Agnieszka Herman - wiersze

 

Salvador Dalí
Salvador Dalí

 

 

PODRÓŻ

 

Wyruszam w długą  podróż. Do ciepłych krajów.

Tu krople wciąż spływają po grzbietach dachów.

Wiatry w szczelinach wyją. Obłęd narasta.

Jestem we mgle pogrążona. Jak większość świata.

We mgle, w której nocami  lęgną się demony.

Wciąż za bardzo pamiętam twój głos, zapach i dotyk,

żeby tutaj pozostać. Żebrząc modlitwy układam,

czas na ratunek wzywam choć wiem, że on mnie zniszczy.

Cierpliwie jak morfina.

 

 

CZAS

 

Jesień jak zakazana miłość.

W szeleszczących  liściach

więcej nadziei niż pożegnań.

 

Jeszcze tak daleko nie wędrowałam

żeby odnaleźć siebie.

 

Klepsydrę można odwrócić

i patrzeć jak ziarenka piasku

przesypują się od nowa

 

 

JESIEŃ. Milanówek: Starodęby

 

Nie  przyzwyczajała nas do siebie,

nie nadchodziła pomrukując z oddali.

Jednej nocy otuliła nas mroźnym oddechem,

który zerwał  wszystkie liście z drzew,

a z żywych wyssał nadzieję.

 

Dęby jak szamani wznoszą do nieba splątane gałęzie.

Modlą się o łagodną śmierć dla  świata

 

 

W GÓRZE

 

W wierszu o tobie i o mnie muszą latać ptaki.

Wznoszenie opadanie na ciepłych falach oddechów

W mroku rzeźbisz pieszczotą jasne ciało kochanki.

Czy w podarowanym nam od losu czasie możemy śnić

o tym samym? Lecimy nad miastem.

Ziemia pachnie inaczej niż wszystko dotychczas.

W dole neony życia pulsują i drgają jak jazz Tomasza Stańki

 

Tramwaje iskrzą, zgrzytają na zakrętach Czasu.

Nie wierzę w Przeznaczenie to raczej Przypadek

Albo coś jeszcze innego, czego nie rozumiem.

Rozświetlasz mnie od środka i palców płomienie

gasisz na moim brzuchu. Boże widzisz i nie grzmisz?

 

Boże stworzeń kruchych. Istot marnych i głupich

Obejdź się z nami łagodnie. Kochamy. Żyjemy.

 

 

LIST Z JASTARNI DO VAN GOGHA

 

Port w Jastarni jest mały.

Z jednej strony statki i zapach nieświeżych ryb,

z drugiej połatane kutry rybackie – dziecięce łódki

niebieskie jak niebo i żółte jak piasek w słoneczne dni.

Na każdym miniaturowa kabina najwyżej na jedną osobę.

Na drewnianych tabliczkach zaklęcie „Bóg z nami”

– ile sztormów pozwoliło przetrwać?

 

Pokochałbyś to miejsce panie Van Gogh

choć z rodzinnej północy uciekłeś na południe do Francji.

To Holandia, do której dodano kolor – mówiłeś

patrząc na winnice na stokach, gaje oliwne

i przejrzyste niebo. 

 

W Jastarni jest jasno. Światło i woda.

Między Zatoką a otwartym morzem,

można przejść nawet w dziesięć minut.

Mógłbyś malować rybaków o surowych ruchach

i ich dzieci z niepokojąco białymi włosami.

Mógłbyś malować mewy – krzykliwe towarzyszki ludzi

albo języki słońca na Zatoce.

Po jakimś czasie wpisałbyś się

ze swoimi sztalugami w krajobraz portowy

jak teraz ja z twoimi Listami do brata.

 

Starajmy się polubić nasz los

taki jaki jest – pisałeś do Theo

w połowie pastor, w połowie artysta.

Grudy ziemi, żółta trawa, miękkie zboże,

drzewa migdałowca oblepione różem kwiatów,

mięsiste słoneczniki, cyprysy, ascetyczne wnętrza pokoi,

listonosze, szewcy, urodziwe Artezjanki.

Kawą, absyntem i szaleństwem uzyskałeś odpowiednie żółcie.

W miejscowych burdelach znieczulałeś smutek,

nierozważnie wydając niewielką pensję od brata.

Chciałeś wierzyć, że choroby czasem leczą.

 

Wiedziałeś, że samotność zabija?

