{jcomments on}

Wiersze tygodnia – Hanna Dikta

 

Bogumiła Wrocławska
Bogumiła Wrocławska

 

Nenufary

 

całe życie mogą zmienić

w pogrzeb

 

 

Rekonesans

 

po dwudziestu latach

kochanek wciąż ładnie pachnie

choć takie skrzyżowanie imbiru z kardamonem 

nic ci już nie mówi 

 

długo opowiada o żonie

której właśnie założyli holtera

kumplu odwiedzanym regularnie w domku na wsi

i psie z którym sypia najczęściej

 

na wiadomość że adoptowałaś syna

mówi masz odwagę

a ty zastanawiasz się

co ja kurwa w nim widziałam

 

mimo to oddychasz z ulgą

kiedy odebrany SMS

okazuje się reklamą domu towarowego

w którym pijecie kawę

i na długo zapamiętujesz entuzjazm

z jakim pomachał atrakcyjnej blondynce

po drugiej stronie kawiarnianego ogródka 



Blef

kiedy na siódmym piętrze ligockiej kliniki

wycinali ci guza

odbierałam nagrodę za opowiadanie

Moje śląskie korzenie


jury nie zorientowało się że jestem Ślązaczką

dopiero w pierwszym pokoleniu

a pradziadka powstańca

wymyśliłam kilka tygodni wcześniej

przy chrzczonym winie

babci Jabłońskiej

 

od tamtej pory ciągle zmyślam  jakieś historie

najczęściej kłamię o tobie

masz siedemdziesiąt lat prawdziwe włosy

i rozłożystą spódnicę

pod którą mieszczą się

wszystkie moje dzieci

 

Batorego piętnaście

 

przebudziły mnie

zabrudzone przez ptaki

szpitalne parapety

noworodki układane równo

w piwnicznym składziku

zjedzie pani na minus jeden

tam przy toalecie

wisi kartka

 

i ta mała z krzesełka obok

uparcie przystawiająca do wyschniętej piersi

sto dekagramów

szczęścia

Basia – awantury nie będzie


jakie to uczucie powiedz

kiedy zatrzaskują się kolejne drzwi

z otwartych nagle dłoni

wyślizgują szklane kulki

a u nadgarstków zwisa coraz więcej

postrzępionych nitek


przyjaciółki sprzedają sekrety

angielskim kochankom

i nie ma już do kogo wysłać

sentymentalnego SMS-a

w świąteczny poranek


jakie to uczucie

kiedy pękają powoli wszystkie koła ratunkowe

i zostaje szara sukienka

zniszczona tekturowa tabliczka

na której zamazał się adres



Malowanie

 

pamiętasz

farbowałam ci włosy Śnieżką

świetnie ci z siwizną

zachwycałam się

stojąc w rozkroku na drabinie ojca

 

zerwij dla mnie gwiazdę

prosiłeś

 

miałeś dwadzieścia lat

czerwone dżinsy

i po pijaku ograłeś mnie w szachy

a potem robiliśmy sobie

rozbierane zdjęcia

 

dziś wciąż masz zgrabny tyłek

mocną głowę

i białe włosy

 

tylko drabiny już nie ma

i ojca

i gwiazd

 

 

Miłość

 

a niech więdnie rdzewieje kruszeje

niech ją zjadają wrzody nerwy robaki

postępujący gwałtownie nowotwór

 

niech się truje tnie zaciska pętlę

niech ją gwałcą depczą

wbijają na pale

 

byle blaknące oczy

do końca patrzyły na mnie

 

 

Pogrzeb

 

najgorsza była cisza

jakby wszyscy solidarnie przestali oddychać

tylko dzieci błąkały się

między mokrymi płaszczami

kopały w trumnę

 


Andrzejek


w zasuszonych palcach zepsuta zabawka kikut papierosa

w oczach długometrażowy film z naszej ulicy

Pin It