{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Wiesław Sadurski

 

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska


drżenie

 

drżenie listków topoli przejmuje mnie dreszczem

jestem



na kartce

 

na kartce papieru jest zapisany wiersz

obok na stole leży nóż

wczoraj w naszej ulicy chłopak pchnął nożem mężczyznę

wielka jest siła asocjacji

 

kojarzę jedno z drugim

lecz wszędzie widzę jedno

nastawiam wodę na herbatę będąc pyłkiem kurzu

potem spoglądam w siebie

i w niestworzonej jasności

śmieje się ze mnie uniwersum

 

nie dzisiaj nie pójdę na piwo

boli mnie trochę gardło

 

mam nadzieję że to nie angina


 

mój ogniu

 

mój ogniu wewnętrzny

prowadź mnie jasno i śmiało

przez kraje ludzi i przemiany losu

 

ty który wiejesz swobodnie przez wszystko co widzę

wywiewaj z mego życia resztki pomysłów na życie

wiej w nieskończone

i płoń

nieskończenie



mówi sąsiadka

 

lubię żeby wszystko było na swoim miejscu:

chleb na stole policjant na rogu

wojna na Bliskim Wschodzie

świnia w łóżku rzeźnika

 

co wiem to wiem

słońce jest okrągłe

a ziemia płaska jak moneta

 

poza tym każdy ma wielkie skrzydła

i małą klatkę



mówi dziewczyna

 

gdy pierwszy raz otworzyłam swe oczy

w wodach płodowych matki

płynął żaglowy okręt

nad nim unosił się ptak

tak wysoko że to musiało być w niebie

 

kiedy się urodziłam wszystko zapomniałam

 

dopiero po latach

gdy pierwszy raz otworzyłam swe uda

zresztą zupełnie przypadkowemu mężczyźnie

zobaczyłam że ptak wciąż kołuje

 

dlatego nie zgodziłam się na skrobankę

 

urodzę żeby nie wiem co!



jestem

 

jestem we wnętrzu wielkiego miasta:

wiele świateł kolorów bogate dekoracje

ale sens sztuki nie jest mi znany

 

żyje tu parę milionów ludzi

a ja nawet nie wiem

czy grana jest komedia

czy dramat

 

jestem tu obcy jak wszędzie

jakbym już nie miał nazwiska

narodowości i koloru skóry

oddycham miłością

i nie gram



przed wyjściem z domu

 

przed wyjściem z domu sprawdzam dokładnie

czy wyłączone są światło i gaz

czy nie ma gdzieś tlącego się niedopałka

 

jako dziecko przechodziłem chorobę zakaźną

długo byłem w szpitalu

którejś nocy podszedłem do okna

horyzont wypełniała migotliwa łuna

płonęło warszawskie getto

 

patrzyłem tak każdej nocy

wtedy miałem to za piękny widok

a teraz kiedy wiem że piękno i brzydota

to ludzkie wykręty

zaglądam nawet do kosza na śmiecie

czy nie zaprószył się gdzieś ogień

 

nie chciałbym aby to się powtórzyło



postanowiłem

 

postanowiłem że nie będzie wojny!

będziemy mordować tylko zwierzęta

truć tylko naturę nie siebie nawzajem

 

uważam że każdy człowiek

nawet zwykły urzędnik jak ja

ma prawo zdychać w pokoju!



mówi pani

 

jeszcze pół wieku temu byłam niewiarygodnie wprost młoda

niezwykle piękna

nigdy nie sypiałam sama

 

dzisiaj życie to jedna długa noc

tylko śmierć przychodzi do mojego łóżka

opowiada o ludziach których zapomniałam

zagląda mi w oczy

albo parzącą dłonią

sprawdza puls

porusza przecząco głową

pozwala oddychać przez tę noc i może

przez parę innych

potem odchodzi do sąsiadki

 

sporo nas tutaj w tym domu starców

 

nikt ze mną nie rozmawia tylko pani śmierć

 

Pin It