 

 

A force de la nature

 

Być jak perz

Wcisnąć się w każdy szczegół muru,

w każdą szczelinę,

w każdy fragment krajobrazu.

 

Wieczny i niemy

z  korzeniami rozrośniętymi

w wielu kierunkach

 

Mieć jego siłę,

jego wolę trwania.

Odwagę wzrastania

mimo naderwanych części

 

 

LUBIĘ O TOBIE MYŚLEĆ

 

Lubię o tobie myśleć. Idziesz wąwozem miasta

Z samotnością jak gazetą zwiniętą pod pachą.

W mglistym świetle pomarańczowej latarni

tańczą liście. Dziki jest dzisiaj wiatr.

 

Spaliśmy jeszcze kiedy na środku zatłoczonej ulicy

Wyrosły dwa drzewa. Ty i ja.

Mówisz, że miłość nie zawsze jest smutna.

Miłość jest dzika. Jak wiatr. 

 

 

NIE MOGĘ SPAĆ KOCHANY

 

Nie mogę spać kochany. Widzę stojąc w oknie

nad facjatkami wtulonymi w głęboką czerń nocy,

po bordowych dachach trzypiętrowych kamienic

spacerują kobiety z twoich snów wyrwane. Nagie.

Jak koty milczące. I blade jak księżyc.

 

Kto jeszcze je tu widzi? Czy teraz powrócą

w objęcia mężczyzny, który je wywołał?

Boginie snów, kochanki, co znikają rano

zostawiając zapach rozsypanych włosów

na poduszce. Na powiekach. Na czubkach

odrętwiałych palców.

 

W PROSTOKĄCIE

 

W prostokącie szpitalnego okna

jak w obciętym kadrze

drzewa – zapałki w równych rzędach

bez korzeni i koron

bez początku i końca

każdy dzień sterylny

jak obojętność.

 

W prostokącie istnienia

tu i teraz

ważne jest tylko

moje ciało.

Czas – stukot butów  pielęgniarek.

Ludzie się rodzą

Ludzie umierają

 

 

HOMO VIATOR

                                                                                            Dla P.

 

Boga nie możesz obrazić. Nawet jeśli próbujesz roztrzaskać się o mur terenowym samochodem.

Choć jak widać łatwiej powierzyć sprawę publicznym szpitalom.

 

Zabrałeś ze sobą wiersze. Akurat wiersze chciałbyś ocalić.
Ale dzisiaj świat jest niechętny poetom; są monochromatyczni.

Za często myślą o przemijaniu. Za życia dopominają się o uwagę, występując w prowincjonalnych domach kultury.

 

Tu gdzie Ciebie nie ma  –  na Nowym Świecie, na Krakowskim Przedmieściu, na Powiślu, na Mokotowie,

we wszystkich tramwajach 33 – powoli znikają twoje ślady. Kieliszki już umyte albo zbite.

W szklance pleśnieje niedopita kawa.

Zniknęło odbicie potarganych włosów w szybach miasta.

Łuk pleców, gdy pochylony nad kartką szarpiesz kolejne wersy poematu.

Podobno tych co w drodze nie można zatrzymywać.

 

Na Facebooku zastukałeś w dniu swoich urodzin. Jak wygasła gwiazda, której światło wciąż błądzi we wszechświecie.

 

Patrzę w lustro – mój strach ma teraz twoje oczy.

 

Boga nie można obrazić. Na pewno nie brakiem nadziei.

 

 

 

 

Agnieszka HermanPoetka, fotografik, dziennikarka, autorka scenariuszy i haseł reklamowych, autorka okładek do książek. Dotąd opublikowała dwa tomiki wierszy: „Wybuchło słońce”(WKMS – 1990 r.) i  „Zapisane światłem” (Wydawnictwo Magazynu Literackiego –1995r.). Jej wiersze znalazły się w licznych antologiach: m.in. „Ławka rezerwowych”( WKMS 1999 r.), „Snuć miłość. Polska poezja miłosna XV-XX w. ” (Antologia pod redakcją Włodzimierza Boleckiego, wydawnictwo Bertelsmann, 2000 r.) „A jeśli miłość – co to jest takiego” (antologia poezji miłosnej – Książnica 1999 r.).Niebawem ukaże się trzeci tomik „Jesienią najtrudniej iść środkiem dnia” (Wydawnictwo Nowy Świat i Dreammee Litlle City).


Pin It