Kazimierz Sopuch - wiersze



Filip Wrocławski
Filip Wrocławski



Zamknięci w obłoku

 

x    x    x

 

Jesteśmy zamknięci

w obłoku

Patrzący

widzą czarną chmurę

rozrywaną błyskiem

To twój śmiech

który się przedarł

na powierzchnię

 

Tak trwaj na zewnątrz

W chmurze

całuj moje oczy

zanim nie popłynę

deszczem

 

A gdy już spadnę

                            zbierz krople do urny

i ukryj

pod czarnym krzyżem

 

Wtedy

uwolnię cię z obłoku                

 


       x    x    x

                                   

Zapadasz się do środka

jak gwiazda

oddalasz

 

Zostawiasz

czarnego karła

który niedługo

wybuchnie

 

I już nie będziemy istnieć

w nieistnieniu

 


x   x   x

 

A po wybuchu

uspokojenie

i wyciszenie

Strumyk co płynął

ginie w wiklinie

Na czystym niebie

obłoczek siny

 

Tylko w dolinie

wciąż chrząszcz brzmi w trzcinie...

 

… polski chrząszcz w trzcinie...

 

                                  9.02.13

 

 

 

 

      Starcy i dziewczyna

  

 

  Starcy mlaskali

  liżąc się i śliniąc

 

  … a ona święta

  ona anielska

  nietknięta przez diabła

  tknięta przez człowieka

 

  Starcy jak pieski

  padli na kolana...

 

  Czeka ich tylko

  rozkoszny świst bata

  i anioł z różkami

  co gna ich do piekła

x   x   x

 

 Dnia trzydziestego marca

 dwa tysiące trzynastego roku

o godzinie trzynastej

 na cmentarzu witomińskim w Gdyni

 zmarł „pies ogrodnika”

 a narodził się starzec

 

 Usiadł na swoim grobie

 i już nie miał siły

 wrócić do życia

 

 Marzył

 o locie Ikara

 by się popisać

 przed dziewczyną

 

 Dawniej

 prosił ją o miłość

 Teraz  nie chce

 wzbić się w niebo -

 ona i tak

 odwróci głowę

 by nie widzieć

 jak spada

     

 

 

 

x   x   x

 

Ikar szuka

domu spokojnej starości

zapewniając sobie

towarzystwo bezzębnych staruszek

 

Dziewczynę

otaczają młodzieńcy

 

To nie jest chichot Losu

To Los

 

                          25.03.13  - 24.05.13

 

 

 

  Pożegnanie Muzy

                      

             x   x   x

 

Dziewczyno z mgły i eteru

drżysz w moim mózgu

jak gutaperka

Dajesz mi rady babuni

a ja nie jestem dziadkiem

choć siwieję

i mchem porastam

Stoimy na przeciwnych krawędziach

przepaści

Ty się odwracasz i odchodzisz

 bo przeraża cię kipiel w dole

i realność wzywa

Ja zostaję

i śmiało patrzę w dół -

skoczyć?

czy zaufać nadziei?

Razem nie skoczymy -

boisz się moich rojeń

Ledwie cię widzę

Byłaś dla mnie mgłą -

gubię się w niej

i jest mi coraz trudniej

iść

Odejdź  w swoją realność -

dojdę

Znam drogę


6.01.15


  

Pin It