Andrzej Ballo - wiersze

{jcomments off} 

Kazimierz Andrzej Hałajkiewicz
Kazimierz Andrzej Hałajkiewicz




****

 

toczymy przeciwko sobie śledztwa

podejrzewamy innych o to co robimy sami

chcemy wiedzieć o innych wszystko

aby mieć asy w rękawie i spokojnie odejść

bez skrupułów i wyrzutów sumienia

 

zbieramy materiały obciążające

aby poczuć się lepszymi i godniejszymi

wielu zaszczytów i przywilejów

idziemy po śladach podejrzanych

zobaczyć co zjedli i jakie kupili ubrania

 

a na koniec dokonujemy osądu

i ława oskarżonych w postaci znajomych

dzielnicy lub tłumu

feruje wyrok

który brzmi

za przypominanie nam nas samych

nakaz życia w cieniu i milczenia

na widok naszej podłości

 

wyrok jest prawostronny

jak każdy po publicznych drogach

 

 

 

 

 

****

 

jedynym światłem

nasze oczy

schowała się bladość latarń

a ona

nie rozbiera się od razu

za oknem szybciej spadają liście

atakuje ustami

w ramach strategii zwanej namiętnością

oplata mnie nogami

i wbija do krwi paznokcie

aby oznaczyć

że jestem tylko jej

(jak kiedyś rzymskie prostytutki)

chciałbym tak przemierzać świat

jak ona moje ciało

odwzajemniam się

nie zastanawiając się czy potrafię

i z każdym oddechem

i z każdym dotykiem

popadamy w szaleństwo

nie ma w nim bólu i śmierci

nawet nie ma tu i teraz

jest tylko rozkosz

pomnożona przez nas

(nie tylko przez dwa)

nic nas nie dzieli

i to jest niewymierność

a o tym nie da się dobrze napisać

 

 

 

 

****

 

lubimy filmy

bo nie mamy odwagi żyć

jak ich bohaterowie

oni za nas i to całkiem słusznie

rzucają się w wir uczuć i czynów

podczas gdy my boimy się zwrócić uwagę sąsiadowi

który drze się na żonę na schodowej klatce

albo przyglądamy się bezczynnie

gdy kopią chłopaka w pobliskim parku

choć wystarczyłoby pokazać im pięści

albo bulwersujemy się namiętnie całującą się parą

odwracamy wzrok i interpretujemy to jako pokaz

a potem siadamy przed ekranem

z wypiekami na twarzy i popcornem w ręku

z zazdrością obserwując to co w każdej chwili moglibyśmy przeżyć

albo jesteśmy dumni z siebie

że w niektórych sytuacjach postąpilibyśmy rozważniej

film trwa dwie godziny

nikt chyba z nas nie chciałby żeby tyle trwało życie

mamy więc niebywałą okazję na 12 filmów dziennie

tym bardziej

że ciągle coś gramy

i nawet od czasu do czasu pojawiają się jakieś napisy

typu magister lub kierownik działu

ale nadal nie jest to Rick Blaine czy Catherine Tramell

więc czekamy dalej

na nowy repertuar

żeby w nim ulokować odwagę i uczucia

a jak ktoś wykupi karnet

to życie wyniesie go całkiem tanio

i zamiast puenty

powinienem wkleić link do filmu Woody Allena

Purpurowa róża z Kairu

albo Skradzione pocałunki Truffauta

 

generalnie proponuję

przenieśmy się na ekran

dla naszego zdrowia i dobra

 

 

 

 

****

 

z każdą odkrytą prawdą

staje się coraz smutniejszy

 

może dlatego jest jesień

 

nigdy nie miałem depresji

ale popadam w melancholię

tak jak my wszyscy

lecz ja potrafię się przyznać

nie umiem się śmiać

w ramach praw i obowiązków

a przecież mam wielkie poczucie humoru

co z tego

skoro to jedna z form niepamięci

 

życie obfituje w mnóstwo zabawnych sytuacji

a najzabawniejszą jest

że się kończy

 

koniec musi być śmieszny

inaczej w środku

nie byłoby melancholii

 

wszyscy jesteśmy smutni

tylko staramy się

aby odkryto to jak najpóźniej

 

najlepiej na końcu

 




