Debiut Anny Świtały z rekomendacji Andrzeja Wołosewicza



Ania Świtała – dwa wiersze



Janusz Hankowski
Janusz Hankowski
Byłem ma imprezie wieńczącej VIII Turniej Poetycki „Orzech” im. Jerzego Kozarzewskiego w Nysie. O samej imprezie nie będę pisał, niech żałują ci, którzy nie widzieli. Zresztą to przedsięwzięcie zacne i z tradycjami, sala kinowa wypełniona po brzegi. Ten wstęp jest mi potrzebny, by napisać a właściwie przedstawić dwoma wierszami jedną z laureatek w kategorii do 18 lat. To ważne, dlatego podkreśliłem, ale o tym za chwilę.

                Ania Świtała ma 16 lat, jest licealistką i dopiero zaczyna swoją literacką przygodę. Ale jak zaczyna! Gdy słuchałem jej nagrodzonego wiersza (II miejsce) w wykonaniu jednej z jurorek, Marty Klubowicz (obok Stanisława Beresia i Bogusława Kierca), nie tylko aktorki, ale i dobrej poetki mam nadzieję namówić Martę na publikację kilku wierszy i na naszym portalu). Wiersz Ani był – niech jurorzy mi wybaczą – najlepszy w swojej kategorii i mógł spokojnie konkurować z tymi bez podziału na kategorie wiekowe. Co więcej, prawdę mówiąc – zapewne też dzięki interpretacji Marty – nawet nie zwróciłem uwagi, że jest to wiersz rymowany, on po prostu swoim rytmem i sposobem opowiadania tego, co opowiada sprawiał, że wersologia czy rymologia okazały się wtórne.  To przypomniało mi cudowne przed laty czytanie Pana Tadeusza przez Gustawa Holoubka, czy choćby wersję filmową narodowego arcydzieła, gdzie rymy „są schowane”, a przecież są, sprawdźcie sami.

                Nadto, o czym mówiłem od razu na scenie, sformułowanie Ani będące jednocześnie tytułem „Nikt mnie nie wie” warte jest poetyckiej mszy. Zapewne, przed Anią jeszcze poetycka sinusoida wzlotów i upadków, musi być na to przygotowana (tylko tak nabiera się doświadczeń; jak mówią instruktorzy narciarscy: jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz) i chyba jest, bo wydała mi się silną osobowością, choć przecież jeszcze cała młodość i dojrzewanie przed nią.

                A teraz pora na wiersze. Przeczytajcie je sobie głośno, aby wybrzmiały, najlepiej zróbcie to tak, jak Marta Klubowicz (żartuję, na to trzeba być aktorem i poetą w jednym). Zobaczcie ileż tu poetyckiej odwagi.



 

 

 

Nikt mnie nie wie


Nikt mnie nie wie przez czasu nieprzebyte hektary,

Przez myśl uwięzioną w obalonym drzewie.

Ani miś pluszowy, ani fotel stary

I autobus miejski.

Nikt mnie nie wie.

 

Nikt mnie nie wie jak trudnego adresu,

Jak polnej trawy, która przeminie.

Nie wie nikt.

Jak godziny kresu,

Jak chrząszcza, który nie brzmi w trzcinie.

 

Nikt mnie nie wie jak pod łóżkiem brudu,

Jak fałszu w niemal idealnym śpiewie.

Czasem tylko marzę, że może jak cudu,

Jak nie wie się cudu,

Tak nikt mnie nie wie…

 

Gdzie jesteś? Będziesz?

Znajdziesz mnie w potrzebie?

Wśród obcych, wśród ulic, wichru ponurego?

Powiedz, dowiesz się mnie i dlaczego?

Przepraszam zbyt śmiało.

Tego te nikt nie wie.


znaczek1

Tęsknota


A ty mnie natchnij,

Tęsknoto – kłopoto

W swej sile – mogile,

Ma wiaro – przywaro.

A ty mi odmów

Tę miłość – zawiłość,

Tę świętą – wyklętą,

Zbyt świeżą, za starą.

 

A ty mnie ulecz,

Ból we mnie – tajemnie,

Nietkliwie – cierpliwie,

W głąb rąb, otwórz ranę.

A ty mi uwolnij

Posłańca – wygnańca,

Pragnienie – cierpienie,

Te myśli za - kłopotane.

 

A ty mnie popchnij,

Odwago – zniewago,

W działanie – fruwanie,

Serca szy – przebicie.

A ty mi oddaj

Kochanie – czuwanie,

Wzajemność – zupełność,

Szept. Sens wes – przeżycie.

 

 

Anna Świtała, 2014


 

Pin It