.

za siedmioma górami, niekoniecznie musi być

więcej szczęścia. wiesz,

śpiące królewne ze snu może wybudzić dziewica,

 

a nie tylko rycerz, rozplątujący warkocze

pod koniec dnia.

spadające korony z głów jednak ktoś kradnie

i nie zawsze zostają znalezione,

tak jak pantofelek kopciuszka. nie każdy Pan Piotruś

dotrzymuje słowa

i zabierze do domu dziewczynkę

z zapałkami. jeśli chcesz, to zamieszkaj tam

z kimkolwiek.

wiem, że wrócisz, bo zrozumiesz,

że nigdzie nie ma wiecznego spokoju

i czasem wszyscy, nawet jeszcze przed wschodem słońca

umierają kilka razy.

 

 

 

 

 

6.

 

chwalona

 

nie pytaj czemu zostałam Judytą. hebrajczycy

to moi bracia

z mięsa i kości. w żyłach płyną mi rzeki Judei,

czystsze od kropli deszczu. mówiłam o świecie Holofernesowi

i uwierzył we wszystko. zobaczył we mnie wiersze,

których nie chciałam każdemu podarować. chcesz ?

szukaj człowieka, który widział

jak ucięłam mu głowę. nigdy tego czynu nie żałowałam.

zapragnęłam uchronić Betulli,

przed nieszczęściem. budowałam mury i za to

byłam chwalona.

 

wiatr nie zabrał stąd złych wspomnień. jednak

w każdym kącie tego miejsca

nastał spokój, niczym po burzy. nikt niczego nie burzył,

wszystko miało właściwą nazwę. każdy zasłużył na to

co zaczynało kwitnąć,

owijać się wokół stóp. nocą gwiazdy przybliżały się do okien,

a to ponoć coś znaczy.

zaufałam im, jednak ktoś miał z tym problem,

więc odszedł. pogodziłam się,

że deszcz zmył z niego

moje ślady. odtąd osobno będziemy żyć,

osobno umierać.

 

 

 

7.

 

 

przetrwać i zrozumieć

 

 

okłamałeś moje Betulli,

że po spowiedzi uciekłam od Dawida.

 

przecież rozsypałam mu poświęconą sól pod stopy

i czułam jak zadrżała ziemia. niektórymi momentami

słabłam. przyglądał się mnie uważnie,

prosząc kogoś o jeszcze więcej światła.

kiedy dowiedział się,

że Judyta oznaczan chwalona

powiedział, kto zostanie patronem hebrajczyków. wierzyłam,

że mówi prawdę. dlatego postanowiłam

pokazać mu miejsce

w którym na początku nie miałam nic, prócz snów.

 

potem powstała ściana płaczu,

bo samotność nierozumiała, że chcę oddychać innym

powietrzem.

odcinałam gałęzie niewinnym drzewom.

wtedy zrozumiałam,

że jednak można od czegoś zostać oddzielonym na zawsze.

posłuchałam własnych kroków,

nie patrząc w tył czy coś blednie, rozpada się

na kawałki. poczułam,

że gdzieś komuś jestem potrzebna, by przetrwać dzień

i zrozumieć noc.

 

 

 

 

8.

 

Mam dziewiętnaście lat

 

Mam dziewiętnaście lat

Jest ósma

Wstaję, by znów poznawać świat

 

Patrzę na telefon nieodebrane połączenie – mama

I myślę wtedy – wołała mnie

 

Wołania przez krzyk nie słyszę

Schodzę na dół, by zaparzyć kawę

I spytać czego chciała

 

Mówi – już nie ważne, to wtedy

Opowiadam sen niewyraźnie sepleniąc

 

(Matka jest początkiem wszystkiego

Ja w swojej

mieszkałam siedem miesięcy

Słyszałam ją – bo czułam, jak przełyka ślinę)

 

Wychodzi do sąsiadki

A ja oglądam telewizor

Gesty aktorów, są dla mnie słowami, których niedosłyszę

 

Wyłączam

Przychodzi natchnienie

 

Mam dziewiętnaście lat

Wadę słuchu

Ale czuję, więc piszę

 

 

 

 

 

9.

 

 

Jerzy mówił***

 

Jerzy mówił co zrobią ze mną wiersze.

Nie potrafiłam uwierzyć, chociaż często mi to powtarzał.

Dziś, chciałabym być sama

gdzieś daleko,

ale one wszędzie mnie dogonią. Przepłyną

na drugą stronę rzeki,

aby zaplątać się we włosach, zmienić zapach

mojego ciała.