****

 

szybko to się zmienia

nie zdążysz się obudzić

ziemia już zmarznięta

trudno pozostawić ślady

muszą uwierzyć ci na słowo

o ile jesteś kimś

 

a jeżeli nie zależy ci aby być kimś

to tym bardziej się nie liczysz

dla tych

którzy dysponują numerami istnienia

 

pozornie mają lepiej

ale nad tobą niebo

nad nimi zwierzchnik

i poza nim nic już nie ma

 

 

 

 

****

 

wyremontowałem mieszkanie na poddaszu

i po obu stronach dachu zrobiłem szerokie lukarny

stojąc na środku widziałem cztery strony świata

czułem jakbym miał wyciągnięte bez przeszkód ręce

siedziałem tam i pisałem

nadal mając wyciągnięte ręce

przychodziła do mnie codziennie

zamykała moje ręce na swoim ciele

i nigdy potem nie było mi cieplej

siedziałem tam i pisałem

a ona przychodziła

mimo iż ciągle była

taki miłosny paradoks

albo i nie

może po prostu wiedziała

kiedy jest mi potrzebna

 

za oknem wiatr

zbliża trzciny do siebie

 

 

 

wiersz o problematyce społecznej

 

jak widzę stare okna

drewniane jak moje

 

wiem

 

w środku nie jest najcieplej

walka na chleb i węgiel

 

znam to

tym bardziej mi szkoda

 

słyszę głosy mentorów

- to nieudacznicy

- nic z nich nie będzie

 

a z ciebie moralizatorze co jest i będzie ?

 

zadowolony z siebie pyszałek

maskujący swoją małość

mieszkaniem na kredyt

i garniturem za dwa sześćset ?

 

tkwię dziś

nie chce mi się pisać

leżę ubrany w grubą bluzę z kapturem

czytam krótkie powieści Iredyńskiego i Herty Müller

(uwielbiam krótkie powieści)

i spoglądam na księżyc

który zagląda mi do książek

przez drewniane okna

 

znam to

 

 

 

 

****

 

przez mgłę

w każdej kropli

zamknięte wiatr i światło

 

do niej

zawsze ma lekko wilgotne usta

zauważyłem to w restauracji

 

przy niej

przychodzą mi na myśl nokturny Whistlera

i kobiety z obrazów Vermeera

 

w niej

podążam w każdym kierunku

mam mokre wyznania i kroki

 

z niej

nie mam ochoty wyjść

 

o ile sama się nie rozproszy

 

 

 

 

nie wiem kurwa czy to wiersz

 

 

wstydzimy się biedy

a całkiem nie wstydzimy się głupoty

zacząłem od morału

ponieważ tak będzie mi łatwiej

 

nie wiem czy kiedykolwiek byliście w takiej sytuacji ?

zziębnięci, przykryci dwoma kocami, bez pieniędzy

z przyjaciółmi, którzy zapomnieli

z telefonem, z którego nie można zadzwonić

z nieopłaconymi rachunkami

schorowani, nękani bólem głowy, brzucha i ischiasem

upokorzeni przez tych, którzy na takich upokorzeniach żerują

pozostawieni przez dziewczynę rozczarowaną niedostatkiem

ze smutkiem i samotnością jak kilka warstw farby na ścianie

 

nie musicie odpowiadać

ale posłuchajcie samych siebie

jakie opowiadacie bzdury

jak robicie z siebie kompletnych idiotów

z całkiem miałkich powodów

aby zwrócić na siebie uwagę

albo z braku odwagi kulicie swój rozum

który potem na każdy odgłos decydenta lub idola

chowa się odruchowo do szatni

tego się nie wstydzicie

 

nie, nie lewicuję

dzielę się obserwacją

pamiętam jak cieszy gorący

pity z celebracją kisiel

znaleziony gdzieś w zakamarkach kredensu

a przecież mógłbym napisać teraz o czymś innym

o Derridzie, Rolandzie Barthesie, Giacomettim

albo o matematycznej szkole lwowskiej

skąd o nich wiem ?

 

czytałem leżąc pod dwoma kocami


Pin It