Przez nie muszę patrzeć tam,

gdzie tych dwoje zakochanych kłoci się

o wszystko.

Muszę słuchać szumu fal, zalewających czasami

to co miało być moje.

 

 

Co miesiąc kocham innego mężczyznę

w różnych barach. One o tym wiedzą

i chcą,

abym pozostawiła w nich coś po sobie, po nich.

Przez nie czasami jestem zmęczona

i nie wiem,

czym naćpana. Wszystko mi si myli. Pytałam kiedyś Sylvii Plath,

czy też przy nich przeklinała i myślała o śmierci.

Wiem, że jutro zaczną poprawiać się,

na wiosnę,

która nie wiadomi czy nadejdzie. Teraz mówię sobie -

nie będę miała do nich żalu,

że przez nie mam więcej ciężkich grzechów.

Nikt mi ich, nie odpuści.

 

 

 

 

 

10.

 

 

sen wszystko przypomni

 

muszę wydobyć na światło dzienne

różne historie. tworzył je deszcze,

pocałunki zakochanych, twój uśmiech.

 

ciebie nie ma w pobliżu. na pewno

jesteś tam, gdzie nadszedł czas siania

i zbierania tajemnic. potem kruki

 

wydziobują resztki, a śmierć przestaje

błyszczeć w ich oczach. gdzieś w domu

z piasku i mgły cisza rośnie wszędzie.

 

zapomina się; niektóre nazwy chorób,

ból popychający w ciemność. wiem,

jak będzie potem, Magdaleno - sen

 

dużo przypomni, aby wcześniej się z niego

wybudzić i stanąć gdzieś z boku świata.

tak jak inni wrócisz, gdy zatęsknisz za tym,

 

co zdąży zamienić się w wodę,

żłobiącą bruzdy w skale.

 

 

 

 

 

11.

 

 

tej jesieni

 

jesień zna wszystkie wiersze Wojaczka

i dlatego chcę jej słuchać.

mówiłam ci Magdaleno, że po samotności, wśród jej liści, nie mam gorączki,

choć czasem zbiera mnie na wymioty. jej zimne poranki,

pozwalają mi obracać się wokół własnej osi. potem poprawiam makijaż.

wychodzę,

aby przekraczać granice, których nie wolno.

ktoś powiedział, że o tej porze roku trzeba wymyślić sobie jakąś chorobę,

mieszać ze sobą różne tabletki.

 

kiedyś tak robiłam. często milczałam przy tym co ty

nazywałaś blaskiem, ciepłem. wtedy,

twój płacz sprawił, że jesień zdradziła ile przed nami stacji.

pierwsza pobiegłam tam gdzie świat ma swój początek. zgniło mi parę blizn,

ale miałam więcej powietrza.

nie słyszałam jak walą się domy bez okien, jak głośno zegar tykał,

bo ponoć nadszedł czas na tworzenie nowych historii. wiem - beze mnie w różnych miejscach

wyjdą pędy, ktoś zakopie dół pełen kości, nieważnych już symboli.

ty po tym wciąż będziesz sobą,

nawet gdy niektórzy staną się płótnem; czystym albo podartym.

 

 

 

 

 

 

12.

 

 

Nocą, telefon nie zadzwoni

 

 

Ciemność nie ma rąk, które wyprostowałyby mi kości,

a księżyc nie rozkruszy nowego dnia,

łzami.

 

Życie, jest osobnym pokojem na ziemi.

Nie wiem jak jest w twoim.

 

W moim nie pali się, ani jedna zapałka, bo kolekcje

wypalonych papierosów, tworzą otoczkę bliskiej śmierci.

 

 

 

 

13.

 

 

wybacz

 

wybacz, żadna ze mnie matka

polka. nie rób sobie nadziei, że wykarmiłabym

piersią nasze dzieci. wiem,

chciałbyś spędzić ze mną jedno życie,

żeby nie być samotnym

jak w poprzednich wcieleniach. czekasz,

aż zmienię zdanie. w tym czasie

sprawdzam ilu mężczyzn

dociera do punktu g. odnajduję adresy

starych przyjaciół. odwiedzam ich bez zapowiedzi,

bez niespokojnych myśli.

możliwe, że zmienię wiarę

bo bóg stracił do mnie wszelką cierpliwość.

 

próbuję zostać malarką,

aktorka ze mnie kiepska. nie potrafię

kłamać przed kamerą.

wyruszę w podróż do Itaki, pożądam przygód

i spotkania z Posejdonem. jednak,

zanim rozpozna we mnie kobietę

na jeden listopad,

ktoś zdąży go ukarać za niespełnione obietnice. uwierzysz?

będąc w Genewie, każę płacić

za każdy dotyk i uśmiech.

nie myśl, że opowiadam jak naprawiałeś

wszystko, co psułam. jeśli ktoś o mnie zapyta, powiedz,

że uczę się kochać

to, co nie jest do ciebie podobne.

 

 

 

 

 

 

 

 

14.

 

 

ten wiersz made in england***

 

ten wiersz made in england,

wcale nie pozostanie na długo w twojej

pamięci. chociaż czytałeś go więcej niż siedem

razy. raz cicho,

a potem coraz głośniej. za każdym razem

inaczej go rozumiałeś.

próbowałeś go przetłumaczyć na inne języki.

szukałeś jego autora i go znalazłeś

bez pomocy jasnowidzów.

dowiedziałeś się, że przeżył katastrofę

titanica,

dlatego zaczął pisać. pióro w ręce,

trzymał mocniej, niż dłoń przyjaciela.

w samotności chodził do miejsca w którym kiedyś,

postawił studnię bez dna. nie było dnia,

 

by tam nie napełniał butelek atramentem

albo winem. potem

wymyślał sobie problemy i płakał.

rozdrapywał stare rany. pluł na niedojrzałe owoce

i przeklinał nocne ptaki,

siedzące na kruchych gałęziach. ale one

nad świtem odlatywały i śpiewały o szaleństwie

jego oczu. potem już nie wracały,

bo wiatr połamał im skrzydła. nie dało się ich

posklejać żywicą ani błotem. a on

leżąc nieruchomo, nie zastanawiał się,

co się wydarzy, gdy go odnajdą ci, którzy mówią,

że został ulepiony ze złej gliny. przez długie

godziny, których nie liczył, miał

zamknięte powieki. jednak pod nimi widział cuda,

wymyślone przez kogoś innego. powoli

tracił słuch. a zapach wszystkiego co gdzieś się gotowało

i tego co kwitło, zanikał,

jakby stało się to na czyjeś życzenie. przed końcem

świata, przypomni sobie.

 

 

 

 

 

15.  ***

 

 

w autobusie obcy człowiek, zasypia na moim ramieniu.

ja mimo zmęczenia naszą kłótnią,

podsłuchuję rozmowę dwóch kobiet. jedna nie wierzy drugiej,

że wszystko co było,

też wciąż może być ważne. nawet pierwsze zauroczenie,

czy krzyk tego człowieka, który chciał dać nam do zrozumienia,

że przed nami więcej zmian, spraw.

 

czasem, aby je rozwiązać, będzie potrzebne czyjeś spojrzenie,

czyjś znaleziony pamiętnik. niewielu bogów wie,

że twój znalazłam,

ale nie przeczytałam w nim nic.  dziś chciałabym wiedzieć,

czy jesień tak jak mi,

nie pozwala ci ostatnio robić, planu dnia na jutro. ono zawsze nadchodzi,

wiedzą o tym dobrze zakochani. życzysz im jak najlepiej,

 

kiedy nikt tego nie może usłyszeć. gdy gasną światła,

mówisz – nadszedł czas, aby po prostu zasnąć,

stać się we śnie, kimś innym. ja mówię, że nie. Joanno zrozum – trzeba pomyśleć

czy jest coś, czego nie wolno odłożyć

na później,

coś co potrzebuje nas pod zachmurzonym niebem. gdzieś ktoś uważa,że ono zna więcej ballad o odchodzeniu, niż ziemia.

 

 

 

 

 

16.

 

                kochankowie z ulicy Grodzkiej

 

   dopóki jesteś w sypialni, jest ciepło. nie rozmawiamy

   o planach na jutrzejszy dzień,

   a obiecywać sobie wieczną czułość, przestaliśmy dawno.

   kiedy przytulam się do ciebie mocniej,

   ty mówisz, że dzwoni mój telefon.

 

   jednak nie odchodzę nigdzie, bo o ten blask, który jest teraz z nami

   trzeba dbać. nasze spocone ciała, mają taki sam zapach,

   dlatego, że chcieliśmy siebie wzajemnie i wykrzyczeliśmy sobie balladę

   o kochaniu. trzeba mieć szczęście,

 

 

   by potem jeszcze ją powtórzyć głośniej, złapać oddech

   i umieć przy sobie też milczeć. ty pewnie teraz o niczym nie myślisz,

   a ja deszczem mówię do świata za oknem;

   do niego przyszłam się kochać, a gdzie indziej pójdę umrzeć.


Pin It